20 lipca 2018

5 Bieg Chomika – czyli pomagamy psom i kotom

Przedbiegowe selfie


Coś za darmo, coś na co przychodzą prawdziwi ludzie i przynoszą wielkie torby rzeczy dla zwierząt, a nie tylko lajki i odkliknięcia na facebooku – mowa o biegu charytatywnym dla psów i kotów o nazwie – Bieg Chomika.

Wczoraj biegłam w 5 edycji. Od dłuższego czasu widziałam zdjęcia znajomych blogerów piszących o winie w bluzeczkach z chomikami, spotkałam ich na biegu – współuczestniczyli w organizacji tych zawodów. Wino i bieganie idzie w parze, ba czasem nawet biega!

Czwartek wieczorem, na Ursynowie, ubrani na biegowo ludzie ciągną z wielkimi torbami kocy, pościeli, niosą spore worki karmy dla kotów i psów.

Idea biegu prosta – my ludzie bawimy się w krążenie wokół parku (6 pętelek) – jak chomiki, a psych i koty dostają karmę i legowiska. 

18 lipca 2018

Francuski klasyk – zupa cebulowa

Pyszna zupa, która smakuje nawet w upały fot. D.Szymborska


Przy stoliku obok grupa Japończyków, co rusz domawiająca frytki, zakochana para obok – jak słychać nie tak bardzo, bo ona nie pozwala jemu wyjadać sosu bagietką z jej talerza. 

Stoliki zajęte, gwarno. Do tego kraciaste obrusy, zapach czosnku i owoców morza. Wino w karafkach, obsługa miła, ale nie znająca menu. 

W karcie same klasyki – żabie udka, ślimaki, mule, ostrygi i moja zupa cebulowa.

Tak mała Francja przy Mokotowskiej. Jestem pod dużym wrażeniem jak francusko było w Bistro La Cocotte. Jakby tego było mało, ten niewielki lokal jest w bramie, ma kilka poziomów i mikroskopijny ogródek.

17 lipca 2018

Lasgane z polskim serem pleśniowym

Pyszna lasagne ze szpinakiem, serem pleśniowym i kawałkami kurczaka fot. D.Szymborska


Pewno włoska mamma by się oburzyła, na takie zmiany w przepisie na klasyczną lasagne, jednak jakby spróbowała to by zrozumiała, że czasem warto odejść od tradycji i zrobić mały krok w stronę nowych smaków.

Lasagne ze szpinakiem jest daniem lżejszym niż wersja z mięsem mielonym, do tego szybciej można ją upiec, bo potrzeba mniej czasu na przygotowanie farszu.

Jeżeli chodzi o makaron, to oczywiście najlepiej samemu go zrobić, ale z brak maszynki albo chęci wałkowania, taki sklepowy (tylko świeży, nie suszony) też daje radę.

Co do beszamelu, to nie będę się wtrącać bo są dwie szkoły – jedna mówi o używaniu mleka zimnego, druga upiera się przy dolewaniu mleka w temperaturze pokojowej.

Składniki (ilość porcji zależy od tego jak pokroimy, ważne by naczynie było odpowiednie rozmiarem do płatów makaronu):

16 lipca 2018

Nóżki kurczaka w sosie z białego wina, przepis z restauracji, której już nie ma

Pyszne danie, które zyskuje wraz z podgrzewaniem dnia następnego fot. D.Szymborska


Wiele lat temu gdy jechaliśmy w odwiedziny do znajomych Basków zabraliśmy jedną książkę kucharska, po to by zaimponować, jak nam się wtedy wydawało skomplikowanymi i pysznymi przepisami. Dziś, receptury wydają się banalne, na szczęście dobry smak pozostał.

Restauracja Mirador od wielu lat jest już tylko wspomnieniem na gastronomicznej mapie Warszawy, a szkoda, bo uważam, że za mało razy ją odwiedziłam.

Zdecydowanie polecam przygotowanie podwójnej porcji, gdyż tak ugotowany kurczak zyskuje jeszcze przy podgrzewaniu dnia następnego.

Tutaj przepis na 10 kawałków, ale 14 podudzi też mieści się na dużej patelni, a dzięki temu można cieszyć się pysznym obiadem dwa dni pod rząd. Wystarczy tylko zmienić surówki albo sałatki. Najpierw liście sałat a potem tarte, gotowane buraki z cytryną, oliwą i octem cydrowym – efekt dwa pyszne obiady, które nie są identyczne.

Składniki:

14 lipca 2018

Triathlon w Piasecznie – relacja

Ostatni podbieg i meta fot. T.


Mierz siły na zamiary. Im wyżej mierzysz tym o większy zawód łatwo.

Dziś to nie był mój dzień. Zupełnie.

To trochę tak jak konferencje tenisistów w czasie których zawodnicy opowiadają dlaczego przegrali. Im przynajmniej za to płacą, to część kontraktu.

Zamiast opisywać co poszło źle (a poszło wszystko) to opowiem o imprezie. 

Lokalne zawody w Piasecznie (obok Warszawy), pływanie w czymś co wody nie przypominało. Rower wśród wsi i pól, bieganie wokół jeziorek po piachu i szutrze.

13 lipca 2018

Oh My Pho – zachwytu brak

 
Przystawka - letnie sajgonki fot. D.Szymborska



Zmokłam okrutnie na wyścigu i miałam wielką ochotę na rozgrzewającą zupę. Ostatnio odwiedzam najróżniejsze ramenownie, tym razem zmiana kraju – Wietnam. 

W Oh My Pho byłam dwa razy, w 2016 i 2017 – zachwyty duże. 

To czemu nie sprawdzić bardzo reklamowanego nowego menu, zobaczyć jak zmienił się lokal?

Zupa nie miała smaku, była ciepła, to jedyne co dobrego mogę powiedzieć. Letnie sajgonki były napakowane zieleniną i makaronem, w przypadku dwóch – z kurczakiem i łososiem, to do połowy rolsa zastanawiałam się, który jem bo ani mięsa ani ryby nie było. Z rolsem krewetkowym było łatwiej, bo krewetki były na wierzchu. Taro suche okrutnie.

Jednym słowem rozczarowałam się bardzo. Szkoda, bo to było bardzo przyjemne miejsce, ale chyba ilość zamówień, duży ruch, to wszystko przełożyło się na to, że jakość i smak gdzieś się zgubił.

Ktoś powie, chcesz prawdziwej zupy pho to pojedź do Wólki Kossowskiej, pewno to prawdziwe zdanie, ale w czwartek wieczorem raczej mało wykonalne.

11 lipca 2018

30 minutowe gotowanie – ryżowe kluski po azjatycku

Zielono, chrupiąco i pysznie! ryżowe kluski z super dodatkami fot. D.Szymborska


Phad thai to nie jest, do dania kuchni azjatyckiej już bliżej. Z pewnością pyszne kluski, które idealnie nadają się do ogrzewania (patrz bento!)

Gotowanie (przy sprawnej organizacji w kuchni) zajmuje zaledwie ½ godziny! Tyle to wytrzymamy bez podjadania, nawet jak jesteśmy bardzo głodni!

Poczucie sytości, po zjedzeniu porcji duże – to zasługa między innymi groszku cukrowego – smacznego źródła białka i błonnika, nie wspominając o solidnej dawce witaminy C. Mięso z indyka, kiełki z fasoli i makaron ryżowy – całość uzupełniona pistacjami i pakczoj!

Uwaga, do przygotowania dużej porcji (takiej jak ta wymieniona w przepisie) potrzebna jest albo ogromna patelnia albo spory wok!

Składniki (6 porcji):

10 lipca 2018

Chili con carne z ciecierzycą – na dwa dni i do zamrażarki

Kilka ostrych papryczek stanowi idealny dodatek do chili con carne fot. D.Szymborska


Pokaż mi Twój zamrażalnik a powiem Ci kim jesteś!

Otwieram nasz: kości cielęce (nie mamy psa, ale możemy chcieć ugotować rosół), groszek i fasolka (paella), coolpack x2 (kontuzje), coolpack na wino (musujące), bagietka na zakwasie, dwie porcje chili con carne… dużo szronu.

Chili con carne obok mrożonych, szarych krewetek (zjedzone obecnie) to takie żelazne zapasy w naszym zamrażalniku. 

Ciekawa jestem tego co jest w Waszych zamrażalnikach… jeżeli chcecie dołożyć do nich pyszne chili con carne, szybkie w gotowaniu, zyskujące przy kolejnym podgrzewaniu, nie tracące nic na tym, że jest zamrożone, to nic tylko skorzystać z przepisu Jamie’go Olivier’a.

Uwaga potrzebny jest duży garnek żeliwny albo brytfanka bo porcji tutaj jest 10 do 12.
My najbardziej lubimy zapiec chili con carne na patelenkach przywiezionych z Hiszpanii, ułożyć nachos wokoło, podajemy z kwaśną śmietaną i dużą ilością siekanej kolendry.

Składniki:

9 lipca 2018

Szosa jest kobietą – Kolarskie Czwartki – relacja

 
Jak wiadomo, przed startem wygląda się dużo lepiej! Z A. jeszcze przed rozgrzewką fot. M.



Przed maratonem ładuję węgle, przed triathlonem uważam na lokalne jedzenie, przed zawodami planuję co znajdzie się na moim talerzu. 

Przed Kolarskimi Czwartkami zjadam batonik, kilka miśków i pędzę. Tak, tak strategii żywieniowej brak. Zawody rozgrywane w tygodniu rządzą się swoimi prawami. Rano basen, potem praca, wreszcie rowerowe popołudnie. A jeszcze żelik przed startem…


5 i 12 lipca w czasie Czwartków Kolarskich startujemy razem i jeździmy po 4,8,12 czy 16 pętelek.

Wszystko zależy od kategorii wiekowej i płci. Moje 12 kółek to wyścig dla amatorów dwojga płci.
Jechałam w grupie najpierw 4 osób a potem 3. Dawanie zmian, praca w zespole. Serio to możliwe na amatorskich zawodach. W połowie ostatniego okrążenia poczułam, że jeszcze mam trochę siły w nogach, pognałam do przodu, wcześniej informując o tym koleżankę – tak, tak pracowałyśmy razem na wspólną jazdę, więc uważałam, że tak trzeba. 

Finish mi wyszedł (prawie) bo kolega prześcignął mnie o koło, ale co się nacieszyłam szybką jazdą pod sam koniec to moje!

5 lipca 2018

W poszukiwaniu dobrej azjatyckiej zupy – MUGI – i krótki ranking ramenów w Warszawie

Ostry ramen w MUGI fot. D.Szymborska



Bar, taki z zupą i szaszłykami, tyle, że japoński. 

Mugi Kushige&Ramen Bar to stosunkowo nowe miejsce w samym centrum Warszawy.

Na Wspólnej, za kontuarem stoi pan Japończyk, w lokalu nie ma nikogo, trochę pachnie tempurą. Siadamy w ogródku – również pustym.

Dziwnie tak być jedynymi gośćmi restauracji. Po chwili przychodzi grupa przyjaciół, wybierają stolik wewnątrz lokalu.

Menu krótkie – kilka przystawek, rameny w różnych wersjach i zestawy szaszłykowe.

Jak jest w menu zupa to prawdopodobieństwo, że ją zamówię jest bliskie 100%. 

2 lipca 2018

Brasserie Warszawska – powrót do dobrego smaku

Przepyszny chłodnik z jajkiem przepiórczym fot. D.Szymborska


Obraziłam się to za dużo powiedziane, jednak przez dobre kilka miesięcy nie odwiedziłam BW. Powód był prosty, spadł stosunek jakość/cena/wielkość porcji. Czyli dostałam nieporywające danie wielkości porcji degustacyjnej w cenie normalnego dania.(relacja TUTAJ)

Może to były braki w kuchni albo gorszy dzień kucharzy? Teraz, znów wszystko było tak jak powinno być.

Jedyne, co nigdy mnie nie zawiodło to jakość obsługi i to, że zawsze czuje się tam po prostu dobrze.

29 czerwca 2018

Na Zbavixie to musi być smacznie – Izumi Sushi

Przez dodatek paluszków krabowych nie wygląda ładnie - miso ramen w Izumi fot. D.Szymborska

Na Zbavixie to musi być smacznie – Izumi Sushi

Niedawno jadłam ramen w UKI UKI – zachwytom nie było końca, nawet ta wentylacja jakoś tak bardzo nie przeszkadzała, a bardziej jej brak. (wpis TUTAJ). 

Tym bardziej smutno mi było gdy w Izumi Sushi przy placu Zbawiciela dostałam bardziej niż przeciętną zupę…

Izumi kojarzyło mi się z ciekawymi rozmowami i dobrym jedzeniem, zarówno Alon jak i Alicja, z którą robiłam wywiad do Runner’s World serwowali przemyślane smakowo dania. 

Niestety inaczej było tym razem. 

28 czerwca 2018

Cielęcina w białym winie – przepis francuski

Delikatne mięso, chrupiące ziemniaki i sałaty - obiad idealny fot. D.Szymborska




A może Francuzki są takie chude bo ich dania wymagają wielu godzin stania w kuchni? 

Wiele razy się już nabrałam na to, że przepis z kuchni francuskiej brzmi bardzo zachęcająco – ot zagotować, doprowadzić do wrzenia, zeszklić, gotować do miękkości – to wszystko łatwe czynności, brakuje tylko informacji, że zabierają naprawdę sporo czasu.


Dlatego od razu uprzedzam – cielęcina wychodzi przepysznie, ale jej gotowanie polecam zostawić sobie na weekend, bo musimy sobie zarezerwować około 3 godzin.


Dobra informacja jest taka, że danie zyskuje kolejnego dnia, trzeba tylko pamiętać by podgrzewać je w kąpieli wodnej, tak by nie zrobiła się nam jajecznica…


Składniki (5 porcji):

27 czerwca 2018

Japoński chłodnik czyli Summer Ramen w Uki Uki

Summer Ramen - przepyszny, japoński chłodnik fot. D.Szymborska


W Uki Uki byłam trzy lata temu, udon bardzo mi smakował ale opcja prania wszystkich ubrań, które miałam na sobie i mycia włosów pachnących tempurą nie skłaniała do kolejnej wizyty (2015 było tak KLIK).

Jak to się mówi coś za coś – owszem wentylacja dalej do kitu, ale otwarte drzwi i poustawiane w rogach wiatraki troszkę pomagają wywietrzyć zapachy, z mocnym podkreśleniem słowa troszkę.

Za to japoński chłodnik był genialny, choć ostry. Pół dnia zastanawiałam się jaką zupę zjem w Uki Uki, marzyłam o gęstym aromatycznym bulionie i ciekawych dodatkach. Wybrał ramen na zimno.
Nie żałuję! Zupa była bardzo, ale to bardzo smaczna. Ciekawy pomysł zmieszania składników, mocnych dodatków takich jak imbir, strzępiaste sałaty. Wywar aromatyczny, co jest dużo trudniejsze do pokazania, gdy podajemy go na zimno.

26 czerwca 2018

Maccabi Fun Run – 2018 Warszawa

Byłam pierwsza w biurze zawodów to mogłam sobie wybrać numer startowy, 1 była zarezerwowana dla rabina, ale szczęśliwa siódemka była wolna fot. D.Szymborska



W tytule jest Warszawa, bo w niedzielę Maccabi Fun Run odbywał się w wielu miastach na całym świecie. Na Agrykoli było super!

Na starcie rabin (z dobrze zamocowaną kipą), dzieci w klapkach, panie z dużą nadwagą, ambitni biegacze, weseli spacerowicze, panowie z wielkimi brodami – wszyscy uśmiechnięci i szczęśliwi, że choć przez chwilę nie pada! 

Start biegu opóźniony, i chyba tylko mi to przeszkadzało, bo moje zamiłowanie do punktualności nie było podzielane przez resztę uczestników (z kilkoma punktualnymi wyjątkami).

Ruszamy. Trochę zamieszania na starcie bo każdy ma inny cel – przebiec 500m (rabin), przebiec 1000m – czyli dwa kółka albo zrobić ich 10 i cieszyć się z 5 kilometrowego biegu.

25 czerwca 2018

Nocny, górski „Bieg dla Słonia” – relacja z Warszawy

Przed startem  - za pięć dziesiąta (wieczorem), w tle szczyt Kopy Cwila fot. A.


Dobrze, że byłem pod szczytem, to złapałem trochę aklimatyzacji, to nie powinno być tak ciężko.”– usłyszane na pierwszym podbiegu.

To była trzecia edycja, warszawskiego „Biegu dla Słonia”. Imprezy dziwnej, wzruszającej i ciekawej.

Zapisy – przez Internet – w kilku opcjach – udziału lub wsparcia Fundacji Kukuczki. Pakietów startowych brak, numerów startowych brak.

22.00 godziną startu biegu. Miejsce – Kopa Cwila. Latarki – czołówki obowiązkowe.

Dystans 5.5km – pięć pętelek z 10 podbiegami.

Przed startem wyświetlany był film, przyszło kilkaset osób, część ubrana „górsko” inni w bluzeczkach z biegów ogólnie znanych i uznawanych za trudne – od przeszkodowych do tych ultra.

Wystartowaliśmy punktualnie, goniliśmy się po osiedlowej górce – tam i z powrotem.

20 czerwca 2018

Kryterium kolarskie – Mokotów 2018 - relacja

  
Zestaw startowy fot. D.Szymborska


To było II Kryterium Kolarskie na Mokotowie. Zgodnie z definicją kryterium uliczne to rodzaj wyścigu kolarskiego, który rozgrywa się na rundach, które nie powinny być dłuższe niż 5 kilometrów. Ruch powinien być zamknięty a kolarze jeżdżą po ulicach miasta.

Dokładnie tak było w niedzielę. Wszystkie wymogi spełnione – z ulicy usunięto zastawiający samochód (dlatego start wyścigu kobiet i młodzików był opóźniony), jechaliśmy 8 rund (zmiana z regulaminowych 10), jedna miała około 2 kilometrów, ruch był zamknięty i było dużo zakrętów!

O tym, że Kryterium wymaga umiejętności technicznych i szybkiego i  pokonywania zakrętów przekonałam się już na objeździe trasy – wąsko, dziury a na dwóch prostych hula wiatr.

Jak ważna jest taktyka to zobaczyłam na samym wyścigu. Kto na czyim kole, jak przyśpieszyć, jak wejść w zakręt...

Dziewczyny jechały z młodzikami, tylko jedna zawodniczka (świetna również na torze) utrzymała się z chłopakami na czele.

Sam wyścig trudny ale ciekawy. Teraz pozostaje gdybanie czy doszłabym czwartą dziewczynę,... byłam piąta (z sześciu). 

I tu właśnie pojawia się smutna refleksja – mało nas było! 

Widzę coraz więcej dziewczyn w weekendy na szosach, część jeździ naprawdę mocno, a potem na zwodach ich nie ma.

18 czerwca 2018

Sushi Bar Don – czyli japoński slow food przy Lotników

Wystarczająco dobre sushi... fot. D.Szymborska


Do tej pory sushi kojarzyło mi się a to z szybkim lunchem, a to z dostawą do pracy. Ot ryba, ryż, czasem ładniej podane, czasem gorzej. Często zamawiała rybę pieczoną, na wszelki wypadek, jakby ta suro nie była najświeższa. To trochę jakby jeść tatara z podsmażonej wołowiny….

Trzeba mieć gotówkę i sporo czasu. Tak zaczyna się opowieść o tym dziwny miejscu, pachnącym jaśminem. Jaśmin pochodzi, ze spray odświeżającego powietrze, który jest postawiony w centralnym miejscu malutkiego pomieszczenia. Klimatyzacja działa tak mocno, że jest wręcz chłodno. Na stołach ceraty, krzesła takie jak z filmu z lat ’80 opowiadającego o restauracji dla oficjeli, takie niedostępnej dla zwykłych ludzi. Na każdym stole oprócz chusteczek jednorazowych leży ptaszek zrobiony ze szmatek. Gotuje jedna osoba. Sushi master ma zawiązaną opaskę na głowie, ręce, które sprawnie kroją rybę i cierpliwość do ryżu, który z wielkim szacunkiem bierze w ręce.

15 czerwca 2018

El Czori Latino Food – argentyńskie jedzenie na warszawskim bazarku

Koleżanka twierdzi, że zdjęcie takie ładne, że można było je odchorować fot. D.Szymborska


Nie po drodze, otwarty w dziwnych godzinach, nie-najczystszy ale przyciąga! Mowa o bazarku na skrzyżowaniu ulicy Lotników i Puławskiej.

Fascynuje odmiennością – tutaj zrobisz sobie paznokcie, kupisz kanapę i klapki zakopiańskie….do tego przekąsisz co nieco. Zaczęłam od kuchni meksykańskiej, potem odwiedziłam miejsce z jedzeniem argentyńskim, w kolejce jeszcze spotkanie z sędziwym Japończykiem lepiącym kulki ryżowe i nie tylko.

O tacos (TUTAJ) pisałam w samych zachwytach, w przypadku obiadu argentyńskiego będą dużo bardziej powściągliwa.

Zachwytów nie było. Ktoś powie, czego oczekiwałam za 17PLN, na pewno nie frytek karbowanych, pewno też chciałam wyraźniejszych smaków. Jednym słowem w pierwszym podejściu El Czori mnie zraziło.

13 czerwca 2018

Szosa na co dzień czyli o dojeżdżaniu do pracy

Kolarski poranek


Zacznę od plusów, jakie niesie dojeżdżanie rowerem do pracy:

·         Poranny i popołudniowy rozruch – nie mówię trening, ale na pewno ruch i spalone kalorie,

·         Dobry humor od rana,

·         Brak stania w korkach,

·         Spora oszczędność, jeżeli auto zamienimy na rower,

·         Brak konieczności martwienia się o miejsce do zaparkowania, albo o dziury w rozkładzie jazdy,

·         Można się ścigać z Uber Eats wracając do domu (z innymi też).

Teraz kilka malutkich, ale bywa, że uciążliwych minusików:

·         Jeżeli w pracy nie ma łazienki z prysznicem, to musimy jechać w tempie co najmniej spokojnym, żeby siedzenie z nami w pokoju nie było uciążliwe dla innych,

·         Trzeba wozić ze sobą ubrania na przebranie (spodenki z pieluchą nie są biurowym strojem),

·         Trzeba gdzieś trzymać rower (ja wnoszę do biura i mogę patrzeć na niego zza swojego biurka),

·         Jak pada to jest się mokrym (tak, serio!).

Jak dla mnie zalet zdecydowanie więcej niż wad! Jeżeli do tego dodamy rozsądne podejście to znaczy, nic na siłę i z uśmiechem to takie dojazdy mogą być przyjemnością!

Oto kilka praktycznych rad, które pomogą w początkowym etapie przesiadania się na rower:

11 czerwca 2018

Izraelskie klopsiki z koprem włoskim i ziołami

Aromatyczne, pełne ziół i smaku kopru włoskiego klopsiki fot. D.Szymborska


Yotam Ottolenghi od wielu lat proponuje lekkie, pełne aromatu przepisy kuchni izraelskiej. Ten znaleziony w The Guardian miał bazować na jagnięcinie, niestety o to mięso jest dość trudno, a na wyprawę do ulubionego rzeźnika nie było czasu.

Uwielbiam koper włoski w każdej postaci – ziarenek, nasion (dodaję do patatas bravas), pieczony i ten z tego przepisu duszony w winie a wcześniej podsmażany.

Uwaga przepis z tych czasochłonnych – trzeba sobie zarezerwować dwie godziny gotowania, i jeżeli ktoś myśli, że porcja będzie na tyle duża, że starczy na kilka dni to jest w błędzie bo to jest takie pyszne danie, że znika w mgnienia oku, a o dokładkę bardzo trudno!

Składniki (4 porcje):

8 czerwca 2018

Maria Kolendra, czyli meksykańskie jedzenie na lokalnym bazarku



Obiad dla dwóch osób fot. D.Szymborska







Przyjeżdżasz rowerem, zamawiasz to co jest, bo reszty nie ma. Siadasz przy brudnym stoliku, prosisz kucharza, który akurat gdzieś wychodzi, żeby posprzątał. Ten proponuje, żebyś się przesiadła do drugiego, czystego .

Albo: zamawiasz obiad z przyjaciółką, pytasz się co jest do picia i słyszysz, że nic, że sklepik jest obok i tam sobie można napoje kupić.

Wreszcie: po obiedzie pytasz się czy jest coś słodkiego, słyszysz, że tak – cukier.

6 czerwca 2018

Balkonowy ogródek – ostatni dzwonek by się z niego cieszyć!


Fasola (urosła z ziarenek) zioła i cyprys, który był nagrodą na jednym z biegów
(kilka lat temu) fot. D.Szymborska



Całą zimę czekam na to, by latem móc powiedzieć: tylko jeszcze pójdę po miętę… i wyjść na balkon! 

Serio, to ogromna frajda takie uprawianie ziół na balkonie. 

To nie jest takie trudne, oczywiście można postawić sobie od razu wysoką poprzeczkę i zacząć od ziarenek, ale niczym złym nie jest pojechanie do gospodarstwa ogrodniczego i kupienie sadzonek.

Dlaczego ostatni dzwonek? Bo jeszcze przez tydzień, dwa sadzonki będą dostępne, potem zwyczajnie skończy się sezon.

Nie wiesz od czego zacząć, tutaj lista rzeczy, które potrzebujesz i kolejność wykonywanych prac w balkonowym ogródku:

Po pierwsze, niezbędny jest balkon, pewno, że taras też może być.

Po drugie, trzeba się liczyć z codziennym podlewaniem,

Po trzecie w sklepie ogrodniczym trzeba kupić: doniczki (najlepiej takie z dziurką w dnie i podstawką), ziemię, małą łopatkę, konewkę, patyczki i sznurek (przydadzą się do np. pomidorów).

Po czwarte, potrzebne będą rośliny. W tej kwestii warto zdać się na polecenie sprawdzonego gospodarstwa. Ważne, żeby rośliny były zdrowe, a informacje o tym jak je pielęgnować jasne i zrozumiałe dla nas.

Po piątek, trzeba mądrze wybrać zioła, które będzie uprawiać – pewno, że szałwia i stewia rosną same, tylko czy aby to są tymi najbardziej niezbędne do naszego ogródka? Kolendra jest humorzasta, potrafi zakwitnąć, a wtedy łodyżki robią się kwaśne…

A teraz kilka słów o pielęgnacji balkonowego ogródka:

4 czerwca 2018

Kalmary po grecku z wódką Ouzo

Kalmary po grecku marynowane w Ouzo fot. D.Szymborska




Nie wiem czy były tanie loty, promocje w biurach podróży czy po prostu to jest czas wycieczek do Grecji. W każdym razie moi znajomi w social mediach bombardują mnie zdjęciami kotów na Akropolu, tzazików jedzonych na tarasie z widokiem na krystaliczną, turkusową wodę… choć przeważają koty, czasem osiołki.

Dla wszystkich którzy znoszą obecnie polskie upały a nie grecką słoneczną pogodę przepis, dzięki któremu poczują się jak w Helladzie!

Konieczna jest grecka, anyżkowa wódka – Ouzo. W wolnej chwili można pobawić się przez moment w chemika i wymieszać odrobinę wódki z wodą – z przeźroczystej zmieni się w mętną!

Najdłuższym elementem tego przepisu jest rozgrzewanie oleju, samo smażenie to zaledwie 5 minut.

Składniki (3 porcje przystawkowe):

1 czerwca 2018

Arigator Ramen Shop – genialna zupa

Baza zupy bo wywar w miseczce obok fot. D.Szymborska

Nie mogę napisać, że przechodziłam obok i tak sobie weszłam i zjadłam…nie, nie planowałam to od dawna, ale zawsze coś wypadło, do tego nietypowe godziny otwarcia. Oglądałam zdjęcia i czytałam zachwyty znajomych bliższych i dalszych. Pysznie, pięknie i z pomysłem.

Najpierw sprawdzający telefon, czy w święto są otwarci, potem dopytanie się czy aby nie ma tłumów, bo tam nie ma możliwości robienia rezerwacji.

Rzeczywiście na miejscu okazało się, że jedna japońsko polska rodzina i hipster co czeka na paczkę na wynos. Tak naprawdę tam jest tylko jeden stolik, reszta to bary, lady. O krzesłach też ciężko – są taborety i drewniane klocki. Niestety nie ma też działającej klimatyzacji, dlatego warto siadać w okolicach dostawianych wentylatorów albo blisko drzwi.

Obsługa przemiła, niedogodności związane z niedziałającą klimą stara się łagodzić podając zimną wodę bez dodatkowych opłat. Nie wiem, może tak jest zawsze…nie z klimą tylko z wodą…