29 kwietnia 2017

KONTUZJA - pytania, których NIE należy zadawać i takie, na które CZEKAMY

"K" jak kontuzja i buty, które leżały "na wierzchu" w przedpokoju....i jak tu nie biegać?! fot. D.Szymborska


Biegacz, kolarz, pływak, triathlonista – każdemu (niestety) zdarzają się kontuzje. Od zeszłej niedzieli nie zrobiłam treningu… to miałam dużo czasu żeby odpowiadać na pytania, których wcale nie chciałam słyszeć. Czekałam też na niektóre....

Jeżeli nie chcecie drażnić „kochania” to zerknijcie na listę pytań, których NIE WOLNO zadawać i sprawdźcie, czy zadaliście, te na które kontuzjowana osoba czeka….

TYCH NIE ZADAWAĆ:

Q: To kiedy idziesz do lekarza?

A: Helllo! Co to za pytanie, przecież to nic poważnego, przeczekam kilka dni, poroluję, posmaruję, lód przyłożę.



Q: Pamiętasz przy jakim ruchu zaczęło boleć, no wiesz, żeby tego błędu nie powtórzyć?

A: Nie no! Jakbym wiedziała, od jakiego ruchu mnie boli, to bym go nie robiła!

27 kwietnia 2017

Kalenji dla biegaczy – nowości na wiosnę 2017

Wiosna z Kalenji będzie kolorowa! fot. D.Szymborska


Zerknęłam do szafy, o bluzeczka (z logo Kalenji), sprzed kilku lat – nasza drużynowa, w której biegłyśmy Ekiden – kolor nie sprany, zero rozciągnięć i do tego jakie miłe wspomnienia babskiej sztafety.

Dziś Decathlon pokazał trzy nowe kolekcje ubrań i akcesoriów biegowych. Pierwsza (najwięcej produktów, wiele przydatnych akcesoriów) adresowana jest do joggerów – czyli „tych co parku biegają”, druga dla tych co "się ścigają" (runners) i trzecia dla tych co "ultra i po górach" – trial.

Biegacie z telefonem, takim co ma rozmiar ½ formatu A5? Jak tak, to nie ma problemu bo ubrania mają wielkie kieszonki, ba jest nawet specjalny uchwyt na dłoń, dla tych co komórki z ręki nie wypuszczają – serio! 

Nie zdawałam sobie sprawy jak ważnym elementem dla wielu biegaczy jest telefon. Ja swój pakuję do specjalnej torebeczki, a w przypadku dłuższych biegów biorę starą Nokię, taką, z której można tylko dzwonić – ale wiem, że bateria wytrzyma tydzień! Jak się okazuje biegacz, a dokładniej jogger (70% truchtających osób Decathlon zalicza do tej grupy) musi mieć swój wielki telefon przy sobie!

26 kwietnia 2017

Tortillia con calabacines czyli cukiniowo jajeczne szaleństwo

Cukiniowa tortillia jest teraz moją ulubioną wersją tego hiszpańskiego omletu! fot. D.Szymborska


Uwielbiam hiszpańskie tapas, najprostszym do przygotowania w domu jest….tortillia de patatas. Wystarczą ugotowane lub smażone ziemniaki i jajka. 

Taki hiszpański omlet można podawać na ciepło i na zimno, z chlebem, szynką, oliwkami, sardelami – pełna dowolność.

Wariacja na temat cukiniowego tapas jest bardzo pożywnym i przepysznym daniem. Równie dobrze smakuje na zimno, a dobrą wiadomością dla tych, którzy tak jak są bardzo niecierpliwi i bywają głodni – na gorąco też pysznie!

Cukiniową tortillie można przygotować w kilka minut, pod warunkiem, że wcześniej spędziliśmy sporo czasu na grillowaniu plastrów cukinii….

Składniki (na 6 sporych kawałków hiszpańskiego omletu):

25 kwietnia 2017

Symfonia Smaku czyli degustacyjne menu weselne

Rewelacyjny deser, piękny talerz - idealna całość, moim zdaniem najlepsze danie z menu weselnego fot. D.Szymborska


Wódeczka, goloneczka, gorzko, gorzko….. pewnie każdy był na takim weselu. A na takim, gdzie nie serwuje się mocnych alkoholi, jedzenie nie jest na półmiskach, tylko w formie serwowanego menu degustacyjnego? Ja byłam w sobotę! W gliwickiej restauracji Symfonia Smaku.

Na początek szparagi, sos holenderski i boczek z dzika. Świetna kombinacja, dobry start obiadu weselnego. 

Potem ryba, kolejność mnie zastanawiała, bo tak aromatyczny boczek z dzika zestawiony z delikatnym halibutem trochę przytłacza drugie danie. Ryba świetnie przygotowana a pomysł z kalafiorem i słonecznikiem – super smacznie. Do tego każde danie podawane na innym talerzu. Przemyślane! 

Dalej był tatar z jelenia – nie jadłam, bo unikam surowego mięsa. 

Potem chłodnik z buraków na maślance. Bardzo dobra zupa, niestety podana w zwykłych bulionówkach – sposób serwowania też jest ważny, w przypadku przemyślanych talerzy na których podawane były wcześniejsze dania, to taki mały zgrzyt. Zupa delikatna i pomysł z czarnuszką trafiony! 

Desery – dwa. Pierwszy – mistrzostwo! Tak, tak wiem, że super ultra słodki, ale akurat tym trafił w mój gust! Biała czekolada ma być słodka, maliny aromatyczne, idealny deser, tak dobry, że warto przyjechać tylko po to, by go zjeść. Drugi deser to jakieś bezy z pływającymi w sosie truskawkami i ciekłym azotem. Cóż, wydaje mi się, że to już passe – dymy azotowe? Nie potrzebuje takich wrażeń, mogę zjeść dwie porcje tej malinowej pyszności...

24 kwietnia 2017

Wytrwane, ziemniaczane kotleciki z serem kozim

Kotleciki mogą być pysznym  dodatkiem do mięsa albo przekąską wegetariańską fot. D.Szymborska


Uwielbiam ziemniaki. W domu na stole są rzadko dlatego zawsze są wielką atrakcją. Czy to w wersji puree czy jako dodatek do mięsa (kurczak pobaskijsku) wreszcie są składnikiem trortilli de patatas!

Tutaj przepis Macieja Nowickiego, przygotowywaliśmy go na warsztatach - "Smaki Wisły. Cztery Pory Roku", to znaczy ja byłam w sekcji mięsa (przepis TUTAJ), ale kotlecików próbowałam w różnych stadiach – od świetnych, gotowanych ziemniaków po wersje z czosnkiem i bez…. Natomiast końcowy efekt to przepyszne kotleciki, które są bardzo praktyczne, bo po upieczeniu, można je, na blasze podgrzać w piecu – dzięki temu wszyscy nasi goście przy stole dostaną gorące i bardzo smaczne jedzenie w jednym momencie!

Za takimi kotlecikami przepadali Holendrzy, którzy osiedlili się przed wiekami w Polsce, ja podzielam ich zachwyt, takie danie jest bardzo smaczne i proste do przygotowania! Trzeba tylko pamiętać o tym, by wcześniej ugotować ziemniaki.

Składniki (45 sztuk):

23 kwietnia 2017

Orlen Warsaw Marathon 2017 – ten na 42, z marszem od 33

Przecież nie można się nie uśmiechać jak do mety jest kilka metrów fot. T.


Życie można przemyśleć… ze szczegółami….

Ale może od początku, a nie tak od 33 kilometra….

Śniadanie – wiadomo, żadnych nowości – wafel z miodem – tak słodki, że ciężko przełknąć, kawa, banan i izotonik. Małysz by skoczył daleko - pamiętacie jego bułkę z bananem przed mistrzowskimi skokami.

Prysznic – zawsze się uśmiecham sama do siebie, żeby się myć przed biegiem, ale to odświeża umysł i sprawia, że czuje się lepiej na starcie.

Strój kloszarda – dziś wersja worki i stara wiatrówka, a w ręce papierowa torebka prezentowa w której cola i batonik.

Rozgrzewka przed startem – zrobione. Miałam szczęście bo grad zastał mnie w tojtojku. Start. Fascynujące, kolejna edycja i dalej zmyłka – start z matami mierzącymi czas wcale nie jest pod wielką bramą tylko „kawałek” dalej. Tym razem nie dałam się nabrać i nie musiałam resetować w panice zegarka.

Pogoda – zimno i wieje, ale atmosfera bardzo dobra. Opaska na ręce ze śródczasami. 13km – przystanek w łazience, 15km – oddaję w dobre ręce kurteczkę, w której biegłam pierwsze 8km, żel i dalej. Ursynów nie zawodzi – tutaj się dopinguje biegaczy – dzięki wielkie! Tak na trasie pustki, obcokrajowcy w okolicach Bristolu, ksiądz na Puławskiej – w zeszłym roku, też przekonywał, że Bóg doda nam sił… 21 kilometr półmaraton zrobiony, to teraz już z górki. No właśnie to z górki okazało się zabójcze….27 znów łazienka – piję i jest zimno – wiem, że się nie odwodnię! 33 wizyta w karetce, lód w sprayu i spacer na metę. Nigdy tyle nie spacerowałam po Warszawie. Co ciekawe tempo takie, że udawało mi się niektórych wyprzedzać!

Idąc od 33 zorientowałam się jaki długi jest każdy kilometr, jeden to można sobie przespacerować, ale kolejne….do tego, tak jak w bluzeczce z krótkim rękawem świetnie się biegło, tak już do spacerów to była zdecydowanie za cienka.

Tyle czasu na myślenie, można porozmawiać z najbliższymi przez telefon, trochę poszlochać i tak sobie iść i iść. Myśleć o tym jaki medal będzie piękny na mecie i kroczek za kroczkiem zbliżać się do celu.

Ostatnie 150m przebiegłam, bo wstyd mi było przejść przez metę. Medal na szyi, wizyta w namiocie medycznym i można iść do domu. Choć chodzenia to już miałam po dziurki w nosie.

Maraton poszedł mi dobrze, ukończyłam go.

21 kwietnia 2017

Wołowina po mennonicku - przepis Macieja Nowickiego

Słodko kwaśna wołowina z grochem, rodzynkami i śliwkami fot. D.Szymborska


Ale to były super warsztaty! Świetny i szalony na punkcie historii Maciej Nowicki, a wśród kursantów Grzesiek Łapanowski, Oliwka Bernady….ilość Szefów Kuchni na metr kwadratowy wyjątkowo duża! A wołowina….pyszna oczywiście!

Pierwszy raz brałam udział w warsztatach w czasie których nie gotowałam według zwykłego przepisu, przygotowywaliśmy wiele dań, wszystkie były jedzone przez Mennonitów! Tytuł warsztatów – „Mennonici – kuchnia do odkrycia”. Wcześniej wysłuchaliśmy, krótkiego wprowadzenia bo o Holendrach, należących do jednego z nurtów anabaptyzmu, Mennonici mieszkali na terenach współczesnego Województwa Mazowieckiego. Teraz już wiem, że nie tylko byli pacyfistami ale przygotowywali bardzo smaczne jedzenie! Oczywiście przy założeniu, że akurat nie byli zajęci usuwaniem skutków powodzi….

Przepis albo dla dwóch wielodzietny, wielopokoleniowych rodzin mennonickich albo dla 25 osób, Szef Maciej Nowicki pozwolił nam użyć szybkowaru, ale normalnie potrawę trzeba by gotować dużo dłużej, pewno przygotowywana na węglowej kuchni smakowałaby równie dobrze…

20 kwietnia 2017

Pakiet Orlen Warsaw Marathon 2017 i dlaczego warto wyjechać przebiec maraton....

Wersja najprostsza: numer startowy i torba do depozytu! fot. D.Szymborska


Zerknęłam w kalendarz, żeby wszystko się dopięło to muszę, wyjechać o trzynastej z minutami, o czternastej otwierają Biuro Zawodów, przygotuję dowód i o czternastej dziesięć (może być ktoś przede mną) powinnam już mieć pakiet startowy odebrany. Jak wcześniej sprawdzę rozstawienie stoisk na EXPO, to o czternastej dwanaście powinnam znaleźć stoisko sprzedające moje ulubione (i sprawdzone żele), trzy minuty później (płacąc gotówką oczywiście) powinnam już iść w stronę auta – tak, tak robię takie plany!

W niedzielę, podjadę metrem (darmowe z numerem startowym), podejdę kawałek i wystartuję w maratonie. Potem pojadę do domu, pewno wybierzemy się do restauracji (tak, tak będę się poruszać tym śmiesznym post maratońskim krokiem), napiję się wina i pójdę spać, bo w poniedziałek rano mam dużo rzeczy do zrobienia.

19 kwietnia 2017

Klopsiki z gotowanego antrykotu z karkówką – włoski przysmak

To nie są kulki mocy Ani L. to są pyszne, klopsiki mocy!i fot. D.Szymborska


Jeżeli ktoś się kiedyś zastanawiał dlaczego włoska mama cały dzień spędza w kuchni gotując….to może zabrać się za przygotowanie tych przepysznych klopsików! Pół dnia minie, ale za to jacy wszyscy będą zachwyceni….jakie to będzie pyszne…wreszcie ilość składników pozwala nakarmić „pół armii” albo dużą rodzinę….niekoniecznie włoską….

Przepis pochodzi z mojej ulubionej włoskiej książki kucharskiej – MammaMia, klopsiki można podać zapiekane z makaronem, można wyserwować je również z puree selerowo ziemniaczanym, wreszcie ogromną frajdę sprawia podjadanie właśnie usmażonych….

Składniki:

18 kwietnia 2017

4 PUŁAPKI, czyli co można zepsuć na kilka dni przed maratonem

Czekolada czy makaron? To i to ma dużo węglowodanów....ale węglowodany, węglowodanom nie równe....


Tygodnie przygotowań, lub też gorączkowe próby nadrobienia treningów, które przepadły… 

Maraton nie wybacza! Wie o tym każdy, kto choć raz zmierzył się z tym dystansem….


Oto lista rzeczy, które mogą nam zepsuć start!

·      Węglowodany węglowodanom nierówne

Słyszeliśmy o tym, że trzeba najpierw odstawić węglowodany, jeść samo białko, a potem uderzeniowo wprowadzić jedzenie wysoko węglowodanowe. Owszem taka dieta przydaje się wielu sportowcom, jednak nie jest dla każdego to po pierwsze, a po drugie dobrze, żeby przebiegała pod kontrolą dietetyka.

Węglowodany, węglowodanom nierówne! Dlatego nie przejadajmy się przed maratonem. Nie tłumaczymy „wciągnięcia” kolejnej tabliczki czekolady tym, że na „trzydziestym piątym to będziemy potrzebowali energii”! To prawda, cukier nam się przyda, ale nie w takich ilościach i nie na tyle czasu przed biegiem.

Trzymajmy się sprawdzonych sposobów, jeżeli kluski/kasza czy ryż sprawdzały się dotychczas, to nie eksperymentujmy z nową dietą. I co równie ważne nie przejadajmy się! Przecież nie będziemy się turlać przez ponad 42 kilometry…

17 kwietnia 2017

Fajitas czyli domowe TEX MEX

Wszystko pyszne, wszystko gorące i dużo roztopionego sera...fot. D.Szymborska


Tak wiem, że śniadanie świąteczne, że babki, mazurki itp. Ja zrobiłam duże zakupy w piątek, kilka supermarketów, dyskont i jeszcze sklepik osiedlowy. Wszystko po to, żeby kupić rzeczy na 5 obiadokolacji. Potem pakowanie do lodówki, zamrażalnika i karteczka na stole z przygotowanym menu. Zerkam – cóż zdecydowanie nieświąteczne ale pyszne: stir fry, fajitas, włoska zapiekanka ze specjalnymi klopsikami….

Domowe fajitas to szybkie danie, idealne na dwa dni – wszystko można łatwo podgrzać. To co ważne to kumin i dobra, słodka papryka, bo to te dwie przyprawy decydują o smaku dania.

Tym razem użyłam gotowych tortilli – do tego pszennych, o składzie zaskakująco krótki i mało konserwantowym, ale coś za coś bo 6 naleśników kosztowało ponad 10 złotych. Jak komuś tak nie wychodzi przygotowywanie naleśników to sięga po „gotowce” do tego magicznego momentu, który kiedyś nastanie i będzie oznaczał, że można przynieść z piwnicy patelnię do naleśników i smażyć smaczne placki…

A zaletą tego przepisu jest to, że produkty, które są do niego potrzebne mogą albo bardzo długo czekać na swoją kolej zużycia – puszki, albo być zamrożone – mięso, tylko warzywa mają najkrótszy „termin przydatności”.

Składniki na 12 porcji:

15 kwietnia 2017

Święta na dystansie, albo dystans do Świąt

Nasza T-Rexica wysiedziała jajka z okazji Świąt fot. D.Szymborska


Dzisiejszy dystans do Świąt miał 30km, przelotny deszcz, a bardziej ulewę, spory wiatr i przebłyski słońca.

Wszystkiego trzeba się nauczyć. Tak jak biegam bez względu na pogodę i robię to od lat tak, z rowerem. A to za zimno, a to pada, a to „coś-tam”. Wybrzydzałam, narzekałam i jeździłam kolejne kilometry oglądając seriale. Wiosna to czas zaczynania robienia zaległości w odcinkach, to czas gdy pojawiają się seriale o których usłyszę dopiero późną jesienią…. Na szczęście udaje mi się powoli zmienić nastawienie do jazdy rowerem, nie przejmować się  pogodą. Przypominam sobie co bracia B. opowiadali w swojej książce (TUTAJ), o tym, że nie było pogody, która wykluczyłaby ich z treningu, eksperymentuję z tym w co warto się ubrać, żeby nie zamarzać….

14 kwietnia 2017

Stir fry z łososiem – przepis Jamie’go



Mór ulubiony sposób gotowania - wszystko sobie wcześniej przygotować i potem tylko dodawać i mieszać fot. D.Szymborska


Jak mogłam tego dania wcześniej nie zrobić?!?! Chyba mi się kartki w książce kucharskiej skleiły…takie proste, takie pyszne! 

Uwielbiam pomysły Jamie’go. To jest szybkie gotowanie! Idealne na wieczór, gdy nie mamy zbyt dużo czasu i zależy nam na tym, by zjeść jak najszybciej i nie iść z pełnym żołądkiem spać. 

Jamie proponuje lekkie dania, często – tak jak w przypadku tego stir fry z łososiem z usprawnieniami. Nie boi się zaproponować półproduktów – w tym przepisie - pasty tadnoori.

Uwaga ten stir fry jest tak pyszny, że został zjedzony w czasie krótszym niż ten jaki potrzebowałam do jego przygotowania!

Ja podałam z makaronem ryżowym, Jamie proponuje wersję z ryżem – też zamierzam wypróbować. Przepis z niezawodnej książki – "Minisrty of Food". Modyfikacji brak! No dobra zrobiłam większą porcję, bo spodziewałam się, że będzie super smacznie, a wszyscy tacy głodni byli…

Składniki (3 porcje):

12 kwietnia 2017

Zapiekanka kalafiorowo-serowo-łososiowa

Chedarowo żółta zapiekanka z łososiem. kalafiorem i makaronem fot. D.Szymborska


Do wiosennego maratonu coraz bliżej, pogoda z tych gorszych to…zapiekanka makaronowa jest świetnym pomysłem – rozgrzewająca, węglowodanowa i pyszna!

Za bazę do przepisu posłużył pomysł Jamie’go Olivier’a (Ministry of Food), dodanie łososia czyni zapiekankę jeszcze smaczniejszym obiadem albo kolacją.

Uwaga tym razem przepis pozwala przygotować dwie zapiekanki, które idealnie nadają się do podgrzewania, czyli na drugi dzień nie trzeba gotować!

Składniki (dwie zapiekanki – czyli 8 porcji zapiekanki):

11 kwietnia 2017

Marynowany kalafior – wersja łagodna

Świetna, wegetariańska przystawka do kolacji hinduskiej...fot. D.Szymborska


Kilka lat temu odkryłam przepis na marynowanie kalafiora, jak dla mnie kulinarna petarda! Tym razem marynata była bardzo łagodna, w efekcie super delikatny, chrupiący kalafior, który będzie świetnym dodatkiem w czasie hinduskiej kolacji.

Uwielbiam hinduskie jedzenie, jednocześnie za każdym razem jak spędzam w kuchni ponad dwie, czasem trzy godziny to sobie obiecuję, że nigdy więcej, że taniej i szybciej będzie pójść do restauracji.

Po czym….zapominam o swoich obietnicach i zaczynam gotowanie: minimum dwa sosy, jeden z reguły z mini ziemniaczkami i kurczakiem, drugi z bakłażanem, cebulą i np. jagnięciną, potem grillowane warzywa – sałata rzymska, cukinia, bakłażan. Mało? Pewno albo kuskus albo chlebek naan. Żeby było smaczniej to jeszcze sos jogurtowy, jogurtowo-ogórkowo-kolendrowy, pikle z limonek, dip z mango. Tak, tak jest co robić jak się wymyśli sobie kolację w wersji hinduskiej. Dobre w tym jest to, że jak już wpadam w obłęd hinduskiego gotowania to ilości jedzenia, które przetwarzam są tak ogromne, że zawsze jedzenia starcza na dwa dni. Ten drugi dzień, kiedy tylko wszystko podgrzewam, jest moim ulubionym….

Składniki – nieduża porcja, przystawka:

10 kwietnia 2017

Biznesowy lunch – La Rotisserie

Super warzywa ze świetnym policzkiem prosiaczkowym fot. D.Szymborska


Poniedziałki bywają trudne. Na szczęście nie wszystkie. Wygodne krzesło, a bardziej fotel, niewidoczna, ale profesjonalna obsługa kelnerska i wreszcie kuchnia Pawła Oszczyka. Paweł jest szefem, którego kuchnie znam i szanuję, a pomysł biznesowego lunchu – Prosto z targu – jest bardzo smacznym rozwiązaniem. Owszem, jak wszystkie dania z karty do najtańszych nie należy (dwa dania lunchowe -  78PLN). 

Nie wiem na który targ Szef Paweł chodzi, ale wszystkie składniki dzisiejszego obiadu były przepyszne, świeże i sezonowe! Ostatnie dni skrei i pierwsze karczochów.

8 kwietnia 2017

Sałatka frutti di mare – warszawska restauracja „Mąka i woda”

Super sałatka z owoców morza fot. D.Szymborska


Podają tutaj moją ulubiona pizzę, smakuje mi każda wersja tego włoskiego placka. Bardzo lubię to miejsce, jest tu zawsze tłoczno, w weekendy restauracja nie przyjmuje rezerwacji więc, trzeba czekać na stolik, albo tak jak my siadać przy barze. Dla mnie to najlepsze miejsce, można obserwować proces powstawania pizzy!

Dziś zamówiłam sałatkę z owoców morza. I….tutaj będą same zachwyty, bo „Mąka i woda” to nie jest tylko pizza, ba wręcz im więcej dań zamawiam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że pizza jest genialna, a sałatki, makarony i desery są jeszcze bardziej genialne! O!

Dzisiejsza wydawałoby się super prosta sałatka to było super połączenie faktur i smaków. Ośmiornica, seler naciowy, ziemniaki mini kapary i krewetki, do tego świetny sos z pietruszką. W menu jest jeszcze informacja, że w sałatce była szalotka – cóż w mojej porcji raczej jej nie było, albo zwyczajnie jej nie wyczułam. Tylko i tyle i aż tyle. Wszystko aromatyczne, chrupiący seler naciowy, miękkie, rozpływające się w ustach krewetki i jędrna ośmiornica, malutkie kapary, pyszne ziemniaki, które były ugotowane w punkt – doskonały środek pomiędzy surowym i rozgotowanym.

7 kwietnia 2017

Wiosenna wycieczka rowerowa – rady dla debiutantów kolarskich

Taki plan na jutro! fot. D.Szymborska


Pewno, że to zajmuje trochę czasu, tak chodzić po domu i kompletować wszystko, a potem to jeszcze ułożyć. Warto i to nie dla zdjęcia na Insta, tylko dla siebie, żeby sprawdzić czy o niczym się nie zapomniało.

Jutro będę miała przyjemność prowadzić wycieczkę rowerową, dlatego przygotowań więcej niż gdy jadę sama. Dla siebie to apteczki nie pakuję….

Dla tych co mają podobny, rowerowy plan na weekend, a dopiero zaczynają przygodę kolarską lista przydatnych rzeczy, gdy jedziemy szosą na dłuższą wycieczkę, taką krajoznawczą, gdzie zrobimy dużo kilometrów i np. zatrzymamy się przy sklepie spożywczym – stąd drobne pieniądze na liście niezbędnych rzeczy.

Oto moja lista, rzeczy, które warto ze sobą i na siebie zabrać/brać na wiosenną wycieczkę rowerową:

6 kwietnia 2017

Wielki test cateringu dietetycznego - 8 diet pudełkowych (Warszawa)

W większości super smaczne jedzenie z pudełek! fot. D.Szymborska


Uwielbiam gotowanie, obmyślanie co by tu zjeść, eksperymentowanie w kuchni. Rozumiem, że nie każdemu sprawia przyjemność spędzanie czasu w kuchni, są tacy, którzy tego nie lubią albo zwyczajnie nie mają na gotowanie czasu. 

Gdy kolejna zawodniczka zapytała się mnie, którą firmę cateringową polecam, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć to pomyślałam, że warto by było poznać świat pudełkowego jedzenia.

Napisałam do 15 firm cateringowych, które oferują dostarczanie jedzenia w Warszawie. Opowiedziałam o zamyśle testu o tym, że chcę porównać ich usługi, podałam wszystkim takie same wymogi: dieta 2000kcal dla osoby uprawiającej sport, bez wykluczeń. Co w nomenklaturze dietetycznej oznacza, że nie utrudniałam – dieta standard, mięsna, glutenowa, może być z orzechami. Wszystkie firmy poprosiłam o dostarczenie jedzenie na godzinę 7 rano. Z dwutygodniowym wyprzedzeniem zaplanowałam dni dostaw. Odpowiedziało mi osiem firm. 

W moich testach oceniałam: po pierwsze jak przebiegał kontakt z firmą, po drugie czy dostawa była na czas – we wszystkich przypadkach, w których firmy zdecydowały się przesłać pudełka – wszystko przebiegło bardzo punktualnie, interesował mnie sposób „podania” posiłków – przecież je się też oczyma, smak jedzenia, opis menu i coś co było bardzo ważne dla mnie jak będzie z moją siłą do treningów. Jednym słowem, czy zamawiając pudełka można trenować?

Bardzo dziękuję następującym firmom za odwagę i chęć uczestnictwa w testach! Doceniam punktualną dostawę pudełek i cieszę się, że mogłam zjeść jedzenie przygotowane przez: Fitness Catering, Body Chief, Akademię Smaków, Maczfit, Fitdiet.pl, Dietbox. 

Cieszę się, że 6 firm, które dostarczają jedzenie w Warszawie nie boi się subiektywnej oceny blogerki! 

Dziękuję bardzo za współpracę i dostarczone jedzenie! 

Dwie firmy zrezygnowały z dostarczenia jedzenia – Juicy Jar – nie podejmuje się karmienia sportowców – dziękuję za informację.

Dietanazamowienie.pl – firma obiecała przysłać zestaw jedzenia, nie wywiązała się z ustaleń, przestała odpowiadać na maile i nikt nie  odbierał telefonu. Jednym słowem to firma,, której zdecydowanie nie polecam!

Kolejność opisywanych zestawów jest kolejnością chronologiczną w jakiej dostarczano mi pudełka.

Żadna z firm nie zapytała się mnie, czy mam kuchenkę mikrofalową – nie mam. W niektórych przypadkach podgrzewanie jedzenia było skomplikowane – dwie patelnie i jeden garnek. Za każdym razem jedzenie przekładałam na talerz, nie jadałam z pudełek.

Oceniałam smak, energię jaką daje jedzenie do treningów następnego dnia.

5 kwietnia 2017

Wielkanocne gonienie króliczka

Czasem udaje się złapać króliczka, można wtedy pomyśleć o pasztecie albo o czymś zupełnie innym....fot. D.Szymborska


To będzie o tym, jak się nie przetrenować w Święta. Tak, tak nie żadne tam, co jeść w Wielkanoc żeby nie przytyć, tylko jak mądrze ćwiczyć, żeby uniknąć kontuzji.

Wiadomo, że gonienie króliczka (czy to wpław, czy rowerem czy na nogach własnych) jest cudowną zabawą, a wolne dni sprzyjają pogoniom wszelakim!

Oto zasady, które pozwolą króliczkowi uciec a nam cieszyć się z dobrego zdrowia w Święta Wielkanocne i nie tylko:

·      Trening jest ważny ale rodzina ważniejsza! Serio! Jeżeli chcemy mieć pewność, że nasze dzieci będą miały miłe rodzinne wspomnienia to….trenujmy wtedy gdy śpią. W Święta pamiętajmy o tym, że nasze hobby nie może zdominować Wielkanocy. W praktyce oznacza to, że będziemy bardzo wcześnie chodzić spać dlatego, żeby mieć siłę zerwać się rano z łóżka i zrobić trening zanim reszta rodziny się obudzi. Dodatkową korzyścią jest to, że uwagi teściowej z pewnością nie wyprowadzą nas z równowagi, uroczyste śniadanie będzie spokojne a my ewentualnie lekko usypiający po naszym porannym treningu.

4 kwietnia 2017

Kluski z ziemniakami, czyli super pomysł na zielony, wegetariański makaron

Wiosenny, pyszny i super zielony makaron fot. D.Szymborska


To chyba tylko Jamie tak potrafi – banalny przepis, do przygotowania przez każdego, niezależnie od doświadczenia w kuchni, a smakuje tak świetnie jakby się całe życie spędziło w kuchni wymyślając to danie!

To co wiosenne kluski z ziemniakami? Pewno, jak do tego jest domowe pesto i świeże brokuły! Jednym słowem pycha!

Czas przygotowywania 30 minut! Tak, tak to właśnie są pomysły Jamie’go – da się ugotować w podanym przedziale czasu!

Jedyna modyfikacja to długość gotowania ziemniaków – po 2 minutach nie były jeszcze gotowe, inna kwestia, że ziemniaki ziemniakom nierówne i jest ich tyle gatunków, że ciężko mieć pretensje do Olivier’a.

Acha jeszcze jedna zmiana, w stosunku do poprzednich gotowań – teraz w zupełności wystarcza mi 60g suchego makaronu a nie jak wcześniej 80 czy nawet 100! Sprawdźcie ile waży wasza porcja przed ugotowaniem, takie stopniowe zmniejszanie ilości gramów jest prawie nieodczuwalne jeżeli chodzi o poczucie sytości ale znaczące jeżeli chodzi o dostarczane kalorie….ale o dietach to jeszcze będzie…

Składniki (3 porcje):

3 kwietnia 2017

Elegancki lunch – jak najbardziej, w Brasserie Warszawskiej

Uwaga to jest ultra słoność ryby, parmezanu przełamana słodkością karmelizowanej cebuli fot. D.Szymborska


Jakiś czas temu czytałam, że moja ulubiona restauracja wyśmiewa się ze logo Polski Walczącej, cóż, może nie tyle wyśmiewa co zmienia spojrzenie, bawi się konwencją.

Umówiłam się z przyjaciółkami na „babski lanczyk”. Było przemiło, smacznie i wcale nie-lunchowo. 

Z lunchami w restauracjach to mam ten problem – z racji promocyjnej ceny jakość jedzenia często jest niższa. Nie cierpię tego, gdy w karcie są pyszne dania a w porze obiadowej, takie na odwal, do tego porcje mniejsze niż normalnych dań. Czasem jest jeszcze gorzej bo w porze obiadu nie ma możliwości zamawiania „normalnie” z karty tylko opcja zestawów.

W Brasserie Warszawskiej, na szczęście jest inaczej, czyli da się zjeść elegancki lunch! Można wybrać zestaw – dla mnie atrakcja, bo bardzo rzadko jestem w BW w porze obiadu, ale na szczęście nawet chwilę po dwunastej cukiernik jest na posterunku, bo BW to genialne desery. I znów, wieczorem z reguły wybieram deser płynny czyli kieliszek porto, ale gdy przyjeżdżam autem to nie ma opcji alkoholowej. I powiem tak, nie żałowałam bo deser był genialny!

Lunch – 35PLN, deser 24PLN. Wiem, wiem dziwne proporcje cenowe, ale pierwsze to zestaw dnia (codziennie, w normalnym tygodniu jest jeden zestaw składający się z pierwszego i drugiego dania) a drugi to „normalny” deser z karty.

2 kwietnia 2017

Bun Tron z pieczonym karczkiem wieprzowym czyli obiad w Oh My Pho (znowu)

Karczek, orzechy, mięta, kolendra, marchewka, a pod spodem makaron i super wiosenny sos....bun tron z Oh My Pho fot. D.Szymborska


To jest prawdziwa wiosenna sałatka! Orzeźwiająca, miętowa, chrupiąca i pomimo dodatku mięsa smakująca bardzo „warzywnie”.

Bardzo lubię kuchnię wietnamską, jedyny problem, który mi sprawia, to, to, że jedzenie wietnamskie jest „rodzinne”, to znaczy wiele dań do spróbowania, dzielenia się. Ciężko gdy się chodzi samemu do restauracji zmówić kilka dań, bo porcje są (z reguły) tak duże, że jedną zupą można się najeść do syta. Dlatego tym bardziej, dziś cieszyłam się, że we trójkę zamawialiśmy różne dania.

Frytki z taro, podane ze świetnym sosem orzechowym. Trudne do złapania pałeczkami, taro podobne do selera i batatów zarazem. Potem wiosenna sałtka bun tron, wreszcie zupa pho. No bo jak to przyjść od Oh My Pho i nie zjeść pho?

1 kwietnia 2017

Nowy „zakładka” na blogu – wnętrza i dekoracja stołu FOTO

Bazie i menzurki - Wielkanoc 2017, fot Gabi/ http://wpisyfotologiczne.blogspot.com


Nowy miesiąc, wiosna to czas na zmiany! Na blogu jest już ponad 1600 przepisów (też mi było ciężko w to uwierzyć!!!), wiele recenzji książek, wreszcie sporo tekstów o treningach. Tym czego brakowało od dłuższego czasu na Onegintetatopa, były sesje zdjęciowe pokazujące jak można wystylizować stół.

Stylizacja stołu jest moją pasją od wielu lat. Kiedyś wystarczały ładne talerze, dobrane serwetki, teraz dbam o obrusy, wazony, kwiaty. Każdy posiłek ma być przygodą, stąd wariacje tematyczne – na przykład zupy jaskiniowców w jadalnych talerzach, barokowe ciasta czy mrożone szklanki do fit koktajli. Coraz częściej przekonuje się, że tylko wyobraźnia jest granicą, całą resztę można wystylizować, stworzyć....

Na początek wiosenna sesja, która mam nadzieję przyda się wszystkim tym, którzy zastanawiają się jak przygotować stół na Święta Wielkanocne.

Ideą tej stylizacji i jest pokazanie wody jako siły, dzięki której rodzi się nowe życie. Modny w tym sezonie motyw bazi jest dość widoczny. 

W obecnych czasach ciężko uniknąć polityki, tutaj takim małym nawiązaniem pozostaje pokazanie aptekarskiej klauzuli sumienia, widocznej w dobrze odmierzonej wodzie dla wiosennych kwiatów.

Żywe kwiaty, intensywne kolory i dużo światła, taka będzie Wielkanoc w 2017 roku!


Już wkrótce pomysły na stylizacje: śniadanie szejka i kolację prymasa! Zaglądajcie do nowej zakładki blogowej, a Wasze jedzenie już nigdy nie będzie w sposób nudny i przewidywalny podane!

Siesta foto:

30 marca 2017

Dyskontowe gotowanie czyli „Rodzinna kuchnia Lidla”

40 smacznych i bardzo prostych przepisów!


Przy okazji poprzedniej publikacji Lidl’a dopytywałam się kto zrobił takie piękne zdjęcia, napisałam nawet do agencji PR, która reprezentuje dyskont. Dowiedziałam się, że jest to publikacja reklamowa, pozycja nie ma numeru ISBN, czyli tak naprawdę nie jest książką, a nazwiska fotografów nie są publikowane. Dokładnie tak samo jest z „Rodzinną kuchnią Lidla” – piękne zdjęcia, starannie przygotowane przepisy, do tego śliczne obrazki znajdziemy w tej „nie-książce” kucharskiej.

„Rodzinna kuchnia Lidla” to zbiór bardzo prostych przepisów. Nie wymagają specjalnych sprzętów kuchennych, nie potrzebne też są jakieś wyjątkowe umiejętności, ot wystarczy mieć kilka garnków, patelni i ostry nóż i można przygotować to co poleca Okrasa, Ładocha i Małecki.

Podoba mi się zamysł publikacji – pokazanie, że gotowanie może być proste, że nie trzeba sięgać po półprodukty. Myślę, że w czasach gdy jedzenie bywa „plastikowe” taki przepis na przykład na „chrupiącego owsianego kurczaka” może być świetną i prostą alternatywą dla wizyty w fast foodzie!

Ten kto dużo gotuje może prychnąć – po co takie „książki” z oczywistymi przepisami? Ano po to, żeby ci co chcą zacząć gotować mogli być poprowadzeni, prawie za rączkę, jak co przygotować, ugotować i podać na talerzu….

Tak jak w przypadku książki kucharskiej, która miała być super podręcznikiem kulinarnym dla kolarzy, to wszystko uznawałam za minusy – proste, banalne przepisy tak tutaj doceniam formę i ideę. To jest proste i tanie gotowanie z produktów dostępnych w dyskoncie.

Wiadomo, że „książka” Lidla jest materiałem reklamowym, ale przygotowanym z taką starannością, że nie jedna książka kucharska, która teraz się ukazuje (bo wydają je wszyscy mniej lub bardziej znani celebryci i kucharze) mogłaby brać za wzór jakość przepisów, staranny opis i  dobre zdjęcia. Widać, że sztab ludzi wykonał dobrą pracę.


„Rodzinna kuchnia Lidla, 40 sprawdzonych przepisów na wspólne chwile i pyszne dania”, Lidl 2017