7 grudnia 2018

Spinning jak wybrać trening i instruktora - poradnik

Jest rower jest zabawa!


Pogoda coraz mniej sprzyja jeżdżeniu na szosie, trenażer i seriale to też jest rozwiązanie, jednak warto też zastanowić się nad spinningiem. Nie mam tutaj na myśli łowienia ryb, ale jazdę z grupą i instruktorem na specjalnych rowerach stacjonarnych.

Dlaczego warto wybrać się na trening spinn bike?

Po pierwsze, o motywację w grupie łatwiej. Niektórzy zrobią świetny trening na rolkach czy trenażerze w salonie czy piwnicy, inni zajmą się tak oglądanie serialu, że prawie nie będą kręcić nogami. Po drugie, urozmaicenie – w czasie zajęć zawsze coś się dzieje, są zadania, głośna muzyka. Po trzecie – dobry instruktor planuje treningi, są takie specjalne pod triathlonistów i „normalne”. Te pierwsze budują wytrzymałość przez zimę, te drugie również dają dużo frajdy. Po czwarte, przychodząc na zajęcia możemy łatwo zrobić „zakładkę” czyli połączyć dwa treningi: rowerowy z biegowym.

Przekonani?

Super, to jeszcze trzeba znaleźć dobrego instruktora albo instruktorkę i nic tylko jeździć.

W tym sezonie, przez dwa miesiące byłam u 5 różnych instruktorów, aż trafiłam do takiej osoby, której ufam, wiem, że planuje treningi, dba o uczestników.

Tutaj lista sygnałów, które oznaczają, że z tym instruktorem lepiej nie jeździć treningów:

  • Przychodzisz pierwszy raz, i instruktor odpowiada cześć i na tym kończy się rozmowa – nie zapyta, czy kiedyś jeździłaś, czy wiesz jak dostosować rower
  • Instruktor nie mówi na czym będzie polegał trening, ze śmiechem mówi, że sam nie wie co dziś pojechać, potem radośnie stwierdza to jedziemy interwały i na tym kończy omawianie treningu
  • Instruktorka jest tak zajęta jechaniem swojego treningu, że zupełnie nie zwraca uwagi na to jak jedzie grupa, którą prowadzi
  • Instruktorka schodzi z roweru po to by „dokręcać” obciążenie uczestnikom treningu, bo to ona wie jak kto powinien jechać
  • Rozgrzewka jest śladowa a o instruktażu jak się rozciągać na koniec można zapomnieć.

6 grudnia 2018

Jabłka w cynamonowym cieście z żurawiną i sosem waniliowym

Przepyszne racuszki w cieście piwnym z cudownym sosem waniliowym fot. D.Szymborska


Przystawka – była, a nawet dwie, zupa i główne też. To teraz ostatni Świąteczny przepis – tym razem deser.

Sos waniliowy jest tak smaczny, że bez dokładki się nie obejdzie, racuszki są genialne również. Dlatego kilkanaście porcji w rzeczywistości będzie oznaczało osiem plus dokładki! Żeby nie było, że nie ostrzegałam!

Kaloryczność – wysoki poziom, smak – również.
A teraz dobra wiadomość to jest prosty przepis! Ciasto piwne wykonalne, sos banalny, najtrudniej to znaleźć dobre jabłka!

Tym słodkim akcentem kończę przepisy świąteczne.

Przepis wymyśliła Agata Wojda, a wina dobierała Ania Gmurczyk, a ja nie tylko uczestniczyłam w warsztatach ale i z radością zjadałam taką kolację.

Co do win, to dla tego starego Rieslinga to warto żyć…

Składniki (na 8-10 porcji):

5 grudnia 2018

Świąteczny karp z musem chrzanowym i pęczkiem w palonym maśle

Karp, pęczak i super mus chrzanowy fot. D.Szymborska

Tadam! Trzeci przedświąteczny przepis na blogu! W ramach zapowiedzi – będzie jeszcze  odlotowy deser.

Warsztaty z Instytutu Wina Niemieckiego to super okazja do gotowania, nauki i foodpairingu.

Co do karpia – tak wiem, świat jest podzielony – albo się lubi albo nie. W tej wersji karp smakuje karpiem ale dodatki pomagają (bardzo).

Dobra kasza jest świetnym uzupełnieniem, tak jak mus chrzanowy, który dodaje wyrazu.

Jak łatwo się domyślić, autorką przepisu jest Szef Agata Wojda. A co się z tym wiąże, przepis będzie długi, momentami skomplikowany, za to efekt WOW murowany na koniec!

Składniki: (na 12- 15 porcji):

4 grudnia 2018

Krem grzybowy z chipsami pora i piernikiem – alternatywna zupa wigilijna

Chipsy z pora i posypka z pierknika - genialne dodatki fot. D.Szymborska


Jak pewnie zauważyliście, na blogu nie ma przepisów z grzybami innymi niż: pieczarki, boczniaki, shitake….a to z tego powodu, że mój żołądek się zwyczajnie buntuje na ciężkostrawne grzyby leśne.

Dwie łyżki to mogę zjeść, więcej nie… dlatego bardzo ucieszyłam się z przepisu Agaty Wojdy, który gotowaliśmy na warsztatach.

Zupa jest bardzo aromatyczna, chipsy z porów świetne a posypka z piernika doskonała!

To przepis na wielki garnek, na 12 do 15 osób, bo trzeba się liczyć z opcją dolewki, jest tak smacznie.

Składniki:

3 grudnia 2018

Bruschetta z mięsną teryną i chutneyem gruszkowo-dyniowym

Szałowe danie dla miłośników pasztetów fot. D.Szymborska


Powiem tak, to takie danie, które na wszystkich zrobi ogromne wrażenie. Pomysłodawczynią tego dania jest Szef Agata Wojda, a jak się to przygotować to uczyłam się na warsztatach przygotowanych przez Niemiecki Instytut Wina.

Jak to bywa z przepisami Agaty, jest dość skomplikowany i składa się w wielu etapów, ale za to pasztet i takie grzanki nie dość, że prezentują się świetnie to jeszcze smakują wybornie.

Na świąteczny obiad? Z pewnością się sprawdzi!

Ponieważ nas było całkiem sporo na warsztatach i byliśmy głodni to tutaj przepis na 20 porcji!

Składniki:

30 listopada 2018

Śledź w burakach z niemiecką sałatką ziemniaczaną

Pyszne danie, dla miłośników śledzia lub w opcji bez ryby, dla tych co go nie przełkną (tak jak ja) fot. D.Szymborska


Uwielbiam gotować z szefami kuchni, którzy są twórczy, profesjonalni i umieją uczyć. Niektórzy serwują genialne dania, ale nie są dobrymi nauczycielami, zdarzają się tacy, których potrawy są zwyczajne, ale potrafią wszystkiego nauczyć…. Na szczęście są i tacy, którzy świetnie gotują i uczą!

Agata Wojda to jedna z moich ulubionych szefowych kuchni. Jest cierpliwa, ale też wymagająca! Gotowanie z nią zawsze jest smaczną przygodą!

Na warsztatach zorganizowanych przez Niemiecki Instytut Wina udało się nam połączyć świetne wina z super daniami.

Jeszcze przed przepisem, uwaga – jeżeli, ktoś tak jak ja nie cierpi śledzi, to…. sałatka ziemniaczana, buraki i śliwki bez śledzia smakują również wybornie!

Uwaga przygotowywanie jest bardzo czasochłonne, za to mojej grupie udało się wydać 24 pyszne porcje!

Przepis jest dla 6-8 osób (duże porcje).

28 listopada 2018

Chef Panda – pierożki (i nie tylko) na Mordorze

Moja ulubiona zupa, świetne pierożki i wielka porcja kimchi fot. D.Szymborska


Przeczytałam, że pysznie, popędziłam i się rozczarowałam. Trudno się mówi, pewnie ktoś ma inne gusty kulinarne niż ja. Jednak pierożki za mną chodziły, Parnik na Ursynowie już się przejadł, menu znane na pamięć, coraz rzadziej świeże, a tak to mrożone. Nie narzekałam, nic innego pod domem nie było, a tutaj zawsze można zaparkować i jest poprawnie smacznie.

Niesmaczna była ślicznie wyglądająca zupa z wołowiną. To chyba miało być wzorowane ramenem, bo jajko było półpłynne ale wywar nie miał smaku, a mięso było niedobre. 

Nie chciałam pisać o czymś co niedobre, takie posty są nudne, każdy się kiedyś gdzieś naciął, a potem tak narzekać w Internecie. Bez sensu.

Wolę czytać o smacznych miejscach, dlatego recenzja Chef Panda czekała, czekała ale po zjedzeniu tam cztero (jak liczyć na wynos to sześciokrotnie) świetnych pierożków, to….polecam to miejsce.

Pierożki na parze są przepyszne! Można je zamówić w dwóch wersjach – w parniku i w parniku i potem jeszcze podsmażane. Te drugie są dużo cięższe, ale też pyszne.

Dziś byłam z osobą mówiącą po chińsku i okazało się, że jest jeszcze drugie menu – jeszcze nie przetłumaczone. Dziś miałam wielką ochotę na zupę i pierożki więc nie skorzystałam z tej dodatkowej listy, ale następnym razem to poszaleję! A co!

Chef Panda to świetne miejsce! 

24 listopada 2018

Dietetyczny obiad – łosoś z warzywami – tylko 30 minut

Pysznie i dietetycznie! Da się! fot. D.Szymborska


Zatrucie pokarmowe, brr nic fajnego, przydarzyć może się każdemu kto stołuje się „na mieście”. 

Lekarz daje skierowania na badania i zaleca dietę lekkostrawną. 

Pierwsza myśl – pierożki na parze, druga – ups przecież, to miało być domowe gotowanie.

Łosoś pieczony w folii do tego gotowany groszek z marchewką. Proście i szybciej się nie da! 30 minut i obiad podany! Co ważne jest zdrowo i jest smacznie. 

To było takie smaczne, że nawet przy wszystkich zdrowych żołądkach zamierzamy to danie powtarzać!

Dla wszystkich, którzy albo potrzebują czegoś dietetycznego, albo zwyczajnie szukają pomysłu na szybki i dobry obiad, który nie będzie ociekał tłuszczem i zaległ w brzuchu!

Składniki (4 porcje):

23 listopada 2018

Indoor Triathlon – warto startować

Śliczna pamiątka i miłe wspomnienie szalonego wieczoru na basenie i siłowni! fot. D.Szymborska


Phi dystans niepasujący do treningów, brak oporów powietrza na rowerze i jeszcze ta mechaniczna bieżnia, nie wspominając o nawrotach na basenie…

Pewnie, tak. 

Jednak – basen – nawroty mogą albo spowolnić albo bardzo nam pomóc – w zależności jak je wykonujemy. Płyniemy bez pianek, woda ozonowana… ja nie narzekam.

Rowerek – pewno nie wieje z boku, może wiać z buzie jakby chłopaki przyniosły wentylator, za to waty są bezwzględne. Nie ma opcji, że z górki…jak tylko poprawnie wprowadzimy dane, to jedziemy „naprawdę”. Z tymi danymi to trzeba uważać, bo jako facet ważący 75 kilo nie osiągałam zbyt dobrych rezultatów – tutaj nie warto się śpieszyć, bo co wprowadzimy do komputera, tak pojedziemy.

Bieżnia mechaniczna – nie ma opcji ścinania zakrętów! O! Dla mnie jest to najtrudniejszy etap, a to się zagapię w telewizor, a to zamyślę….

19 listopada 2018

Węgierski kociołek z pietruszkowymi galuszkami

Rozgrzewające, pyszne, węgierskie danie fot. D.Szymborska


Pierwszy śnieg, pierwsze węgierskie danie tej jesieni. Smalec, kminek, dużo papryki to wszystko mocno doprawione zielem angielskim, podane z rozpływającą się wołowiną i ziemniakami – rozgrzewające, węgierskie danie w moim talerzu. Pietruszkowe galuszki do tego i kuchnia węgierska rządzi w zimne, deszczowe albo śniegowe dni.

Wiosną, latem książka kucharska z Węgier może stać w drugim rzędzie na półce, ale gdy tylko robi się chłodniej to po nią sięgamy. Nagle potrawy mięsne, tłuste, ale też wyraziście doprawione stają się bardzo potrzebne i pożądane. Właściwości rozgrzewająca są bardzo przez nas doceniane.

Zaletą takich jednogarnkowych dań jest to, że przygotowuje się duży kociołek, brytfankę i potem jest jedzenie na dwa dni, a część można nawet zamrozić.

Przepis, z niezawodnej książki z kuchnią węgierską – Przewodnik kulinarny Pascal- Węgry, dodatek białego, wytrawnego wina – konieczny!

Przepis na 8 porcji:

14 listopada 2018

Fenomen ramenu?

Dobre, ale słone... fot. D.Szymborska


Co ma w sobie ta zupa, że myślę o niej czulej niż o esencjonalnym rosole? Dlaczego są ramen bary a nie ma rosół barów? Wreszcie kilkadziesiąt złotych za miskę z zupą, czy to ma sens?

Myślę, że ramen w Arigator Ramen Shop ma dużo soli i (może) sody, bo bardzo chce się po nim pić. Myślę o nim bo wygląda egzotycznie i pięknie, smakuje ciekawie. Ramen bary są modne, ale jakby był rosołowy to też bym do niego chodziła, bo taki np. rosół na palonych kościach z domowymi kluseczkami….to przecież taki, nasz wschodni odpowiednik ramenu… a z wydatkami, cóż za dobre jedzenie się płaci i na dobrym jedzeniu robi się biznes, co nie zmienia faktu, że 32PLN to sporo jak na zupę w barze.

Dla fenomen polega na tym, że okazuje się iż więcej ludzi lubi zupy, że istnie restauracji czy baru gdzie królują parujące miski ma sens biznesowy. Cieszę się z tego! Sceptycy przypominają, że nasze, warszawskie rameny to jakaś dziwna odmiana tych w Japonii, możliwe, dobrze, że w większości jest to smaczna odmiana.  Największa różnica chyba polega na tym, że (według literatury) rameny na Wyspie Kwitnącej Wiśni podawane są na szybko, w barach, które my nazywalibyśmy mlecznymi. Oh, to byłby dla nie raj, gdyby nasze mleczne serowały ramenowe miski! Jaki kraj taki mleczny….

11 listopada 2018

Miesiąc morsowania za mną...

Morsowanie w Jurmali, druga od prawej to ja, pierwsza (bliższy plan) to mewa. Morze było bardzo płytkie, żeby się zanurzyć trzeba było iść naprawdę daleko...fot. J.

4 soboty. Każda inna. 

Pierwsza – nie wiedziałam czego się spodziewać. Nie miałam pojęcia jak zareaguje moje ciało i moja głowa. 

Druga – już spodziewałam się, ciarek i mróweczek na skórze. 

Trzecia – znów coś innego bo tym razem wchodzę do Bałtyku. 

Czwarta – chcę wydłużać czas, możliwe jest przesuwanie swoich granic!

Na pierwszym morsowym spotkaniu Wiktor, mors z kilkuletnim stażem powiedział do mnie, uważaj to wciąga, jak zaczynałem to chciałem morsować codziennie. Słuchałam tego jako ciekawostki w czasie rozgrzewki. Że co, chcieć wchodzić do TAKIEJ wody codziennie? 

Teraz wiem, że nie mówił prawdy, morsowanie uzależnia. Myślę, że dzieje się tak z kilku powodów.  Wchodzenie do zimnej wody podnosi poczucie własnej wartości. Jeżeli jestem w stanie wejść do jeziora, morza to wiem, że jestem osobą odważną, nie boję się wyzwań. Nie mówię, że się tej zimnej wody, nagle przestałam bać. Co to, to nie. Mam do niej wielki szacunek, zrozumiałam to o czym czytałam – wychłodzenie tych co wpadają do morza, „człowiek za burtą” – to coś jeszcze bardziej strasznego. Po drugie, poprawa humoru. To dzieje się naprawdę, człowiek nastoi się w tej lodowatej wodzie, potem się wytrze na brzegu i uśmiechać się nie można przestać. Po trzecie – woda w basenach, w których pływam przestała być zimna. Serio, wcześniej narzekałam, że taka zimna, teraz temat zniknął. 

7 listopada 2018

Zapiekane tacos z chili con carne

Pyszne tacos, które wszyscy mogą wspólnie jeść przy stole fot. D.Szymborska


Tacos to takie łódeczki z ciasta kukurydzianego, mogą być miękkie lub chrupiące. Możne je samu piec lub kupić gotowce. 

Do tej pory z podawaniem tacos w naszej kuchni było dużo zamieszania, gorące tacos, które się kruszyły przy nakładaniu farszu czy sosu. Wymyśliłam na to sposób! Zapiekam wszystkie tacos w piekarniku, bardzo ważne jest to by naczynie żaroodporne nasmarować masłem, dzięki temu nic nie będzie przywierać, a wszyscy przy stole wspólnie będą się cieszyć z jedzenia.

Dodatkowym atutem tego dania jest to, że przygotowane wcześniej chili con carne można zamrozić i potem przygotowanie takiej kolacji czy obiadu zajmuje moment – podgrzanie sosu i nagrzanie piekarnika plus pieczenie przez 10 minut.

Specjalnie użyłam mięsa z indyka, dzięki temu chili con carne jest lżejsze. Dodatek fasolki szparagowej też jest super smacznym pomysłem.

Zapiekane tacos są idealne na imprezę – możemy wszystko przygotować przed przyjściem gości i potem tylko włożyć do nagrzanego piekarnika. Można do takich tacos podać kwaśną śmietanę, słodką salskę pomidorową czy guacamole. 

Składniki (7-8 tacos):

6 listopada 2018

Jurmala – pustynia kulinarna nad łotewskim Bałtykiem [FOTO]

Nie mogłam się zdecydować czy kurczak czy marchewkowe ciacho było najlepsze....jedzenie w Jurmali w obrazkowym skrócie fot. D.Szymborska


Takie połączenie Sopotu z Ustką – jeżeli chodzi o architekturę. Niewiarygodnie piękna, 25 kilometrowa plaża. Czysta woda w morzu. Cudowne miejsce na wakacje, weekend. Jest tylko jedno „ale” – tutaj trudno o dobre restauracje, bardzo.

Jeden deptak a przy nim, sporo by się wydawało miejsc. Tylko kto ma ochotę na burgera przesiąkniętego tłuszczem, kanapki w restauracji przed którą nie pachnie najładniej. Była też próba zjedzenia w polecanym w „Internetach” miejscu – niestety nieudana, bo coś nie tak było z kominkami i można było się uwędzić na miejscu.

Odwiedziliśmy trzy – sieciówkę Tokyo - City, lokalną Majorenhoff i ormiańską Zangezur. Była też kawiarnia De Gusto.

Zdecydowanie polecam ormiańskie jedzenie i ciastka w De Gusto. Pozostałe dwa miejsca, nie wypadają zbyt dobrze.

Zacznę od tego co smaczne. Zangezur to jedna z obleganych restauracji w Jurmalii, czynna nawet poza sezonem (czyli teraz też), kilka stolików w środku duże dwa tarasy (nieczynne). Ciekawa karta i dobre jedzenie. Spróbowaliśmy wielu dań: zupy – solanka wygrywa z gulaszową i wegetariańską. Można zamawiać po poł porcji – idealne na rozgrzewającą przystawkę. Ormiańska wersja caprese mocno czosnkowa ale bardzo smaczna, bakłażany z serem świetne, marynowane pędy czosnku – dziwne ale dobre jako dodatek, pierogi – świetne, kurczak tabaka (calis tabaka) – delikatne mięso i marynowana cebula. Raz zamówiliśmy na wynos i sposób podania bardzo staranny – takie pudełko miło otwierać, lubię gdy kucharze dbają również o jedzenie na wynos. 

5 listopada 2018

The Catch Riga – czyli super kolacja w stolicy Łotwy

Jedne z pysznych maków fot. D.Szymborska


Jednego dnia można zjeść obiad w stołówce, drugiego w restauracji….i obiektywnie patrząc mieć miłe wspomnienia z tych dwóch miejsc.

The Catch w Rydze to miejsce o którym słyszałam wiele, nie mogłam się doczekać kolacji. Od razu zacznę od tego, że to malutki lokal i rezerwacja stolików to konieczność! Obsługa mówi po łotewsku, angielsku i rosyjsku.

Wielodaniowa kolacja była super sympatycznym zakończeniem pełnego zwiedzania dnia w Rydze, którą uwaga, uwaga można przejść „całą” w jeden dzień – owszem ponad 27 kilometrów w nogach, ale bez komunikacji miejskiej obeszliśmy całe zabytkowe centrum i spory kawałek na około….

The Catch ma japońską kartę z wyjątkiem hiszpańskich papryczek. Nie wiem, dlaczego tam się znalazły ale były zrobione w punkt.

Nie jestem entuzjastką sformułowań w stylu: duże porcje, do syta, można się najeść itp. ale akurat w przypadku tej restauracji to napiszę – małe porcje, trzeba zamawiać duuuużo różnych dań.

Ramen z kurczakiem był genialny! Niestety jajko doszło w bulionie, ale tutaj nie mogę mieć pretensji do kucharza, tylko do kelnerów. Nie wiem jak wygląda kucharz, ale wiem jak głośno potrafi klaskać jak jest zdenerwowany! Nie ma dzwonka w kuchni, kucharz klaszcze jak danie jest gotowe, przy moim ramenie to wyklaskał kilka bisów, owacja na stojąco….

Kimchi – och co za smak, wszystko przepyszne, rozpływające się w ustach. Maki to po prostu poezja. Precyzja ułożenia, piękno podania i doskonałość smaku. 

1 listopada 2018

Ryga – stołówka pracownicza – taaaki obiad za 6 Euro

Obiadowa klasyka fot. D.Szymborska


Poznawanie miasta gdzie ktoś inny mieszka, albo przynajmniej pomieszkuje, to zupełnie inne doświadczenie kulinarne. Nie używamy tripadvisorów, poleceń blogowych, tylko idziemy tam gdzie wiadomo, że „dobrze” karmią. Dotyczy to zarówno wystawnych kolacji jak i szybkich lunchy.

Stołówki pracownicze mają to do siebie, że są…..jak sama nazwa wskazuje dla pracowników, na szczęście ta o której piszę „Food Republic” w Rydze jest ogólnodostępna!

Wyobraźcie sobie, taki (mniejszy niż warszawski) Mordor – czyli biurowce obok siebie. W jednym z nich na parterze jest stołówka. Czynna od 11.30 do 15.30. Uwaga są duże kolejki, przychodzą tutaj wszyscy z okolicy, są eleganckie panie w kostiumikach, zaklikani w telefonach panowie, ale też tacy, którzy nawet nie zdejmują płaszcza, bo biorą wszystko na wynos.

Cena za obiad waha się od 6 do 8 Euro. Pierwsza myśl, będzie jak w mlecznym…nie jest. To pyszne jedzenie a do tego obsługa mówi po angielsku!

29 października 2018

Wstęp do morsowania – niezbędnik morsa i morsicy

Do tego odwaga i wiara w siebie i wchodzimy.... do zimnej wody fot. D.Szymborska


Od dobrych kilku lat oglądam zdjęcia, czytam posty, śledzę zgrupowania. W tym roku podjęłam decyzję – ja też chcę…zostać morsem, a bardziej morsicą.

Powiedzieć, napisać łatwiej, wejść do zimnej wody trudniej. Niemniej mogę mówić już o dwóch „kąpielach”. To jest świetne przygotowanie do prawdziwego sezonu.

Morsuję, a bardziej przygotowuję się do morsowania raz w tygodniu z ekipą, która ma już kilkuletnie doświadczenie. Wysłuchuję opowieść, kto jak się trząsł, kto nie mógł ubrać butów, albo zapomniał zdjąć mokrych kąpielówek, bo tak szybko się ubierał. Z pewnością jest wesoło.

W grupie, oprócz tego, że jest wesoło, to jest też bezpieczniej. 

Tak, wiem przy temperaturze wody 8 stopni niektórzy jeszcze pływają – to w kwestii komentarzy, które czytam na FP, ale ja nie pływam i dla mnie wejście do wody jest wciąż dużym „halo”.

Prowadzący zrobili listę potrzebnych rzeczy, dużo ich nie ma, a takie zakupy pozwolą morsować sprawniej i przyjemniej. Do tego z racji cotygodniowych kąpieli, taki sprzęt będzie służył przez lata.

Zanim o niezbędniku, napiszę dlaczego warto zacząć morsować. Lekarz – Van Tulleken skutecznie zaleczył symptomy depresji u swojej pacjentki, opisane to zostało w British Medical Journal. Jego badania nad wpływem zimnej wody na poprawę stanu psychicznego są wciąż prowadzone, wiadomo, że jednostkowe przypadki nie stanowią dowodu naukowego, jednak zdaniem również innych badaczy, przystosowanie umysłu do zimnych kąpieli przyczynia się do poprawy nastroju i wiary w swoją siłę do przetrwania w nie zawsze przyjaznym środowisku. (na podstawie art w The Guardian)

Tyle teorii, praktyka dla mnie jest taka – po morsowaniu czuje się lepiej, wierzę w to, że jestem w stanie dużo więcej zrobić, jednocześnie wiem, że kolejnym razem też nie będzie łatwo wejść do wody, że ciało będzie się bronić, a stres związany z zimnem będzie bolesny. 

Niezbędnik początkującego morsa i morsicy jest następujący:

24 października 2018

Jesienny burger – z burakami, cebulą i serem kozim

Pyszny kotlet z super dodatkami! fot. D.Szymborska


Są kolory jesieni i jej dania. Ten burger jest właśni takim sezonowym daniem. Cebula – jest, buraki – są, do tego sezonowana wołowina i odrobina jagnięciny. To wszystko podane z winnym chutney z cebuli. Idealne danie na deszczową (i nie) jesień.

Dodatek jagnięciny bardzo zmienia smak mięsa, czyni go bogatszym, a jednocześnie dzięki temu, że jest go stosunkowo niedużo to czyni kotlet ciekawszym a nie zbyt intensywnym. Nie przepadam za burgerami z mięsa tylko jagnięcego, są dla mnie wyraziste.

Smażenie cebuli z winem i brązowym cukrem, owszem jest pracochłonne, ale taki „dżem” jest wprost wymarzonym dodatkiem do mięsa, świetnie pasuje do buraków.

Przygotowanie zajmuje więcej niż w przypadku „zwykłych” burgerów, bo używamy innych składników, ale warto zarezerwować sobie te 30 minut na przygotowanie cebuli. Z burakami to jest tak, że albo kupimy gotowe, ugotowane na parze, albo sami upieczemy (i wystudzimy).

Składniki (1 burger):

22 października 2018

Sushi bowl, a bardziej pudełko niż miska

Pysznie i elegancko! fot. D.Szymborska


Moje maki są pyszne, moje „hendrolsy” smakują wyśmienicie, niestety ani jedne (krojone), ani te w dużych kawałkach nie prezentują się filmowo. Mówią, broni się smakiem. Pewno, ale jak ładnie wygląda to jest zdecydowanie przyjemniej.

Dlatego tak bardzo mi się podoba pomysł z dekonstrukcją maków – sushi bowl – to miska (u mnie pudełko) ze składnikami maków, tylko w wersji ładnie ułożonej a nie zwiniętej w glony. Zaletą sushi bowl jest to, że nori nie zrobią się rozmiękłe a dobieranie składników i jedzenie pałeczkami takich pyszności sprawia ogromną frajdę!

Najważniejszy jest ryż, bo jak niesmaczny to co do niego dodawać. Postępuje zgodnie z instrukcją na opakowaniu, jedynie w kwestii sosu, gdy się śpieszę (a tak jest w tygodniu) to używam gotowego sosu do ryżu – dzięki temu wiem, że proporcje cukru nie będą zachwiane!

Dodatki to szaleństwo, albo też sprzątanie lodówki, wszystko zależy od momentu w którym wchodzimy do kuchni.

Tutaj to była wersja zaplanowana, nie jako forma uboczna, bo powstały rolki (te co nie wyglądają a smakują) i takie pyszne pudełko do zjedzenia „później”.

19 października 2018

Smoothie bowl – marchwiowo imbirowa z chia

Wygląda na to, że smoothie bowl są tak fotogeniczne jak to wygląda na INSTA,
nie trzeba post produkcji te kolory są naturalne!!! fot. D.Szymborska


Moda? Może i tak, ale jaka zdrowa. Zdjęć nie trzeba dodatkowo kolorować! Smoothie bowl to koktajl w misce z dodatkami. Cóż za okrutny opis, ale tak jest w rzeczywistości! Taki koktajl wygodniej zjeść łyżką, bo ma tyle dodatków, że picie go ze szklanki nie byłoby praktyczne.

To miska pyszności powstała na podstawie przepisu szefa Macieja Siąkowskiego. Ten 26 letni kucharz, kiedyś sous chef w Senses, teraz wolny strzelec lubi ciekawe połączenia smaków. Ta marchewkowość tego dania jest wyjątkowa! Składników dużo, to z czego najłatwiej byłoby mi zrezygnować do chia, bo wciąż do nasionek szałwii hiszpańskiej się zbyt nie przekonałam, choć w tym połączeniu nie są one dominujące.

Składniki (2 porcje, użyci świeżego soku marchewkowego wymusza małą ilość, bo gotowe danie nie może stać więcej niż 12godzin w lodówce, po co marnować i wyrzucać jedzenie, jak można zrobić mniejszą porcje):

17 października 2018

Zapiekanka z tortellini, brokułami i serami

Kolorowe pudełka z zapiekanką - dobrze smakuje też na zimno! fot. D.Szymborska


Zapiekanki makaronowe to te dania, które są świetne na kolację i na drugi dzień do pudełka. Przygotowuje się je stosunkowo szybko, od razu dużą porcję. Zdecydowanie wolę je jeść na ciepło, ale na zimno też dają radę.

Do pudełek trafiło bio tortllini (pewno, że lepiej byłoby ulepić samemu, ale nie wszystko jest wykonalne, gdy mamy tylko 24 godziny), brokuły (też bio) gotowane na parze i dwa różne sery – jeden to czeski jadel a drugi to brytyjski cheddar.

Zapiekana z tych banalnie prostych w przygotowaniu a bardzo efektownych w smaku. Zróbcie koniecznie, nadaje się też do podgrzewania na patelni. Wystarczy odrobina tłuszczu i przykrywka i zapiekanka będzie smacznie odgrzana. Co do mikrofalówki to się nie wypowiadam od wielu lat nie mam w domu, czasem używałam w pracy, ale większość jedzenia traciła a nie zyskiwała przy podgrzewaniu więc tematu nie poruszam.

Składniki (4 porcje):

15 października 2018

„Panie przodem” bistro w Lublinie

Dobry lunch! fot. D.Szymborska


Przerwa między debatami, po jednej w której występowałam przed drugą, której koniecznie chciałam posłuchać. Głodna! Nie znam Lublina zbyt dobrze, do tego w Centrum Spotkania Kultur nie ma zasięgu, nie wspominając o Internecie czy WIFI.

Czyli jestem zdana na to co w budynku. Bistro „Panie przodem” – wpadam (przodem) przed kolegami i pytam co na szybko można zjeść. Pani mówi, że prawie wszystko z karty bo teraz nie ma czekających zamówień. Świetnie!

Karta z tych super pretensjonalnych, co to menu napisane jest składem dania przedzielanym ukośnikiem. Wybieram: Kopytka/ jajko sous vide/ cukinia/ filet z kurczaka/ szpinak/oliwa rzepakowa.

Dostaje wielki talerz w a środku danie z kwiatkami. Zjadałam wszystko z wyjątkiem dekoracji florystycznej bo wyglądem bardziej przypominała chryzantemki sprzedawane przed cmentarzem niż kwiaty jadalne.

Uwaga danie, było naprawdę smaczne, kurczak fajnie podsmażony, szpinak w liściach, a potyka delikatne i bardzo dobre.

Dlaczego, tak się dziwię? Z reguły przy centrach konferencyjnych trudno o zjadliwy lunch, albo stołówka albo dziwne dania. Tu w Bistro, pomimo tego śmiesznego menu jedzenie jest świeże, smaczne i podawane szybko od zmówienia, co też ma znaczenie.


Za jakość się płaci, tanio nie jest ale za to dobrze. Doczytałam, że Bistro istnieje od 2016, czyli amatorów smacznego jedzenia nie brakuje, a dzięki takim miejscom nie burczy w brzuchu w czasie debaty!

12 października 2018

Pera – degustacja win i próbne menu Nestora Grojewskiego

Ach te detale, w tym miejscu wszystko jest przemyślane, od "firmowych" kieliszków,
po ręcznie malowaną turecką ceramikę fot. D.Szymborska


Może nie na Titanicu, ale dla DiCaprio gotował Szef Nestor Grojewski. Teraz szaleje w dwóch kuchniach, równolegle. Zamysł restauracji Pera, to połączenie smaków: Azji i Włoch. Dwie kuchnie, dwie ekipy jedna tajsko druga włoskojęzyczna.

Restauracja jeszcze nie jest na dobre otwarta, to znaczy można zjeść już tutaj kolacje, ale nie odbyło się jeszcze huczne otwarcie, które nastąpi niedługo.

Szef wciąż dopracowuje menu, to które jadłam było wyjątkową wersją – degustacyjne połączenie jedzenia z winami.

Co ważne, wina z Riojy –  z winnicy Valdemar są już w karcie. Część jest dostępna na kieliszki, Gran Reserva na butelki.

To był szalony wieczór – 6 dań i 7 win!

Foodpairing to wyzwanie zarówno dla somelierów jak kucharzy – trzeba zbudować spójną wizję smaków. 

Razem z Szefem Grojewskim pracował Roberto Alonso w Bodegi Valdemar – efektem było ciekawe połączenie potraw i win – najbardziej zmieniał się smak surowego tuńczyka.

Nie wiem, które z tych dań trafią do końcowego menu, jeżeli miałabym wybierać to, które było najlepsze to postawiłabym na zapiekany bakłażan. W połączeniu z Conde Valdmar Finca Alto Cantabria 2016 zgotuje nam ucztę!

11 października 2018

Gulas zamiast angula – baskijska sałatka z jajkami przepiórczymi i niby węgorzykami

Kolorowa i pyszna sałatka fot. D.Szymborska


Gdy mieszkałam w Kraju Basków, mówiliśmy na to robaki. Jedliśmy z makaronem, czasem wyjadaliśmy z puszki….

Angula to malutkie węgorzyki, narybek taki – produkt bardzo drogi i ciężki do kupienia. Od jakiś 20 lat można kupić produkt o nazwie gula albo gulas czyli sztuczne węgorzyki. To znaczy, nie plastikowe ale zrobione z białka rybnego na podobieństwo malutkich węgorzy. Gulas nigdy nie jest przeźroczysty (jak żywy narybek), swoim kształtem i kolorem przypomina usmażony narybek. 

Gulas jest bardzo popularny w Kraju Basków, dodaje się go do sałatek, czasem nawet jajecznicy. Idealnie smakuje łączony z czosnkiem i oliwą.

Gulas można kupić zarówno w puszkach jak i foliowych opakowaniach, te drugie wymagają przechowywania w lodówce. To trochę podobny produkt do paluszków rybnych – może różnić się składem, ilością „chemii”, ale smak podobny. Nazwa gulas to również nazwa producenta, który przekonuje, że żeby wyprodukować kilogram sztucznych węgorzyków używa aż 5 kilogramów ryb (pozostanę lekko nieufna takim deklaracjom, bo skład na puszcze firmowej nie przedstawiał się aż tak imponująco i zdrowo!).

Co ciekawe nawet sztuczne węgorze z racji wysokiej zawartości białka są polecane osobom, które chce schudnąć. Podobno zawierają dużo zdrowego mięsa z białych ryb, i co też pozostaje ważne nie kosztują, tak jak prawdziwy narybek węgorzy (1000-1200E za kilogram).

Baskijska przyjaciółka, jak byliśmy w societad (TUTAJ) podała pyszną sałatkę, ponieważ przywieźliśmy gulas w puszkach to teraz zajadamy się takimi pysznościami.

Składniki (dla 4 osób):

10 października 2018

Rosół – przepis Macieja Nowickiego

Oj nie jest to szybki przepis, łatwy też nie biorąc pod uwagę lepienie....


Ostatni dobry rosół, który ugotowałam to był ten czarny na pieczonych kościach cielęcych, reszta była owszem idealną bazą do rissoto czy innego gotowania, ale smakiem nie powała.

Dlatego ucieszyłam się bardzo z przepisu zaproponowanego przez Szefa Macieja Nowickiego z Wilanowa. I nie ma w przepisie błędu, podobno w dawnej Polsce używano limonek! Co do pielmieni, to cóż ciężko się to lepi, ale z drugiej strony to super sposób by wykorzystać mięso z gotowanej zupy – czyli nic się nie marnuje.

To kolejny przez z warsztatów, zorganizowanych przez producenta Kurczaka Zagrodowego. Uwaga to propozycja, która nadaje się na długi i spokojny weekend, można też podzielić gotowanie na dwa dni…bo jest i piecznie, studzenie, lepienie pielmieni…

Składniki (12 porcji):