25 listopada 2017

Brasserie Warszawska – złe zmiany

Kura i dodatki fot. D.Szymborska

Oj ile postów napisałam o tej restauracji, wszystkie w superlatywach, dwa razy właśnie tam obchodziłam urodziny…jednym słowem ulubiona restauracja w Warszawie. Niestety do czasu.

Do restauracji chodzę z dwóch powodów – jestem głodna i nie mam siły stać w swojej kuchni (wybieram miejsca blisko domu, sprawdzone od kuchni azjatyckiej przez turecką do hinduskiej) lub gdy mam ochotę zjeść coś co jest przepyszne. W pierwszym przypadku wydaję od 16 do 50 złotych, w drugim…no cóż zdecydowanie więcej. Kiedyś zachwycałam się menu degustacyjnym (wciąż miłe wspomnienia z gwiazdkowej restauracji SENSES) teraz wybieram przystawkę, danie główne, czasem zaszaleję i zamówię też deser.

Brasserie Warszawska do niedawna była dla mnie miejscem, jakkolwiek pretensjonalnie to nie brzmi, doznań kulinarnych. Wiedziałam, że cokolwiek zamówię (no może z wyjątkiem okonia w papilotach) to będę się zachwycać: sposobem podania, smakiem, teksturą, pomysłem. Jednym słowem będę jadła dania o których będę pamiętać. Dodatkowo uwielbiam profesjonalną obsługę, a na taką zawsze (i to się nie zmieniło) mogę liczyć w BW. I jest też ulubiony stolik….

BW przechodziła remont, środek tylko odświeżony natomiast sądząc po postach na Instagramie kuchnia wyremontowana. Wiadomo, walka o "gwiazdkę" w toku, a żeby ją zdobyć to trzeba nie tylko świetnie gotować, ale też spełniać wymogi formalne (godziny otwarcia, odległość kuchnia – stół, i wiele innych zaleceń znanych restauratorom, którym zależy na takim wyróżnieniu).

Zmiany…

24 listopada 2017

Szwedzki przysmak – lussekatter – łatwy przepis

Dobre wypieki mają to do siebie, że są bardzo fotogeniczne...fot. D.Szymborska

To jest miła relacja z blogersko-dziennikarskiego spotkania z Ambasadorem Szwecji, w jego uroczej i przytulnej Rezydencji w Warszawie. Uczyłyśmy się piec bułeczki, które są symbolem Szwecji, marynowałyśmy śledzie w kawie i owocach cytrusowych. Smaki były nietypowe i zaskakujące.

Gotował z nami szef kuchni Michał Godyń. W kuchni było wesoło, w ambasadorskiej jadalni już spokojniej, wiadomo elegancka porcelana, troszkę nawet podniosła atmosfera – zasługa bardzo elegancko urządzonego pokoju jadalnego…

Przygotowanie bułeczek nie jest skomplikowane, zwijania da się nauczyć! Po pierwszych kilku nabieramy wprawy.

Autorem przepisu jest Michał Godyń, autorkami wypieków na zdjęciach są blogerki i dziennikarki kulinarne.

Składniki (na dwie blachy czyli około 60 sztuk):

23 listopada 2017

Casillero del Diablo i pomysły Grześka Łapanowskiego

Perliczka, kaszoto, aromatyzowana oliwa, chrupiące dodatki,
w kieliszku Carmenere od Castillero del Diablo fot. D.Szymborska

Postów ostatnio nie przybywa, ale temat wina jest zawsze mi bliski. Kieliszek, historie, aromaty, lubię, oj lubię. Co cieszy o dobre wina coraz mniej trzeba się „rozbijać”. Jednocześnie, co mnie martwi, półki sklepowe uginają się od win w bardzo niskich cenach. Takie butelki nie mają winnej opowieści, dobrze, że mają napój z winogron….tyle, że nie o to chodzi w piciu wina….

Było mi smutno gdy na prezentacji wina chilijskiego usłyszałam, że butelki, które kosztują powyżej 30PLN są winem premium. Oczywiście, każdy wyznacza inne standardy, ale dobre wino zwyczajnie nie może być tanie. Po pierwsze winnica – te małe fabryki potrzebują ludzi z wiedzą, oczywiście przez pokolenia można przekazywać informację, uczyć się, ale przyda się też edukacja formalna, która w przypadku winiarzy należy do tych droższych, dodatkowo, nie można się zatrzymać, trzeba się szkolić cały czas. Udany rok to winiarski oznacza jeszcze większe wyzwanie na kolejny sezon. Tu nie ma miejsca na pomyłki, improwizacje. Realizacja szalonych pomysłów wymaga olbrzymiej wiedzy.

Kończąc temat cen win, w Polsce są one drogie. Kropka. Nawet te najtańsze są droższe od tych najpodlejszych sprzedawanych w krajach gdzie to wino się produkuje. Ciężko się dziwić – transport kosztuje! Pozostaje przeprowadzić się albo w okolice Zielonej Góry albo do Hiszpanii czy Włoch. W innym 
, musimy płacić więcej….


Casillero del Diablo zaprosiło do współpracy Grześka Łapanowskiego – smaki i Matiasa Glusmana - zajął się winem. Dobre połączenie charyzmatycznego fanatyka smaków z profesjonalnym sommelierem.

21 listopada 2017

Daria Ładocha poleca bałkański kociołek

Daria Ładocha przygotowuje bałkański kociołek fot. D.Szymborska

Spotykamy się z Darią, opowiada o Tajlandii, śmiejemy się, czekamy aż nam coś ugotuje. Kroi, szatkuje, wrzuca do kociołka. Coraz ładniej pachnie. Kucharz ma tylko dorzucić świeżutką rybę i leczo, a dokładniej bałkański kociołek będzie gotowe. Dostajemy miseczki, ślicznie pachnie. Tyle, że nie brakuje aromatu dorsza. Brakuje, bo MSC, organizacja pozarządowa chce nam pokazać, że jak dalej połowy będą przypominały gospodarkę rabunkową to zupę rybną będziemy gotować bez ryb, albo (co chyba jeszcze gorsze) będziemy jeść ryby, które wcale nie będą zdrowe, bo niewypływane, bo sztucznie hodowlane.

Pomysł Darii na jednogarnkowe danie bardzo mi się spodobał, ugotowałam w domu, wyszło pysznie! Mogę polecać i z pewnością będę gotować nie raz, bo teraz z zimą smakuje wyśmienicie i rozgrzewająco.

Składniki (4 porcje):

19 listopada 2017

Jak zrobić zupę z homara?

Pyszne mięso, cudowny aromat i rozgrzewająca zupa - idealny bulion na zimę fot. D.Szymborska


Po pierwsze, nigdy nie wrzucę żywego zwierzęcia do wrzątku. Nie ma opcji. 

Po drugie, skończyło mi się miejsce w zamrażalniku i trzeba było w końcu coś zrobić z bryłą lodu w której był zamrożony homar. 

Po trzecie, to prosty i łatwy przepis! 

Po czwarte, homar nie ma prawie mięsa, ma za to dużo flaków i pancerzy…

Żeby ugotować pyszną, klarowną zupę z homara potrzebujemy włoszczyznę i homara. Niezbędna też jest gaza, żeby przecedzić zupę. Czas gotowania minimum 1h, optymalnie dwie….

Składniki (3 litry zupy):

18 listopada 2017

Grasica na sposób staropolski – sprawdzony przepis



Grasica na placuszkach dyniowo - ziemniaczanych fot. D.Szymborska


Byłam już na wielu warsztatach kulinarnych, na takich, z których przepisy stały się kanonem naszego domowego gotowania, uczyłam się od „gwiazdkowych” kucharzy, trafiałam też na takie, które okazywały się stratą czasu. Różnie bywa. Coraz staranniej wybieram warsztaty w których biorę udział – nie zależy mi na najprostszych przepisach, chcę czegoś więcej, wreszcie zależy mi na nauce nowych dań.

Warsztaty z cyklu „Smaki Wisły” organizowane przez Muzeum Pałac w Wilanowie zaliczam właśnie do tych ciekawszych. Poznawanie kuchni rekonstrukcjonistycznej, historycznej sprawia mi ogromną radość. Dużo się uczę, bo to są warsztaty dla blogerów i szefów kuchni, jednym słowem każdy umie siekać, nie ma problemu z długim staniem przy kuchni….lepsi uczą słabszych, ale poprzeczka jest wysoko!

Grasica – cóż, mój stosunek do podrobów jest taki, wiem, że zdrowe, że smaczne, że „fair” w stosunku do zabitego zwierzęcia bo piąta ćwiartka oznacza zjedzenie wszystkiego, tyle, że ja ich nie lubię.

Trudno pracować, jak mówią kucharze „na produkcie” za którym się nie przepada, ciężko próbować…..ale inaczej bym się nie nauczyła pod okiem Maćka Nowickiego przygotowywania grasicy.

Jeżeli byłabym miłośniczką grasicy to tak podaną zaliczyłabym do przepysznych przystawek! A, że nie jestem to cieszyłam się z placuszków smażonych przez koleżanki.

Składniki (10 porcji – przystawkowych):

16 listopada 2017

AAA polecam sieciówkę!!! Silver Dragon

Kurczak po wietnamsku z surówką fot. D.Szymborska



Zanim napiszę o restauracji, barze to czytam i opinie innych i informacje o samym miejscu. Dziś przeżyłam duże zdziwienie. W głowie układałam sobie tekst – moja lokalna tajsko wietnamska knajpka, albo – bistro azjatyckie w centrum handlowym. Chciałam napisać o rodzinnej atmosferze, problemach językowych rozwiązywanych uśmiechem….

I wtedy zorientowałam się, że sympatyczną atmosferę to znalazłam w sieciowej restauracji. Która w Polsce ma aż 24 miejsca, gdzie podaje to samo jedzenie. Ohh. Zwyczajnie nie wiedziałam, ba cieszyłam się, że lokal ma coraz większe powodzenie, że go nie zamkną jak wcześniejsze knajpki w centrum handlowym, które odwiedzam regularnie przy okazji zakupów spożywczych.

No więc Silver Dragon jest sieciówką, nie znam innych lokalizacji, natomiast tą na Ursynowie to uwielbiam!
Lubię, gdy krytycy kulinarni omawiają większość dań z menu, jednocześnie mam świadomość, że większość z nich przy jednym posiedzeniu zamawia „milion potraw” i próbuje po kawałeczku, no może po kawałku patrząc na brzuchy tych bardziej rozpoznawalnych krytyków. 


Idę o krok dalej, większość menu, spróbowane, a dokładniej od chwili otwarcia lokalu zamawiane, testowane, a przede wszystkim jedzone ze smakiem.

To może moje ulubione:

15 listopada 2017

Idealny sos pieczarkowy z kurczakiem i pietruszką

Pysznie, sycąco - brzmi beznadziejnie, ale po treningach, znaczenie tego słowa się zmienia.....fot. D.Szymborska


Koleżanki blogerki śmieją się ze mnie, że obieram „ze skórki” pieczarki i figi…..tak serio! Mimo, że zabiera to czas… nawet jak jestem bardzo głodna….. każdy ma swojego bzika, tak kiedyś było w piosence… inna sprawa, że tak moim zdaniem jest po prostu smaczniej!

Podsmażane puree z koperkiem a do tego mięso z udek kurczaka ze śmietaną i smażonymi pieczarkami – idealne połączenie. Jeszcze jakieś Sauvignon Blanc i kolacja w 30 minut jest gotowa….

Jak łatwo się domyślić ziemniaki były już wcześniej ugotowane, ugniecione i przechowywane w lodówce. Zgodnie z ideą – nie wyrzucaj, pomyśl, zjedz…..podgrzewane na małym „ogniu” z dodatkiem masła stały się nie tylko dodatkiem ale częścią obiadu/kolacji.

Składniki  (2 porcje):

13 listopada 2017

Tortilla de patatas – danie na bankiet? TAK!

Przepyszna tortilla de patatas, krojona "w kostkę" staje się daniem bankietowym fot. D.Szymborska


Sancho Pansa ją uwielbiał. Don Kichote też ją jadł. Tortilla de patatas. Jeżeli przygotowywać by ją zgodnie z książkowym przepisem, to cebulę podsmażyć należy na boczku, dodać ziemniaki pokrojone w plasterki, gdy się usmażą, po chwili wbić jajka. Sancho Pansa zjadał hiszpański omlet.

W wersji katalońskiej podawany jest z kiełbasą, natomiast chłopska, najprostsza wersja to cebula, ziemniaki i jajka.

Tortilla de patatas jest daniem, bardzo sycącym. W Hiszpanii, odkąd pamiętam, jajka były bardzo drogie. Pod nazwą „królewskiego śniadania” kryją się jajka sadzone! Dlatego tortilla de patatas, która składa się z jajek i ziemniaków jest stosunkowo drogim daniem. W barze tapas, często owoce morza są tańsze od tego ziemniaczanego placka!

Do czasu rautu w Ambasadzie Hiszpanii tortilla de patatas kojarzyła mi się trójkątnym kawałkiem omletu serwowanym na kromce chrupiącego pieczywa, bagietki. A przecież tortillę można podać w sposób dużo elegantszy!

Wysoka, klasycznie usmażona tortilla, która jest pokrojona „w kostkę”, takie „finger food” – idealne jako przekąska.

Oto sprawdzony przepis, który zawsze wychodzi pysznie!

Składniki (patelnia – średnica 24cm)

12 listopada 2017

Tapas – hiszpańskie krokiety z polskim boczkiem i ziemniakami – przepis i pomysł na zamrożenie


Przepyszne, lekkie krokiety z chrupiącymi skwarkami z boczku fot. D.Szymborska


Jak tylko mam wolną chwilę to się zastanawiam z czym zrobić krokiety. Serio. Uwielbiam je przygotowywać, bo lubię wiele stron i profili poświęconym krokietom. Tak, tak w Internecie jest więcej osób, które mają bzika na punkcie mielonych. Choć to nie są takie zwykłe mielone…. Po wymianie wiadomości z Hiszpanką, ukrywającą się pod logiem – Pani Krokietowa, dowiedziałam, się, że warto oprócz gotowanych warzyw dodać ziemniaki. Pomysł przepyszny jak się okazało!

Krokiety są czasochłonne, bo najpierw trzeba do nich ugotować warzywa i mięso – czyli w tym wypadku produktem ubocznym jest pyszny rosół!

Dodatkowo pierwszy raz przygotowałam partię do zamrożenia. Dzięki temu gdy w głowie będzie obraz krokiecika, trzeba będzie tylko rozgrzać olej i delikatnie włożyć zamrożone kuleczki!

Składniki (na 24 krokiety):

10 listopada 2017

Szampan na weekend – Champagne AOC, Comte De Brismand Brut

Jeżeli miałabym znaleźć dobry, codzienny szampan to sięgnęłabym po to Cuvee....rozmarzyłam się,
 bo codzienny szampan brzmi....bajkowo....nic tylko czekać do szampańskich wakacji fot. D.Szymborska


85 to za mało. Nie złotych tylko punktów, które przyznają Richard Bampfield i Michał Jancik. Cuvee to dla mnie jeden z lepszych szampanów w cenie poniżej 80PLN.

To wino z klasą, takie, które się zapamiętuje. W przypadku szampanów jest to o tyle trudne, że poprawnie winifikowany szampan jest zawsze smaczny. Jednocześnie ta poprawność często równa się przewidywalności i….się o winie zapomina. Dla mnie oznaką tego, że wino ma coś w sobie jest pamięć. W głowie mam listę kilkunastu butelek, pamiętam etykiety. Czasem wino kojarzę z wydarzeniem, innym razem miejscem ale są też takie, które poruszją. Cuvee jest gdzieś pośrodku – pite bez specjalnej okazji, jednocześnie na tyle dobre, że etykietę poznam na półce w sklepie.

Powstało z Pinot Noir, Pinot Meunier i Chardonnay – ot oczywistość w Szampanii. Na szczęście na tym oczywistość się kończy, Comte De Brismand jest lekki, mocno gazowany, jednocześnie nie jest to zbyt duża musującość – to znaczy nie uderza w nos gdy zajrzymy do kieliszka. Można posłuchać ślicznie pracujących bąbelków…

8 listopada 2017

Jak trenować triathlon i pracować? Czyli logistyczne wydłużanie dnia

 On jest zadowolony, pewno zrobił właśnie trening....fot. D.Szymborska


Non stop działająca pralka, trenażer w salonie i zawsze spakowana torba w przedpokoju….te i inne działania wydłużające dzień…

Treningi w równym stopniu sprawiają radość co zabierają czas. Dla amatora triathlonu oznacza to, nie lada wyzwanie. Żeby trening był efektywny trzeba się na nim skoncentrować, a w świecie idealnym to najlepiej jest przystąpić do niego, gdy organizm jest wypoczęty. Różnica między światem idealnym a rzeczywistym jest taka, że mamy zabrane 8 godzin na pracę (można jeszcze dodać dojazdy, plus nadgodziny, końcówki projektów itp.).

Oto lista małych, ale działających sposobów na wydłużenie dnia. Wszystko to kwestia organizacji….

·      Spakowana torba – brzmi śmiesznie, ale szukanie płetw, lub okularków zabiera minuty, które można spędzić na basenie…dlatego ZAWSZE miejmy skompletowany i zapakowany sprzęt na trening. To ważne szczególnie rano….

·      Pranie na bieżąco – ubrania sportowe, techniczne, jak kto woli technologiczne mają to do siebie, że nadają się tylko na jeden trening – trzeba je prać po każdym użyciu. Pralki mają bardzo praktyczne programy – kilkunastominutowe programy – idealne do przeprania ubrań zaraz po ćwiczeniach. Dzięki czemu zawsze będziemy mieli „w co się ubrać” na kolejny trening…

7 listopada 2017

Placki ziemniaczane – najprostszy sposób

Pyszny, chrupiący, domowy placek ziemniaczany fot. D.Szymborska


Jesień, zima – placki ziemniaczane w menu. Są różne sposoby, niektórzy używają malakserów inni trą ręcznie, wreszcie dodatek mąki jest też opcjonalny.

To co najważniejsze to dobrej jakości ziemniaki i olej rzepakowy.

Jak dla mnie to taki odpowiednik pizzy jeżeli chodzi o narzut na sztuce w restauracji! Nie trzeba specjalnego pieca tylko są pracochłonne – czyli tak jak to jest z bardzo tanimi daniami, które wymagają czasu spędzonego w kuchni. To co zaoszczędzi się na składnikach to trzeba „dołożyć” w robociźnie.

Składniki (12 sztuk):

5 listopada 2017

Zilina – lokalne przysmaki, prosty obiad – Restauracia O2

Przepyszna zupa czosnkowa z grzankami i serem fot. D.Szymborska


Ostatnio coraz bardziej smakuje mi proste jedzenie, zależy mi na jakości składników, na tym by przygotowywane było od podstaw. By masło było masłem, a ser serem. Jakoś przestały mi imponować pianki, pudry czy inne modne udziwnienia. Szukam najprostszych smaków.

Zilina jest 4 co do wielkości miastem na Słowacji. Że Słowacja mała to i miast do największych nie należy. Jest rynek, zamek, ruiny, synagoga, muzeum i całkiem sporo restauracji. Na ulicach zaparkowane dobre auta, ludzie uśmiechnięci mimo deszczu.

02 – to restauracja rekomendowana przez tripadvisor. Super, akurat obok niej przechodziliśmy, prawdę mówiąc myślę, że i tak byśmy do niej weszli bo sporo stolików zajętych i ładnie wyglądała z zewnątrz. Przy okazji jak doczytałam jest w 10 najlepszych restauracji w Zilinie.

To nie jest fine dining, to miejsce gdzie się przychodzi na obiad – z siatkami pełnymi zakupów, po szkole na colę i kotleta, na randkę.

Menu długie, dodatkowo promocje dnia. Jest w czym wybierać.

Obsługa kelnerka jak z „Zaklętych rewirów”, biała koszula, specjalny pas z portfelem i notatnikiem….

Zamówienie – zupa czosnkowa – Cesankowa so sunkou a syrom i smażony ser – Syr pastersky, zemiaky s maslom.

Zupa czosnkowa przepyszna, grzanki genialne, ser cudownie roztopiony. Dopóki ją jadłam to wcale nie wydawała mi się zbyt czosnkowa. Gdy zrobiłam łyka piwa po jej skończeniu, uświadomiłam sobie, że zjadłam główkę czosnku albo więcej! Piekło!

4 listopada 2017

50 km robi różnice – słowackie wino


Dobre wino, bardzo szanuję i zazdroszczę Słowakom...fot. D.Szymborska


Tanio nie jest. Rozumiem. Małe winnice, staranne zbiory, klimat. Numerowaną butelkę doceniam (tak wiem, zabieg marketingowy, ale czemu się nie cieszyć), smakiem i elegancją jestem zachwycona.

Od kilku lat ze Słowacji przywożę wina. Każda butelka to wydatek powyżej 50 PLN. Mało nie jest, ale to nie jest Nowy Świat, to nie są winnice, gdzie krzaki winogron ciągną się po horyzont. To są małe poletka, to jest trudny klimat…na szczęście są też efekty.

Tramin cerveny, biele suche neskory zber, golguz, FOOD FARM, 2015

Wino eleganckie, spokojne. Nie ma wybuchów, jest bardzo zbalansowane, gładkie. Jeżeli miałabym wyobrazić sobie historię, to opowiedziałabym o wietrznej pogodzie, małych krzaczkach, których owoce również nie są duże. Wspomniałabym o słońcu, które nie grzeje tylko świeci na niebie. Nie zapomniałabym o tym, że deszcz jest zimny i pada często, na koniec dodałabym, że każdy owoc z krzaka jest szanowany. Winiarze doceniają trud, z jakim winogrono rosło, nabierało smaku, przetrwało.

3 listopada 2017

Wielka Racza – śnieg i pyszny żurek

Ciemno i smutno, do tego wiało bardzo fot. J.


W Beskidach jest zima. Ciężko mi było w to uwierzyć bo najpierw o 6.30 zrobiłam rozruch – Milówka i okolice. Śliczni, ciepło. „Gościnny” góral podzielił się na głos obserwacją dotyczącą biegaczy „którzy k. nie pracują”… psy były na łańcuchach a koty czmychały do obejść. Przy kapliczkach paliły się znicze.

Rycerka Górna, żółty szlak na Wielką Raczę. Dawno tam nie byłam, oj dawno. Zerknęłam na mapę, najpierw cały czas pod górkę do schroniska, potem z powrotem…z górki. Dobrze odczytałam poziomice.

Na szlak weszliśmy jesiennym porankiem, po jakimś kilometrze zaczęła się zimowa plucha a po trzech kolejnych była normalna zima. Serio taka, gdzie śnieg wcale nie topniał sople z korzeni drzew wisiały spokojnie.

To czego brakowało przez cały czas to słońce. Był za to deszcz, deszczyk i wiatr. Sprzed lat nie pamiętałam, że tutaj drzewa albo miały korniki albo po prostu się je wycinało bez opamiętania. Bardzo smutny widok.

W drodze do schroniska spotkaliśmy 2 piechurów, wracając 4 osoby i jednego psa, który niósł plecak! Nie miałam pojęcia o tym, że psy mogą mieć specjalne plecaki!

2 listopada 2017

Doskonałe pieczone ziemniaki a’la ogniskowy przysmak

Zbliżenie na ziemniak...a kiełbaska też pyszna fot. D.Szymborska


Wiele razy widziałam, kilka razy jadłam ziemniaki podawane na sposób amerykański – duży pieczony ziemniak, często podany w folii a do tego ser i sos. Uwielbiam ziemniaki z ogniska, do tego jesienią szukam gorących potraw. To czemu nie pieczony ziemniak? Tyle, że przy ognisku nie wysiedzę bo za zimno….jest na to smaczny sposób.

Idealna kolacja dla miłośników ognisk, do tego do odtworzenia w domu. Idealnie prawda?

Pieczony ziemniak z roztapiającym się serem z dodatkiem kwaśniej śmietany i szczypiorku. Opcjonalnie jeszcze pieczona kiełbaska – również na sposób ogniskowy.

Czas przygotowania – 60 minut. To zdecydowanie szybciej niż zbieranie drewna, szukanie rozpałki, wreszcie próby rozniecenia ognia…..ot jak zrobić sobie ogniskowe danie w domu!

Składniki (4 porcje):

1 listopada 2017

Kurczak teryaki z dodatkiem białego wina

Najlepszy kurczak teryaki jakiego jadłam - domowy!!!!


Po zachwytach nad domowym sosem teriyaki gotowanym na warsztatach, który był podawany z łosiem, pomyślałam, że marynowany filet z piersi kurczaka podany z makaronem i orzeszkami ziemnymi powinien być dobrym i smacznym daniem.

Tym razem do sosu dodałam pół szklanki białego wina i to był świetny pomysł. Sos zrobił się bardziej aromatyczny i dzięki temu mięso kurczaka marynowane przez półtorej godziny  było kruche i bardzo delikatne.

Przygotowanie – 60 minut sos, 30 minut, plus marynowanie przez 90. Składniki – do kupienia w zwykłych sklepach, jedynie wino Mirin wymaga odwiedzenia specjalistycznego stoiska z azjatycką żywnością.

Składniki:

31 października 2017

Hala Gwardii – pierwsze podejście – ramen

Miejsce z historią, to pewne, myślę, też że z dobrym jedzeniem...z pewnością nie ramenem fot. D.Szymborska


Uwielbiam zupy, to wiadomo, dobrym, aromatycznym ramenem nie pogardzę. Niestety ten w Hali Gwardii jest tylko drogi i nic więcej dobrego o nim nie mogę powiedzieć.

Jakoś wcześniej nie po drodze było mi do Hali Gwardii, a to nie mam gdzie zaparkować, a to leje i nie chce mi się moknąć na przystanku, albo coś ciekawszego robię….w każdym razie słuchałam relacji innych. Słyszałam mega zachwyty i informacje, że szkoda czasu na odwiedziny. Widomo, każdy kieruje się czymś innym w ocenie.

Co do samego miejsca, to nie mam do końca jeszcze swojego zdania, bo:

a) było zimno
b) w płaszczu niewygodnie się je
c) wyła muzyka coś przypominającego „u nas we Lwowi”
d) było multiculti
e) można było wybierać spośród naprawdę wielu kuchni
f) weganin, bezglutenowiec czy miesożerca znajdzie coś dla siebie
g) można oglądać piękne zdjęcia pod zawieszone pod sufitem
h) wspólne, wielkie stoły sprzyjają rozmowom…
i) można kupić ciekawe, ale drogie jedzenie i składniki

30 października 2017

Plany vs. rzeczywistość czyli 4 azjatyckie dania, które lepiej jeść na mieście

Restaurancyjne vs. moje - 1:0, choć dodatek anchois świetny w mojej wersji to wygląd pozostawia wiele do życzenia fot. D.Szymborska


To trochę przypomina hasło – lepiej nie próbuj tego w domu. Jest kilka rzeczy, na które się porywam co pewien czas, najpierw długo kompletuje składniki, jeżdżę z jednego krańca Warszawy na drugi, psioczę na korki, wydaję sporo. Potem spędzam dużo czasu w kuchni przygotowując COŚ SPECJALNEGO….

Niestety okazuje się to mało specjalne, ba lepiej, taniej i bez zmywania by było gdybym poszła do restauracji lub baru. Pamiętam o tym przez miesiąc, półtora, po czym znów wpadam na GENIALNY POMYSŁ.

Oto lista 5 rzeczy, których lepiej nie gotować, przygotowywać w domu. Oczywiście może komuś się udaje, może ma ukryte talenty, specjalne możliwości. Choć sądzę, że raczej wpada w zastawioną przez siebie pułapkę. Czyli wydaje mu się, że będzie smaczniej/zdrowiej/taniej* (*niepotrzebne skreślić) jak TO COŚ SPECJALNEGO ugotuje sam. O tym, że się mylił dowiaduje się pod sam koniec, z reguły podając danie na stół albo z płaczem (to ja) wyrzucając je do śmietnika.

W domu NIE warto:

·      Robić maków. Wiem, że są zestawy, że można się nauczyć gotować ryż (mi się już udaje), tylko, że w przeciwieństwie do dobrych (podkreślam dobrych) suszarni nie mamy dostępu do świeżych ryb, a jak już możemy je kupić to w ilościach hurtowych, czyli takich, których nie przerobimy zwijając swoje rolki. Na sushi chodzimy, możemy podpatrywać sushi masterów, ale to niebezpieczne, bo może się nam wydawać, że właśnie się czegoś nauczyliśmy i…..znów zrobimy sushi w domu

28 października 2017

Winnicalidla.pl - wybór, rezerwacja i odbiór w sklepie

Prawie jak "lokalny winiarz" - rezerwujesz, przyjeżdżasz, płacisz i....pijesz fot. D.Szymborska


Przy okazji gotowania potraw „pod” wina niemieckie (TUTAJ) pisałam o tym, że przestaję na blogu opisywać wina, niedostępne na rynku. Bo jaki to ma sens czytać o czymś, czego nie można sobie kupić.

Wielokrotnie pisałam o degustacjach win z Lidla, zachwalając znane etykiety w korzystnych cenach. Ot polityka zamawiania dużych wolumenów butelek przekłada się na niższą cenę końcową dla miłośnika win. Jednocześnie nie raz zdarzyło mi się odwiedzić dwa, maksymalnie trzy dyskonty w okolicy i nie kupić wina, na które „polowałam’. To bardzo frustrujące.

Wczoraj w bardzo miłym towarzystwie Michała Jancika i zaproszonego Richard’a Bampfield’a miałam okazję poznać nowy koncept winiarski Lidla.

Stwierdziłam, że napiszę o nim dopiero wtedy, gdy będę miała pewność, że winnicalidla.pl działa. Wiem już, że tak jest, bo jedno wino chłodzi się już w lodówce.

Po pierwsze byłam pierwszą osobą w Polsce, Europie, na świecie, która skorzystała z procesu rezerwacji butelek. Serio! W czasie konferencji prasowej uczestnicy mieli możliwość sprawdzić działanie systemu, który ruszy od 3 listopada. Każdy mógł zamówić sobie 3 wina. O tym, jakie i dlaczego wybrałam to jeszcze napiszę.

Winnica Lidla działa tak: zalogowanie (tylko dla pełnoletnich), wybór wina – opisane etykiety, ba Michał Jancik wraz z Richard’em Bampfield’em wprowadzili punktację win. Skala absolutna od 0 do 100. Spokojnie czytamy opisy, zerkamy na punkty i kładamy wino do wirtualnego koszyka. Potem jeszcze weryfikacja zamówienia przez SMS i….czekamy na SMS i mail z informacją, że wino czeka w naszym osiedlowym Lidlu. Płacimy dopiero przy kasie.

26 października 2017

Wino do brukselki

Jesienne warzywa i owoce - czyli szaleństwo łączenia smaków fot. D.Szymborska


Dobieranie wina do jedzenia to naprawdę trudne i odpowiedzialne zajęcie. Kieliszek białego, czerwonego, słodkiego, wytrawnego…potrafi  zmienić smak dania. Niewyczuwalna nuta nagle staje się dominującą, lub odwrotnie a to wszystko dzięki odrobinie sfermentowanych winogron..

Na warsztatach zorganizowanych przez Niemiecki Instytut Wina, Szef Agata Wojda zaproponowała wyszukane menu, które sami mieliśmy ugotować. Mi przypadł udział w grupie sałatkowej. Ktoś powie – phi sałatka, tyle, że w jak w kuchni szefuje Agata, to nie ma prostych dań, oczywistych połączeń smakowych.

Sałatka z brukselki z kindziukiem, soczewicą i jabłkami to przepyszna przystawka. Na osiem blegersko, dziennikarskich rąk gotowanie szło nam całkiem sprawnie. Byliśmy „do przodu” bo Agata już wcześniej namoczyła soczewicę.

Tutaj lista składników na 10 porcji. Czas przygotowywania, w pojedynkę, w domowej kuchni to około 65 minut, albo troszkę więcej. Ważne żeby mieć sporo lodu, przyda się do hartowania brukselki.

A jeżeli chodzi o wina, to te zaproponowane przez Niemiecki Instytut Wina są do kupienia w Polsce. Niby nic specjalnego, ale dość często pisałam o winach, które miałam okazję degustować, a były niedostępne na polskim rynku.

Składniki:

25 października 2017

Latte Art - instrukcja malowania choineczki

Jedna z pierwszych choinek, która przypominała choinkę.....fot. D.Szymborska


Lubię kawę z obrazkiem. Podobają mi się serduszka, choineczki czy inne wzorki. Aż do dzisiaj uważałam, że tylko barista coś takiego potrafi!

Agnieszka Rojewska, która jest Mistrzynią Polski i piątą baristką na świecie uczyła entuzjastki picia kawy zwykłej i zbożowej malowania – latteart’u.

Bardzo mi się podobały warsztaty, miałam jedynie problem z tym, że to takie ćwiczenie w malowaniu na piance mlecznej marnuje się dużo produktów. Wylałam sporo mleka i kawy Inka… jedną nieudaną „produkcję” można wypić, ale co z kolejnymi pięcioma?

Agnieszka opowiadała, że po 2 tysiącach filiżanek wychodzi naprawdę ładna choineczka. Ta doskonała pewno wymaga kolejnych 2 tysięcy wylanych kaw, a ta którą wygrała w zawody następnych 2, 3…. Gdzieś tej wprawy trzeba nabyć. A nie da się pracować i trenować nie używając prawdziwego mleka i kawy (tutaj jest dowolność albo zwykła albo zbożowa) bo inne płyny zachowują się inaczej.

Oto instrukcja otrzymania ślicznej choineczki w filiżance:

23 października 2017

Bieg Kobiet – okiem weteranki

Czekając na taneczną rozgrzewkę fot. D.Szymborska


Zacznę ot tego, co napisałam na samym końcu, gdy przygotowywałam tę relację. Niedzielne zawody dały mi wiele do myślenia. Uważam, że to, że jestem dziewczyną nie oznacza, że nie zrozumiem prostej instrukcji jak zainstalować, a nie „zaplątać”, nie „białe kółeczko”, ale chip do buta. Przekonałam się, że taneczna rozgrzewka świetnie działa, wreszcie wiem, że chcę napisać tekst o tym w co zapakować telefon, chusteczki i klucze gdy się idzie na trening czy startuje na zawodach.

Myślę też, że dziewczyńskie bieganie jest różne – różowe i nie tylko, bardzo szybki i wolniejsze, w grupie lub w pojedynkę, najważniejsze, że jest!

Hiszpanie mają taką kategorię – weterani, nie seniorzy tylko właśnie ci bardziej doświadczeni….w niedzielę czułam, że właśnie w takiej kategorii biegnę. Zabrałam ze sobą kamerkę, filmik nakręciłam (TUTAJ) i wróciłam do domu z bardzo mieszanymi uczuciami.

Pakiety nie odbierałam osobiście, napisałam upoważnienie, MMSem dostałam zdjęcie tablicy w biurze zawodów – uśmiechnij się jak masz różowe majtki. Nie miałam, to się nie uśmiechnęłam.