17 sierpnia 2017

Obiad w sadzie czyli Pawilon Kulturalny

Makaron, dobry kurczak, pomidory, czosnek i sos śmietanowo winny do tego roszponka fot. D.Szymborska


GPS wariuje, jak wpisze się sam adres, Sady Żoliborskie 4, ale jak już podamy nazwę miejsca – Pawilon Kulturalny, to trafimy bez problemu. A warto! 

Pierwszy raz byłam w tym pięknym miejscu na urodzinach przyjaciółki – jak się okazuje i super „imprezowania” i świetne miejsce na obiad latem. Z podkreśleniem latem, bo uwielbiam siedzieć w zadbanych ogródkach, a jeszcze bardziej podoba mi się obiadowanie w sadzie! Tak, tak to jest wykonalne w Warszawie!

Pawilon Kulturalny serwuje domową kuchnię, w tym wypadku znaczy się – smaczne dania, takie, które spokojnie możemy przygotować u siebie w domu. Tylko kto z nas ma sad zamiast ogrodu albo balkonu?

16 sierpnia 2017

Jak nasmarować łańcuch w rowerze – instrukcja krok po kroku

Przyznaję się, specjalnie poszukałam niebieskiej bluzeczki, która nadawała się na szmatki....
 bo właściwie czemu nie ma być ładniej w domowym warsztacie rowerowym....fot. D.Szymborska


Marzeniem kolarki i kolarza jest wsiąść na rower, ruszyć i cieszyć się, że wszystko pięknie i cichutko w naszym sprzęcie działa, nic tylko jechać…..

Trzeba pomagać marzeniom. Jak mój ulubiony pan mechanik zmienił pracę z tej w serwisie na biurową to….. trzeba sobie samemu radzić.

Nie do pomyślenia dla mnie jest to, że jak oddaję rower do przeglądu, za który sporo płacę to odbieram sprzęt, który nie został umyty! Cóż takie realia, nie znalazłam serwisu, który by dobrze dbał o nasze rowery, to powoli zmieniamy się w mały, ale bardzo dokładny punkt serwisowania i mycia rowerów. Owszem wszystkiego trzeba się nauczyć, do tego wiąże się to ze sporymi kosztami. Pocieszające jest to, że dobrej jakość sprzęt (czyli drogi) to nabytek na lata (czyli amortyzacja).

Na rynku jest wiele smarów, mają różne zastosowania. Jednak zanim nasmarujemy cokolwiek w naszym rowerze, pamiętajmy, że smar do roweru, to tak jak olej do auta – nie można mieszać różnych! Niby oczywista rzecz, ale zanim nasmarujemy nowym, specjalnie dobranym smarem nasz sprzęt to czeka nas trochę „zabawy”.

Należy zdjąć kasetę, wymyć zębatki i założyć z powrotem (tutaj potrzebny jest specjalny klucz do kasety i bacik), do mycia łańcucha są specjalnie zaprojektowane pudełeczka do których wlewamy płyn czyszczący. Wreszcie nieodzowne szmatki – to nimi osuszymy łańcuch zanim będziemy go ponowni smarować.

Brzmi prosto prawda? I to prawda, nie jest to zbyt skomplikowane, oczywiście łatwiej będzie nam wszystkie czynności wykonać gdy mamy stojak do roweru.

15 sierpnia 2017

Indyjskie Smaki. Festiwal kuchni i kultury – DZIŚ - TERAZ

Hinduskie jedzenie - pyszne, kolorowe i wciągające, chce się próbować kolejnych dań....fot. D.Szymborska


Na szybko – pyszno i tłoczno.

Na dłużej – w PKiN trwa teraz i będzie tak prawie do północy festiwal kuchni i kultury. Wydarzenie bardzo sympatyczne, zdecydowanie nie kameralne bo tłum robił się coraz większy jak wychodziłam a byłam prawie od początku. Zamysłem festiwalu jest pokazanie i reklama Indii. Moim zdaniem zadanie zrealizowane – wjazd bez biletu, dużo stoisk z jedzeniem, lody, scena, na które będą odbywały się pokazy. Dodatkowo stoisko z malowaniem rąk (henna jakaś taka jasna, ale zainteresowanie duże), można sobie pograć, przymierzyć sari, czy porozmawiać o zwiedzaniu Indii.

Żeby nie było, że sama to zjadałam – nie, to lunch dla trzech osób: hinduski biały ser w dwóch wersjach – smażony i w sosie, somosy, aloo wada czyli kulki ziemniaczane z przyprawami i sosami, papad chaat – wafelki pełne ziemniaczano groszkowej masy (chrupiące) z sosami, aloo puri czyli smażony chlebek z ziemniaczanym sosem. Do tego mango lassi.

Sala Ratuszowa, PKiN, Warszawa – 15.08.2017


14 sierpnia 2017

Hinduska kolacja z 8 dań dla 6 osób w 90 minut – instrukcja krok po kroku

Od lewej: Sos jogurtowy z kolendrą i ogórkiem, grillowana cukinia, ostry sos z kurczakiem i bakłażanem,
 marynowany i pieczony kalafior, pikle z mango, prażone orzeszki,
 łagodny sos z kurczakiem i ciecierzycą, brakuje na zdjęciu chlebków naan..fot. D.Szymborska


Trzeba sobie ułatwiać, dlatego chlebki naan już upieczone i tylko do pogrzania i pikle mango ze słoika w lodówce. Blogerka modowa gdy wyciąga ciuch, który jest dopełnieniem kompozycji pisze – „z szafy” to podobnie jest z tymi piklami – „z lodówki”. Dodatkowo dwa słoiki z sosami, tak gotowce ale takie bez sztucznych dodatków, to już reklamą nie będzie bo sieć się „zwinęła” z Polski, ale zdążyłam zrobić zapasy w ulubionym Marks&Spencer i teraz z tego korzystam.

To wykonalne w 90 minut, pod warunkiem, że będziemy naprawdę skoncentrowani i będziemy punkt po punkcie realizować zadania, bo tutaj wszystko jest tak przemyślane, żeby a) dania były gorące b) spędzić w kuchni jak najmniej czasu…jednym słowem optymalizacja wszystkiego!

To zaczynamy, można sobie stoper w telefonie albo zegarku włączyć.

1.     Urwać liście z główki kalafiora, umyć i osuszyć.
2.     Wyciąć różyczki, włożyć do dużej miski.
3.     Wymieszać: jogurt grecki z curry, papryką, solą i sokiem z cytryny,
4.     Wymieszać starannie kalafiorowe różyczki z sosem i włożyć do lodówki.
5.     Włączyć piekarnik do nagrzewania na 200 stopni.
6.     Umyć i pokroić cukinię w plastry.
7.     Rozgrzać grillową patelnię i na oliwie (mało) grillować cukinię.
8.     W czasie grillowania – pokroić cebulę- piórka, bakłażana – w dużą kostkę i uprażyć orzeszki ziemne.
9.     Cukinię odłożyć na papierowy ręcznik i ułożyć na talerzu. Orzeszki schłodzić.

13 sierpnia 2017

Ossobuco – sprawdzony przepis

Ossobuco, drugiego dnia - mięso odchodzi od kości a szpik wciąż można wysysać z kości fot. D.Szymborska


Idą wolne dni, to czemu ich nie spędzić w kuchni? A dokładnie jednego, bo jak zostanie to drugiego, wystarczy tylko podgrzać już wcześniej ugotowane danie. 

Ossobuco to danie przygotowane z giczy cielęcej, jest bardzo aromatyczne, wręcz słodkie czasami, a szpik z kości można wyssać. Smak dania jest wprost proporcjonalny do czasu spędzonego w kuchni.

Nie polecam wieczornego gotowania, bo wtedy ossobuco zjemy na chwilę przed północą….(z doświadczenia własnego).

Najtrudniejsze w całym tym przepisie jest zgromadzenie i przygotowanie kilku składników – czarnego rosołu na kościach cielęcych (przepis TUTAJ) i kupienie giczy cielęcej, która powinna być pokrojona w grube plastry. Dwie spore nogi cielęce na 4 porcje, choć mogłoby być więcej mięsa bo cielęcina ma to do siebie, że jej ubywa jak się ją gotuje….

Ilość składników zaproponowana przez Hannah Grant jest imponująco długa, potem w „intrnetach” czytałam dużo prostsze przepisy na ossobuco, nie wiem jakie są te inne, wiem, że ten jest czasochłonny, skomplikowany ale wart ugotowania.

Dla tych co z Warszawy dobra informacja jest taka, że gicze cielęce można kupić np. w Hali Mirowskiej, warto zamówić kilka dni wcześniej ale nie jest to, tak jak koźlina produkt deficytowy… ważne jest też, by umówić się z rzeźnikiem by gicz była pokrojona na grube plastry, kawałki, kość powinna być piłowana a nie rąbana, tak by uniknąć jej odłamków.

Składniki (4 porcje):

11 sierpnia 2017

Klasyka – czarny rosół na pieczonych kościach cielęcych

Brakuje główki czosnku! to ważne dla tych co gotują patrząc na zdjęcia! fot. D.Szymborska



Zacznę od złych wiadomości, a jest ich kilka: kości cielęce wcale łatwe do kupienia nie są, gotowanie tego rosołu zajmuje około 6 godzin.

Dobre wiadomości są takie – rosół jest przepyszny, przepis jest na 3 litry, czyli spokojnie połowę można wykorzystać do gotowania a drugą zamrozić.

Gdy zaczytywałam się przepisami z The Grand Tour Cookbook, cieszyłam się (naiwnie), że wszystko będzie do ugotowania na szybko, bo przecież szef kuchni nie ma zbyt wiele czasu a tabun głodnych kolarzy do wykarmienia. Cóż wygląda na to, że Hannah Grant jest mistrzynią planowania czasu w kuchni i takie rosoły, jak ten czarny na kościach cielęcych gotuje w tak zwanym międzyczasie….

Powiem tylko, że część rosołu zamroziłam, a część posłużyła do gotowania ossobuco, ale o tym to będzie oddzielnie bo to danie i skomplikowane i przepyszne zarazem.

Składniki (3 litry rosołu):

10 sierpnia 2017

Domowy ketchup – pewność braku konserwantów!


Gruntowe, niepryskane, najświeższe na świecie - pomidory do domowego ketchupu fot. D.Szymborska


Nie żebym wyznawała jakieś teorie spiskowe, analizowała kody kreskowe, daty produkcji….. ale jeżeli chcę mieć pewność, że do końca wiem co jest w słoiku to….sama muszę zapakować jego zawartość.

Dokładnie tak jest z domowym ketchupem. Nie robię go zbyt często, bo a) sezon na pomidory nie trwa wiecznie, b) jest to dość czasochłonna „produkcja”. Coś za coś! Właśnie teraz pomidory z gruntu, niepryskane, smaczne są do kupienia w sensownych cenach. Jednym słowem to TERAZ trzeba zrobić ketchup!

20min – obieranie pomidorów ze skórki (3kg) + 5min – siekanie cebuli i czosnku + 15 minut smażenie na oliwie pomidorów, cebuli i czosnku z dodatkiem pieprzu i soli + 10 min – blendowanie na raty sosu + 30min – gotowanie zblendowanych pomidorów z cukrem i octem winnym + 20 min – wekowanie słoików…..

3 kg pomidorów i wszystkich dodatków uzyskałam około 0.8l ketchupu….dlatego warto się zatrzymać na lekturze etykiety ketchupu, bo często producenci reklamują, że 100ml ketchupy wyprodukowano z 150g pomidorów…w domowej produkcji nie ma takiego „przełożenia”.

Przed radosną produkcją domowego ketchupu warto się zaopatrzyć w małe słoiczki. Jak to się mówi coś za coś – jeżeli nie ma konserwantów to prawidłowo zawekowany ketchup może spokojnie czekać w spiżarni czy w kuchennej szafce na otwarcie, natomiast już otwarty słoiczek może stać w lodówce tylko kilka dni!

Składniki:

9 sierpnia 2017

25 dodatków do omletu, czyli jak usmażyć omlet doskonały

Białkowy omlet z małej patelni z dodatkiem świeżego szpinaku fot. D.Szymborska


Uwielbiam jajka, w każdej postaci. Cieszę się, że ostatnio przestano straszyć złym cholesterolem, ważna była i jest akcja uświadamiania jakie mają życie kury, co te jajka znoszą. Od bardzo dawna nie kupuję jajek z cyferką jeden, szukam „zerówek”, ze wsi przywożę zapasy…. A ulubioną formą zjadania jajek są…OMLETY.

Niby banalnie proste – ot wymieszać jajka i usmażyć, ale….diabeł tkwi nie tylko w jajku, ale w dodatkach i  zamieszkuje też na patelni.

To po kolei – jajka od wybieganej kury – to oczywiste, dalej dodatki – tutaj trzeba zachować umiar, bo owszem – omletem „ze wszystkim” to się najem,y ale to nie daje gwarancji, że będzie najsmaczniejszy. Dalej można przygotować omlet z samych białek, ja nigdy nie robię wersji z odżywkami białkowymi ani nie dodaję mąki...

To co jest super w przygotowywaniu omletów to, to, że jest tyle sposobów i dodatków, że można by jeść omlet codziennie przez cały rok i to bez powtórek!!!

A jeszcze w kwestii przygotowywania – albo przewracamy (np. na patelni teflonowej) albo na żelaznej zapiekamy górę omletu w piekarniku – co kto woli!

Oto lista dodatków z uzasadnieniem dlaczego warto je dorzucić na patelnię, część z nich z tych bardziej oczywistych część mniej, kolejność alfabetyczna, żeby było „sprawiedliwie”:

1.     Awokado – wystarczy obrać ze skórki, wyciągnąć pestkę i pokroić w plasterki, lepiej smakuje z omletem białkowym,

2.     Boczek – zarówno taki krojony w kostkę jak i w plastrach – w obydwu przypadkach najpierw wytopić tłuszcz, przed dodaniem do masy jajecznej wylanej na patelnię,

3.     Botwinka – kilka listków zwykły omlet ożywi i sprawi, że będzie bardziej wiosenny,

4.     Brokuły – świeże czy mrożone zblanszowane i pokrojone w plasterki są świetnym dodatkiem,

5.     Cebula – posiekana, zeszklona na maśle,

6.     Chorizo – świetna, hiszpańska kiełbasa, która z pewnością doda pikantnego smaku, najlepiej wcześniej lekko ją podsmażyć na po pozyskanym tłuszczu usmażyć omlet,

7.     Cukinia – do omletu prowansalskiego pasuje idealnie, ale to bardziej danie niż jajka na szybko,

8.     Figi – są idealnym dodatkiem do omletu białkowego, ja obieram je ze skórki i kroję w cieniutkie plasterki, uwaga omlet pozostaje dalej wytrawny, normalnie solimy białka,

8 sierpnia 2017

Marynowane szalotki i wędzona kaczka – sałatka kolarska vol. II

Czerwona porzeczka świetnie komponuje się z wędzoną kaczką, a szalotki przestają smakować cebulowo po marynowaniu fot. D.Szymborska


W tytule się nie zmieściła jeszcze czerwona porzeczka. Nie wiem jak karmią polskich kolarzy, ale wiem, że ci dla których gotuje Hannah Grant są prawdziwymi szczęściarzami! Druga sałatka z mojej kolarskiej książki kucharskiej (TUTAJ) i smakowa petarda (jak to się zwykło mówić w kulinarnym światku). Albo może nawet bardziej – sztos! Tak, petarda to za mało!

Specyfika pracy Grant jest taka, że na przygotowanie jedzenia dla drużyny kolarskiej ma zaledwie kilka godzin, dlatego jej przepisy są szybkie, nie wymagają długich przygotowań. Całą sałatkę przygotujemy w 40 minut. Chyba, że mamy gotową marynatę do szalotek wtedy wystarczy 30 minut!

Tyle piszę o tym marynowaniu szalotek, bo to jest dla mnie jedyny sposób by jeść cebulę na surowo. Innej opcji nie ma, bo mój żołądek od jakiegoś czasu zdecydował się nie trawić tego warzywa w wersji bez obróbki. Nie trzeba podsmażać ani piec wystarczy zamarynować! Myślę, że to ważna informacja dla tych wszystkich, którzy często rezygnują z jedzenia cebuli, nie trzeba, wystarczy marynować!

Składniki (dwie duże porcje):

7 sierpnia 2017

Elegancka kolacja w Krakowie - Bottiglieria 1881

Pod schodami jasno nie było, ale za to jak nastrojowo - kurkowa z lubczykiem fot. D.Szymborska


Lata temu to była Ancora, do której gnaliśmy z Warszawy, wiedząc, że można liczyć na świetne jedzenie i miłą rozmowę z Szefem Kuchni. W 2015 Ancora została zamknięta, nie wdając się w plotki co i dlaczego, efekt był taki, że ulubiona, krakowska restauracja przestała istnieć. Pozostały wspomnienia niezapomnianych kolacji sylwestrowych (dwa lata pod rząd) i nostalgia za nieszablonowym jedzeniem….

Bottiglieria nazwa z cyferką jak perfumy Cerruti to winiarnia w której można zjeść elegancki obiad lub kolację. Uwaga to miejsce nieprzyjazne dzieciom! Tak, tylko dla dorosłych i nie jest to z powodu gołych pań czy panów tylko specyfiki miejsca – celebracji jedzenia i dobrego wina. Brak kredek, szwedzkich mebelków dla milusińskich i przewijaka w łazience. Jesteśmy dorośli doceniamy ciszę i spokój, szukamy połączeń smaków jedzenia i wina!

Warto zrobić rezerwację, stolików mało i niestety stoją bardzo blisko siebie. Wszystko zależy od sąsiadów i ich głośności i „męczoności”, stolik pod schodami (literalnie) daje najwięcej prywatności, tylko jak to bywa - coś za coś – mniej czuje się tutaj "towarzyskość" miejsca ale za to można cieszyć się smakami bez wysłuchiwania konwersacji ze stolika obok…

Obsługa nienaganna. Nie chodzi o to, że białe rękawiczki są ultra białe (bo są), ale znajomość karty pana kelnera była świetna. Wina na kieliszki – tutaj uwaga, warto pytać o dodatkowe otwarte butelki bo można trafić na perełki!

5 sierpnia 2017

Izraelskie śniadanie w Krakowie – Hamsa

Bez filtra, bez poprawek...Hamsa fot. D.Szymborska


Nie jak to mieć znajomych, którzy lubią dobrze zjeść. Jedno pytanie rzucone na „ścianę” i już wszystko jasne. Ba komentarze z uzasadnieniem i wyjaśnieniem dlaczego właśnie tam warto zjeść. Dzięki!

Późne śniadanie w Krakowie – Hamsa. Na tyle późne, że na wybór bufetowy nie zdążyliśmy, na tyle wczesne, że nie zamówiłam tagine…co z pewnością bym zrobiła, gdyby było odrobinę bliżej pory obiadowej.

Jak w Izraelu, obsługa patrzy w jeden tajemniczy punkt, ale tak, żeby ich wzrok nie przecinał się ze spojrzeniami gości, z głośników leci izraelska muzyka (z tych bardziej łomoczących), jest gorąco. Szkoda tylko, nie tak blisko na plażę jak w Tel Awiwie….

4 sierpnia 2017

Sałatka kolarza vol I – awokado, feta, słonecznik i pomidorki



Bardzo smaczna kolarska sałatka! Uwaga dużo kalorii ale coś za coś jak chce się mieć energię do jazdy! fot. D.Szymborska


Nie wiem co wyjdzie z gotowania strona po stronie, ale zaczęłam od początku. The Grand Tour Cookbook – strona 34 – bardzo smacznie wyglądająca sałatka. To startujemy z kolarskim jedzeniem!

Przygotowanie bardzo proste, składniki (z wyjątkiem orzeszków pini, które zastąpiłam słonecznikiem) do dostania w zwykłym sklepie. Hannah Grant miała rację, podmianki mlek i ewentualnie orzechów są do zaakceptowania. Sałatka z tych bardziej sycących dzięki dużej ilości awokado, jest też feta i prażony słonecznik. Kilka łyżeczek oliwy też dodaje kaloryczności, ale co najważniejsze smakuje wybornie!

Czas przygotowania – 10 minut!

Składniki (2 kolarskie, czyli spore) porcje:

3 sierpnia 2017

The Grand Tour Cookbook – kolarska książka kucharska

Oj, ale będzie pyszne, kolarskie gotowanie! fot. D.Szymborska


Dawno nie mogłam się tak doczekać gotowania! Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio miałam w rękach książkę kucharską, w której na KAŻDEJ kolejnej stronie był przepis, który chcę ugotować.

Serio. Hannah Grant przygotowała taki zestaw przepisów, że aż mi żal, że zakupy już zrobione i wcześniej zaplanowałam co ugotuję.

Kolarze, sportowcy jedzą, trenują i śpią, czasem zmienia się kolejność, dochodzą dodatkowe treningi, ale zestaw jest ten sam – praca – czyli trening, regeneracja – czyli też jedzenie, spanie. Wyścigi kolarskie, te wielodniowe – tour’y to wielkie wyzwanie dla organizmu zawodnika. 21 dni walki o każdy metr na szosie! Potrzebne paliwo! 

Jak pisze w przedmowie Bjarne Riis dla menagera zespołu zadbanie o to by kolarze byli dobrze odżywieni zawsze było wielkim wyzwaniem. Często zdarzało się, że nawet mimo dobrej woli hotelowych kucharzy, byli oni nie przygotowani do wykarmienia głodnych kolarskich żołądków. Dlatego obecnie zespoły podróżują ze swoim kucharzem i ciężarówką – specjalnym food truckiem. Hannah Grant jest szefem mobilnej, kolarskiej kuchni. Gotuje dla Tinkoff-Saxo. Jej zadanie jest naprawdę trudne – wykarmić całą kolarską drużynę, pamiętać o nietolerancjach i dbać o to by każdy zawodnik miał paliwo na trasie. Grant zdecydowała się przygotować kolarską książkę kucharską – podzieliła ją na 21 dni jazdy plus dni wolne w czasie tour’u. 21 propozycji na kolację – każdego dnia po kilka do wyboru, tak by każdy kolarz był zadowolony. Przepisy łatwe, proste i takie, po których samej lekturze czuje się, że noga będzie „podawała”! Nie ma czerwonego mięsa, jest sporo kurczaka, ryby, przeważają warzywa, wszystko jak najmniej przetworzone. Grant karmi prosto i pysznie (sprawdzę wkrótce), tak by kolacja była nie tylko ładowaniem energii, ale okazją do odpoczynku, rozmowy i radości z dobrze dobranych smaków.

2 sierpnia 2017

Najlepszy bajgiel śniadaniowy - czyli zgapiam od „Bułkę przez Bibułkę”

Bajgiel, serek ze szczypiorkiem, chrupiący bekon, omlet z plasterkiem sera, pomidor i przykrywka bajgla na sam wierzch! fot. D.Szymborska


Są takie dania, które się zjada w restauracji, kawiarni, potem zadaje milion pytań kelnerowi lub kucharzowi. A wszystko dlatego, że w głowie jest plan – powtórzyć takie jedzenie w swojej kuchni! Czasem się udaje, bywa i smaczniej niż w pierwowzorze, niekiedy trzeba się pogodzić z tym, że gdzie indziej smaczniej niż w domu….

Dawno temu jadłam śniadanie w Bułkę przez Bibułkę, zerknęłam w historię blogową – to było pięć lat temu! (relacja TUTAJ)Wtedy nie zachwycałam się zbytnio….teraz zmieniam zdanie – lokalizacja nie na Mokotowie tylko w Konstancinie! Tam to podają – Bajgiel i S-ka – rewelacja i do powtórzenia w domowej kuchni!

Bułkę przez Bibułkę w Konstancinie mieści się w Starej Papierni, teraz latem ma ogródek, to o tyle ważne, że jak się chce zjeść drugie śniadanie a przyjechało się szosą z którą nie można się rozstać nawet na 3 sekundy, a nie wspominając o jakimś przypinaniu…. Stolik na dworze z możliwością postawienia obok roweru – bardzo ważne i wygodne rozwiązanie!

W menu jest opis: omlet z 1 jajka, chrupiący boczek, pomidor, serek śmietankowy ze szczypiorkiem – tadam – tak prosto i tak pysznie! Nic tylko kupić bajgla i zrobić sobie takie śniadanie w domu!

Składniki (jedna kanapka):

1 sierpnia 2017

Halloumi kebabs z tymiankiem i sosem musztardowo cytrynowym

Super przepis i do zrobienia na patelni grillowej w domu...chyba, że ktoś ma ochotę na "prawdziwy" grill...wiadomo, będzie smacznie, grecko i zdrowo fot. D.Szymborska


I trzecie danie kuchni greckiej, to też znalazłam na stronach BBC Foods, przepis nadaje się do przygotowania na grillu opalanym węglem ale też udaje się te pyszne szaszłyki przygotować mają do dyspozycji tylko patelnię grillową!

Tym razem przygotowanie – szybkie, grillowanie również! Czyli nie ma dodatkowego podgrzewania kuchni w taki upał jak na przykład jest dziś!

Szaszłyki z serem halloumni są świetną przystawką, dzięki tymiankowo, cytrynowo musztardowemu sosowi zwykłe grillowane warzywa, takie jak cukinia czy cebula smakują inaczej, smaczniej….

Składniki (10 szaszłyków):

31 lipca 2017

Moussaka – genialna, grecka zapiekanka

Genialnie pyszna, grecka zapiekanka - moussaka fot. D.Szymborska


Wiem, że jest gorąco, ciężko przekonać siebie samego do włączenia piekarnika, ale naprawdę warto, bo grecka moussaka jest przepyszna i świetnie smakuje nawet w taaaaki upał jak teraz. Ot jedzenie wyspiarskie jest dostosowane właśnie do takiej pogody, przecież w Grecji jest gorąco!!!

Przepis BBC ale z modyfikacją, podmianka 2/3 mięsa – czyli zamiast samej jagnięciny użyliśmy mieszanki z wołowiną (ot braki w sklepie, gdzie robimy zakupy). Smak pozostał ostry ale mięso było lżejsze….czyli wymuszona zmiana wyszła na dobre.

A jeszcze jedno, by przygotować moussakę trzeba zarezerwować sobie ponad dwie godziny stania w kuchni. Czyli przepis na weekend….albo wolne popołudnie. Dobra wiadomość jest taka, że moussakę można podgrzać następnego dnia….wtedy to staje się daniem idealnym – przepyszna a trzeba zaledwie chwili by ją podgrzać na patelni pod przykryciem.

Składniki (4-5 porcji):

30 lipca 2017

Prawdziwa grecka sałatka – sprawdzony przepis na sycącą przekąskę w upały

Takie proste - wystarczy mieć tylko pyszne, sezonowe składniki i oryginalną fetę! fot. D.Szymborska


Po czterech godzinach (z hakiem) wróciliśmy z wycieczki rowerowej. Niby spokojna jazda, z przerwą na kawę, ale temperatura robi swoje – licznik rowerowy pokazał, że średnio było 29 stopni….gorąco. Jak zwykle opalenizna pod spodenki i bluzeczkę jeszcze mocniej utrwalona, najśmieszniej wygląda na udach – mam różnej długości spodenki rowerowe więc pasków jest kilka….

Upał, głód i ochota zjedzenia czegoś na szybko. Tym bardziej, że jeszcze wczoraj umówiliśmy się, że jedziemy na kulinarną wycieczkę do Grecji. Dania wybrane – sałatka, zapiekanka i szaszłyki (wszystko w krótce opiszę) nic tylko jeść i gotować. Miały jeszcze być pierożki w cieście filo, ale i tak myślę, że musaka da nam w kość bo włączenia piernika w taki upał czyli kuchnię zdecydowanie zbyt bardzo nagrzanym pomieszczeniem.

Sałatka grecka nie ma sałaty, to tak tylko dla przypomnienia. Jej najbardziej klasyczna wersja, różni się od tej mojej w głębokim talerzu dodatkiem cebuli. Niestety mój żołądek odmawia ostatnio trawienia surowej cebuli więc zrezygnowałam z tego dodatku.

Jedna porcja to około 270kcal, pod warunkiem, że jemy samą sałatkę bez chleba czy innych kalorycznych dodatków!

Składniki (3 porcje):

28 lipca 2017

Sierra Nevada latem, czyli mocne bieganie [FOTO]

Nogi ze zdjęcia przebiegły w Sierra Nevada 100km....fot. D.Szymborska


Gdy mówiłam, że będę biegać w górach Sierra Nevada, część znajomych myślała, że lecę do Ameryki, inni opowiadali, że myśleli, że to tylko zimowa „destynacja” narciarska. Ci, którym przyszły na myśl Kordyliery byli zmyleni taką samą nazwą, nikt nie pytał się o kolumbijskie pasmo, które też tak nazwano…

Sierra Nevada to góry w Hiszpanii, najszybciej jest polecieć do Malagi i potem samochodem podjechać niewiele ponad 100 kilometrów. Góry Śnieżne są pasmem wchodzącym w skład Gór Betyckich, znajdują się w Andaluzji. Co ciekawe to właśnie tutaj znajduje się najwyższy szczyt Półwyspu Iberyjskiego – Malhacen (3479 m n.p.m), ja byłam na drugim co do wysokości – Veleta (3393 m n.p.m.).

Czyli mówimy o bieganiu na dużych wysokościach. Już wcześniej pisałam o ośrodku treningowym położonym na wysokości 2300 m n.p.m. (TUTAJ), a bieganie powyżej trzech tysięcy jest tutaj również możliwe….

Jeżeli chodzi o szlaki górskie są oznaczone (w miarę, nie jest to, co w Polsce, gdzie znaki widzimy co 3 metry), podane są zarówno odległości jak również średnie czasy przejścia. Jak dla mnie to idealne rozwiązanie – pozwala nie tylko wiedzieć jaki dystans mamy do pokonania, ale nawet bez mapy ocenić stopień trudności szlaku.

Góry są rezerwatem przyrody, jednak nie trzeba kupować biletu wstępy, ba pomimo, tego, że jest to Park Narodowy można chodzi poza szlakami nie narażając się na mandaty czy upomnienia. Nie wolno tylko niszczyć przyrody, jednym słowem, gdy upatrzymy sobie ścieżkę, którą chcemy biec, to tak długo jak nie będziemy zrywać czy deptać roślin to możemy biegać do woli!

A biegać jest gdzie, w Sierra Nevada odbyły się już 4 edycje Ultra Sierra Nevada – 3 dystanse biegów górskich plus towarzyszący festiwalowi bieg przełajowy w Grenadzie (relacja TUTAJ), dodatkowo są tutaj organizowane biegi w stylu alpejskim – czyli tylko pod górę – a góra jest spora. Kilometro Vertical – to bieg na dystansie 4,9km którego przewyższenie ma właśnie 1000m, jest to droga na górę Veleta.

26 lipca 2017

8 wskazówek jak uprawiać pomidory na balkonie

Da się! 7 piętro w warszawskim bloku i tyle pysznych pomidorów! fot. D.Szymborska


O tym, że jak co roku mam zioła w doniczkach to już pisałam (klik TUTAJ), a teraz pora pochwalić się pomidorami! Wszystko zadziałało! Chcecie za rok robić sobie domową caprese? Najprostsze sałatki z pomidorów i oliwy… nie wspominając o ćwiartkach pomidorów do śniadania…

Brzmi super smacznie, prawda? Ponad miesiąc czekania, podlewania i doglądania, ale warto bo efekt bardzo, ale to bardzo smaczny.

W przyszłym sezonie upraw balkonowych zamierzam postawić właśnie na pomidory, wprowadzić jeszcze paprykę i z pewnością nie będę się porywać na sałaty, bo owszem smakują genialnie, ale zwyczajnie zajmują bardzo dużo miejsca w donicach. Powierzchnie mam ograniczoną, więc muszę wybierać smaczne i wydajne rośliny, z jednej sadzonki pomidorów uzyskuję trochę mniej niż kilogram przepysznych owoców…

Chcesz za rok jeść pomidory ze swojego balkonu? Oto lista sprawdzonych wskazówek:

24 lipca 2017

Księga soków – recenzja książki Murray’a

Dzięki Murray'owi wiem, że jedno jabłko to nie tylko 81 kcal, ale też: 0,27g białka, 0.49g tłuszczu, 21g węglowodanów, dodatkowo zawiera: 
potas (159mg), wapń (10mg), Żelazo (0,25mg), Magnez (6mg), Fosfor (10mg), Sód (1mg). 
Jeżeli chodzi o witaminy to jabłko zawiera: witaminę A i C, jak również 
Tiaminę, Ryboflawinę i Niacynę... fot. D.Szymborska


Czas na rachunek sumienia i porównanie z przeciętnym Amerykaninem, który zdaniem Murray’a w ciągu roku zjada 50kg  (słownie: pięćdziesiąt) kilogramów cukru rafinowanego i 27kg tłuszczów i olejów.

Szczegółowo przedstawia się to następująco – najpierw statystyczny Amerykanin a potem, jak mi się wydaje, że jest w moim przypadku.

Amerykanin – 300 butelek napojów słodzonych. Ja – myślę, że 60 będzie – tyle, że tymi napojami słodzonymi są kupne Izotoniki, które piję przy okazji startów w zawodach ale też ciężkich treningów – chyba pora na podmiankę na bardziej naturalne i zawierające mniej cukru! (przepis na DOMOWY IZOTONIK – tutaj).

Amerykanin – 9kg cukierków. Ja – nie wiem czy praliny się liczą? Jeżeli tak to 1kg, a jeżeli nie to jeszcze lepiej dla mnie bo ja cukierków nie lubię i nie kupuję i nie jem!

Amerykanin – 2.5kg frytek. Ja – cóż uwielbiam frytki, ale jem je rzadko – niech będzie, że 1kg w ciągu roku to zjem…..

Amerykanin – 3.5kg płatków kukurydzianych, prażonej kukurydzy i precli. Ja – niech będzie 200g bo pewno jakiś precel zjem w Berlinie a płatków kukurydzianych to od dawna nie mam w szafce kuchennej.

A teraz hit – statystyczny Amerykanin zjada 756 pączków rocznie! Myślę, że u mnie to będzie z 10 bo ostatnio odkryłam te małe kolorowe z dziurką, których skład przypomina tablicę pierwiastków ale daje takiego kopa cukrowego gdy jedzie się na rowerze…

Dalej, koledzy i koleżanki z za Oceanu zjadają 25kg ciastek i herbatników. To u mnie to może będzie 200g – bo czasem jakieś ciasteczko podadzą w kawiarni…

Na koniec lodowe szaleństwo – w wersji Amerykańskiej oznacza 75kg słodkich lodów. Ja zjem czasem jedną gałkę słonego karmelu, sięgnę po jakieś lody rzemieślnicze, modne ostatnio, ale do domu lodów nie kupuję, więc myślę, że będzie z tego pół kilo w skali roku.

Uff dobrze tak czasem zrobić sobie rachunek sumienia, myślę, że może nie doszacowałam ilości słodkości bo zdarza mi się zjeść tort, a tutaj w wersji amerykańskich statystyk to nie zalicza się ani do pączków ani do herbatników!

23 lipca 2017

Szosa jest kobietą – czyli RaphaW100 edycja ‘17

Takie selfie tylko po 112km w świetnym, babskim, szosowym towarzystwie!


Komercja? Pewno. Reklama? Na 100%. Mowa o Rapha Women’s 100K – czyli corocznej jeździe kobiet na dystansie stu kilometrów. To ten moment, że jadąc w babskim peletonie wiesz, że na całym świecie dziewczyny też są zmachane stukilometrową jazdą, że też plotkują, cieszą się swoim towarzystwem. Takiej mobilizacji by nie było gdyby nie marka Rapha, która wymyśliła, że raz w roku wszystkie dziewczyny, które przejadą 100km, dostaną specjalną naszywkę. Ja mam już dwie, każda z nich jest pamiątką babskiego peletonu….

Rano, było ciemno, padało. Brr. Wizja deszczu w twarz – bo jakoś nigdy nie pada tylko na plecy – przez 100km nie zapowiadała dobrego dnia. Pamiętałam jak rok temu przemokłam i przemarzłam (relacja TUTAJ), z drugiej strony mogło się wypogodzić i być tak super jak dwa lata temu (relacja TUTAJ).

Zbiórka w Dwa Osiem nad Wisłą. Mrzy, pada trochę mocniej. Stoimy pod daszkiem, rowery mokną. Wycieramy chusteczkami siodełka i ruszamy. Była nas prawie trzydziestka dziewczyn i 4 chłopaków „do pomocy” plus samochód z jedzeniem i panią fotograf.

Pada, jest ciemno, ja po raz kolejny zastanawiam się kiedy kupię sobie przeźroczyste szybki do okularów, bo te bardzo mocno przyciemnione średnio się sprawdzają w pochmurny i deszczowy dzień.

Leje. Błoto na twarzy, peeling z piasku na nogach i rękach. Do tego mega rwane tempo peletonu. Nic to jedziemy. Gdy tylko wyjeżdżamy z Warszawy przestaje padać!

36km przystanek na kawę, ciastko i fajkę, tak, tak kolarki palą i to sporo. „U Basi” – świetna kawa, super atmosfera. Ruszamy dalej, na mniej więcej osiemdziesiątym kilometrze przerwa na wizytę w spożywczaku – miły pan sprzedawca wpuszcza do sklepowej łazienki – napełniamy bidony i ruszamy. Słońce, pola, krowy, trochę aut bo niestety jedziemy też uczęszczanymi drogami.