20 czerwca 2018

Kryterium kolarskie – Mokotów 2018 - relacja

  
Zestaw startowy fot. D.Szymborska


To było II Kryterium Kolarskie na Mokotowie. Zgodnie z definicją kryterium uliczne to rodzaj wyścigu kolarskiego, który rozgrywa się na rundach, które nie powinny być dłuższe niż 5 kilometrów. Ruch powinien być zamknięty a kolarze jeżdżą po ulicach miasta.

Dokładnie tak było w niedzielę. Wszystkie wymogi spełnione – z ulicy usunięto zastawiający samochód (dlatego start wyścigu kobiet i młodzików był opóźniony), jechaliśmy 8 rund (zmiana z regulaminowych 10), jedna miała około 2 kilometrów, ruch był zamknięty i było dużo zakrętów!

O tym, że Kryterium wymaga umiejętności technicznych i szybkiego i  pokonywania zakrętów przekonałam się już na objeździe trasy – wąsko, dziury a na dwóch prostych hula wiatr.

Jak ważna jest taktyka to zobaczyłam na samym wyścigu. Kto na czyim kole, jak przyśpieszyć, jak wejść w zakręt...

Dziewczyny jechały z młodzikami, tylko jedna zawodniczka (świetna również na torze) utrzymała się z chłopakami na czele.

Sam wyścig trudny ale ciekawy. Teraz pozostaje gdybanie czy doszłabym czwartą dziewczynę,... byłam piąta (z sześciu). 

I tu właśnie pojawia się smutna refleksja – mało nas było! 

Widzę coraz więcej dziewczyn w weekendy na szosach, część jeździ naprawdę mocno, a potem na zwodach ich nie ma.

18 czerwca 2018

Sushi Bar Don – czyli japoński slow food przy Lotników

Wystarczająco dobre sushi... fot. D.Szymborska


Do tej pory sushi kojarzyło mi się a to z szybkim lunchem, a to z dostawą do pracy. Ot ryba, ryż, czasem ładniej podane, czasem gorzej. Często zamawiała rybę pieczoną, na wszelki wypadek, jakby ta suro nie była najświeższa. To trochę jakby jeść tatara z podsmażonej wołowiny….

Trzeba mieć gotówkę i sporo czasu. Tak zaczyna się opowieść o tym dziwny miejscu, pachnącym jaśminem. Jaśmin pochodzi, ze spray odświeżającego powietrze, który jest postawiony w centralnym miejscu malutkiego pomieszczenia. Klimatyzacja działa tak mocno, że jest wręcz chłodno. Na stołach ceraty, krzesła takie jak z filmu z lat ’80 opowiadającego o restauracji dla oficjeli, takie niedostępnej dla zwykłych ludzi. Na każdym stole oprócz chusteczek jednorazowych leży ptaszek zrobiony ze szmatek. Gotuje jedna osoba. Sushi master ma zawiązaną opaskę na głowie, ręce, które sprawnie kroją rybę i cierpliwość do ryżu, który z wielkim szacunkiem bierze w ręce.

15 czerwca 2018

El Czori Latino Food – argentyńskie jedzenie na warszawskim bazarku

Koleżanka twierdzi, że zdjęcie takie ładne, że można było je odchorować fot. D.Szymborska


Nie po drodze, otwarty w dziwnych godzinach, nie-najczystszy ale przyciąga! Mowa o bazarku na skrzyżowaniu ulicy Lotników i Puławskiej.

Fascynuje odmiennością – tutaj zrobisz sobie paznokcie, kupisz kanapę i klapki zakopiańskie….do tego przekąsisz co nieco. Zaczęłam od kuchni meksykańskiej, potem odwiedziłam miejsce z jedzeniem argentyńskim, w kolejce jeszcze spotkanie z sędziwym Japończykiem lepiącym kulki ryżowe i nie tylko.

O tacos (TUTAJ) pisałam w samych zachwytach, w przypadku obiadu argentyńskiego będą dużo bardziej powściągliwa.

Zachwytów nie było. Ktoś powie, czego oczekiwałam za 17PLN, na pewno nie frytek karbowanych, pewno też chciałam wyraźniejszych smaków. Jednym słowem w pierwszym podejściu El Czori mnie zraziło.

13 czerwca 2018

Szosa na co dzień czyli o dojeżdżaniu do pracy

Kolarski poranek


Zacznę od plusów, jakie niesie dojeżdżanie rowerem do pracy:

·         Poranny i popołudniowy rozruch – nie mówię trening, ale na pewno ruch i spalone kalorie,

·         Dobry humor od rana,

·         Brak stania w korkach,

·         Spora oszczędność, jeżeli auto zamienimy na rower,

·         Brak konieczności martwienia się o miejsce do zaparkowania, albo o dziury w rozkładzie jazdy,

·         Można się ścigać z Uber Eats wracając do domu (z innymi też).

Teraz kilka malutkich, ale bywa, że uciążliwych minusików:

·         Jeżeli w pracy nie ma łazienki z prysznicem, to musimy jechać w tempie co najmniej spokojnym, żeby siedzenie z nami w pokoju nie było uciążliwe dla innych,

·         Trzeba wozić ze sobą ubrania na przebranie (spodenki z pieluchą nie są biurowym strojem),

·         Trzeba gdzieś trzymać rower (ja wnoszę do biura i mogę patrzeć na niego zza swojego biurka),

·         Jak pada to jest się mokrym (tak, serio!).

Jak dla mnie zalet zdecydowanie więcej niż wad! Jeżeli do tego dodamy rozsądne podejście to znaczy, nic na siłę i z uśmiechem to takie dojazdy mogą być przyjemnością!

Oto kilka praktycznych rad, które pomogą w początkowym etapie przesiadania się na rower:

11 czerwca 2018

Izraelskie klopsiki z koprem włoskim i ziołami

Aromatyczne, pełne ziół i smaku kopru włoskiego klopsiki fot. D.Szymborska


Yotam Ottolenghi od wielu lat proponuje lekkie, pełne aromatu przepisy kuchni izraelskiej. Ten znaleziony w The Guardian miał bazować na jagnięcinie, niestety o to mięso jest dość trudno, a na wyprawę do ulubionego rzeźnika nie było czasu.

Uwielbiam koper włoski w każdej postaci – ziarenek, nasion (dodaję do patatas bravas), pieczony i ten z tego przepisu duszony w winie a wcześniej podsmażany.

Uwaga przepis z tych czasochłonnych – trzeba sobie zarezerwować dwie godziny gotowania, i jeżeli ktoś myśli, że porcja będzie na tyle duża, że starczy na kilka dni to jest w błędzie bo to jest takie pyszne danie, że znika w mgnienia oku, a o dokładkę bardzo trudno!

Składniki (4 porcje):

8 czerwca 2018

Maria Kolendra, czyli meksykańskie jedzenie na lokalnym bazarku



Obiad dla dwóch osób fot. D.Szymborska







Przyjeżdżasz rowerem, zamawiasz to co jest, bo reszty nie ma. Siadasz przy brudnym stoliku, prosisz kucharza, który akurat gdzieś wychodzi, żeby posprzątał. Ten proponuje, żebyś się przesiadła do drugiego, czystego .

Albo: zamawiasz obiad z przyjaciółką, pytasz się co jest do picia i słyszysz, że nic, że sklepik jest obok i tam sobie można napoje kupić.

Wreszcie: po obiedzie pytasz się czy jest coś słodkiego, słyszysz, że tak – cukier.

6 czerwca 2018

Balkonowy ogródek – ostatni dzwonek by się z niego cieszyć!


Fasola (urosła z ziarenek) zioła i cyprys, który był nagrodą na jednym z biegów
(kilka lat temu) fot. D.Szymborska



Całą zimę czekam na to, by latem móc powiedzieć: tylko jeszcze pójdę po miętę… i wyjść na balkon! 

Serio, to ogromna frajda takie uprawianie ziół na balkonie. 

To nie jest takie trudne, oczywiście można postawić sobie od razu wysoką poprzeczkę i zacząć od ziarenek, ale niczym złym nie jest pojechanie do gospodarstwa ogrodniczego i kupienie sadzonek.

Dlaczego ostatni dzwonek? Bo jeszcze przez tydzień, dwa sadzonki będą dostępne, potem zwyczajnie skończy się sezon.

Nie wiesz od czego zacząć, tutaj lista rzeczy, które potrzebujesz i kolejność wykonywanych prac w balkonowym ogródku:

Po pierwsze, niezbędny jest balkon, pewno, że taras też może być.

Po drugie, trzeba się liczyć z codziennym podlewaniem,

Po trzecie w sklepie ogrodniczym trzeba kupić: doniczki (najlepiej takie z dziurką w dnie i podstawką), ziemię, małą łopatkę, konewkę, patyczki i sznurek (przydadzą się do np. pomidorów).

Po czwarte, potrzebne będą rośliny. W tej kwestii warto zdać się na polecenie sprawdzonego gospodarstwa. Ważne, żeby rośliny były zdrowe, a informacje o tym jak je pielęgnować jasne i zrozumiałe dla nas.

Po piątek, trzeba mądrze wybrać zioła, które będzie uprawiać – pewno, że szałwia i stewia rosną same, tylko czy aby to są tymi najbardziej niezbędne do naszego ogródka? Kolendra jest humorzasta, potrafi zakwitnąć, a wtedy łodyżki robią się kwaśne…

A teraz kilka słów o pielęgnacji balkonowego ogródka:

4 czerwca 2018

Kalmary po grecku z wódką Ouzo

Kalmary po grecku marynowane w Ouzo fot. D.Szymborska




Nie wiem czy były tanie loty, promocje w biurach podróży czy po prostu to jest czas wycieczek do Grecji. W każdym razie moi znajomi w social mediach bombardują mnie zdjęciami kotów na Akropolu, tzazików jedzonych na tarasie z widokiem na krystaliczną, turkusową wodę… choć przeważają koty, czasem osiołki.

Dla wszystkich którzy znoszą obecnie polskie upały a nie grecką słoneczną pogodę przepis, dzięki któremu poczują się jak w Helladzie!

Konieczna jest grecka, anyżkowa wódka – Ouzo. W wolnej chwili można pobawić się przez moment w chemika i wymieszać odrobinę wódki z wodą – z przeźroczystej zmieni się w mętną!

Najdłuższym elementem tego przepisu jest rozgrzewanie oleju, samo smażenie to zaledwie 5 minut.

Składniki (3 porcje przystawkowe):

1 czerwca 2018

Arigator Ramen Shop – genialna zupa

Baza zupy bo wywar w miseczce obok fot. D.Szymborska

Nie mogę napisać, że przechodziłam obok i tak sobie weszłam i zjadłam…nie, nie planowałam to od dawna, ale zawsze coś wypadło, do tego nietypowe godziny otwarcia. Oglądałam zdjęcia i czytałam zachwyty znajomych bliższych i dalszych. Pysznie, pięknie i z pomysłem.

Najpierw sprawdzający telefon, czy w święto są otwarci, potem dopytanie się czy aby nie ma tłumów, bo tam nie ma możliwości robienia rezerwacji.

Rzeczywiście na miejscu okazało się, że jedna japońsko polska rodzina i hipster co czeka na paczkę na wynos. Tak naprawdę tam jest tylko jeden stolik, reszta to bary, lady. O krzesłach też ciężko – są taborety i drewniane klocki. Niestety nie ma też działającej klimatyzacji, dlatego warto siadać w okolicach dostawianych wentylatorów albo blisko drzwi.

Obsługa przemiła, niedogodności związane z niedziałającą klimą stara się łagodzić podając zimną wodę bez dodatkowych opłat. Nie wiem, może tak jest zawsze…nie z klimą tylko z wodą…

31 maja 2018

Za ile to śniadanie? Za jakieś 30 kilometrów! [mapa trasy]



I tak całą drogę - uśmiechnięte i rozgadane fot. A.
-Jutro rano śniadanie?

-Tak!

-Tempo konwersacyjne.

-Jak rano się spotykamy?

-8.15 przy mostku zakochanych.

-Do zo.



Konkretnie, umówione.


Około 30 kilometrów w jedną, w tym sławny w Warszawie – Słomczyn hill, potem śniadanie w Konstancinie (Bułkę przez bibułkę) i z powrotem.


Idealna trasa by nadrobić zaległości co u kogo się dzieje! Do tego o tej porze, w wolny czwartek bardzo mały ruch samochodowy.


Tam gdzie to możliwe jazda ścieżkami rowerowymi, jedno niebezpieczne przejście przez 4 pasmową drogę przez przejście dla pieszych. Światełka mrugające na rowerze (tak, wiem, że psują wygląd roweru, ale może akurat mrugną komuś w oko i mnie nie przejedzie, gorzej jak je zamknie i rozjedzie….


Dla wszystkich chcących powtórzyć naszą wycieczkę kilka uwag. Trzy łazienki na trasie (stacja benzynowa BP, Bar Tandem, Stara Papiernia), kilka sklepów spożywczych (otwartych w Święta i niedziele) – można bez problemu uzupełnić bidony!

29 maja 2018

Tom Kha Gai i Yum Gai – czyli tajski obiad

Sałatka z kurczakiem, mango i kiełkami fot. D.Szymborska


Zadzwoniłam wcześniej, zrobiłam rezerwację dla 5 osób, upewniłam się, czy podawane są normalne sztućce – goście nasi zgłosili od razu, że nie chcą stresować się walką z pałeczkami. Usłyszałam, że jak najbardziej, dopytałam jeszcze, czy w lokalu jest klimatyzacja – zapewniono mnie, że tak.

Stolik czekał – pałeczki i widelce (noży brak), a klimatyzacja jest (sądząc po widocznej instalacji pod sufitem) tyle, że pomimo upału nie działa, albo działa bardzo kiepsko.

San Thai na Próżnej to sympatyczne, ciepłe miejsce z dobrym jedzeniem. Zjadłam poprawną zupę i smaczną sałatkę. Liczyłam na więcej.

26 maja 2018

Kurczak w białym winie z pieczarkami (bez śmietany!)

Sos nie jest biały bo a) nie ma śmietany, b) ma koncentrat pomidorowy....fot. D.Szymborska


Faza na kuchnię francuską trwa. Dania jednogarnkowe (prawie) dalej na topie. Przepis mocno zmodyfikowany w stosunku do tego, oryginalnego bo zamiast wina czerwonego jest wino białe. Nie z lenistwa, nie z tego, że w kuchni nie było, tylko specjalnie, dla lżejszego smaku. To chyba Jamie gdzieś dokonał takiego podmienienia i zyskał dużo dobrego smaku. Warto zmienić utartą ścieżkę.

Przepis z tych na weekend albo długi wolny wieczór. Idealnie zarezerwować sobie 45 minut czynnego gotowania w kuchni i jakieś 75 mieszania co pewien czas, czyli gotowania z doskoku.

Co ważne danie idealnie nadaje się do podgrzewania, dlatego podaję przepis na 6 porcji.

Składniki:

24 maja 2018

Zrobiłam to! Biegowe puzzle ułożone!

Po trawie i dwa razy nad Wisłą - puzzle ułożone! fot. D.Szymborska


Poczucie pustki. Cel zrealizowany. Jak żyć dalej? O czym marzyć? Do czego dążyć?

Na szczęście żadna z tych myśli nie pojawiła się w mojej głowie. Na wieszaku zawisły, obok siebie trzy medale. Układanka ułożona. Udało się!

Zawody GP Żoliborza odbywają się, jak dla mnie, w najbardziej niesprzyjających terminach, jeżeli chodzi o to co może pylić i latać. Pyłki i meszki, meszki i pyłki w dowolnych kombinacjach to główne składowe tych biegów.

Od lat taki sam termin, więc tak samo ciężko każdego roku. Na szczęście jest też: cudowna atmosfera, przemili biegacze, szybkie ale wymagające trasy, piękne widoki i babeczki na mecie.
Wiele razy widziałam śmieszne obrazki – biegacze biegają dla „ciastków”. W przypadku GP Żoliborza to jest najprawdziwsza prawda! Biegamy dla babeczek na mecie. To się zrobiło już kultowe ciacho!

Za rok znów będę starała się ułożyć biegową układankę, chciałabym żeby się udało, bo bardzo lubię te biegi.

Dla wszystkich, którzy zastanawiają się czy to jest impreza biegowa dla nich:

·         Oczekujesz bogatego pakietu startowego – ups to nie tutaj, bo odbierzesz…tylko numer z chipem,

·         Chcesz blokować miasto, pokazywać środkowy palec kierowcom – biegamy albo po trawniku albo po ścieżkach nad Wisłą,

23 maja 2018

Kurczak w Rieslingu z paloną brandy

Aromatyczne mięso, świetny sos i do tego ziemniaki - francuska kolacja! fot. D.Szymborska



Uwielbiam kuchnię francuską za masło i wino. Dokładnie taki jest przepis na to danie. Jak to bywa z kilkuskładniowymi przepisami – są proste, produkty tanie ale samo gotowanie wymaga sporo czasu.


Bazowałam na przepisie ze starej, dobrej książki kucharskiej, gdzie są śmieszne zdjęcia Francuzów w ortalionowych płaszczach i afro z lat osiemdziesiątych. Można się śmiać ze stylizacji, mody ale przepisy wypróbowane, starannie napisane i bardzo smaczne. Beverly Leblanc wie jak gotować i umie to przekazać.

Czas gotowania – 1.5 godziny (minimum).  

Niestety autorka nie podaje czasu gotowania, a szkoda, bo wtedy niekoniecznie porywałabym się na gotowanie takiej kolacji w tygodniu, gdy marzę o szybkim jedzeniu…


Składniki:

21 maja 2018

Lang Team Race – Dystans Mini Warszawa – relacja

46km wspólnej jazdy, zmian i dobrej zabawy - selfie z mety

Ostatnie trzy tygodnie w każą niedzielę startowałam w zawodach kolarskich. Ot wiosna i lato u nas krótkie a kalendarz wyścigów szosowych coraz bardziej rozbudowany.

Trzy zupełnie różne imprezy – dwa podobne dystanse, jeden o połowę krótszy.

W Toruniu jechałam po to żeby sprawdzić strategię żywieniową – olbrzymie zawody, piękna trasa, dobrze zabezpieczona. W Berlinie – realizowałam swoje marzenie urodzinowe i startowałam w Velothonie, a wczoraj pojechałam w wyścigu, bo był blisko domu i żal było nie wziąć udziału.

Lang Team Race – zacznę od dobrych rzeczy – bogaty pakiet startowy, dużo łazienek przed startem, przemiła i współpracująca na trasie koleżanka, sprawnie obsługiwany bufet z wodą (kubeczki nie bidony).

18 maja 2018

NABO Cafe czyli sąsiedzkie jedzenie na Sadybie

Krokieciki rybne z frytkami i pysznym sosem na bazie majonezu fot. D.Szymborska


Nie mieszkam w okolicy, autem przyjechałam autem. Bardzo dawno temu tutaj byłam na szybkim obiedzie z przyjaciółką. Znów się zmówiłyśmy w tym skandynawskim lokalu. Restauracji? Nie jestem pewna, kawiarnia to za mało, jak dla mnie nazwa bistro pasowałaby najlepiej.

Zanim o jedzeniu to ostrzeżenie: jeżeli nie lubisz małych i często wyjących dzieci, to to nie jest miejsce dla Ciebie.

NABO ma wydzieloną ale nie oddzieloną salkę zabaw dla maluchów. Coś za coś – mamy mogą napić się kawy i zjeść coś smacznego mając na oku swoją pociechę, ale wszyscy słyszą gdy dziecko np. upadnie albo zwyczajnie zaczyna płakać.

17 maja 2018

Hipsterskie, koreańskie jedzenie – Yam Yam Berlin

Ostra ale pyszna zupa kimchi fot. D.Szymborska



Jeżeli Rapha przy tej ulicy otwiera sklep, to kilka rzeczy jest pewnych:

·         Łatwo tam będzie dojechać rowerem,
·         To będzie tak zwana dzielnica z potencjałem,
·         Będą tam hipsterzy, ci zaliczający się do grupy bardziej kasowych,
·         Oprócz kawy i przekąsek sprzedawanych w Raphowej kawiarni będą też restauracje w okolicy bo rowerzyści szybko robią się bardzo głodni.

Yam Yam to koreańska restauracja oddalona o dwie minuty od sklepu Raphy. Brodacze – oczywiście stanowią znaczący odsetek gości, turyści też…

16 maja 2018

Kolarski Czwartek we wtorek – relacja

Medal na szyi - uśmiech od ucha do ucha! fot. kolarz


Zauważyłam, że mój zwyczajny tydzień potrafi być wypełniony zawodami, nie trzeba czekać do weekendu! Można być już padniętym w środku tygodnia!

Jak nie bieganie (GP Żoliborza) to rowerowanie…jest co robić!

To była druga edycja Kolarskich Czwartków w tym sezonie.

Coraz więcej kolarzy, emocji i chęci ścigania się. Zawody podzielone są na rundy na różnych dystansach, najmłodsi jeżdżą najmniej okrążeni, dorośli 12 albo 16 rund.

Lubię spotykać osoby, które mają pasje. Bo czym jest przyjeżdżanie w środku tygodnia, po pracy po to by jeździć w kółko? 

Zawody mają swój urok, atmosferę i zwyczaje.

15 maja 2018

The Big Dog Berlin

Frytki z chilli con carne, chyba nie mogą być fotogeniczne, ale za to mogą być pyszne! fot. D.Szymborska


Przez lata miejsce prawie martwe, bardzo elegancki drink bar w którym nikogo nie było. Czerwony dywan, sztywna atmosfera i żadnych klientów. W styczniu była informacja, że jest remont a teraz? Teraz można zjeść hot doga, frytki i nie jest wymagany krawat ani czarna sukienka!

The Big Dog Berlin to miejsce z luźną atmosferą I świetnym jedzeniem. Każdy kto choć trochę lubi frytki i kiełbaski będzie zadowolony. Dodatkowo jest tez okienko „na wynos” a lokal czynny do 23.00 więc nocne podjadanie smażonych rzeczy jak najbardziej wchodzi w grę.

Jadłam ich specjalne frytki, bo wszystko w menu nazywa się śmiesznie a motyw kiełbaskowego jamnika jest wszędzie obecny – od serwetek, przez podkładki pod piwo do bluzeczek w których chodzi obsługa. 

14 maja 2018

Velothon Berlin 2018 – relacja

Na zdjęciu widoczny blok D (nie cały)....który wcale nie był ostatni tylko w środku stawki wyścigu fot. T.


To był wymarzony prezent urodzinowy. Tak, na urodziny dostałam pakiet startowy i wszystko co się wiąże z wyjazdem – hotel, jedzenie, dostęp do mechanik arowerowego – WSZYSTKO!

Jak dla mnie idealne urodziny! Impreza tylko w niedzielę, ale coś za coś, jak chce się pojeździć!

Pakiet odbierałam w przeddzień wyścigu. Niepozorne namioty rozstawione pod Bramą Brandenburską, sklepik z okolicznościowymi ciuchami – od skarpetek, przez koszulki po wielkie banery z wydrukowanymi wszystkimi nazwiskami startujących. Bluzeczki zarówno „no name” jak i firmy Craft więc było w czym wybierać.

W pakiecie startowym: worek do depozytu, trzy numery startowe (sztyca, plecy, kierownica), bidon i ulotki.

Zapisałam się do startu z bloku kobiecego. Co teraz z perspektywy czasu polecam głównie dziewczynom, które wiedzą, że będą trzymały prędkość od 35 do 39km/h przez całe 100km.

Wydawało mi się, że na zawodach w Poznaniu były tłumy, nic z tego! Start podzielony na dwie fale – najpierw dystans 60 i 160 a potem kilka godzin później moja setka.

Kaski po horyzont. Porządek w blokach startowych.

10 maja 2018

Grand Prix Żoliborza, czyli biegam dla medali

Brakuje jeszcze tylko jednego..fot. D.Szymborska


Od wielu sezonów nie udało mi się skompletować trzech medali z żoliborskiego cyklu. Teraz mam już dwa i szczerą nadzieję, że to będzie pierwszy rok, kiedy uda mi się wystartować w tych trzech biegach!

GP Żoliborza to nietypowa, jak na obecne, biegowe standardy. Nieciekawe trasy, brak gadżetów w pakietach startowych, zawody odbywają się w tygodniu, trzeba zdążyć po pracy…a biegają tutaj naprawdę szybcy biegacze! Poziom jest wysoki, a bardziej szybki, średnia wieku też wyższa niż na normalnych biegach. To są zawody w których się startuje, bo się trenuje! Na szczęście jest też grupa kolekcjonerów medali i biegowych znajomości!

Druga edycja zamiast po parku i trawie była po betonie i szutrze. Ten drugi by mi mniej przeszkadzał, bo pyli ale kolan nie męczy…

Trasa ciekawe ze względów socjologicznych. To znaczy można zobaczyć jak się bawi w środy nad Wisłą. Widziałam:

·         Kilka ognisk rozpalanych przez podchmielonych rowerzystów – zastanawiam się jak oni wrócą, zaczynam rozumieć mandaty dla pijanych cyklistów,

8 maja 2018

NEON Streetfood Bar w Gdyni – polecam

Tajski bulion - pyszna zupa fot. D.Szymborska


Nie będę porównywać dań serwowanych w NEONIE z tymi podawanymi w Azji, z prostego powodu – jeszcze tak daleko na wschód nie dotarłam. To co mogę powiedzieć, że tam – to znaczy w NEONIE jest smacznie, ba nawet bardzo.

Ulica Abrahama w Gdyni przypomina klimatem krakowski Kazimierz – knajpka na knajpce i tłumy ludzi. Nie wiem czy wszyscy to turyści, ale z pewnością tutaj toczy się życie wieczorem!

Ulica Abrahama jest o tyle wyjątkowa, że przy niej gotuje dwóch uczestników z programu Top Chef! 

NEON to super klimatyczne miejsce, połączenie baru z klubem? Chyba to najlepiej opisuje atmosferę tego miejsca. Jest tłoczno, jest głośno, serwowane są dobre drinki i azjatyckie jedzenie.

Z czystym sumieniem mogę polecić zupę – idealna nocna przekąska. NEON mruga a my jemy taką zupę i wiemy, że dopiero wieczór się zaczyna!

7 maja 2018

VeloToruń 2018 – GIGA – 105km - relacja

104,5km trasy, czyli chwilę przed metą fot. T.


Wszyscy zgrzytają zębami na hasła – ja to treningowo startowałem. Uważają, że to tłumaczenie złego wyniku. Pewno po części tak jest. Każdy ma jakiś powód startu w zawodach. Dla niektórych to pudło, dla innych medal, dla kolejnych to wspólnie spędzony czas z przyjaciółmi. Każdy powód jest dobry. Do Torunia pojechałam, żeby sprawdzić jak w warunkach stresu startowego zachowuje się mój organizm i ile żeli jestem w stanie zjeść na trasie ponad stu kilometrów. 

Dodatkowo udało mi się: zgubić peleton, spalić na słońcu skórę rąk i nóg, dostać medal z zeszłego roku, uniknąć kraksy na początku wyścigu.

Ważne jest też, że świetnie się bawiłam oglądając rzepak.

W Toruniu jechałam po raz trzeci, dwa razy startowałam na dystansie MEGA, który jest dystansem średnim na tych zawodach. Podoba mi się, że można śledzić postępy, porównywać wyniki. Inna kwestia, że pomimo tego samego dystansu ciężko zestawić ze sobą start w pięknej pogodzie z tym w deszczu i bez ponad kilometrowego kawałka asfaltu zastąpionego szutrem…. 

3 maja 2018

Taka „Sztuczka”, że na pizzę poszłam

Modniej się nie da - piany, mchy, marynowane ryby - powitanie od Szefa Kuchni w gdyńskiej Sztuczce fot. D.Szymborska


Kibicowałam Wałęsie oglądając na żywo finały Top Chef kilka lat temu. Przeczytałam wiele dobrych recenzji, zrobiłam rezerwację i bardzo cieszyłam się na kolację w gdyńskiej Sztuczce.

Zacznę od dobrych rzeczy – miła, kompetentna obsługa kelnerska. Pani znała menu, potrafiła o nim opowiedzieć. Smaczne jedzenie, aromatyczne dania, dobrze choć zachowawczo dobrane smaki.

Teraz te gorsze – wchodzisz i czujesz rybę, dużo ryby w dusznym lokalu. Może klima nie działała? Nie wiem, w każdym razie było duszno i rybno. Brak obrusów, czarne podkładki pod talerze, które nosiły znamiona użycia, do czystych zwyczajnie nie należały. Brak wina na kieliszki z wyjątkiem deserowego. Wreszcie co dla mnie jest po prostu zachowaniem nie ładnym, nie poważnym i przekreślającym moją kolejną wizytę – porcje ze standardowego menu w wymiarze degustacyjnym. Ceny bynajmniej nie.

2 maja 2018

„Amsterdam’em” nad Bałtykiem

Takie cudeńko, co waży tony i ma 3 biegi...ale za to koszyczek, kanapa i "nóżka" fot. D.Szymborska


Wieczorem poszłam zrobić rezerwację. Grzecznie pytam się, co pan w recepcji może mi powiedzieć o rowerach, które można wypożyczyć. Pan uśmiecha się i mówi: już wszystko opowiadam, mamy: różowy, czarny, zielony i dwa granatowe. Każdy ma koszyk i nóżkę, więc proszę się o nic nie martwić. 

Co było robić po takim wyczerpującym i mocno technicznym opisie, decyzja była oczywista – RÓŻOWY!