24 maja 2018

Zrobiłam to! Biegowe puzzle ułożone!

Po trawie i dwa razy nad Wisłą - puzzle ułożone! fot. D.Szymborska


Poczucie pustki. Cel zrealizowany. Jak żyć dalej? O czym marzyć? Do czego dążyć?

Na szczęście żadna z tych myśli nie pojawiła się w mojej głowie. Na wieszaku zawisły, obok siebie trzy medale. Układanka ułożona. Udało się!

Zawody GP Żoliborza odbywają się, jak dla mnie, w najbardziej niesprzyjających terminach, jeżeli chodzi o to co może pylić i latać. Pyłki i meszki, meszki i pyłki w dowolnych kombinacjach to główne składowe tych biegów.

Od lat taki sam termin, więc tak samo ciężko każdego roku. Na szczęście jest też: cudowna atmosfera, przemili biegacze, szybkie ale wymagające trasy, piękne widoki i babeczki na mecie.
Wiele razy widziałam śmieszne obrazki – biegacze biegają dla „ciastków”. W przypadku GP Żoliborza to jest najprawdziwsza prawda! Biegamy dla babeczek na mecie. To się zrobiło już kultowe ciacho!

Za rok znów będę starała się ułożyć biegową układankę, chciałabym żeby się udało, bo bardzo lubię te biegi.

Dla wszystkich, którzy zastanawiają się czy to jest impreza biegowa dla nich:

·         Oczekujesz bogatego pakietu startowego – ups to nie tutaj, bo odbierzesz…tylko numer z chipem,

·         Chcesz blokować miasto, pokazywać środkowy palec kierowcom – biegamy albo po trawniku albo po ścieżkach nad Wisłą,

23 maja 2018

Kurczak w Rieslingu z paloną brandy

Aromatyczne mięso, świetny sos i do tego ziemniaki - francuska kolacja! fot. D.Szymborska



Uwielbiam kuchnię francuską za masło i wino. Dokładnie taki jest przepis na to danie. Jak to bywa z kilkuskładniowymi przepisami – są proste, produkty tanie ale samo gotowanie wymaga sporo czasu.


Bazowałam na przepisie ze starej, dobrej książki kucharskiej, gdzie są śmieszne zdjęcia Francuzów w ortalionowych płaszczach i afro z lat osiemdziesiątych. Można się śmiać ze stylizacji, mody ale przepisy wypróbowane, starannie napisane i bardzo smaczne. Beverly Leblanc wie jak gotować i umie to przekazać.

Czas gotowania – 1.5 godziny (minimum).  

Niestety autorka nie podaje czasu gotowania, a szkoda, bo wtedy niekoniecznie porywałabym się na gotowanie takiej kolacji w tygodniu, gdy marzę o szybkim jedzeniu…


Składniki:

21 maja 2018

Lang Team Race – Dystans Mini Warszawa – relacja

46km wspólnej jazdy, zmian i dobrej zabawy - selfie z mety

Ostatnie trzy tygodnie w każą niedzielę startowałam w zawodach kolarskich. Ot wiosna i lato u nas krótkie a kalendarz wyścigów szosowych coraz bardziej rozbudowany.

Trzy zupełnie różne imprezy – dwa podobne dystanse, jeden o połowę krótszy.

W Toruniu jechałam po to żeby sprawdzić strategię żywieniową – olbrzymie zawody, piękna trasa, dobrze zabezpieczona. W Berlinie – realizowałam swoje marzenie urodzinowe i startowałam w Velothonie, a wczoraj pojechałam w wyścigu, bo był blisko domu i żal było nie wziąć udziału.

Lang Team Race – zacznę od dobrych rzeczy – bogaty pakiet startowy, dużo łazienek przed startem, przemiła i współpracująca na trasie koleżanka, sprawnie obsługiwany bufet z wodą (kubeczki nie bidony).

18 maja 2018

NABO Cafe czyli sąsiedzkie jedzenie na Sadybie

Krokieciki rybne z frytkami i pysznym sosem na bazie majonezu fot. D.Szymborska


Nie mieszkam w okolicy, autem przyjechałam autem. Bardzo dawno temu tutaj byłam na szybkim obiedzie z przyjaciółką. Znów się zmówiłyśmy w tym skandynawskim lokalu. Restauracji? Nie jestem pewna, kawiarnia to za mało, jak dla mnie nazwa bistro pasowałaby najlepiej.

Zanim o jedzeniu to ostrzeżenie: jeżeli nie lubisz małych i często wyjących dzieci, to to nie jest miejsce dla Ciebie.

NABO ma wydzieloną ale nie oddzieloną salkę zabaw dla maluchów. Coś za coś – mamy mogą napić się kawy i zjeść coś smacznego mając na oku swoją pociechę, ale wszyscy słyszą gdy dziecko np. upadnie albo zwyczajnie zaczyna płakać.

17 maja 2018

Hipsterskie, koreańskie jedzenie – Yam Yam Berlin

Ostra ale pyszna zupa kimchi fot. D.Szymborska



Jeżeli Rapha przy tej ulicy otwiera sklep, to kilka rzeczy jest pewnych:

·         Łatwo tam będzie dojechać rowerem,
·         To będzie tak zwana dzielnica z potencjałem,
·         Będą tam hipsterzy, ci zaliczający się do grupy bardziej kasowych,
·         Oprócz kawy i przekąsek sprzedawanych w Raphowej kawiarni będą też restauracje w okolicy bo rowerzyści szybko robią się bardzo głodni.

Yam Yam to koreańska restauracja oddalona o dwie minuty od sklepu Raphy. Brodacze – oczywiście stanowią znaczący odsetek gości, turyści też…

16 maja 2018

Kolarski Czwartek we wtorek – relacja

Medal na szyi - uśmiech od ucha do ucha! fot. kolarz


Zauważyłam, że mój zwyczajny tydzień potrafi być wypełniony zawodami, nie trzeba czekać do weekendu! Można być już padniętym w środku tygodnia!

Jak nie bieganie (GP Żoliborza) to rowerowanie…jest co robić!

To była druga edycja Kolarskich Czwartków w tym sezonie.

Coraz więcej kolarzy, emocji i chęci ścigania się. Zawody podzielone są na rundy na różnych dystansach, najmłodsi jeżdżą najmniej okrążeni, dorośli 12 albo 16 rund.

Lubię spotykać osoby, które mają pasje. Bo czym jest przyjeżdżanie w środku tygodnia, po pracy po to by jeździć w kółko? 

Zawody mają swój urok, atmosferę i zwyczaje.

15 maja 2018

The Big Dog Berlin

Frytki z chilli con carne, chyba nie mogą być fotogeniczne, ale za to mogą być pyszne! fot. D.Szymborska


Przez lata miejsce prawie martwe, bardzo elegancki drink bar w którym nikogo nie było. Czerwony dywan, sztywna atmosfera i żadnych klientów. W styczniu była informacja, że jest remont a teraz? Teraz można zjeść hot doga, frytki i nie jest wymagany krawat ani czarna sukienka!

The Big Dog Berlin to miejsce z luźną atmosferą I świetnym jedzeniem. Każdy kto choć trochę lubi frytki i kiełbaski będzie zadowolony. Dodatkowo jest tez okienko „na wynos” a lokal czynny do 23.00 więc nocne podjadanie smażonych rzeczy jak najbardziej wchodzi w grę.

Jadłam ich specjalne frytki, bo wszystko w menu nazywa się śmiesznie a motyw kiełbaskowego jamnika jest wszędzie obecny – od serwetek, przez podkładki pod piwo do bluzeczek w których chodzi obsługa. 

14 maja 2018

Velothon Berlin 2018 – relacja

Na zdjęciu widoczny blok D (nie cały)....który wcale nie był ostatni tylko w środku stawki wyścigu fot. T.


To był wymarzony prezent urodzinowy. Tak, na urodziny dostałam pakiet startowy i wszystko co się wiąże z wyjazdem – hotel, jedzenie, dostęp do mechanik arowerowego – WSZYSTKO!

Jak dla mnie idealne urodziny! Impreza tylko w niedzielę, ale coś za coś, jak chce się pojeździć!

Pakiet odbierałam w przeddzień wyścigu. Niepozorne namioty rozstawione pod Bramą Brandenburską, sklepik z okolicznościowymi ciuchami – od skarpetek, przez koszulki po wielkie banery z wydrukowanymi wszystkimi nazwiskami startujących. Bluzeczki zarówno „no name” jak i firmy Craft więc było w czym wybierać.

W pakiecie startowym: worek do depozytu, trzy numery startowe (sztyca, plecy, kierownica), bidon i ulotki.

Zapisałam się do startu z bloku kobiecego. Co teraz z perspektywy czasu polecam głównie dziewczynom, które wiedzą, że będą trzymały prędkość od 35 do 39km/h przez całe 100km.

Wydawało mi się, że na zawodach w Poznaniu były tłumy, nic z tego! Start podzielony na dwie fale – najpierw dystans 60 i 160 a potem kilka godzin później moja setka.

Kaski po horyzont. Porządek w blokach startowych.

10 maja 2018

Grand Prix Żoliborza, czyli biegam dla medali

Brakuje jeszcze tylko jednego..fot. D.Szymborska


Od wielu sezonów nie udało mi się skompletować trzech medali z żoliborskiego cyklu. Teraz mam już dwa i szczerą nadzieję, że to będzie pierwszy rok, kiedy uda mi się wystartować w tych trzech biegach!

GP Żoliborza to nietypowa, jak na obecne, biegowe standardy. Nieciekawe trasy, brak gadżetów w pakietach startowych, zawody odbywają się w tygodniu, trzeba zdążyć po pracy…a biegają tutaj naprawdę szybcy biegacze! Poziom jest wysoki, a bardziej szybki, średnia wieku też wyższa niż na normalnych biegach. To są zawody w których się startuje, bo się trenuje! Na szczęście jest też grupa kolekcjonerów medali i biegowych znajomości!

Druga edycja zamiast po parku i trawie była po betonie i szutrze. Ten drugi by mi mniej przeszkadzał, bo pyli ale kolan nie męczy…

Trasa ciekawe ze względów socjologicznych. To znaczy można zobaczyć jak się bawi w środy nad Wisłą. Widziałam:

·         Kilka ognisk rozpalanych przez podchmielonych rowerzystów – zastanawiam się jak oni wrócą, zaczynam rozumieć mandaty dla pijanych cyklistów,

8 maja 2018

NEON Streetfood Bar w Gdyni – polecam

Tajski bulion - pyszna zupa fot. D.Szymborska


Nie będę porównywać dań serwowanych w NEONIE z tymi podawanymi w Azji, z prostego powodu – jeszcze tak daleko na wschód nie dotarłam. To co mogę powiedzieć, że tam – to znaczy w NEONIE jest smacznie, ba nawet bardzo.

Ulica Abrahama w Gdyni przypomina klimatem krakowski Kazimierz – knajpka na knajpce i tłumy ludzi. Nie wiem czy wszyscy to turyści, ale z pewnością tutaj toczy się życie wieczorem!

Ulica Abrahama jest o tyle wyjątkowa, że przy niej gotuje dwóch uczestników z programu Top Chef! 

NEON to super klimatyczne miejsce, połączenie baru z klubem? Chyba to najlepiej opisuje atmosferę tego miejsca. Jest tłoczno, jest głośno, serwowane są dobre drinki i azjatyckie jedzenie.

Z czystym sumieniem mogę polecić zupę – idealna nocna przekąska. NEON mruga a my jemy taką zupę i wiemy, że dopiero wieczór się zaczyna!

7 maja 2018

VeloToruń 2018 – GIGA – 105km - relacja

104,5km trasy, czyli chwilę przed metą fot. T.


Wszyscy zgrzytają zębami na hasła – ja to treningowo startowałem. Uważają, że to tłumaczenie złego wyniku. Pewno po części tak jest. Każdy ma jakiś powód startu w zawodach. Dla niektórych to pudło, dla innych medal, dla kolejnych to wspólnie spędzony czas z przyjaciółmi. Każdy powód jest dobry. Do Torunia pojechałam, żeby sprawdzić jak w warunkach stresu startowego zachowuje się mój organizm i ile żeli jestem w stanie zjeść na trasie ponad stu kilometrów. 

Dodatkowo udało mi się: zgubić peleton, spalić na słońcu skórę rąk i nóg, dostać medal z zeszłego roku, uniknąć kraksy na początku wyścigu.

Ważne jest też, że świetnie się bawiłam oglądając rzepak.

W Toruniu jechałam po raz trzeci, dwa razy startowałam na dystansie MEGA, który jest dystansem średnim na tych zawodach. Podoba mi się, że można śledzić postępy, porównywać wyniki. Inna kwestia, że pomimo tego samego dystansu ciężko zestawić ze sobą start w pięknej pogodzie z tym w deszczu i bez ponad kilometrowego kawałka asfaltu zastąpionego szutrem…. 

3 maja 2018

Taka „Sztuczka”, że na pizzę poszłam

Modniej się nie da - piany, mchy, marynowane ryby - powitanie od Szefa Kuchni w gdyńskiej Sztuczce fot. D.Szymborska


Kibicowałam Wałęsie oglądając na żywo finały Top Chef kilka lat temu. Przeczytałam wiele dobrych recenzji, zrobiłam rezerwację i bardzo cieszyłam się na kolację w gdyńskiej Sztuczce.

Zacznę od dobrych rzeczy – miła, kompetentna obsługa kelnerska. Pani znała menu, potrafiła o nim opowiedzieć. Smaczne jedzenie, aromatyczne dania, dobrze choć zachowawczo dobrane smaki.

Teraz te gorsze – wchodzisz i czujesz rybę, dużo ryby w dusznym lokalu. Może klima nie działała? Nie wiem, w każdym razie było duszno i rybno. Brak obrusów, czarne podkładki pod talerze, które nosiły znamiona użycia, do czystych zwyczajnie nie należały. Brak wina na kieliszki z wyjątkiem deserowego. Wreszcie co dla mnie jest po prostu zachowaniem nie ładnym, nie poważnym i przekreślającym moją kolejną wizytę – porcje ze standardowego menu w wymiarze degustacyjnym. Ceny bynajmniej nie.

2 maja 2018

„Amsterdam’em” nad Bałtykiem

Takie cudeńko, co waży tony i ma 3 biegi...ale za to koszyczek, kanapa i "nóżka" fot. D.Szymborska


Wieczorem poszłam zrobić rezerwację. Grzecznie pytam się, co pan w recepcji może mi powiedzieć o rowerach, które można wypożyczyć. Pan uśmiecha się i mówi: już wszystko opowiadam, mamy: różowy, czarny, zielony i dwa granatowe. Każdy ma koszyk i nóżkę, więc proszę się o nic nie martwić. 

Co było robić po takim wyczerpującym i mocno technicznym opisie, decyzja była oczywista – RÓŻOWY!

1 maja 2018

(Podobno) najlepsze sushi w Trójmieście

Zestaw z krewetką, łososiem i karmazynem fot. D.Szymborska


W tej kwestii podobna jestem do Karyny, Grażyny i ich koleżanek – przyjeżdżam nad morze i chcę zjeść smażoną rybę!

Po dwóch dniach poszukiwań zdecydowaliśmy się na sushi. Dlaczego? Ano dlatego, że jak powiedział J.: „smażalnie pachną sezonowaną rybę i olejem”

Ciężko się nie zgodzić z takim określeniem! Tawerna Orłowska zawiodła poprzednim razem, po raz enty do tych samych miejsc nie miałam ochoty iść, to zaczęłam poszukiwanie innej ryby...

Zestaw NARA i zupa AKA SAKANA to był smaczny i dobry wybór.

29 kwietnia 2018

Klub Kobiet z Pasją – dzięki za wyróżnienie

Chyba pisząc o swoich pasjach zapomniałam o tej do....selficzków w windzie....


Mam pasje i to w liczbie mnogiej! Uwielbiam gotowanie i sport. Kilka innych rzeczy również.

Jestem bardzo dumna z wyróżnienia miesięcznika Moje Mieszkanie! Niestety nie mogłam być na corocznej gali i plakat i prezenty przyniósł mi pan kurier.

Ogromnie miłe wyróżnienie i śliczna pamiątka! Plakat wisi na drzwiach szafy obok tablicy informacyjnej z berlińskiego maratonu. Jest tak tradycja, że zaraz po biegu jego uczestnicy „polują” na tablice informujące o tym, że nie wolno parkować bo jest maraton. Z moich pięciu startów tylko raz udało mi się taką przywieźć. Zatem kobieta z pasją i tablica z zakazem parkowania – moja ulubiona dekoracja.

Majówka dopiero się zaczęła. Będzie szalona i z „pasją” to pewna – wyróżnienie zobowiązuje!

To jeszcze kilka słów o pasjach:

26 kwietnia 2018

Placuszki z batatów z kwaśną śmietaną

Pyszne placuszki o ślicznym pomarańczowym kolorze fot. D.Szymborska


Kiedyś trzeba było jechać przez pół miasta by kupić bataty, teraz są nawet w dyskontach. Czyli przepis z produktem łatwo dostępnym i bardzo łatwym do przygotowania.

Lubię placki ziemniaczane, ale w domu rzadko je robię, bo (pomimo dobrej wentylacji) zapach smażenia utrzymuje się zdecydowanie za długo!

Placuszki z batatów przygotowuje się analogicznie do tych ze zwykłych ziemniaków. Ja dodaję odrobinę mąki i ścieram bataty na grubych oczkach.

Przygotowanie tego dania to półgodziny w kuchni (max), szybko się je smaży, świetnie smakują również na zimno i można je odgrzewać w piekarniku.

Składniki (9 placuszków):

25 kwietnia 2018

III Miejsce w Finale Kobiet Indoor Triathlon w Hilton Holmes Place

To już było późno wieczorem, dlatego (chyba) taka dziwna mina...nie jestem pewna czy miałam siłę się cieszyć..


Jejku jakie to były przyjemne starty. To znaczy, teraz tak to oceniam, bo jak nie miałam mocy w nogach, dawały znać braki magnezu czy zwyczajnie nie mogłam złapać oddechu, to myślałam zupełnie inaczej. Pięć porannych startów i szósty wieczorny. Ten ostatni najtrudniejszy dla mnie. Styczniowy najlepszy jeżeli chodzi o wynik.

Ogromnie miło być częścią szalonej triathlonowej rodziny! Bo jak nazwać grupę dorosłych ludzi, którzy zmęczeni po 8 godzinach pracy, przychodzą do klubu fitness by się sponiewierać. U niektórych wysoki poziom adrenaliny! Rywalizacja amatorów wcale nie oznacza, że nie ma poważnego ścigania! W przeciwieństwie do zawodów dla PRO tutaj jest miejsce na dobrą zabawę i radość z samego faktu uczestnictwa w zawodach.

Do Finału zostały zaproszone zawodniczki, które startowały i zajmowały czołowe miejsca w poprzednich edycjach.

24 kwietnia 2018

Kadencja – to ma znaczenie!

Jazda o wschodzie słońca ma wiele uroków....ale ciepło nie jest...


Niektórzy zawodowi kolarze wrzucają do Internetu zdjęcia swoich liczników, na których widać z jakimi watami pokonali dany odcinek, inni zapisują dane z treningów na Stavie. Amatorzy zachwycają się i zazdroszczą jakie to waty wyciskają ich idole. Część z nich stara się powtórzyć, dorównać mistrzom w danych segmentach (zaznaczonych odcinkach w aplikacji) „cisną”, żeby osiągnąć podobny wynik.

W pogoni za watami zapominamy o kadencji! Kadencja w kolarstwie to ilość obrotów korbą na minutę.

Dlaczego kadencja jest taka ważna?

Zrobiłam bardzo prosty test – na tym samym odcinku jechałam ze stałą prędkością – 25km/h z różną kadencją – 60,70,80,90. To co porównywałam to średnia ilość watów do pokonania tego odcinka.
Jeżeli poruszam się z taką samą prędkością w bardzo podobnych warunkach (wiatr, teren) to, najważniejsze dla mnie jest to, żeby moc potrzebna do pokonania tego samego odcinak była jak najmniejsza.

I tak, odpowiednio przy kadencji 60 – 116W, 70 – 125W, 80 – 107W, 90 – 116W.

20 kwietnia 2018

Wegańska jazda z Grzegorzem Łapanowskim

Jeszcze nigdy Food Lab Studio Grześka Łapanowskiego nie było takie zielone! Nie ma to jak kurs wegańskiego gotowania! fot. D.Szymborska


Prawko zrobiłam jak miałam 17 lat. Mam na myśli, to kategorii B, samochodowe. Jeżeli miałabym powiedzieć kiedy zrobiłam kulinarne prawo jazdy, to miałabym problem z jasną odpowiedzią. Czy takie prawo jazdy przysługuje osobie, która zrobi makaron z sosem ze słoika, czy takiej, która sama zrobi i makaron i sos?

Grzegorz Łapanowski wymyślił projekt – Kulinarne Prawo Jazdy – uczy podstaw gotowania. Według takiej definicji to by byłby dobry, włoski makaron z domowym sosem i mamy zdane prawko!

W maju rusza nowa wege edycja kulinarnego kursu. To będzie cykl warsztatów kuchni roślinnej – czyli takiej bez nabiału i mięsa. Grzegorz jasno stawia cel – projekt ma edukować z zakresu zdrowej i zbilansowanej diety roślinnej, ma być promocją dobrego jedzenie.

Do projektu zostali zaproszeni eksperci, szefowie kuchni i dietetycy. Zamysł jest prosty – obalenie mitów dotyczących diety roślinnej i nauka przygotowywania zbilansowanych posiłków.

Jeżeli ktoś myśli, że łatwo jest po prostu odstawić produkty pochodzące od zwierząt i być zdrowym i najedzonym….to jest w błędzie. To nie jest takie proste! Wiem coś o tym! 

Kilka lat temu pojechałam na kobiecy, wegański, dwutygodniowy obóz. Prowadziłam tam poranne treningi biegowe. Pierwsze kilka dni – przebieżki były radością dla wszystkich, jednak każdy kolejny trening był coraz trudniejszy. Było tam kilka dziewczyn, które tak jak ja na co dzień jedzą mięso, chleb smarują masłem…. Radykalne odstawienie wszystkiego co zwierzęce, brak specjalnej diety pod uprawianie sportu. Słabłyśmy z dnia na dzień. Po siedmiu dniach złamałam zasadę bezmięsności, pojechałam do miasteczka i zjadłam….kurczaka z rożna, bo akurat taka budka stała przed jedynym supermarketem…energia wróciła....

17 kwietnia 2018

Pieczony kurczak z winogronami i oliwkami


Kurczak pieczony z winogronami i oliwkami fot. D.Szymborska



Pieczone, słodkie winogrona z greckimi oliwkami…do tego aromatyczny rozmaryn i kawałki kurczaka w chrupiącej skórce. Brzmi pysznie i tak też smakuje!

Przepis z Smitten Kitchen, jak zwykle tak opowiedziany, że po samej lekturze jesteśmy już bardzo głodni. 

Ciekawy sposób przygotowania sosu, jedyne na co trzeba uważać to słoność oliwek w połączeniu z mocno doprawionym mięsem. Łatwo przesolić!

Są dania z pieczonego kurczaka, które robią się same i takie, które wymagają uwagi, to zalicza się do tych drugich.

Składniki (4 porcje):

16 kwietnia 2018

Koreanka czyli azjatyckie bistro w bramie



Dandan ramen fot. D.Szymborska




Uwielbiam zupy, piszę o tym dość często, bo niezależnie od tego czy to domowy rosół, Fusion ze szparagami czy coś azjatyckiego, to parująca mieseczka na stole zawsze mnie cieszy.

Rameny lubię, ekspertką nie jestem, ba mam wrażenie, że tak jak wcześniej wszystko nazywało się pho tak teraz nazywa się ramen.
 
Koreanka to malutkie bistro, ukryte w bramie. Trzeba dzwonić domofonem! Serio. Brama przy koszykowej, tak w której mieści się kancelaria, krawcowa itp. 

Kilka stolików, brak szyldu, śmietniki i kapliczka na podwórku studni otoczonym przez kamienice, warszawski klimat… w Koreance.

Każdy hipster powinien być zadowolony! Najpierw domofon, potem menu napisane na czarnej tablicy, malutkie stoliczki, które można przestawiać – łączyć lub rozdzielać.

Kilka dań z karty, a bardziej ściany jest serwowanych tylko w weekendy. W niedzielę po południu nie było już deseru.

15 kwietnia 2018

Grillowany kurczak z super sałatką i niteczkami ryżowymi


Sałatka, kurczak z prażonym sezamem i przeźroczysty makaron fot. D.Szymborska



Wiem, wiem ostatnio gotuję zgodnie z przepisami Smitten Kitchen i Jamiego Oliviera – nudno? Oj nie! A to co w tym lubię to gwarancja tego, że jeżeli będę przestrzegać przepisu to będzie smacznie. To naprawdę dużo! W kuchni spędzam sporo czasu, do tego zakupy… wychodzi coś między 2-3 godziny, bo jeszcze doliczam zmywanie (nie zawsze), dlatego tak ważne jest dla mnie gotowanie według receptur, które zostały sprawdzone. 

Ot nie ufam, przepisom w stylu – zmień to na to, tego w ogóle nie musisz używać, a temperaturę pieczenia dostosuj do…. Grrr. Takie przepisy to można sobie na pikniku opowiedzieć. Pozostają dwie drogi: przepis przetestowany przez kogoś solidnego wiele razy, albo wiele prób w naszej kuchni. Nie widzę i nie wierzę w trzecią drogę w stylu -jakoś to będzie. Wtedy mamy byle jakie jedzenie, a na to mi zwyczajnie szkoda czasu.

A kurczak z niteczkami ryżowymi z sałatką z dymki, kapusty pekińskiej i chili jest jednym z pomysłów Jamiego Oliwiera. Jak się domyślacie bardzo smacznym! Trochę się obawiałam tego przepisu, bo tak podać sam makaron ryzowy bez sosu? To działa, bo je się go z sałatką i kurczakiem, trochę jak ziemniaki do kotleta…

Przygotowanie zajmuje około 30 minut. Składniki do kupienia w zwykłych sklepach, jedynie ten ryżowy makaron niteczki może być troszkę trudniejszy do dostania!

Składniki (4 porcje):

13 kwietnia 2018

Oponki zimowe, czyli jak się nie dać zwariować modzie na fit!


Pozostałości po zimie...



Zaczęło się! Jest cieplej i bliżej do lata. Nagłówki krzyczą: 100 dni do lata, płaski brzuch, bikini marzenie, najszybsze spalanie, 1000kcal w godzinę….

A my? 

Patrzymy w lustro i zastanawiamy się jak przechodzić gorącą wiosnę w wielkiej kurtce, albo co zrobić, żeby nie ubierać krótkich spodenek latem. Czasem posuwamy się dalej i oglądamy filmiki instruktażowe jak wiązać tuniki, które „wszystko zatuszują”.

Panika!

Kupujemy płyty gdzie super zgrabne panie dziarsko skaczą przez kilkadziesiąt minut, mówiąc do nas „dasz radę”, zaopatrujemy się w maty, skakanki, ciężarki, konsultujemy układ naszej stopy by kupić najlepsze buty do biegania….

Wydajemy całkiem sporo pieniędzy, licząc na natychmiastowe efekty. Czasem uważamy, że sam abonament do siłowni wystarczy żeby schudnąć.

Mija miesiąc, drugi. Czytamy teksty – jak schudnąć w dwa tygodnie przed wymarzonymi wakacjami, szukamy specyfików na spalanie tłuszczu. Gazety się rozpisują o tych co sobie tasiemca w tabletce kupili albo założyli opaskę na żołądek. W głębi duszy zazdrościmy tym „śmiałkom”, myślimy: idioci, ale za to chudzi są teraz…

To co zrobić z oponką zimową, żeby nie zwariować a się jej pozbyć? Trzy spokojne, sprawdzone rady:

12 kwietnia 2018

Grand Prix Żoliborza – przełaj na 5K – dwie perspektywy

Puzzlowy medal..brakuje jeszcze dwóch do całości fot. D.Szymborska


Myśli spacerowicza:

Piękne popołudnie. Słońce świeci, nareszcie można chłonąc wiosnę. Idealna pogoda do spacerowania, ani za gorąco ani za zimno. Kępa Potocka – stawik, kwitnące jaśminy, krzewy, łabędzie, zielona trawa.

Można z rzucać psu patyki, można usiąść na ławce i poczytać. Jak się pomyślało i zabrało kocyk to nawet rozłożyć go na trawie i się „wyciągnąć” by popatrzyć w błękitne niebo.
Ups. Taśma. Ups. Kolejna taśma. Powiewają na wietrze. Wypadek? Raczej nie bo to nie żadne policyjne oznaczenia, tylko taśmy coś odgradzające. A może rowerzyści tutaj ćwiczą na tych wielkich rowerach co to mają wszędzie amortyzatory? Albo jacyś harcerze mieli za zadanie zmierzyć odległości między drzewami.

Jakoś coraz więcej ludzi ubranych w sportowe ciuchy idzie w stronę pawilonu, gdzie znajdują się toalety. 

Robi się coraz tłoczniej, gwarniej. 

Kilka pytań i już rozumiem – dorośli ludzie płacą za to, by biegać po trawie na trasie wydzielonej przez taśmy. Jakby nie mieli co robić w środę po południu. Psy szczekają bo tyle ludzi w jednym miejscu. Pojawia się głośniczek z muzyką, zapowiedzi. 

Spacer zdecydowanie utrudniony. Na szczęście ci maniacy biegania w kółko będą zbiegać i podbiegać pod jedyną górkę w tym parku. Można przejść kawałek dalej i wciąż cieszyć się spacerem.
Dobrze, że miasta nie blokują….

Myśli biegacza:

12.00 obiad w pracy, żeby nie jeść przed samym biegiem.
13.00 za wcześnie był ten obiad, to co zjeść przed startem?

9 kwietnia 2018

Zapiekane pulpety pomidorowe z palonym masłem

Pyszny, pieczony pulpet z warzywami i wołowiną. Podany na ziemniakach z palonym masłem fot. D.Szymborska


Coraz bardziej lubię przepisy Smitten Kitchen, podoba mi się taki sposób łączenia smaków. Do tego receptura jest dobrze opisana, dania zwyczajnie „wychodzą” jak trzymamy się przepisu, gdy gotujemy te amerykańskie przysmaki.

Pulpety są lekkie, sos jest świetny a ziemniaki z palonym masłem podbijają serce każdego!

Składniki z których powstaje to danie, należą do tych „normalnych”, nie trzeba ich szukać w żadnych specjalistycznych sklepach. To wszystko są ważne uwagi, bo czasem porywający przepis staje się koszmarny, gdy zaczynamy od samych zakupów i okazuje się, że wycieczki po dziesięciu sklepach są koniecznością.

Trzeba sobie zarezerwować ponad 2 godziny w kuchni, powstanie dwanaście pysznych pulpetów więc jak nie mamy sześciu osób przy stole to będziemy mieli pyszny obiad do podgrzania na następny dzień.

Składniki (12 pulpetów):