27 lutego 2017

Wiosna triathlonisty – lista rzeczy do kupienia/zrobienia

Zdjęcie z wczoraj....tyle, że zrobione w Londynie fot. D.Szymborska


Coraz cieplej, coraz ładniej, dni dłuższe – wiosna – czyli przygotowania do startów w toku a czas szybko leci. Oto lista rzeczy, które KONIECZNIE trzeba zrobić lub sprawdzić wiosną, wszystko po to by uniknąć przykrych niespodzianek i być jak najlepiej przygotowanym do sezonu, który wbrew pozorom zacznie się zupełnie niedługo! 

Listę podzieliłam na 3 działy, przed debiutującymi triathlonistami zdecydowanie najwięcej wydatków, ale ci doświadczeni też potrafią poszaleć z zakupami – nowe koła, czujnik mocy….zawsze można coś nowego kupić….

Wypisując rzeczy niezbędne (moim zdaniem) użyłam pogrubionej czcionki, reszta też się przyda ,ale żeby tak od razu i wszystko kupować….

Pływanie:

·      Czepek neoprenowy – jeziora, rzeki i morze w Polsce nie należą do najcieplejszych, ten śmieszny, zapinany pod szyją czepek przyda się zwłaszcza, gdy startujemy na początku lub końcu sezonu triathlonowego. Uwaga z czepkiem jest jak z pianką trzeba go koniecznie zmierzyć, bo opis „w sieci” nie wystarczy by dobrać odpowiedni rozmiar,

·      Okularki do wód otwartych – czyli takie, które są miękkie i mają odpowiednie szybki, warto już teraz rozglądać się za dobrym dla nas modelem, jeżeli w zeszłym sezonie mieliśmy super okularki to może warto kupić drugie takie same?

·      Pianka – właśnie teraz startują testy, trzeba się wcześniej zapisać i przyjść, testy są bezpłatne, z reguły organizator testów pokrywa również koszt wejścia na basen, często w czasie testów można kupić pianki w okazyjnych cenach. Uwaga dla debiutantów – KONIECZNIE trzeba pójść na kilka spotkań testowych, wbrew pozorom modele pianek w zależności od firmy bardzo się różnią, trzeba szukać tak długo aż znajdziemy piankę, która mieści się w naszym budżecie i wygodnie się w niej pływa! Tym, którzy już mają piankę radzę sprawdzić czy wszystko z nią w porządku, jeszcze jest czas by oddać ją w ręce profesjonalistów i załatać dziurki, podkleić naderwania. Ważne też by piankę przymierzyć, gdy udało się nam pozbyć zbędnych kilogramów może się okazać, że nabieramy wody i pianka jest za duża, a może być zupełnie odwrotnie – przybyło nam gramów i centymetrów i pianka jest za mała. Gdy wiemy, że tak bywa na początku przygotowań do startów to zwyczajnie przejdźmy na dietę i schudnijmy by w piankę się „zmieścić”, lub też poszukajmy czegoś większego, bo zrzucenie 10kg może być mało prawdopodobne…

·      Bojka – albo dmuchana albo plastikowa, ta pierwsza pozwala włożyć do niej dokumenty i klucze ta druga jest tańsza. Jeżeli zależy nam na udanym sezonie to musimy pływać w wodach otwartych, a bojka pozwala zadbać o bezpieczeństwo.

26 lutego 2017

Hipsterskie śniadanie – The Cambridge Street Kitchen

Gdy jeszcze nie było kolejki czekających na hipsterskie śniadanie...fot. D.Szymborska


Zacznę od końca, wczoraj na Facebook'u przyczepiłam link do reklamy kawy w „restauracji innej niż wszystkie” (TUTAJ), śmiałam się z wideo, z cen kaw, hipsterów z brodami i stołu pingpongowego zamiast normalnego…..i dziś….zjadałam śniadanie w miejscu gdzie:

·      Kawa jest droga,

·      Wszyscy kelnerzy mają brody i chodzą w koszulach w kratkę „na drwala”,

·      A w jednej sali stoi stół do pinponga….

25 lutego 2017

Zupa Char-siu i pierożki won ton – czyli rozgrzewające jedzenie

To zielone to liście groszku - mangetout - ciekawe w smaku i dodające kolejną egzotyczną nutę pysznej zupie fot. D.Szymborska


Wczoraj w Londynie była piękna wiosna, dzisiaj lekko chłodna zima. Po trzech godzinach rowerowania byłam bardzo, ale to bardzo przemarznięta. Do tego doszedł stres związany z tym by pamiętać, że w pożyczonym rowerze hamulce i przerzutki są zainstalowane odwrotnie niż w moim….udało się bez wypadku….to na rozgrzewkę zupa i pierożki! Zadziałało – odtajałam całkiem szybko!

Zupa char-siu była doskonale doprawiona, wieprzowina przygotowana w kantoński sposób była wyborna, rozpływała się w ustach, a do najchudszych nie należała. Dodatkowo w zupie nie zabrakło: makaronu, liści groszku (mangetout) , grzybów, marchewki, kiełków….

Pierożki były dość ostre, mimo, że wyglądały na mało starannie ulepione nie rozpadały się a farsz był przepyszny.

24 lutego 2017

Kimchi ramen

Przepyszna zupa z kimchi i owocami morza! fot. D.Szymborska


To się nazywa mieć szczęści! Zgrałam zdjęcie, wpisałam nazwę baru z rachunku i…..okazuje się, że od kilku lat jest polecany przez przewodnik Michelina!

Bar nazywa się Shoryu Ramen, ten do którego trafiłam ma w środku 10 krzeseł – 5 przy barze i 5 przy ladzie przylegającej do okna. Jest to bardziej miejsce odbioru zamówień, ale jak akurat jest wolne miejsce to warto usiąść i zamówić – można przy okazji powyglądać przez okno albo popatrzeć jak powstaje pyszne zupa, bo kuchnia jest otwarta.

Shoryu Ramen specjalizuje się ramenie Hakata tonkotsu, który pochodzi z dzielnicy Fukuoaki o nazwie... Hakata. Wyspa Kyushu w Japonii słynie z ramenu o cienkim makaronie ryżowym, wywar z reguły jest gotowany na wieprzowych kościach. Dodatkowo w karcie można znaleźć Ramen z owocami morza i kimchi – właśnie ten wybrałam.

23 lutego 2017

Czy Tłusty Czwartek musi być tłusty?

Wyroby pączkopodobne w supermarkecie fot. D.Szymborska


Jeszcze dwie godziny temu chciałam napisać, że nie zjadłam żadnego pączka, ale….dostałam w prezencie od ważnej dla mnie osoby, to co miałam odmówić i sprawić przykrość? Po co? Zjadłam,  żyje.

Internet wylicza przez ile czasu trzeba: uprawiać seks/biegać/myć okna by spalić jeden pączek. 

Obok trwa dyskusja nad wyższością chrusty czyli faworków nad pączkami, wreszcie niektórzy upierają się, że pączka to nie zjedzą ale donutsa to i owszem. 

Nie można jeszcze zapomnieć o tych co szydzą z tych co jedzą pączki – niezliczone memy w sieci i tych, którzy upierają się nad hucznym obchodzeniem tego święta…

A cukiernicy? Cieszą się! Dyskonty prześcigają się w konkurowaniu na ceny – poniżej 50 groszy za "pączka"….(z limitem do 48 sztuk) i tutaj zaczynam się zastanawiać czy naprawdę obchodzimy do święto? Wyrobami pączkopodobnymi? 

A może tak zjeść jeden pączek i tyle? Serio to takie proste! Brzuch nie będzie bolał, nie będzie nam niedobrze, wreszcie nie dostarczymy naszemu żołądkowi ciężkostrawnych kulek moczonych w tłuszczu z dodatkiem sztucznego dżemu w środku! 

Oczywiście są też dobre pączki, takie robione starannie z dobrych jakościowo składników, tylko, że one nie są tak tanie i z reguły nie są tak dobre właśnie w Tłusty Czwartek…..

Tym dla których daty nie mają zbytniego znaczenia polecam zjedzenie świeżego pączka w sobotę (jutro jeszcze będą „niedobitki” nasmażone na dziś), bez cyrku z ilością, z dbałością o jakość….

Tak jak nie schudniemy zbyt wiele w jeden dzień tak samo (na szczęście) nie przytyjemy też w ciągu kilku godzin, jedyne co nam grozi to ból brzucha. Zgrabna sylwetka to nie zasługa jednego dnia i tak samo nie można jej zniszczyć w ciągu Tłustego Czwartku.


Oczywiście doceniam poświęcenie tych co testowali pączki, przygotowywali rankingi lub też publikowali przepisy na smaczne/fit/wegan/cokolwiek innego pączki. 

Niektórzy lubią świętować inni – tak jak ja – niekoniecznie.

22 lutego 2017

Ninja w barze czyli dwa egzotyczne koktajle z sake

Zabawa w barmankę za profesjonalnie wyposażonym barze sprawia dużo radości


Najpierw teoria a potem praktyka. Jak już wiedziałam o tym z czego i jak wyprodukować sake, to mogłam zacząć przygotowywać drinki na bazie tego alkoholu. 

Trzymając się zasady, ma być smacznie i jak najmniej alkoholowo nauczyłam się dwóch świetnych kombinacji.

Obydwa koktajle są naprawdę smaczne, da się je przygotować używając tylko 20 lub 40ml sake, które dla przypomnienia nie jest alkoholem wysokoprocentowym. Jednym słowem smacznie ale mało alkoholowo, czyli tak jak lubię najbardziej!

Koktajle przygotowywaliśmy – warsztaty były dla blogerów, miłośników alkoholi, managerów restauracji – na bazie sake NINJA, która jest „spokojna” jeżeli chodzi o doznania smakowe, jest przeźroczysta i nie pozostawia osadu – to wszystko ważne w przypadku przygotowywania drinku.

Co ważne dwa drinki są proste w przygotowaniu, wystarczy mieć „odporną” na miażdżenie szklankę, sitko i dużo lodu! Podobał mi się pomysł łączenia smaków, które są dostępne w sklepach. Nie ma nic gorszego niż na warsztatach nauczyć się przygotowywać coś (danie/drink), którego potem nie można powtórzyć w swojej kuchni bo pracowało  się z produktami, które są zupełnie niedostępne w polskich sklepach.

Shibuya – pierwszy orzeźwiający drink na bazie ogórków, soków i oczywiście sake

20 lutego 2017

Sake – instrukcja obsługi

Sake w opakowaniu "pod turystów" przypominającym beczkę, którą rozbija się z okazji świąt fot. D.Szymborska


Sprzed lat zapamiętałam bardzo drogie sake, które próbowaliśmy pić na wiele sposobów – na ciepło/zimno, samo/w potrawach/drinkach – żadna wersja nie była smaczna, tym bardziej ucieszyłam się z zaproszenia na panel degustacyjny tego japońskiego alkoholu.

Najpierw teoria, której uczyłam się od najlepszych z Hakutsuru czyli największego producenta sake w Japonii.

Że sake produkuje się z ryżu to wiedziałam, ale o pleśni – koji-kin nie wiedziałam zbyt wiele, o kobo czyli drożdżach również. A to dzięki tym dodatkom polerowany ryż przemienia się (w dużym skrócie) w sake.

Na smak i kolor sake składają się: woda – wiadomo, im smaczniejsza tym lepsza będzie sake, koji – ryż ugotowany na parze, do którego dodaje się pleśń i drożdże (kobo).

18 lutego 2017

MER 2017 czyli 24 godzinny bieg po schodach

Z tej strony na selfie widać napis RUN z drugiej jest jeszcze HAPPY - zdjęcie zrobione na oblodzonych, falenickich wydmach


„Dwa lata temu pobiegłam Marriott”, czyli przekładając z towerruninngowego żargonu – wbiegłam po schodach 42 piętra i pojechałam się umyć do domu bo za chwilę miałam samolot, inni w tym super szybko biegająca Róża chodzili przez 24 godziny w górę po schodach i zjeżdżali windą by.... czynność powtórzyć.

MER czyli Marriott Everest Run to ciekawe wyzwanie, coś dla pasjonatów: 
a) chodzenia/biegania po schodach 
b) tych co chcą sprawdzić wytrzymałość swojego organizmu 
c) uwielbiających wyzwania i zakłady – co ja nie wejdę?!

Na konferencji prasowej dowiedziałam się, że ta edycja jest specjalna bo równolegle z MER wystartowała kampania społeczna „Nasz Everest” – dotycząca choroby Pompego, która osłabia mięśnie (głównie oddechowe i nóg) i czyni każdy krok trudnym, takim jak te dzielące himalaistów i biegaczy od szczytu Everestu...

Od 9 rano mój znajomy Mariusz dzielnie wchodzi i zjeżdża, wchodzi i zjeżdża... Zrobił to już 54 razy (stan na godzinę 20.40), do rekordu brakuje mu jeszcze 50 wejść….trzymam kciuki, żeby mu się udało! Samo wejście tyle razy jest już ogromnym sukcesem, a tu jeszcze cała noc i poranek na dokończenie wyzwania….

17 lutego 2017

Tawerna Rybaki – metamorfoza

Bardzo smaczne "drugie danie" - dorsz z patelni z frytkami i surówką - klasyka klasyki nad morzem! fot. D.Szymborska


Zerknęłam na blogu jest wpis z 2014 roku a na nim kwadratowa miska z zupą rybną i dorsz w grubej panierce, niestety nie ma przaśnych zdjęć wnętrza Tawerny, brakuje też opisu tego, jaki zapach unosił się w smażalni…jak łatwo się domyślić – ryby i frytek…a teraz? Teraz Tawerna Rybaki jest śliczna i jedzenie, które podaje jest dużo smaczniejsze.

Miejsce nie do poznania, czysto, schludnie, bardziej pachnie nowością niż smażeniną. Urządzona w stylu skandynawskim, jasne sale, wygodne krzesła, duże stoły. Dodatkowo Tawerna prowadzi teraz mini hotel, wszystko odnowione.

Sprzed lat zapamiętałam, że w Rybakach było zawsze bardzo tłoczno, teraz….nie, pustki to za dużo powiedziane, ale tłumów nie było. Może nowy, wyremontowany lokal zniechęca klientów? Może boją się, że będzie dużo drożej niż wcześniej – a nie jest, ceny z tych „normalnych” odpowiednich dla bardziej eleganckich smażalni. Wreszcie może, goście zapamiętali Tawernę inaczej i minęli ten nowoczesny, jasny budynek i poszli jej szukać dalej?

16 lutego 2017

Pływalnia AM w Gdyni vs. Aquapark w Sopocie

Gdynia na górze, Sopot na dole....


Można porównywać? Pewno, tu i tu basen o długości 25m, tu i tu działają karty abonamentowe. W pierwszym wypadku piękna lokalizacja – przy samym morzu, w drugim troszkę dalej od słonej wody ale za to przy parku...

Gdynia, godzina 8.34, szatnia pływalni Akademii Morskiej. Ja: dzień dobry, ja na basen. Pani szatniarka: jest pani spóźniona o 4 minuty. Ja: nie jesteśmy w wojsku prawda? Pani szatniarka: W wojsku nie, ale w Akademii Morskiej, jest pani spóźniona o cztery i pół minuty. Nie tolerujemy spóźnień większych niż pięć minut.

Zdążyłam pokazać dokument ze zdjęciem i kartę lojalnościową. Dostałam kluczk do szatni. Popędziłam bo tutaj czas nie liczy się od odbicia chipa, tylko jest z góry ustalony – spóźniona cztery i pół minuty na starcie plus ekspresowe przebieranie i zostało mi 39 minut treningu. Tutaj pływa się po 45minut. Basen śliczny, czysty, głęboki (ze wieżą do skoków). Pustki, miałam swój tor. 

Gwizdek, wszyscy grzecznie wychodzą. Na murku siedzą panowie w granatowych kąpielówkach, jest też kilka pań. 

Idę pod prysznic. Słyszę prowadzącego zajęcia: Macie wielką przyjemność mieć zajęcia ze mną. Hip…. Panowie w granatowych kąpielówkach gromkim głosem wołają: hura, hura. Przez chwilę myślałam, że to taki żart i będą śmiechy i oklaski…..nie było…..

15 lutego 2017

Gard – kuchnia nordycka w Gdyni

Pyszne, malutkie i aromatyczne pulpeciki w restauracji Gard fot. D.Szymborska


Brzmi groźnie prawda? Nordycka! Czyli jaka? Klopsiki z meblowego, szwedzkiego sklepu? Tak i nie…

Wikingowie w Gdyni (i nie tylko) jedzą zupy, skrei’a (norweskiego dorsza zimowego), bo teraz sezon, borówki….  A wszystko w restauracji której logo to „a z kropką na górze” – czytaj głośno, gardłowo i poważnie: aaa.

Kuchnia nordycka to bardzo pojemne pojęcie, łączy trzy narody: szwedzki, norweski i duński. To co łączy Wikingów przy stole to ryby (konserwowane, suszone, wędzone), dziczyzna, borówki, jeżyny.

Zupa i drugie danie. Zupa z dorszem (do marca skrei w garnku się gotuje), z musem z pomarańczy – fantazja kucharza, bo pomarańcze i przyprawy to nie nordycka „bajka”. 

Na drugie pulpeciki. Tak, tak wybrałam szwedzki przysmak, tutaj podawany z ziemniakami i borówkami. Pulpeciki wyborne, drobniutkie z mięsa wołowego, sos mięsny na bazie mięsa cielęcego. Kiedyś Skandynawowie szaleli na punkcie cukru, dodawali go nawet do dań mięsnych, ślad cukrowego nałogu wyczuwalny w sosie zrównoważony borówkami, które były bardziej niż wytrawne.

14 lutego 2017

Molo - Molo czyli sprawdzona trasa biegowa – Gdynia-Sopot

Czasem trasy są takie proste, raz morze po lewej, raz po prawej...zrzut z zegarka


Walentynki na biegowo! Oczywiście! Wtorek, normalny tydzień, nie spotkaliśmy innych biegaczy, zakochane pary spacerowały brzegiem morza, część pewno zwagarowała inni zaplanowali romantyczny spacer, a my (równie romantycznie) górą klifu – podbiegi, zbiegi ale też ścieżki i schody….a wszystko po to by pobiec od mola do mola.

Trasa stosunkowo prosta, raczej ciężko się zgubić. Dystans 8 kilometrów w dwie strony. Wszystkim którzy wybierają się do Gdyni lub Sopotu naprawdę polecam przebieżkę obok morza!

Tym razem startowaliśmy z Gdyni Orłowo, a dokładniej przy molo, by dobiec do mola w Sopocie. Super to brzmi prawda – bieg z Gdyni do Sopotu, międzymiastowa przebieżka! A to tylko 4 kilometry, ale trasa z tych przełajowych, z elementami drewnianych pomostów i stosunkowo krótkim asfaltem, jednym słowem buty przełajowe się przydadzą, tym bardziej teraz zimą, gdzie biegniemy po mieszaninie liści, piachu i śniegu.

By się nie zgubić wystarczy wybierać takie ścieżki, które biegną równolegle do morza – ot tyle, jak startujemy w Gdyni Orłowie to mamy mieć zawsze morze po lewej i tym sposobem po 4 kilometrach zobaczymy Molo w Sopocie!

Dla wszystkich którzy będą debiutować na tej biegowej trasie kilka wskazówek, dzięki którym nikt nie powinien się zgubić:

·      Start w Gdyni Orłowie (Molo),
·      Bieg chodnikiem spacerowym, po prawej stronie plac zabaw, po lewej….morze oczywiście,
·      Kładka z metalowymi białymi poręczami,
·      Leśna ścieżka,
·      Bardzo niewygodne drewniane schody – dziś oblodzone,
·      Wąwóz,
·      Drewniany pomost, równoległy do morza,
·      Domek w stylu zakopiańskim (serio!) po lewej zaraz przy plaży,
·      Zatoka Sztuki i Teatr,
·      Grand Hotel po prawej i widać już sopockie molo.

13 lutego 2017

Pierogarnia Mandu Gdańsk Oliwa

Korańskie mandu z kimchi fot. D.Szymborska


Już kilka razy „nacięłam” się na reklamowane i polecane przez innych pierogarnie, jednak jak gdzieś usłyszę, że nowe miejsce, że dobre pierogi to…ryzykuję! 

Mandu w Gdańsku Oliwie zbyt nową restauracją nie jest, ba ma nawet swoją filię w centrum. Pierogarnia Mandu jest przytulnym miejscem z malutkim stoliczkami, serwowane są tutaj jak sama nazwa wskazuje pierogi, ale nie tylko te tradycyjne, ale również te z nazwy miejsca – koreańskie.

W karcie bogaty wybór, przez klasyczne gotowane, pieczone, słodkie po egzotyczne.

Wybraliśmy Mandu i Jiaozi. Swoją drogą ciasto to samo, sposób usmażenia również, na szczęście farsz i sosy różne!

Mandu w Oliwie to pierożki z mieloną wieprzowiną, tofu, kimchi, imbirem, porem. Podawane są ze sporą porcją „domowego” kimchi i sosem ponzu (bazą dla niego jest sos sojowy). Kimchi była ostra, mogłaby być jeszcze bardziej sfermentowana, ale z tą sałatką jest tak, że każdy przygotowuje ją trochę inaczej. Same pierogi dobre, podobało mi się, że nie były „flaczkowate” tylko porządnie wypchane farszem.

12 lutego 2017

Pierwsza bałtycka rybka tego roku – Tawerna Orłowska

Z widokiem na molo w Gydni Orłowie - dorsz, frytki i zestaw surówek fot. D.Szymborska


Ach te stereotypy, schematy….nad morzem rybka, w górach oscypek, na wsi pierogi….znając je czasem miło im ulec...

Dla mnie Morze Bałtyckie kojarzy się ze smażalnią, bez ryby w panierce, frytek i zestawu surówek nie czuje, że jestem blisko słonej wody! 

Mam sprawdzone miejsca, niektóre bardzo turystyczne, inne mniej, to co je łączy to proste dania i dużo ości, bo że w karcie napisane jest "filet" nic nie znaczy...

Do tego jeszcze robię się sentymentalna, jak w Tawernie Orłowskiej smakowały mi gołąbki z rybnym farszem to potrafiłam je jeść co roku….. (2013 i 2014) dziś „zaszalałam” i zamówiłam coś innego!

Tawerna Orłowska jest oblegana nawet poza sezonem, na tarasie ustawione są lampy grzejące i jest "znośnie" jeżeli chodzi o temperaturę! Obsługa nigdy tutaj nie należała do najlepszych – to się nie zmieniło, kolejki spacerowiczów i gości restauracji do łazienki jak zawsze długie, a jedzenie smaczne i sprawdzone!

Nowość w karcie – zupa rybna z kiełbaską z dorsza – dobry wybór, kiełbaska z tych bardzo dużych, połowa spokojnie by wystarczyła, ale jak w przypadku smażalni w menu podana jest gramatura dań – stąd wiem, że zjadłam 250ml zupy i podzieliłam się 100g kiełbaską!

11 lutego 2017

Doceniasz swoich kibiców? Relacja z XIV Zimowych Biegów Górskich w Falenicy

Wbiegając na drugą pętelkę fot. kibic oczywiście


Każdy zawodnik ma swoich kibiców. Nie trzeba być olimpijczykiem by liczyć na doping. Dziś po tym jak mój osobisty kibic biegał po wydmie, żeby zrobić mi ładne zdjęcia z różnych ujęć pomyślałam o tym, że my biegacze, triathloniści czy kolarze zakładamy, często bardzo egoistycznie, że kibicowanie się nam należy. Ba wymagamy:

·      Dowożenia na miejsce zawodów,

·      Podporządkowania wakacji/weekendów/dni wolnych naszemu kalendarzowi zawodów,

· Kibicowania i robienia ŁADYCH zdjęć, takich na których wyglądamy chudo/zgrabnie/młodo/profesjonalnie, ewentualnie jak regulamin zawodów pozwala – podawania napojów, odbierania kurtek, rękawiczek itp

·      Pocieszania lub chwalenia na mecie – to zależy od naszych wyników danego dnia,

·      Transportu do domu,

·      Zrozumienia naszego zmęczenia/rozdrażnienia rzadziej euforii po zawodach.

I oni, ci nasi kibice to znoszą, jedni lepiej, inni gorzej.

10 lutego 2017

Z cyklu pasty śniadaniowe – rzodkiewkowo koperkowy twarożek

Najprostsze rzeczy smakują najlepiej, pod jednym warunkiem, że są w najlepszym gatunku! fot. D.Szymborska


Niedawno wydawało mi się, że utarte na tarce rzodkiewki, dobrze odciśnięte i wymieszane z twarogiem i śmietaną to hit śniadaniowy (przepis TUTAJ). Zmieniam zdanie. Oczywiście tamta pasta śniadaniowa też jest dobra, ale ta wersja jest zdecydowanie smaczniejsza!

Polubiłam ją na tyle, że jak wiem, że ranek będzie pełen pośpiechu to….przygotowuję ją dzień wcześniej, tylko jej nie solę i tym sposobem śniadanie jest pyszne, wystarczy je tylko doprawić przed podaniem i przełożyć do ładniejszej, niż metalowa miseczki.

Składniki (na sporej wielkości miseczkę):

9 lutego 2017

Koreańskie burrito w Warszawie

Wersja łagodna, opcja koreańska fot. D.Szymborska


O Urban Burritos pisałam już dwa razy – pierwszy raz gdy wygrałam konkurs, drugi raz gdy UB wprowadzili nową kanapkę specjalnie na Święta Bożego Narodzenia. A dziś? Dziś był „biforek” karnawałowy i zamiast pizzy – bo dzień pizzy wypada dziś – jadłam koreańskie burrito. Taka fantazja Jacka, który dowodzi przy Pięknej 22.

Gunguam…rrito to szalona mieszanka, którą można zamówić w różnych wersjach od super ostrej do łagodnej. Ja wybrałam wersje bez wypalania przełyku, bo wolę czuć smak tego co jem.

W koreańskiej wersji jest: grillowana wołowina, która wcześniej była marynowana w sosie sojowym z sezamem, chrupiące kiełki fasoli mung, koreański sos bbq. Ten sos jest rewelacyjny!

Ciekawy eksperyment, wołowina wyborna, sos fantastyczny, tylko trochę za dużo kiełków, inna sprawa, że jestem wielką fanką pasty z czarnej fasoli i uważam, że pasuje do wszystkiego w każdej możliwej ilości…. 

Dla zakochanych w kuchni fresh-mex w menu czeka stare menu – czyli klasyki w wersji zarówno mięsnej jak i wegetariańskiej.

8 lutego 2017

Mai „Przepisy na szczęście” – czyli nowa książka i jeden przepis

Podoba mi się okładkowe szczęście Mai - trzyosobowa rodzina! fot. D.Szymborska


Łączy nas kilka szczegółów: wstajemy rano – Maia, żeby jeździć konno, ja żeby pływać, lubimy wyraziste smaki, uważamy, że gotowanie jest ważne dla budowania więzi tych rodzinnych i tych przyjacielskich, lubimy się dzielić. 

Maia stroni od produktów zwierzęcych ja zajadam się mięsem…. 

Bardzo lubię przepisy Mai, są słoneczne, ciepłe i poprawiają humor i w większości przypadków są naprawdę proste do przygotowania.

Nowa książka „Przepisy na szczęście” to opowieść o życiu, w którą Maia wplotła przepisy, sporo przepisów.

Spodobało mi się zdanie, które dziś usłyszałam – "szczęście zaczyna się na talerzu"! Zgadzam się z nim w 100%, dobre jedzenie, dobrzy ludzie, to wszystko czyni nas szczęśliwszymi!

Książka będzie w księgarniach już w przyszłym tygodniu, po dzisiejszym spotkaniu wiem, że przygotuję przepis ze strony 101, z działu „Ogień”. Wiem o tym dlatego, że w czasie spotkania autorskiego zjadłam to danie i było obłędnie smaczne!

7 lutego 2017

Saumon aux poireaux en papillote czyli pieczony łosoś z porami

Zachwycająco pyszny łosoś! fot. D.Szymborska


Autorką przepisu jest paryżanka Paule Caillat, która prowadzi Promenades Gourmandes, to ciekawy koncept – dwujęzyczna (francusko/angielska) Paule pokazuje obcokrajowcom kuchnie, targi i uczy gotować francuskie dania. 

Jej „kulinarne wycieczki” są na tyle popularne, że warto zrobić rezerwacje z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Wycieczka po targu i sklepach z dobrą żywnością to kosztowna przyjemność (350E za trzy godziny) ale chętnych na poznawanie kulinarne Paryża nie brakuje.

Przepis na łososia w papilotach Paule poleca szczególnie tym, którzy nie mają pomysłu co zaserwować w czasie przyjęcia dla przyjaciół – wszystko można przygotować wcześniej, gdy goście zjedzą przystawki wystarczy tylko włożyć zapakowanego w folię łososia z dodatkami do piekarnika i po 12 minutach podać rewelacyjnie pyszną i aromatyczną rybę!

Przepis Paule można znaleźć świetnej książce Beverly Leblanc „Smaki świata, Francja”

Jak dla mnie to jedna z lepszych wersji łososia, do tego nie trzeba nic zmywać – pieczemy w foli aluminiowej i potem ją wyrzucamy!

Paule o tym nie pisze, ale moim zdaniem warto lekko ubić kremówkę dzięki temu sos będzie lżejszy – sprawdziliśmy – to działa!


Składniki (6 porcji):

6 lutego 2017

Miodowy chleb do upieczenia w domowym piekarniku

Jeżeli chcemy uniknąć spalenia skórki, to albo kamień albo dwie blachy do pieczenia jedna na drugiej fot. D.Szymborska


Gluten, uwaga na gluten! Miód! Miód też tu jest i masło! To w kwestii ostrzeżeń dla alergików! Nie zawiera soi i skorupiaków, jak również sezam nie był używany w tej samej kuchni od dłuższego czasu….

Chleb! Domowy, pachnący, który nie wymaga niczego specjalnego do pieczenia, żadnych foremek, koszyczków do wyrastania czy garnków żeliwnych!

Nie masz robota kuchennego – 15 minut ugniatania, masz – świetnie nie zmęczysz sobie rąk! Jednym słowem przepis dla każdego, komu marzy się zapach chleba, delikatny smak i świetna kanapka!

Przepis pochodzi ze strony Weekendbakery i jak to bywa z przepisami na chleb nie powinien, ba nie może być modyfikowany, z tego prostego powodu, że inaczej chleb może się nie udać, a szkoda, pracy, czekania i zużytych składników!

Dla niecierpliwych by zajadać się takim chlebem potrzeba: 15min na przygotowanie, 2xpo 60min wyrastania, 45min pieczenia…czyli 3 godziny plus czekanie na to jak chleb wystygnie – najtrudniejsze zadanie!


Składniki na jeden chleb:

4 lutego 2017

Hand Roll czyli japońska alternatywa dla kanapek

Trochę wbrew idei hand roll - przyniosłam sobie kanapkę do domu i zjadłam przy stole...fot. D.Szymborska


Lata świetlne, w odległej galaktyce, z radością wybierałam dodatki do panini, które potem na moich oczach było zapiekane w specjalnej maszynie, to wszystko działo się w podziemiach albo przy Dworcu Centralnym albo przy Rotundzie.

Zmiana galaktyki i mam dość kanapek na wynos. Szukam czegoś innego, tym bardziej, że moje domowe kanapki są takie pyszne, dużo tańsze od tych „kupnych”.

To co hand roll – czyli japońska kanapka? Ponieważ zawijanie maków wciąż jest dla mnie sztuką tajemną to, tak jak kiedyś panini tak teraz hand roll jest atrakcją!

Podoba mi się idea: proste składniki, świeże – bo jak inaczej w kwestii maków z surową rybą, lub opcja z dodatkami smażonymi w tempurze.

W Warszawie przybywa japońskich kanapkowni, w których można zjeść zarówno rolle wegetariańskie, z surową rybą czy smażonym kurczakiem – w tym ostatnim przypadku zastanawia mnie jak daleko taki roll ma do tych sprzedawanych w Japonii.

2 lutego 2017

Linguine z ragu z tuńczyka i kaparami

Połączenie bakłażanów, mięty i kaparów przepyszne a tuńczyk do tego czyni danie jeszcze bardziej smacznym! fot. D.Szymborska


Odkrycie – kapary w soli są bardzo słone, po opłukaniu wodą są jeszcze bardziej słone, żeby nie powiedzieć niejadalne! Po dodaniu do sosu są super pyszne!

Takie wprowadzenie do świetnego przepisu, szybkiego w przygotowaniu i super w smaku! Strona 83 – MammaMia, prawdziwa kuchnia włoska. Modyfikacja – tuńczyk z puszki, kawałki w oleju.

Składniki (4 porcje):

1 lutego 2017

Tureckie, serowe „cygara”

Rewelacyjna, sycąca, aromatyczna, turecka przekąska, którą można stosunkowo szybko przygotować w domu fot. D.Szymborska


Na urodzinach mojej przyjaciółki po całej kolacji (7 dań z dobranymi alkoholami – wino i jedno piwo) kelner zaproponował cygara. Byłam trochę zdziwiona, że niby zakaz palenia obowiązuje również w Senses…. chwilę później przyniesiono szkatułki, w których na sianku leżały jadalne „cygara”. Normalnych nie palę, a tamtych nie zjadłam – aromat dymu był zbyt mocny.

Zupełnie inne „cygara” podają w mojej ulubionej tureckiej restauracji – wałeczki fety zapieczone w cieśnie filo podawane z gęstym śmietanowym sosem. Za tymi przepadam, choć wiem, że są bardzo tłuste.

W książce Claudii Roden „Łatwa kuchnia śródziemnomorska” znaleźliśmy przepis na tureckie „cygara”. Trzeba było go wypróbować! 

Jak to mówią kucharze: "pracowałam już na tym produkcie" i wiem, że ciasto filo ma to do siebie, że bardzo szybko wysycha i trzeba uważać żeby nie porwać arkuszy. 

Przygotowywanie „cygar” przypomina pracę na akord, ale warto spędzić pół godziny w kuchni, potem jeszcze poczekać kolejne trzydzieści minut, gdy „cygara” są w  piekarniku.

Składniki na 12 sztuk: