26 czerwca 2017

Pikantna pasta ze świeżego bobu – wegański przysmak

Genialny dodatek do tostów czy świeżej bagietki, wyrazista, pyszna i doskonale letnia pasta ze świeżego bobu fot. D.Szymborska


Uwielbiam bób! Nie przeszkadza mi parzące palce łuskanie, gdy widzę woreczki w sklepach nie mogę się doczekać kiedy zjem bób w domu.

Z reguły jadłam bób  z makaronem, często z hiszpańską kiełbasą, a teraz pora na pastę śniadaniową.

Ostatnio bardzo się staram, żeby to śniadanie było dużym, pożywnym posiłkiem. Dzięki temu mam dużo więcej siły w dzień i udaje mi się zjeść mniejszą kolację (i całkiem spory obiad…).

Uwielbiam pasty śniadaniowe, z tuńczykiem, makrelą, serki z rzodkiewką i koperkiem czy ze szczypiorkiem. Czasem na śniadanie jest też domowy humus i grillowane warzywa. A pasta z bobu jest zdecydowanie nowością dla mnie. Zielona wakacyjna i całkiem pikantna! Przygotowanie zajmuje chwilę a pastę można spokojnie przez dwa dni przechować w lodówce, choć może to być ciężkie zadanie bo jest taka pyszna a z gorącym tostem….chyba to nawet smaczniejsze niż roztarte widelcem awokado…

Składniki (średniej wielkości miseczka):

25 czerwca 2017

Chłodnik z selerem naciowym i pumperniklem

Coś dla miłośników baroku....chłodnik ze wszystkim...fot.D.Szymborska


Uwielbiam chłodniki. Zupy na upał. Od tych najprostszych gdzie mieszam kefir z warzywami i cieszę się zimną zupą, po takie skomplikowane jak zaproponował Rafał Zaręba w czasie warsztatów z serkami z Wielunia i sałatkami z Fit&Easy.

To propozycja dla tych, którzy lubią chłodniki i jak to bywa z kuchnią fusion mają sporo czasu i chcą kupić dziwne składniki takie jak miód akacjowy…

Składniki (4 duże talerze chłodnika):

24 czerwca 2017

Shepherd’s pie – zapiekanka pasterska – ultra angielski przepis

Przepyszna zapiekanka pasterska idealna na rodzinne spotkanie lub kolację dla przyjaciół fot. D.Szymborska


Wszystko przez seriale, te brytyjskie, gdy ktoś chce komuś sprawić przyjemność, podnieść na duchu to przynosi shepherd’s pie. Człowiek się naogląda to ma ochotę zjeść zapiekankę z jagnięciny i zmienników. Taki farmerski przysmak. Coś co powinno się jeść przy dużym stole, nakładać sobie po łyżce, potem robić kolejne dokładki. Żeby było bardziej farmersko w przepisach radzą by puree ziemniaczane, które jest na samej górze zapiekanki upodobnić do zaoranych pól. Super pomysł bo zapiekanki mają to do siebie, że ładnie wyglądają do czasu ukrojenia pierwszego, nawet najmniejszego kawałeczka!

Duża porcja zawiera około 600kcal w tym 40g tłuszczu, 50g węglowodanów, i około 35 gramów białka.


Przepis dla kilku osób – wszystko zależy od stopnia głodności i tego z czym zapiekankę pasterską podamy…ale 3, 4 osoby na pewno taką porcją się najedzą.

Przepis z brytyjskiej strony – BBC GoodFood.

23 czerwca 2017

„Wege Siła” – czyli jak być super sprawnym roślinożercą!

Za książką mój balkonowy, jadalny ogród - sałaty i zioła....fot. D.Szymborska


Lektura książki Bendan’a Brazier’a przypomina trochę czytanie przewodnika turystycznego. Super przygotować się do wyjazdu, ale bez odwiedzenia opisywanych miejsc to nie ma sensu sięgać po taki poradnik. Po co? Żeby tylko się zmartwić ilu rzeczy nie zobaczyliśmy, za czym powinniśmy tęsknić. Podobnie z "Wege siłą" - przeczytać i nic nie zmienić w żywieniu - bez sensu!

„Wege siła” to naprawdę ciekawa książka, tylko, żeby jej lektura odniosła efekt to trzeba zdecydować się na zmiany jeżeli jeszcze nie jest się roślinożercą!

Gdy biorę książkę do ręki to czytam to co na obwolucie – rekomendacje, notkę o autorze itp. Tutaj przeczytałam, uśmiechając się trochę, że autor jest triathlonistą odnoszącym światowe sukcesy, potem zerknęłam na „skrzydełko” książki i….no nie tylko nie coś takiego. Przepis składający się z kilku linijek i informacji, żeby gotować kalafior na parze aż będzie miękki. Oj, oj nie tędy droga do smacznych dań bez mięsa!!!

Tak, jak podstawy teoretyczne, informacje zawarte w książce są poparte wiedzą, można sięgnąć do bogatej bibliografii tak przepisy zapowiadają się koszmarnie. Rozumiem idę czucia smaku poszczególnych składników jednak to wcale nie oznacza, że w moim rozumieniu, musi być mało apetycznie…

Podoba mi się pomysł Brazier’a, który poleca stopniowe przejście na weganizm, proponuje kilkanaście tygodni by dojść do diety roślinnej. To na czym bazuje to nie tylko badania naukowe to swoje samopoczucie i sukcesy sportowe. Brendan na sobie sprawdził działanie diety roślinnej połączone z uprawianiem wyczynowym sportu. Sukcesy mówią same za siebie!

22 czerwca 2017

Dorsz z grilla z wasabi i rokitnikową marchewką

Wiadomo, że ryba smakuje najlepiej nad wodą. Nie przeszkadza nawet za bardzo, że słonowodna jest jedzona nad zalewem....fot. D.Szymborska


Szalony przepis na świetną rybę! Rafał Zaręba lubi zaskakujące kombinacje, ja do miłośników rokitnika się nie zaliczam, ale tutaj na szczęście był mało wyczuwalny…A wszystko gotowane w kuchni prawie polowej w czasie warsztatów zorganizowanych przez producenta serka „Mój Ulubiony” i Fit&Easy. Jeżeli komuś się wydaje, że na dwóch palnikach nie przygotuje wykwintnego obiadu to się grubo myli! Wszystko się da! Oczywiście, że łatwiej by było w normalnej kuchni ale na pewno nie tak wesoło jak nad wodą, nad Zalewem….

Przepis z tych skomplikowanych i zajmujących dużo czasu. Myślę, że na wszystko trzeba sobie zarezerwować około 2 godzin. Myśmy byli w tej dobrej sytuacji, że rąk do pracy nie brakowało, ale jak się jest samemu w kuchni to przecież wszystko dużo dłużej trwa.

Składniki (4 porcje):

21 czerwca 2017

Kolendrowo-imbirowe klopsiki z pakczoj i makaronem ryżowym

Pysznie i ślicznie: klopsiki z kolendrą i imbiber do tego grillowana pakczoj i makaron ryżowy fot. D.Szymborska


Miesiąc temu pisałam o sadzeniu sałat na blogerskim rabacie w Wilanowie (TUTAJ), potem chwaliłam się swoją uprawą na balkonie (TUTAJ), a dziś znów uczyłam się w czasie projektu 4 Smaki Wisły o roślinach jadalnych. Na tapecie a bardziej grządce były ziemniaki. Natomiast każdy z uczestników jak chciał mógł zabrać ze sobą mocno wyrośnięty pakczoj.

Pierwsza myśl – ramen z pakczoj jest przepyszny, druga myśl, jestem głodna i nie mam ochoty godzinami gotować wywaru, plus nie mam składników i najmniejszej ochoty na skomplikowane zakupy.

Ostatnio jak jadłam dim sum to dopytywałam się, trochę na migi trochę po angielsku o składniki farszu moich ulubionych pierożków. Zrozumiałam, że w jednych z nich są: mięso mielone wieprzowe, kolendra, imbir, sos sojowy i olej sezamowy. Proporcje pozostawały zagadką bo bariera językowa jednak była spora. Dlatego smażyłam na sztuki i sprawdzałam, czy trzeba je doprawić, usprawnić itp. Wyszło obłędnie! A pakczoj z blogerskiej grządki była przepyszna!

Czas przygotowania 30 minut, efekt świetne azjatyckie jedzenie, bezglutenowe ze sporą dawką białka i węglowodanów!

Składniki (2 porcje):

20 czerwca 2017

Hipsterski burger – z jagnięciny, z jarmużem i salsą pistacjowo miętową

Burger w przystani, z widokiem na piękne łódki...smakuje wybornie fot. D.Szymborska


Ciężko o coś bardziej hipsterskiego! Coś co mogłoby się pojawić w foodtrucku, nocnym markecie czy na Zbawixie. Z niewiadomych mi powodów hipsterzy wciąż lubią bułki z kotletem. Nie zraża ich zapach smażenia, dym, nie przeszkadza nie zawsze wysoka jakość mięsa, żeby nie powiedzieć, że zjadają wszystko co jest włożone pomiędzy dwie części bułki. Jednym słowem burgery wciąż rządzą!

Pomysł Rafała Zaręby jest ultra hipsterski! Bo zamiast zwykłej wołowiny – jagnięcina, do tego z jarmużem! Natomiast salsa to miks pistacji i mięty z twarożkiem. Standardowy jest tylko pomidor i ogórek, choć ten drugi nie kiszony czy konserwowy tylko małosolny. Myślę, że jakby dodać jeszcze sera korycińskiego, a bułkę zastąpić ramenowym ciachem to byłby to najbardziej hipsterski burger we wszechświecie!

Szef Zaręba swoje pomysły dziś realizował razem z blogerami w czasie warsztatów zorganizowanych przez producenta twarożku z Wielunia – Mój Ulubiony i Fit&Easy producenta sałat, w tym jarmużu użytego do tego burgera. Jak łatwo się domyślić sos do burgerów powstał na bazie twarożku z Wielunia.

Składniki (4 burgery):

19 czerwca 2017

Ryba w mieście czyli „U Rysia”

Przystawka z siei, cebulki i "dekoracyjnych" kiełków fot. D.Szymborska


Brakuje mi morza, chciałabym być na wakacjach, tutaj na Mazowszu ciężko o dobre ryby. Do morza daleko, do jezior niby blisko ale i tak w sklepach przeważają ryby mrożone. Nie mam nic przeciwko mrożonkom, ba rozumiem, że dla mnie jako konsumentki to nawet lepiej bo rozmrażam rybę, która została zamrożona zaraz po złowieniu, a nie podróżowała w lodzie wile godzin. Tylko, że wciąż takie dobre ryby są trudne do kupienia. Dlatego zamiast smażyć (i potem wietrzyć) swoją kuchnię szukam miejsc, gdzie mogę zjeść rybę dobrej jakości smacznie przygotowaną. Nie chcę żadnych udziwnień – smażenie, wędzenie, marynowanie to mi w zupełności wystarczy!

„U Rysia” byłam przy okazji testowania tapasów (relacja TUTAJ), było na tyle smacznie, że zdecydowałam się wrócić. Jakoś nieufnie podchodziłam do smażalni w środku miasta, że ryba przy Marszałkowskiej może być pyszna…. Teraz wiem, że tak może, ba nawet jest przepyszna!

18 czerwca 2017

Spływ Jeziorką czyli 11.97km fajnego kajakowania pod Warszawą – wszystkie szczegóły

Dopiero jak się zamniełam miejscami to zobaczyłam, że nasz kajak miał numer...13...fot. D.Szymborska


Kajaki kojarzą mi się z wakacjami. Odwieczny problem – kto zostawi dowód by pożyczyć sprzęt…. Potem bolące barki i mokre spodenki….jednym słowem relaks w łódce. Żeglowanie nigdy nie było moją bajką, ale napędzane mięśniami sprzęty wodne jak najbardziej, z przewagą kajaków bo nie lubię rowerów wodnych i łódek wiosłowych.

Na kajaki pod Warszawą wybierałam się długo i nieskutecznie. Kilka razy robiłam rezerwację, którą potem odwoływałam bo albo burza albo ohydna pogoda.

Dziś wszystko zagrało. A bardziej popłynęło. Z Zalesia Dolnego do Konstancina. Jeziorką to jest niecałe 12km, a dokładnie 11.97 według mojego zegarka.

Co/jak/za ile?

17 czerwca 2017

Bezpieczeństwo w wodach otwartych [VIDEO]

Zrzut z ekranu z dziesiejszym treningiem w Zalewie Zegrzyńskim


Woda w jeziorach, zalewach coraz cieplejsza. Triathlonowe starty na horyzoncie, nic tylko pływać i cieszyć się z udanych treningów...

Idąc pobiegać, warto powiedzieć rodzinie, znajomym, że np. robimy dłuższe wybieganie w lesie i powinniśmy wrócić o takiej a nie innej godzinie, zabrać ze sobą picie, ewentualnie żele, a gdy biegamy po zmroku lub przed świtem to pamiętać o czołówce.

Gdy wychodzimy na trening rowerowy to bierzemy ze sobą tak zwany zestaw naprawczy (dętka, łyżka, pompka), dokumenty i koniecznie lampki by być bardziej widocznym na drodze, również informujemy o naszej trasie i zmykamy jeździć.

Tak  bezpieczne pływanie w jeziorze, zalewie czy morzu robi się trochę bardziej skomplikowane. Wiem, że kiedyś nie było tylu basenów, dużo więcej pływało się w jeziorach, mniej przejmowało się bezpieczeństwem…. Teraz jesteśmy przyzwyczajeni do śliczny kafelków na dnie czystego basenu, często zapominamy, że woda bywa niebezpieczna. Rzeki mają zdradzieckie nurty, zalewy grząskie dna a morze falę odciągającą od brzegu.

Oto lista rzeczy o których warto pomyśleć zanim zaczniemy pływać w wodach otwartych:

16 czerwca 2017

Fit paluszki rybne z makaronem

Idealna propozycja na kolację - paluszki rybne z łososia z makaronem! fot. D.Szymborska


Mniej więcej raz a ostatnio coraz częściej dwa razy w tygodniu nasza domowa kuchnia zamienia się w smażalnię. Jemy coraz więcej ryb, za którymi ja przepadam. Niestety wciąż nie potrafię zrezygnować z panierki…dorsz, karmazyn to wszystko smażone w głębokim tłuszczu. Oczywiście olej świeży, ryba też, ale jednak zdrowiej bez tej bułki tartej, mąki a przede wszystkim głębokiego oleju. Stąd wersja fit paluszków rybnych! Do tego makaron i w efekcie mamy posiłek pełen energii i dający siłę do treningów. Do tego idealnie pasuje do tego by zjeść go w ogrodzie lub przynajmniej na balkonie….

Przygotowanie jest proste, najważniejsza jest jakość ryby, bo podajemy ją w najprostszej możliwej wersji – z patelni.

Składniki (3 porcje):

14 czerwca 2017

Kurki z koperkiem – najprostszy przepis

Teraz to już tylko mi bobu brakuje do letniego szczęścia obiadowego! fot. D.Szymborska


Uwielbiam kurki! To pyszne grzyby, na szczęście dla mojego, dość wrażliwego żołądka nie są aż tak ciężko strawne jak np. borowiki. Do tego są bardzo proste w przygotowaniu. Najwięcej czasu zabiera ich bardzo staranne domycie z piasku i ziemi. Jak to bywa z grzybami bardzo się „kurczą” w czasie smażenia, dlatego na 4 porcje makaronu z tymi grzybami trzeba usmażyć aż 600g kurek! W Polsce sezon już trwa, w sklepach można też spotkać kurki z Bułgarii, które też są bardzo smaczne. Ważne by wybierając kurki, które chcemy kupić przyglądać się ich wielkości – w przypadku tych grzybów im drobniejsze tym smaczniejsze!

Czas przygotowania makaronu z sosem kurkowym to około 30 minut, czyli bardzo dobry stosunek czasu spędzonego na gotowaniu do efektu kulinarnego jakim jest pyszne grzybowe, wysoko węglowodanowe danie!

Nie przelewam kurek wrzątkiem, nie są gorzkie, smakują świetnie i zachowują dużo leśnego aromatu!

Składniki (4 porcje):

13 czerwca 2017

Pogański przepis na amerykańskie danie – chili con carne

Takie danie lubię! Jeden dzień człowiek gotuje a dwa je... fot. D.Szymborska


Legenda głosi, że pogańscy Indianie przekazali przepis hiszpańskiej zakonnicy Marii z Agredy, i to dzięki niej amerykanie jedzą chili con carne czyli chili z mięsem. Jak było naprawdę nie wiadomo. Nie wnikając czy Maria była pierwszą osobą, która przekazała białym ten przepis, pewne jest to, że jest to pyszne danie. Proste w przygotowaniu i do tego, podobnie jak swojski bigos, zyskuje przy podgrzewaniu! Jednym słowem można jeść dwa, trzy dni pod rząd lub zamrozić. Z tym ostatnim to u nas zawsze najtrudniej bo, pyszne chili con carne ma to do siebie, że znika bardzo szybko!

W klasycznej wersji przygotowuje się je tylko z mięsa wołowego, ale moja wersja z różnymi małymi zmianami jest naprawdę pyszna! Jedyne co nie podlega dyskusji to podmienianie kuminu na inne przyprawy. Kumin musi być! Najlepiej samemu utrzeć w moździerzu nasiona, można też użyć sproszkowanego.

Składniki (na 6 do 8 porcji):

12 czerwca 2017

ENEA5150Warsaw– jaka piękna katastrofa

Uśmiech od startu do mety (no może w wodzie zbytnio zębów nie szczerzyłam!) fot. T.


Tenisistki zaraz po turnieju uczestniczą w konferencji prasowej. Ta, która wygrała opowiada o swoim sukcesie, przegrana dokonuje samokrytyki. Tak jak ta pierwsza jest w komfortowej przyjemnej sytuacji, tak ta druga cierpi po raz drugi. Nie dość, że przegrała w turnieju to jeszcze musi opowiadać o tym co i dlaczego zrobiła źle. Korzystając z porównania z tenisistkami, to ja niestety po 5150 jestem tą drugą – to znaczy prawie nic nie poszło tak jak miało. Czas fatalny, jedyne co warte zapamiętania -  uśmiech na mecie.

A teraz o samych zawodach ENEA 5150 Warsaw. Dużo z nimi zamieszania, taka specyfika triathlonów, gdzie strefa T1 jest w innym miejscu niż T2. Bardzo drogie wpisowe (100E) wynika z tego, że zawody są na licencji IM, są też zorganizowane z dużym rozmachem. W pakiecie startowym w tym roku był plecaczek na ramię (z tych no name brand) a na mecie bluzeczka finishera. To typowe dla imprez organizowanych przez firmę Sport Evolution – podoba mi się taki pomysł, trzeba naprawdę być na mecie, żeby dostać upragniony t-shirt, nie wystarczy pakiet startowy.

10 czerwca 2017

Sałata świeżo zebrana…z balkonu

Bardziej świeżych liści to nie da się zjeść.....te sałaty zostały zebrane na kilka minut przed podaniem sałatki! fot. D.Szymborska


Trudno tutaj podać jakiś specjalny przepis bo to prosta sałatka, tyle, że wyjątkowa. Jej wyjątkowość polega na tym, że sałata została „zebrana” chwilę przed podaniem. Serio. Wyszłam z tacą na balkon, wyrwałam 3 różne sałaty (stulistną, strzępiastą i jeszcze jedną podobną do radicchio), potem trzeba było je starannie umyć, osuszyć, porwać i nie pozostawało nic innego jak je zjeść.

Sałata prosto z balkonu dziś podana została z sosem z oliwy i cytryny, z kawałkami dobrego tuńczyka, jajkiem ugotowanym na twardo, które zniosła wybiegana kura i gruszką pokrojoną na mandolinie.  Były jeszcze bio pomidorki koktajlowe, bo te na balkonie na razie są malutkie i zielone. Mam nadzieję, że uda się zjeść za kilka tygodni sałatkę z sałat i pomidorów z własnej hodowli.

9 czerwca 2017

Ryba z sosem ogórkowym na piątkowy obiad

Czasem najprościej znaczy najsmaczniej. Oczywiście na balkonie wszystko smakuje duuużo lepiej! fot. D.Szymborska


W piątek obowiązkowo ryba, tak zawsze było w stołówce albo na wczasach. W niedzielę to był schabowy z kością. Sztywne menu! A może by tak znów co piątek jeść rybę? My jemy znacznie częściej bo ryby i owoce morza często są na naszych talerzach.

Prosty sposób na obiad w 15 minut! A twist polega na podmiance klasycznej mizerii na lekki sos ogórkowy. Zamiast warzyw z wody lub „zestawu surówek” -  grillowana sałata rzymska i tym prostym sposobem zwykła ryba staje się smacznym daniem!

Pewno dorsza można by podać z patelni, ale zwyczajnie miałam wielką ochotę na rybę w panierce! Dorsz z certyfikatem, że łowiony rozsądni,e a nie rabunkowo jest bardzo smaczną rybą, ważne by go „nie przeciągnąć” czyli nie przesmażyć, bo wiadomo, że nawet najlepszy dorsz, który jest wysmażony na wiórek nie będzie dobrze smakować.

Składniki (dla dwóch osób):

8 czerwca 2017

4 rzeczy, które można ZEPSUĆ przed startem w 5150IM Warsaw

Tak z metką, tak najpierw na trening potem na zawody, o tym, że nowe rzeczy nie są dobre na zawody jest min w tym tekście fot. D.Szymborska


Do niedzieli coraz bliżej. Jeżeli chodzi o treningi to można już tylko zepsuć a nie poprawić formę. Wygląda na to, że jest dużo, rzeczy, które można popsuć i zniszczyć przed i w czasie zawodów.

Oto lista czego NIE ROBIĆ przed i w trakcie niedzielnych zawodów triathlonowych:

·      Żadnych nowości, niczego od czego właśnie odkleiliśmy cenę lub metkę! Nie można startować w nowych okularkach – pewno, że na EXPO usłyszeliśmy, że są cudowne, może i są ale jak w nich nie pływaliśmy to nie możemy w nich startować.
Podobnie ze strojem startowym – nie wystarczy uprać nowego, trzeba w nim pojeździć na rowerze i pobiegać. Jeżeli to nas debiut na dystansie olimpijskim to nie wybierajmy nowego, niewypróbowanego, jednoczęściowego stroju triathlonowego, bo wizyta w łazience na trasie stanie się jeszcze bardziej skomplikowana.
O butach zarówno rowerowych jak i biegowych to chyba nie trzeba nikomu przypominać – nie mogą być nowe! Jeżeli chodzi o buty wpinane, to upewnijmy się, że umiemy wpiąć i wypiąć stopę bez najmniejszego problemu.
Lemondka – cudowny sprzęt, pod warunkiem, że a) umiemy jeździć w takiej pozycji b) mamy już wiele przejechanych kilometrów z kierownicą czasową.

6 czerwca 2017

Doping, którego potrzebuję!

Dopingowe pamiątki z Berlina i Gdyni fot. D.Szymborska


Pisma dla biegaczy przygotowują często rankingi biegów, piszą zarówno o trasie, pakietach startowych, samej organizacji imprezy,  tym co zawsze jest brane pod uwagę przy ocenie jest…doping. Nie chodzi tutaj o kontrole zwycięzców tylko doping kibiców!

Uwielbiam kibiców na trasie! Zawsze dostaję ciarek na plecach gdy przypominam sobie bębniarzy na trasie berlińskiego maratonu. W Warszawie wiem, że mogę liczyć na sąsiadów z Ursynowa, i zagranicznych gości Hotelu Bristol – to są pewniaki na trasie Orlen Marathon.

Dziś nie startowałam tylko dopingowałam biegaczy na Monte Kazurce. Trzeba się czasem zrewanżować tym, którzy normalnie dla mnie klaszczą i wołają słowa wsparcia.

Kibice są bardzo potrzebni, niestety my biegacze, czasem o nich zapominamy. Od rodziny wymagamy wystawania przy linii startu, mety, oczekujemy zdjęć itp. A my? Kilka lat temu zorientowałam się, że na wszystkich zdjęciach z zawodów wyglądam tak samo – wściekle zła, zero uśmiechu. Wystarczyło zacząć się uśmiechać – zwiększył się doping, ale co jeszcze ważniejsze moje wyniki wcale nie są gorsze gdy przybiję piątkę na trasie, gdy podniosę kciuk w górę. Czuję wtedy, że nie tylko biorę ale też coś oddaję w zamian!

5 czerwca 2017

Dżem z truskawek i hiszpańskiej Manzanilli – nietypowe domowe przetwory

Przepyszny, domowy dżem z truskawek i wina! Genialne połączenie smaków! fot. D.Szymborska


Zimą przywiozłam z Londynu dżemy owocowe z dodatkiem alkoholu, był taki z szampanem, prosecco i sherry. Były przepyszne, świetnie pasowały do owsianki, smakowały na tyle dobrze, że wyjadałam je łyżeczką ze słoika…. To czemu nie zrobić dżemu z hiszpańską Manzanillią z polskich truskawek? O!

Uwielbiam domowe dżemy, chyba najbardziej za to, że wiem w 100% co jest w słoiku, mogę regulować słodkość i szaleć z dodatkami!

Produktem ubocznym tego dżemu jest gęsty sok winno truskawkowy – zamierzam go wykorzystywać do przygotowywania oldschoolowych lemoniad – sok i gazowana, zimna woda – uwielbiam to połączenie!

Uwaga z 1.5kg truskawek i 0.5kg cukru i 0.5l wina Manzanilla uzyskamy 3 słoiczki 135ml dżemu i 2 słoiczki soku. Tak tylko ostrzegam, żeby nikomu nie było przykro jak spędzi 1.5h godziny w kuchni. Specjalnie używam takich małych słoiczków, dla mnie to super praktyczne rozwiązanie – wiem, że nie będę wyrzucać spleśniałego w lodówce dżemu. Owszem dżemy i soki są wekowane, ale po otwarciu mogą stać dwa trzy dni w lodówce dlatego małe słoiczki sprawdzają się najlepiej!

Składniki:

3 czerwca 2017

Raki – instrukcja obsługi

Gotowanie w czasie warsztatów daje możliwość, jak mówią szefowie kuchni "pracowania na nowych produktach" fot. D.Szymborska


Zacznę od tego, że nie jestem w stanie i nie zamierzam wrzucać żyjącego zwierzątka do wrzątku. Nie jem homarów w restauracji, w której można wybrać sobie „sztukę” z akwarium, przestałam też jeść ślimaki po tym jak miałam je zabijać na warsztatach. Oczywiście zdaje sobie sprawę, skąd pochodzi mięso zwierząt, ryb. Jednak czym innym jest gotowanie żywcem, a czym innym przygotowanie dania z zamrożonych raków.

W czasie kolejnych warsztatów z serii Smaki Wisły uczyłam się jak przygotować raki do gotowania.  Oto lista praktycznych rad jak postępować z tymi skorupiakami:

2 czerwca 2017

Jak uprawiać zioła i warzywa na balkonie – 5 praktycznych rad

Wiem, że za gęsto, ale nie mam więcej miejsca, po drugiej stronie balkonu są pomidory....fot. D.Szymborska


Schłodzona woda, plasterek cytryny i…świeże listki mięty…z balkonu
Soczysty kurczak pieczony z ziemniakami i świeżym oregano…..z balkonu
Włoska mozzarella z mleka bawolego i ciepłe od słońca pomidorki… z balkonu
Grecka feta i chrupiące świeże liście sałat….z balkonu
Malutki, marynowany kalafior….z balkonu
Gołąbki zawinięte w liście kapusty…z balkonu

Jeszcze kogoś trzeba przekonywać? Chyba nie, teraz trzeba działać szybko bo zaraz wszystkie, już wyrośnięte sadzonki pomidorów będą wysprzedane, podobnie jak gospodarstwa ogrodnicze przestaną kusić małymi doniczkami ziół…

Oto podstawowe rady, które pozwolą każdemu cieszyć się świeżymi ziołami i warzywami, tak tak to nie pomyłka, warzywa też można uprawiać na balkonie! Oczywiście, że wygodniej i na większą skalę można bawić się w ogrodnika w przydomowym ogrodzie czy na dużym tarasie…

Balkonowy ogródek - 5 zasad uprawy roślin:

1 czerwca 2017

Pedant w kuchni – recenzja książki

Owszem blogi rządzą się innymi prawami niż książki kucharskie ale staranności nigdy za dużo....


Aaaa mi się też to zdarza, na szczęście rzadko, ale jednak, jak przejrzałam przepisy to będę musiała je uściślić, doprecyzować, uczynić z nich profesjonalną instrukcję postępowania w kuchni.

Coś takiego jak „szczypta” nie istnieje, podobnie „garść” a przyprawianie „do smaku” nie wiadomo czym jest. Zgadzam się z Julianem Barnes’em – albo jest przepis albo nie. Nie ma czegoś pośredniego, owszem można sobie poczytać i pooglądać opowieści kulinarne, ale nie warto według nich gotować, bo nie mamy żadnej pewności co z tego wyjdzie….

Przesadzam? Niekoniecznie. Nie cierpię niedomówień w przepisach, nie lubię się domyślać, chcę mieć jasną, przejrzystą instrukcję! Zupełnie mnie nie śmieszy, szef kuchni, który zerka do podstawowego przepisu, robi to po to by a) nie zajmować sobie głowy b) po to by jego dnie miało powtarzalny smak. On gotuje według receptur. Nie uważam, że jest rzemieślnikiem, twierdzę, że jest profesjonalistą.

30 maja 2017

Szlak Tapas w Warszawie – dzień numer 2

Od lewej od góry: dorsz, ośmiornica, krewetka, 2x krokiety, pampuch, poliki, papryczki (bo śliczne) i morski pomidor fot. D.Szymborska


Tak, zjadałam 8 tapas, to znaczy nie tak do końca, bo czasem mi średnio smakowało, co nie zmienia faktu odwiedzenia 7 różnych restauracji i barów. To nie błąd, bo z powodu zmian Mojo Picon zamiast serwować tapas na Poznańskiej i na Prostej, w tej drugiej lokalizacji podaje dwie różne tapy.

Przypominamy trochę inspektorów przewodników kulinarnych, my to znaczy pięć blogerek z notesikami. Każda ocenia trochę inaczej, jednak lubi rzeczy słone, druga prawie nie używa soli w kuchni, trzecia lubuje się w daniach pikantnych, czwarta zwraca uwagę na dobór alkoholu do tapy, piąta cieszy się wystrojem i atmosferą restauracji. Czyli razem oceniamy wszystko!


Znów będę się trzymać kolejności jedzenia, bo tak najwygodniej niczego nie pominąć. Jeszcze tylko dla przypomnienia, wszystkie zjedzone przeze mnie tapas można zamówić w opisanych restauracjach od 1 do 15 czerwca. Ceny tapas są takie same – 15PLN. Dobra wiadomość jest taka, że „w zestawie” jest piwo lub cava, czasem możliwa jest lemoniada. Więcej informacji TUTAJ


Odolany – Roladka z dorsza i szynki

29 maja 2017

Szlak Tapas w Warszawie - dzień numer 1

Od góry od lewej: bycze jądra z boczniakami, sieja, łosoś, krokiety i szef kuchni z Sueno i ja fot. D.Szymborska


Dziś odwiedziłyśmy 4 z 15 barów, restauracji, które biorą udział w konkursie na najlepsze tapas. Od 1 do 15 czerwca w Warszawie będzie można w kilkunastu miejscach spróbować hiszpańskich, lub inspirowanych Hiszpanią tapas. Zasada jest prosta – tapa ma kosztować 15PLN i jest serwowana z kieliszkiem (lub butelką 0.2) cavy Segura Viudas lub piwem San Miguel.

Już drugi rok z rzędu mam przyjemność być w gronie testujących tapas blogerek, odwiedzamy restauracje, rozmawiamy z kucharzami a przede wszystkim próbujemy hiszpańskich przekąsek.

Dziś jadłam bycze jądra, krokiety, marynowaną sieję czy ciasteczka migdałowe – to co lubię w tapas to ich różnorodność. Szlak Tapas wiedzie przez różne dzielnice Warszawy, tak samo różne też są proponowane smaki….

Żeby było sprawiedliwie, zdecydowałam się opisywać tapas w kolejności ich zjadania….a jutro będę mogła wybrać 3 najlepsze, które będę mogła z czystym sumieniem i pełnym żołądkiem polecać!

U Rysia -  solona sieja

28 maja 2017

Guru Łurzyckie Ściganie #5 – relacja

Chwile wcześniej przejechałam maty i wjeżdżam na drugie okrążenie fot. T.


Oj nie Guru już, nie. To jedyne czego brakowało, to atmosfery "Guru ścigania". Takie szczegóły jak: brak wegańskich muffinków, pyszna kawa, ale serwowana w remizie, a nie na dworze, wreszcie brak depozytu i brak pamiątkowych kubków! Guru przechodzi do historii. Szkoda.

Co nie zmienia faktu, że dziś było cudowne ściganie!

Najpierw godzina pedałowania do Biura Zawodów – człowiek się rozgrzeje, zwłaszcza jak jedzie za „Made-in-Germany” – stałe tempo jak od sznurka, „tylko” trzymać koło.

Pakiet startowy – czyli dwie naklejki i żel. Mało jak za wpisowe 45PLN, tym bardziej, że ruch nie był zamknięty i..ale o tym zaraz.

Kask oklejony, chip zamocowany na kostce. Rampa. Ups. Tym razem „troszkę” mi się z niej spadło. Na szczęście nie na tyle, żeby wlecieć do rowu.

Potem mogło być tylko lepiej!