19 września 2018

40 urodziny Maratonu Warszawskiego

Okolicznościowy breloczek, znajdzie się w pakietach startowych fot. D.Szymborska


Rzadko piszę o konferencji prasowej, tutaj na blogu, z reguły wrzucam zdjęcie na FB, czasem jeszcze kilka na Insta. Tyle. O czym opowiadać – szybszy i najszybsi będą biec, statystyki, oficjele i potem jeszcze (z reguły) szybki obiad dla dziennikarzy.

Dziś miałam wielką przyjemność (serio) uczestniczyć w innej niż zwykle konferencji prasowej przed dużą imprezą biegową.

Wyobraźcie sobie, że Marek Tronina podjął bardzo odważną decyzję – w czasie jubileuszowego biegu, 40 Maratonu Warszawskiego, nie podpisze kontraktu z żadnym zawodnikiem czy zawodniczką! 

17 września 2018

45 BMW Berlin Marathon 2018 – relacja

6 do kolekcji! fot. D.Szymborska


Mamy to! Rekord świata! 2.01.39 to są takie prędkości uzyskiwane na nogach, z którymi niektórzy robią wycieczki, tyle, że rowerowe! Niewiarygodna kondycja, przygotowanie i wynik!

Jestem szczęśliwa, że znowu mogłam biec po tych samych niebieskich liniach co mistrz świata!

To był mój szósty start w berlińskim maratonie, czas najgorszy, ale co do radości z biegu to drugi po debiucie sprzed lat.

A było tak: odbiór pakietu – znów na lotnisku, tym razem „usprawnienie” w odbiorze koszulek z pakietu oznaczało odstanie minimum trzydziestu minut a później to nawet do godziny. Coś poszło nie tak, bo cała reszta jak zawsze przytłaczająca wielkością i ogromem biegowego asortymentu. Było mi też bardzo miło przy odbiorze numeru startowego, gdy pani wolontariuszce wydał się podejrzany mój wiek, jej zdaniem wyglądałam dużo młodziej.

Potem obiad – zupa tajska z makaronem oczywiście, na kolację jeszcze kawałek pizzy i nic tylko czekać na start. 

Wszystko przygotowane, ubieram się przed wyjściem a tu….wielka dziura w spodenkach biegowych. WIELKA! Na szczęście słucham rad, które piszę dla innych i miałam ze sobą drugi zestaw ubrań biegowych i drugie spodenki. Obyło się bez zszywania przy użyciu hotelowych zestawów naprawczych.

Przed startem też było stresująco. Musiałam się czymś zakrztusić, albo to było ze stresu. W każdym razie bardzo kaszlałam. Przed biegiem na telebimach puszczane są pozdrowienia dla biegaczy w wielu językach, oglądamy piękne filmy z trasy ale też co roku jest wystąpienie dyrektora medycznego maratonu, który przekonuje, że jak ktoś się źle czuje to zdrowie jest najważniejsze a nie start. Myślałam, że to taka pogadanka tylko, ale przy mnie jedna pani z płaczem zrezygnowała. Czy ten filmik uratował jej zdrowie, nie wiem, ale myślę, że to możliwe. A ja sobie tak stoję i kaszlę. Pan obok poszedł po medyka, zaniepokojony moim stanem zdrowia. Po chwili pojawił się lekarz. Wytłumaczyłam, że to nie chorobowy kaszel, pan zmierzył mi ciśnienie, porozmawiał i powiedział, że „będą mieli na mnie oko”. Mój poziom stresu był mega wysoki, bo niedawno koleżanka, która zakwalifikowała się na mistrzostwa świata w ½ IM w Afryce nie została dopuszczona przez lekarza do startu. Z medykami nie ma dyskusji, odwoływania się. Uff teraz to już tylko maraton był przede mną. A nie jeszcze bieg do łazienki na 2 minuty przed startem.

14 września 2018

3 dni do maratonu – 7 rzeczy, które można zepsuć

Nie psujemy nic! Czytamy i się śmiejemy z innych....bo z siebie to zawsze trudniej....fot. D.Szymborska


Niby to tylko kilkadziesiąt godzin, a możliwości zepsucia startu w maratonie jest bardzo, bardzo dużo. 

Oto lista takich o których słyszałam lub czytałam. 

Bez oceniania, jakim idiotą trzeba być, bez mówienia, że to tylko kretyka by tak się zachowała, to się działo bo… biegacze i biegaczki to ludzie, a głupotki mniejsze i większe do ludzkich rzeczy trzeba zaliczyć. 

Najprościej zepsuć swój start robiąc następujące rzeczy:

1. Maraton jest w niedzielę, to można pójść na imprezę w piątek, balować do rana i umierać dwa dni pod rząd w sobotę na kaca, w niedzielę na zmęczonego biegacza,

13 września 2018

Ryżowe kluski z dynią, grzybami mun i marynowanym kurczakiem

Lekkie kluski, które mają dużo węglowodanów i białka a smak dyni jest ciekawym urozmaiceniem fot. D.Szymborska


Fusion pełną miską!

Miałam ochotę na pieczoną dynię hokkaido, ale nie chciałam powtarzać ciężkiego przepisu z mascarpone (TUTAJ) dlatego upiekłam ją dzień wcześniej by dodać ją pod koniec smażenia i mieszania wszystkich składników tego azjatyckiego dania.

Przepis będzie na 4 spore porcje, tak by dwie zjeść na kolację i kolejne trafiły do pudełek, bo zaletą tego dania, jest to, że smakuje też świetnie na zimno.

Połączenie marynowanego kurczaka ze słodką dynią i grzybami mun jest ciekawe, smaczne i lekkie. 

Duża ilość soku z limonek nadaje pikatności a sos rybny wydobywa smak!

Duża dawka węglowodanów, idealna przed niedzielnym maratonem….

Składniki (4 duże porcje):

12 września 2018

Nie marnuj jedzenia zrób sobie summer rolls

Pieczony kurczak (resztki) papryka, ogórek, kolendra fot. D.Szym


Do ideału, czyli tego by nie wyrzucać żadnego jedzenie to jeszcze w naszej kuchni trochę brakuje. A to wielki słoik ogórków konserwowych oznacza, że nie jesteśmy w stanie ich przejeść i pojawia się pleśń i trzeba jedzenie wyrzucić, bywa, że zapodzieje się w lodówce otwarte opakowanie śmietany…

Jednocześnie dzięki robieniu bento – obiadów w pudełkach to, to co zostanie z kolacji staje się obiadem następnego dnia.

Summer rolls czy zawijanie jedzenia w papier ryżowy to idealny sposób na bezglutenową kanapkę, świetną przekąskę i wykorzystanie wszystkiego (no prawie) co jest w lodówce.

Papier ryżowy można przechowywać przez długi czas, trzeba tylko zadbać by był w woreczku i nie dostała się do niego wilgoć.

W zwijaniu summer rolls’ów szybko nabiera się wprawy.

Na zdjęciu wykorzystane mięso z kurczaka (był pieczony z ziemniakami na sposób baskijski),  papryki i ogórka plus kilka listków kolendry.

Tutaj instrukcja krok po kroku jak zrobić summer rolls:

10 września 2018

Wielka Ursynowska, czyli czego WYMAGAJĄ biegacze…


VII edycja biegania po trawie na torze wyścigów dla koni fot. D.Szymborska

Czy będzie koszulka w pakiecie?

A gdzie znajdę projekt medalu?

Tam się nie da dojechać, dlaczego nie podstawicie autobusu?

Dlaczego dzieci dostają drewniane medale, a nie metalowe?

Taka kolejka do łazienki, a nie mogli dostawić tojtoi?

W zeszłym roku wyniki były ustawione, ciekawe jak będzie w tym?

To wszystko usłyszałam i przeczytałam o biegu – Wielka Ursynowska. Wpisowe dla dorosłych to 10PLN, dla dzieci 0. Bieg po torze wyścigów konnych, łazienki w budynku trybuny VIP, pomiar czasu elektroniczny, start punktualny, trasa zmierzona.

Biegaczki i biegacze, proszę Was co z Wami się dzieje? Czy Wam się w głowach poprzewracało? 

6 września 2018

Culuca Cocina – przewodnik Michelin wie co poleca – A Coruna, Galicja, Hiszpania

Ups, widać okruszki na talerzyku - chleb był taki pyszny....fot. D.Szymborska


Niech Was nie zmyli informacja, że restauracja i bar otwarte są cały dzień. To znaczy, tak są otwarte, ale kuchnie nie! Kuchnia działa od 20.00. Praktyczna rada, koniecznie zróbcie rezerwację bo wtedy traficie to pięknej sali na końcu restauracji, przez szybę zajmującą całą jedną ścianę będziecie mogli oglądać co dzieje się w kuchni.

Culuca Cocina to ciekawe miejsce w A Coruna, w dzielnicy lepszych sklepów, ale oddalonej od samego centrum, menu tylko po hiszpańsku, obsługa przemiła a jedzenie z tych, które się zapamiętuje.

To połączenie kuchni z autorskiej z normalnymi porcjami. Dla mnie idealne rozwiązanie, nie dostaję dziwnego menu degustacyjnego tylko bardzo smaczną kolację. Nie ma problemu z dzieleniem się przystawkami, ba to nawet jest przyjęte – kelner przynosi talerzyki dla wszystkich, a przystawki lądują na środku stołu.

5 września 2018

Manteleria 3 – winny bar z tapas w A Coruna

Tutaj czas się zatrzymał, jest spokojnie, klimatycznie... fot. D.Szymborska


Warto tutaj wpaść, posiedzieć, ale nie poleciłabym jednak tego miejsca na kolację. Zostało dobre wspomnienie pięknego lokalu, charyzmatycznej barmanki, zastraszonego pomocnika, który ustawiał i przecierał z niewidocznego kurzu butelki, tak by szefowa była zadowolona. Był i pan z pieskiem, który widać przyzwyczajony, miał swoje miejsce pod krzesełkiem barowym. Głośna grupa przyjaciół. Manteliriia jest malutka, bywa bardzo tłoczno i zupełnie pusto jak na zdjęciu (to jak wychodziliśmy).

Część tapasowej kolacji w Mantelerii udało się nam zjeść za trzecim (chyba) podejściem. Wcześniej lokal zwyczajnie był zamknięty. Kolejne miejsce, które otwiera się i zamyka w sobie tylko znanych godzinach.

To jeden z bardziej klimatycznych barów w tym galicyjskim, portowym miasteczku. Zapełnia się pustoszeje. To wszystko dzieje się bardzo szybko. Wpadają tutaj turyści i starzy bywalcy.

To miejsce z ciekawą kartą win na kieliszki. Właściciele stawiają na lokalne wina, zapewniają też dostęp do najbardziej znanych marek. Jednym słowem można zamówić po prostu białe lub czerwone, albo porozmawiać i napić się wina, które może nas zaskoczyć. Jeżeli istniałaby kategoria wina przyzwoitego – takiego, które ma nos, usta i powoduje, że chcemy o nim opowiadać, to w Mantelerii kosztuje od 2.4E wzwyż (oczywiście za kieliszek).

3 września 2018

Berlin Marathon – kilka praktycznych rad dla debiutantów (i nie tylko)



Biegniesz? Super! 

Już teraz:

Po pierwsze zgraj na telefon, ale też wydrukuj potwierdzenie udziału, które powinno już dojść mailem. Nie masz go w skrzynce? Sprawdź w spamie. Telefony mają to do siebie, że się rozładowują, dlatego ja zawsze wolę mieć wydrukowane potwierdzenie mojego udziału.

Masz super życiówkę z wcześniejszych maratonów? Nie chcesz startować ze strefy H – tutaj ustawiani są debiutanci w Berlinie. Weź ze sobą oficjalny wydruk ze strony z wynikami. Uważaj na niemiecką dokładność, biegłaś jako Kasia, a tutaj startujesz jako Katarzyna – trzeba będzie tłumaczyć, że jesteś tą samą osobą. Przed wyjściem ze strefy wydawania numerów startowych (nie ma opcji, że tam wrócisz lub się cofniesz na expo) podejdź do stoiska ze zmianami stref – przedstaw (na telefonie też może być, ale patrz punkt wyżej) swoje wyniki a na Twój numer startowy wolontariusz naklei inną literkę, która będzie oznaczała możliwość dostępu do szybszej strefy.

W Berlinie:

Nie zostawiaj odbioru numeru na ostatnią chwilę – są tłumy i wielkie kolejki!

Weź ze sobą dowód/paszport/prawo jazdy – sprawdzają naprawdę!

1 września 2018

O Vinedo de Tito – galicyjskie przysmaki w A Coruna

Jeżeli zdecydujecie się na jedzenie i picie na dworze, to przy tym barze rosną takie winogrona....fot.D.Szymborska


Raz było pysznie, drugi również, trzeci – to już można powiedzieć – jak zwykle PYCHA!
Tak, tak w jednym miejscu zjedliśmy trzy pyszne kolacje!

Mam pewność, że rekomendując wszystkim genialną ośmiornicę nie popełniam błędu – piszę o super smaku, świetnej konsystencji i radości z jedzenia.

O Vinedo de Tito to jedna z wielu tawern w A Coruni. Jeżeli zapytacie się jak jest otwarta to, rozłożę ręce i powiem, że jest jak jest. Bywa przed wieczorem i powinna być otwarta od 20 każdego dnia, tyle, że nie jest. Bezpiecznie jest zajrzeć około 20.15 – albo będzie powoli gromadził się tłumek, albo okiennice będą dalej zamknięte i można albo pospacerować i wrócić albo szukać innego miejsca (mam do polecenia jeszcze dwa!). Wybór należy do Was, ale warto być cierpliwym….bo tak pysznej ośmiornicy to nie jadłam nigdzie! A za ośmiornicą przepadam i zamawiam często….

29 sierpnia 2018

Nekazarien Elkartea – jeden z moich ulubionych societadów

Nowością jest tabliczka, kilkanaście lat temu jej nie było....fot. D.Szymborska

Nie będzie zdjęć ze środka, nie opublikuję też wielkiej tablicy ze zdjęciami wszystkich członków tego klubu gastronomicznego. A to dlatego, że szanuję prywatność i doceniam otwartość i zaproszenie.

Wiele lat temu przyjechałam do baskijskiej wsi, miasteczka wielkości Wisły, położonego w górach. Był rynek, kilka uliczek, akademik i najstarszy uniwersytet w regionie.

Nie mówiłam po hiszpańsku, nie znałam ani słowa w Euskera. Wystarczył angielski (taki był język wykładowy) na Uniwerku i zamiłowanie do organizowania imprez...

Efekt – kilkanaście lat przyjaźni. Zaufanie by zaprosić do domu i do societadu. To drugie to chyba oznacza więcej. Societad to klub gastronomiczny, wcześniej jego członkami mogli być tylko mężczyźni, teraz to się zmienia (ale nie we wszystkich) są też kobiety.

27 sierpnia 2018

Zajazd przy autostradzie – Hacienda, autovia A6, salida 303

Świetne gazpacho fot. D.Szymborska


Otwarte od zmierzchu do świtu…. Nawet bardziej bo od świtu to świtu – kuchnia działa 24 godziny na dobę.

Zastawiony autami parking, są kampery, osobówki i ciężkarówki. Tłum ludzi.

Wampirów nie zauważyłam.

Zwykle jedziemy od punktu A do punktu B, czasem ponad 1000kilometrów. Zatrzymujemy się na tankowanie i kawę. Śpieszymy się. To poruszanie a nie podróżowanie.

Chyba to zmienimy. Bo wizyty w takich miejscach jak Hacienda przy autostradzie z Madrytu do A Coruna, pokazują, że można podróżować inaczej. Spokojniej, ciesząc się z życia i jedzenia. Z wina też. Tego nie planujemy zmieniać – jak się pije to się nie jedzie, albo nie daje zmian…..

Hacienda to bar, restauracja i sala weselna w jednym. Jest i mały hotel obok. Można zjeść w barze albo w restauracji, można też kupić broń pneumatyczną i wielkie maczety (na wesele? W dalszą, milszą podróż?).

Wybraliśmy restauracje – jest menu del dia – czyli menu dnia – trzeba wybrać pierwsze, drugie i deser. W cenie 12E jest wino lub woda. Kawa płatna ekstra.

Menu całkiem długie po 7-8 rzeczy do wyboru z każdego „działu”. Obrus papierowy, obsługa przemiła i ekspresowa. Uwaga, chleb rewelacyjny! Ciężko się oderwać, bo pajdy wielkie, ciepły i pachnący (w cenie, nic dopłacać nie trzeba).

26 sierpnia 2018

Poncelot – Cheese Bar (Madryt)

To czarne to rozpływająca się pianka udająca ziemię wulkaniczną - serowa i słona fot. D.Szymborska


Sama nie wiem, czy rekomendować to miejsce. Z pewnością nie będę obiektywna, bo umówiłam się (po wielu) latach z koleżanką z liceum na spotkanie. M. mieszka od 8 lat w Madrycie, wybrała to miejsce. Rozmowy, plotki były tak zajmujące, że jedzenie zeszło trochę na drugi plan.

Poncelot jest restauracją modną, bez rezerwacji nie ma szans na kolację. Kuchnia działa od 20.30, wcześniej można wypić wino w barze i zjeść sery.

Menu długie, dania serowe, bardzo serowe, super serowe, albo takie tylko trochę. Ceny wysokie, obsługa fatalna. Nie przypominam sobie, żeby gdzieś jeszcze jakaś pani kelnerka machała do nas ręką, żebyśmy nie mówili, bo ona teraz robi coś innego….albo, żeby podać czekoladki, dając do zrozumienia, że trzeba już płacić i iść….

Jedzenie smaczne, przemyślane, ale drogie. Za czekadełka, chleb – wszystko pojawia się na rachunku, wyjątek stanowiły tylko czekoladki, które miały nas zachęcić do opłacenia rachunku i wyjścia.

Menu ciekawe, bo można wybrać też degustację serów, myśmy podjęli decyzję o zwykłej kolacji, serowej oczywiście…

25 sierpnia 2018

Harina – przyjemna śniadaniowania (Madryt)

Poranna kawa fot. D.Szymborska


Małe bułeczki, chrupiące z różnymi dodatkami, często pełne majonezu….uwielbiam, ale wspólne wakacje są sztuką kompromisu.

[h]arina to miejsce, gdzie zjemy wielkie tosty (z wypiekanego na miejscu chleba, takiego zwykłego, a nie tostowego), równie wielkie kanapki z fikuśnymi dodatkami i świetnymi sosami.

Można też zamówić jajka w innej niż tortilla de patatas formie.

Jajecznica świetna, dodatki świeże, chleb chrupiący. A kawa bardzo aromatyczna.

W karcie są dwie ceny przy każdym daniu – myślałam, dziwny skrót S i T – coś od mniejsze, większe…tym bardziej, że to T - droższe. Okazało się, że to oznaczenia miejsca w którym zamawiamy, jak w kawiarni (S) to taniej niż na tarasie (T)!

24 sierpnia 2018

Park Retiro – (prawie) idealne miejsce do biegania

Podłoże lepsze dla kolan, ale gorsze dla nowych butów...domyślacie się, że biegałam asfaltem, prawda?


Bieganie po mieście to sposób na zwiedzanie, rano przed śniadaniem można „obiec” okolicę i potem na spokojnie spacerować. 

Współwakacjoniusze lubią też, gdy po bieganiu pojawimy się ze świeżym, gorącym pieczywem, albo kanapkami z jakiejś śniadaniowni…

A my biegacze? 

Cóż, pierwszy sposób na poznawanie miasta jest fajny, pod warunkiem, że na naszej trasie nie ma tysiąc świateł na przejściach, albo nasze tempo jest takie, by mieć „zieloną falę”. Inaczej nic z biegania, tak od świateł do świateł, to żadna przyjemność.

Druga opcja – zakupy poranne, jest jak najbardziej okej, pod warunkiem, że wcześniej zrobimy trening a piekarnia/sklepik/śniadaniownia jest zaraz obok miejsca, gdzie mieszkamy, bo inaczej patrz poprzedni paragraf.

W samym centrum Madrytu jest Park Retiro – idealne miejsce do biegania. Jest w czym wybierać – alejki szutrowe (strasznie się pyli) albo asfaltowe, są siłownie na świeżym powietrzu. Dziś rano była kusząca swoją innością gimnastyka chińska…

23 sierpnia 2018

Ra-Men Kagura – czyli japońska zupa w Madrycie

Pyszny ramen miso z doskonałą wieprzowiną i smacznymi dodatkami fot. D.Szymborska


Tapas mi się nie przejadły, ale jak jest stoisko z ramenem to nie umiem przejść obojętnie. Tym bardziej do wyboru jest kilka zup, obsługa bardzo miła i bardzo mało mówiąca po hiszpańsku, do tego stoisko z zupami i makami i nigiri zlokalizowane jest w madryckim odpowiedniku naszych Koszyków, kucharze przekonują, że ryby i mięso świeże z targu piętro niżej.

Ramen pyszny, zbilansowany smak – czyli wszystkie po troszku. Makaron pyszny, dodatki świetne. Jedyny mankament to plastikowa łyżeczka, bo miska wielorazowa, z tych bez dziwnej podstawki, więc porcja zupy duża.

Ra-Men Kagura można też zjeść pyszne maki i nigiri, sałatki. Jest w czym wybierać!

Przy ulicy de las Fuentes 1znajdziecie 4 poziomowe centrum jedzeniowe. – 1 to supermarket (bez szału, jeżeli chodzi o zaopatrzenie), 0 – to targ rybny, mięsny, serowy – duży wybór wszystkiego do gotowania, +1 – stoiska jedzeniowe – przysmaki z Wysp Kanaryjskich, lody, Ra-Men Kagura, tapasy, burgery, ośmiornice i ryby. Co ważne jedzenie podawane na talerzach, a nie w plastikowych opakowaniach (wyjątek maki w pudełeczkach na wynos). Wreszcie na +2 bar i kawiarnia z wielkim tarasem.

22 sierpnia 2018

Madryt inaczej – dzielnicowy, basen olimpijski x2

Basen z widokiem na 4 madryckie wieże, czysta, bardzo zimna woda - dobry do treningów fot. D.Szymborska


Muzea – były, upał – jest.

To czemu się nie wybrać na kąpielisko. Są różne sposoby zwiedzania, my na przykład jemy, chodzimy po muzeach i basenach. Jeszcze biegamy.

Madryt przywitał nas upałem (35 stopni), nawet chwilę przed świtem było gorąco i duszno i ciężko się biegało. Jeżeli ktoś myśli, że stolica Hiszpanii jest super biegowym miejscem to bardzo się myli – wysoko nad poziomem morza i do tego naprawdę górzyście, jak na miasto.

Nie chciałabym, żeby to zabrzmiało jako narzekanie, to jest stwierdzenie zastanego faktu. Ot jest pod górkę i w upale. Jakoś mniej z górki…

Centro Deportivo Municipal Vicente del Bosque – pod tą jakże – krótką i nośną nazwą kryje się super kąpielisko.

20 sierpnia 2018

Pintxos czyli tapas w Bilabo



Krokiet z rozpływającym się sosem beszamelowym, słone ryby, czy doskonały dorsz? Wiadomo, zjadamy wszystko! fot. D.Szymborska


Ile czasu można się żywić kanapeczkami, przystawkami? Odpowiem długo i to z największą frajdą!

Pintxos to po Baskijsku przystawka, przekąska. Nazwa stosowana po to, by pokazać odrębność od hiszpańskich tapas.

Tutaj w Bilbao, albo jak wolą Baskowie – Bilbo barów z pintxos jest bardzo wiele. Nie ma takiej wąskiej specjalizacji jak w San Sebastian, większość serwuje duży wybór przystawek a nie tylko takie z ziemniaków czy ryb.

Ponieważ nie ufam TripAdivorowi to kierujemy się przewodnikiem ze stacji benzynowej – niezawodny ludzik z fałdkami tłuszczu poleca, a my jemy.

Tak trafiliśmy do Berton’a jednego z trzech barów z tej sieci. Nie przyciągał tłumem w środku, kilku lokalsów i amerykańscy turyści. Za to jedzenie. Pintxos z najwyższej półki, cudownego baru czy jak ktoś woli spod ręku utalentowanego szefa kuchni.

17 sierpnia 2018

Ramen – o co chodzi z tymi zupami?

Miso ramen w Yatta Ramen fot. D.Szymborska


Ja wciąż szukam, powoli kończą się miejsca w Warszawie, w których nie jadłam tej zupy. Tym razem padło na wysławiany Yatta Ramen.

Recenzję napiszę jak zjem zupę, która mi nie zaszkodzi, tak się umówiłam z właścicielem – czekam na zaproszenie na nowe menu i znów wybieram się na Batoszewicza.

Sam lokal malutki bez klimatyzacji, menu krótkie.

Jak to w serialach się mówi: ciąg dalszy nastąpi….

Tutaj opisy innych warszawskich ramenów:

MUGI - klik
ARIGATOR - klik
UKI UKI - klik
KOREANKA -klik
IZUMI - klik