9 grudnia 2016

To jak z Twoją wagą?

Lekka jak piórko? Sprawdź to! fot. D.Szymborska


-       Zepsuta.
-       Oj, znów zapomniałam.
-       Na pewno zważę się jutro.
-       Wiesz, nie mam wagi, po co mi? Przecież widzę „po ciuchach” czy nie przytyłem.

Pewno jest jeszcze więcej wymówek, powodów dla których nie znamy swojej wagi, a odpowiedź jest taka....

-       To zacznę od końca – „po ciuchach” w szczególności biegowych nie widać prawie NIC. W tych samych getrach mogę biegać grubsza o kilka kilogramów! Serio. Ciuchy biegowe rosną i kurczą się wraz z właścicielem, oczywiście wielkie kilkunastokilogramowe przybrania/schudnięcia będą odczuwalne, ale wahania o dwa, trzy kilo –nic z tych rzeczy, bluzeczka się rozciągnie, spodnie też, ewentualnie z kurtką może być troszeczkę trudniej. Zatem „po ciuchach” nie widzimy swojej prawdziwej i aktualnej wagi!

-       Odkładnia na „jutro”, że niby teraz jest wieczór, po całym dniu to nie będzie „prawdziwa” waga, że najlepiej rano skoro świt. Nic z tych rzeczy. To co dużo ważniejsze jest przy porównywaniu i monitorowaniu wagi to stała pora ważenie – równie dobrze może być po podwieczorku!

8 grudnia 2016

3 najlepsze wina grudnia (białe, wytrwane)

To są najlepsze wina grudnia! fot. D.Szymborska


3 perełki, zupełnie różne, zaskakujące, dające się polubić, zapamiętać. Jednym słowem wina, które chcę pić również w styczniu, lutym…nie mówię, że cały rok, bo pewno J’15 się skończyło bo wyprodukowano tylko 500 butelek…

Poszukiwania wina doskonałego w toku, ponieważ szukam wszędzie dziś opis win z: marketu, sieciówki i takie, które jest bardzo trudnodostępne. To ostatnie to był bardzo trafiony prezent. 

To co łączy te wszystkie butelki to, to magiczne „coś” co mają wina. Może to być urzekający nos, zaskakujące usta, czy też niespodziewany finisz. Wreszcie ułożenie wina, jego kompozycja, czasem połączenie z jedzeniem. 

Trzy najlepsze wina grudnia to takie, które nie potrzebują wsparcia w jedzeniu, oczywiście, są pewne połączenia, które „zagrają” – Quetzal do fajitas, J’15 do serów, Cretes de Tillan do makaronu z kurczakiem. Cenowo, cóż od 28 (francuskie), przez 39 (meksykańskie) do 95 (polskie). Jeżeli miałabym ocenić stosunek jakości do ceny to Cretes de Tillan wypada najlepiej, dawno nie zachwycałam się tak winem poniżej 30PLN, ba rzadko mi się zdarzają takie „perełki”.

7 grudnia 2016

Czego NIE robić na siłowni – praktyczne rady

Wien, wiem, że dziecinna, ale zamierzam chodzić w mojej nowej "siłowniowej" bluzeczce! fot. D.Szymborska


Pierwsza siłownia, na którą się zapisałam była w dużym baraku, na osiedlu zbudowanym z wielkiej płyty. Szatnia dla dziewczyn była mikroskopijnych rozmiarów, prysznic koedukacyjny. Panowie ćwiczący w większości nie mieli szyi, byli łysi, a z racji tego, że było to „wieki temu” to wcale nie byli tacy wytatuowani jak teraz. To nam uczyłam się jak wykonywać ćwiczenia. Nie powiem, było to nudne i żmudne.

Kolejna siłownia to była już zupełnie inna bajka, bajeczny widok na warszawę super jakości sprzęt, świetni instruktorzy, którym zależało na tym, by każdy wiedział jak dane ćwiczenie dobrze wykonać.

Potem była jeszcze baskijska siłownia, w której prowadziłam zajęcia na rowerkach. Kolejne były odwiedzane, a nie eksploatowane jak te trzy poprzednie. Chodziłam do osiedlowej ze skrzypiącym rowerkiem spinningowym (przed zakupem trenażera), sieciówek z pachnącymi ręcznikami i kłódkami do szafek, hotelowych w różnych dziwnych miejscach….

W hotelowych siłowniach zdarzało mi się być samą – formuła 24/7 – masz kartę do drzwi wejściowych i ćwiczysz o każdej porze dla ciebie wygodnej, tak na wszystkich innych spotykałam wiele zagubionych osób, widziałam, że ćwiczenia, które próbują wykonywać nie prowadzą do niczego dobrego.

Oto lista 7 rzeczy których NIE należy robić na siłowni:

6 grudnia 2016

Moje rady w „Poradniku Faktu”

Zima - inne gotowanie, często mniej ruchu...a może tak inaczej? 


Gdy redakcja Faktu poprosiła o rady co zrobić, żeby nie przytyć zimą wiedziałam czego nie chcę powiedzieć. Nie poradzę karnetu na siłownię – bo drogi i z reguły nie działa, nie napiszę, o codziennej gimnastyce – znam kilka osób, które codziennie się gimnastykują, ale robią to od kilkudziesięciu lat, inni przestają po tygodniu. Chciałam powiedzieć o czymś co jest proste i wykonalne, co nie wymaga żadnych nakładów finansowych.

W dzisiejszym numerze Faktu, jest właśnie o chodzeniu po schodach i jeżdżeniu autobusem i tramwajem…. Mam nadzieję, że się przydadzą wielu osobom.

Tym, którzy dużo trenują poradziłabym jeszcze uważać z dietą, bo zwiększona objętość treningów – czyli zimowe budowanie bazy pod sezon triathlonowy, bywa pułapką. Myślenie, tyle trenuję to tyle jem, odnosi zły skutek…




5 grudnia 2016

My Tea & Coffee Shop czyli super śniadaniownia przy London Bridge

Pyszne śniadania, podobno od wielu lat, ja wiem, że dziś było bardzo smacznie fot. D.Szymborska


Śniadanie, oprócz obiadu, podwieczorku i kolacji to dla mnie najważniejszy posiłek dnia. Uwielbiam umawiać się na „śniadania na mieście”. Pewno, że lubię te w hotelu, szwedzki bufet, wino musujące…oj to też ma dużo uroku, ale wolę restauracyjki, knajpki, bary czy bistro w których można zjeść śniadanie, takie podawane do stolika…

Nie wiem czy bym wybrała to miejsce, jakoś naklejki informujące, że lokalowi udało się osiągnąć najwyższą notę w kontroli sanitarnej, nie są dla mnie wielką reklamą. T. powiedział, że dobrze karmią, że jadł już tam kilka razy. To czemu nie?! Tym razem zerknęłam na TripAdivior'a – pisali żeby nie zamawiać bekonu, nie zamawiałam i…..też mogę polecać to miejsce!

Przed wejściem dwa malutkie stoliczki, palący robotnicy piją kawę, w środku, uwaga, uwaga dwa stoliki i 5 krzeseł.  Jeden, taka lada przy oknie – 2 krzesła, drugi równie malutki z 3 krzesłami po drugiej stronie drzwi. Łazienki brak. Za barem przemiła pani i pan. Większość osób, które przychodziły jak jedliśmy śniadanie to stali bywalcy – pani wiedziała, że pięć cukrów do mocniejszej kawy, albo, że bekon ma być wysmażony.

Menu krótkie – śniadania 4 rodzaje zestawów, burgery, ciepłe i zimne napoje.

4 grudnia 2016

Fish and chips posh version, czyli ryba z frytkami na elegancko

Ahhh te szczegóły...fot. D.Szymborska


Dziś przemarzłam jeszcze bardziej niż wczoraj, może po prostu tolerancja na zimno była mniejsza, do tego doszło zmęczenie i nerwy (tak przejmuje się „szkołą”).  Od chwili, kiedy usłyszałam – "to już koniec zajęć na dziś," zaczęłam marzyć o…rybie z frytkami. Serio. Nie chciałam fikuśnych (i pysznych)  azjatyckich zup, nie miałam ochoty na nic innego. Pal licho, że ryba będzie w panierce….(gluten), trudno w Londynie co pewien czas trzeba zjeść „flagowe” danie. 

Ryba i frytki powinny być zawinięte w gazetę i zjedzone na stojąco w barze. Nie mam nic przeciwko takiej wersji, tylko, że dziś nie chciałam przeciągów w barze ani zaczepiających facetów. Dlatego znów to samo miejsce  na kolacje....Bistro 51.

3 grudnia 2016

Ubran Burritos – nowe, świąteczne menu

Świąteczne burrito przez zawinięciem i podgrzaniem - przygotowuje Anastazja fot. D.Szymbroska


Jak ten czas leci, w sierpniu ubiegłego roku zachwycałam się burriotos sprzedawanym z rowero-kramiku, a teraz…teraz miałam okazję jako jedna z pierwszych osób spróbować świątecznych zawiniątek.

Urban Burriotos – z przewoźnego stoiska zmieniło się w cieplutki lokal przy ulicy Pięknej. Najważniejsze jest to, że trzymają poziom, a nawet bym powiedziała podnoszą poprzeczkę,  jest coraz smaczniej.

Grudzień, pada śnieg, mokro, zimno i ciemno. Otwieram drzwi, parują mi okulary, przecieram je chusteczką i widzę Jacka w klapkach „hawajankach”. Serio. Kalifornia przy Pięknej! Właściciel Urban Burritos przekonuje, że właśnie o taki gorący tex-mex klimat mu chodzi.

2 grudnia 2016

Noodle Noodle czyli znów jem zupę w Londynie

Jeżeli wiecie, gdzie taką zupę zjem w Warszawie, to uprzejmie proszę o informację bo już wiem, że będzie mi jej brakowało....fot. D.Szymborska


Miesiąc temu przebiegałam obok restauracji, właśnie świtało więc nie była otwarta. Wiedziałam, że chcę w niej COŚ zjeść. A dziś? Dziś była otwarta, ja byłam głodna i uważam, że świetnie wydałam 8GBP!

Uwielbiam zupy, które są daniem pierwszy, drugim i deserem – jednym słowem ogromnie cieszy mnie wielka micha, w której pływają dobrej jakości dodatki. Ważne jest by bulion był aromatyczny a wszystko smaczne.

Miewam wrażliwy żołądek, jednym słowem zdarza mi się odchorowywać wizyty w restauracjach. Niby nic poważnego, ale do przyjemnych nie należy. Dlatego bardzo często zamawiam zupy. Ot praktyczna decyzja – wszystko co pływa w zupie, krócej lub dłużej było gotowane, a jeżeli miejsce jest oblegane to można zakładać, że zupa jest często przygotowywana… i takie myślenie działa, nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek odchorowywała zupę!

1 grudnia 2016

Wolno pieczony indyk ze śliwkami, kasztanami i makową marchewką


Super pomysł na podanie indyka, bezglutenowe dania fot. D.Szymborska


Uwielbiam warsztaty kulinarne, szczególnie takie na których mogę się dużo nauczyć, a przepisy według których gotuje są na tyle porywająco pyszne, że potem drugi, trzeci raz gotuje je w domu…

Dziś Jakub Steuermark i Marek Kropiwnicki uczyli jak gotować drób, tytuł warsztatu: „Drób na świątecznym stole”, jak na mój gust to nie trzeba czekać na święta żeby gotować według tych przepisów!

Przepis na indyka jest trochę skomplikowany ale jak najbardziej do powtórzenia w domu, jedynie znalezienie w supermarkecie jadalnych kasztanów może być wyzwaniem, ale warto poszukać bo dzięki temu danie jest ciekawsze. Jeżeli nie przepadamy na kasztanowym specyficznym smakiem to możemy podać mięso z innym sosem, jednak z „przepisowej” marchewki to bym nie rezygnowała bo taka pyszna!

Szef podał składniki dla 4 osób, moja grupa 4 blogerek gotowała dziś dla 26! Dało się! Jednak jak to bywa przy „hurtowych” wydawkach człowiek jest porządnie zmęczony po warsztatach i lepiej rozumie jak to jest „być na kuchni”.

Składniki (4 spore porcje):

30 listopada 2016

Gravitan-Guru Professional Triathlon – czyli jak się sponiewierać w środku tygodnia

Selfie po zawodach, dobrze, że telefon trochę zasłania twarz bo wypieki, delikatnie mówiąc to miałam duże....


Lubię dobrą triathlonową zabawę. A klimat mamy jaki mamy, morsować jeszcze nie zaczęłam, marznę w stopy i ręce na rowerze to…pozostaje indoor triathlon, czyli triathonowanie pod dachem.

Nauczona doświadczeniem – widzę pierwszą edycję – zapisuje się, bo potem to się zacznie cyrk z miejscami. Serio. Z jednej strony ogromnie cieszę się, że tyle osób zaczęło uprawiać sport, z drugiej pamiętam jeszcze zapisy na Berliński Maraton, które nie wymagały losowania, ba wystarczyło się zapisać dwa, trzy miesiące przed… Jak przeczytałam ogłoszenie o I Edycji Gravitan-Guru Indoor Triathlon to….się oczywiście zapisałam.

Organizatorzy przygotowali dwa dystanse – krótszy i prawie sprinterski, ten pierwszy dla debiutantów (300/13/3) ten drugi o pięknej nazwie PROFESSIONAL (500/20/5). Startować można do końca roku, udział jest bezpłatny, a na "mecie" czeka śliczny imienny dyplom i dużo niespodzianek – kuponów rabatowych i woda z kofeiną (nie wiedziałam, że coś takie istnieje, ale dobrej latte nie zastąpi….).

29 listopada 2016

Czy warto kupować buty z membraną GORE-TEX?

W wersji czarno-białej prawie nie widać różnicy, ale dzięki temu też nie widać,
że buty wymagają starannego prania, czyli conajmniej godziny w łazience,
ze szczoteczką i ciepłą wodą....a potem długiego schnięcia,
bo przecież na kaloryferze ich nie położę...to niech zostanie czarno-białe zdjęcie!
fot. D.Szymborska


Mniej więcej o tej porze roku, my blogerzy przygotowujemy listy prezentów, ja na przykład piszę o tym co albo sprawdziło się najbardziej (sport/kuchnia) albo o tym co chciałabym dostać….

W tym roku zamiast gotowej listy będę przedstawiała zestawienia droższej i tańszej rzeczy o podobnych właściwościach, zacznę od….dołu czyli od butów.

Od wielu lat biegam w butach The North Face, ba jak zerknęłam na zdjęcia to już w 2012 po Pirenejach biegałam w przełajówkach TNF (TUTAJ

Od października biegam w nowym modeli TNF, który ma membranę GORE-TEX, wcześniej testowałam Adidasy, które również miały GORE. Oto moje za i przeciw kupowaniu, jakby nie było droższych butów, które mają GORE-TEX:

Za:

28 listopada 2016

Makaron z brokułami, anchois i kurczakiem

Przepyszne połączenie słonych rybek z chrupiącym kurczakiem fot. D.Szymborska


Połączenie słonych rybek z soczystymi brokułami do tego filet z piersi kurczaka (taka, ze skórą) smażony tak jak kaczka….czyli same smaczne rzeczy w głębokim talerzu!

Przepis prosty, szybki a danie bardzo efektowne i z pewnością podam je nie jeden raz! Już wcześniej próbowałam czegoś podobnego ale świeże brokuły zamiast mrożonych i filet z piersi kurczaka zamiast zwykłego kawałka mięsa znacząco podnosi smak tego dnia.

To trochę jak remont mieszkania – niby dalej te same ściany ale w środku może być już zupełnie coś innego.

Co ważne tak przygotowany makaron nadaje się do zapakowania do pudełka i dobrze smakuje na zimno.

Zawsze imponowało mi to, że w restauracji nawet zwykły kawałek kurczaka jest…ze skórką, dlatego do tego dania sama wykroiłam filety – owszem nie były takie duże jak te normalne „sklepowe” ale za to miały skórkę, to naprawdę zmienia smak mięsa. A reszta kurczaka poszła do rosołu – czyli nic się nie zmarnowało!

Składniki (4 porcje):

26 listopada 2016

Ile TO ma kalorii?

Cóż...to dla jednej osoby...to znaczy serki nie ale to co na talerzu to już tak....fot. D.Szymborska


Śliczne zdjęcie prawda? Ot, spokojne sobotnie śniadanie, bardziej brunch, bo późno już było jak wróciłam z biegania po falenickich wydmach.

Wszystko świeże, pyszne, dobrej jakości. Dwa rodzaje twarożku (ze szczypiorkiem i rzodkiewką), wycinanki rzodkiewkowe – uwielbiam te kiczowate kwiatki, dobry boczek, naprawdę mięsne frankfurterki, wciąż smakowy pomidor, szczypiorek i dwie łyżki groszku z majonezem, jeszcze jajko od kury co widziała słońce i biegała po zagrodzie, wafle z dobrej kukurydzy….  Jak się poświęci chwilę i policzy to taki posiłek to….uwaga, uwaga …..1200kcal!

Co? Że niby takie śniadanko ma wystarczyć na cały dzień? Pewno, że nie, bo człowiek szybciej zgłodnieje….i do 3000 tysięcy kalorii „dobije” z pewnością….

Kalorie - liczyć? Nie liczyć?

Szkoły są dwie, ja zaliczam się do tej trzeciej – wiedzieć co się je i myśleć o tym, ale nie siedzieć z kalkulatorem!

Uważam, że ogólna wiedza dotycząca kaloryczności poszczególnych dań jest potrzebna. Tu dodana łyżka oliwy, to łyżeczka tartego sera….tak można podwoić ilość zjadanych kalorii, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy.

Na co zwracać uwagę, jak/czy liczyć kalorie?

25 listopada 2016

Grudniowy Runner’s Wolrd – moje przepisy

To co gotujemy, prawda?!


Macie już nowy numer RW? Ci co prenumerują to pewno tak, ci co kupują w kiosku to jeszcze nie koniecznie….a tam 62 strona i moje dwa przepisy.

Zadanie z Redakcji nie było łatwe – zaproponuj PROSTE i SZYBKIE dwa przepisy dla biegaczy – to jeszcze do zrobienia, ale dwa przymiotniki – FIT i ŚWIĄTECZNE – to już podniosło poziom trudności.

Przepisy przygotowywałam kilka tygodni temu, w sklepach dynie i znicze, zdobycie gałązki choinkowej do stylizacji zdjęcia było dużym wyzwaniem. 

Taka szybsza Wigilia – czemu nie…. 

Jak już zaczynam gotować to dla „armii”, porcje wielkie…. Jest czym obdarowywać…. przyjaciółka zjadała słoiczek kutii na lotnisku… bardzo smakowała - mogę powiedzieć, że przepisy testowane nie tylko na domownikach. To już się wygadałam, z resztą na zdjęciu widać – polecam barszcz i kutie.

24 listopada 2016

Jadalne prezenty – marmolada śliwkowa – super łatwy przepis

Śliczny słoiczek, pyszna zawartość = prezent pod Choinkę albo na Mikołajki! fot. D.Szymborska


Szef Krzysztof Rabek, specjalista od słodyczy przygotował kilka bardzo prostych przepisów, takich, które nie wymagają dużego doświadczenia w kuchni, specjalnych sprzętów a są bardzo efektowne, czyli takie, które nadają się na gwiazdkowy prezent.

Szef Rabek znany jest z pysznych słodyczy, jest współzałożycielem Cukierni Odette i Odette Tea Room, a jego pomysły na jadalne prezenty są super smaczne!

Przygotowanie marmolady ze śliwek kalifornijskich zajmuje mniej niż godzinę, do tego trzeba dodać pasteryzowanie jeżeli „prezentu” nie będziemy od razu zjadać…

Przepis na dwa słoiczki, lekko zmodyfikowany, moja grupa na warsztatach z Szefem należała do tych, którzy, a właściwie które pod okiem Rabka eksperymentowały, w efekcie do 4 słoików trafiła świetna marmolada, będzie idealna do owsianki.

Tym co ważne w tym przepisie to: a) użycie śliwek kalifornijskich, b) użycie suszonych bez siarki moreli – jednym słowem marmolada do najtańszych należeć nie będzie, ale do pysznych z pewnością!

Składniki (na 4 słoiki po około 400g):

23 listopada 2016

Cała „prawda” o kurczakach

Dobrze wiedzieć co się gotuje, w centrum uwagi szef Andrzej Polan,
wcześniej była bardziej naukowa prelekcja o kurczakach fot. D.Szymborska


Że z antybiotykami, że hormonami karmione, że modyfikowane genetycznie, że w strasznych warunkach hodowane…..ile to można o kurczakach usłyszeć. Co jest prawdą?

Miałam możliwość porozmawiać z ekspertami i….dużo się dowiedziałam. Na początek ostrzeżenie, osobom niejedzącym mięsa nie polecam dalszej lektury. Życie kurczaków jest mniej lub bardziej smutne i bardzo krótkie. Zanim ciekawostki to najpierw, zgodnie z tym co wiem od dziś dzięki warsztatom - „Kurczak zagrodowy” rozprawiam się z  kurczakowymi mitami.

1.     Kurczaki karmione są hormonami – nieprawda. Jak twierdzi ekspert, po pierwsze to drogie, po drugie niepotrzebne bo…

2.     Kurczaki są genetycznie modyfikowane – nieprawda, bo są krzyżowane, co oznacza tak naprawdę powstanie zupełni nowych ras kurczaków i kur (na mięso, na jajka).


3.     Kurczaki dostają antybiotyki – nieprawda i prawda – nieprawda w stosunku do kurczaków zagrodowych – jak taki dostanie antybiotyk to przestaje być klasyfikowany jako zagrodowy, jeżeli chodzi o kurczaki standardowe, to te owszem są leczone antybiotykami, ale potem trzeba odczekać około 5 dób (sprostowanie - dostałam mail od producenta - Drosed - 14 dni) przed ubojem – wtedy nie ma antybiotyków w mięsie.

4.     Mięso kurczaka trzeba myć przed gotowaniem – nieprawda, mięso jest umyte w ubojni, zapakowane i gotowe od razu do użycia – tak, tak mi też ciężko było to zaakceptować bo wydawało mi się, że zawsze trzeba je umyć.


5.     Kurczak kukurydziany jest najzdrowszy – nieprawda. Owszem mięso smakuje inaczej, ma inną barwę, ale to dlatego, że kurczak został tak skrzyżowany by będąc hodowanym jak kurczak "standard" (te co słońca nie widzą) jego mięso chłonęło karmę kukurydzianą.

22 listopada 2016

Przepłynąć Ocean, przebiec 5km, zrobić pompkę – marzenia do spełnienia i książka „Obudź w sobie wojownika”

Czasem czytając artykuł w gazecie wiemy, że jest ważny....fot.D.Szymborska


No dobra, to pierwsze to wymaga trochę więcej zachodu niż dwa kolejne. To co je łączy, to poczucie radości i spełnienia gdy się zrealizuje swoje marzenie.

O Benie Hooper’ze przeczytałam w The Daily Telegraph (12.11.2016, strona 32) – dowiedziałam się, że się rozwiódł, że ma córkę i właśnie wyrusza by przepłynąć Ocean. Serio. Wystartował z Dakaru i płynie do Natalu w Brazylii.

Pierwsza myśl: po co? Druga: tam są rekiny! Dalej zaczęłam się zastanawiać jaki to rekord gdy płynie przez kilka godzin potem śpi na łodzi i płynie dalej. Potem pomyślałam, że PŁYNIE i realizuje MARZENIE. Aż mi się głupio zrobiło, że zaczęłam odejmować Ben’owi odwagi, pomysłu a przede wszystkim szczęścia z realizacji swojego marzenia. Zerknęłam na stronę podaną w gazecie (TUTAJ) – Ben przepłynął już 37 mil – trzymam kciuki za jego marzenie i za rekiny, żeby trzymały się z dala od kogoś, kto realizuje to na czym mu bardzo zależy.

Z marzeniami i rekinami mierzymy się nie tylko w czasie wyprawy wpław przez Ocean, rekiny są również na lądzie – potrafią skutecznie uniemożliwić nam działanie, odciągnąć od tego o czym naprawdę marzymy. 

21 listopada 2016

Łosoś na puree selerowym z sałatą rzymską – 35min gotowania!!!

Solidna, kolacyjna porcja fot. D.Szymborska


Czasem gotuję na zamówienie, ba czasem to nie jest ogólne: zjadłbym makaron, tylko takie bardzo szczegółowe: to ja poproszę łosia na tym selerowym puree. Sałata rzymska to moja inwencja do tego dnia. Pasowała idealnie. To zielony dodatek zamiast jarmużu, który ostatnio nie cieszy się u mnie największym „wzięciem”.

A teraz dobra informacja – takie „prawie” restauracyjne danie można przygotować w 35 minut. Serio! Jak dla mnie to świetny czas, tylko wymaga dobrej organizacji w kuchni.

Składniki (3 solidne porcje, takie dla tych co np. przepłynęli 1500m bez dotykania brzegu basenu, albo ćwiczyli coś innego…..):

19 listopada 2016

Kultowa wydma pod Warszawą czyli jak trenować w Falenicy - PORADNIK

Bez filtra, dziś tak ślicznie było i zaczęło padać jak skończyliśmy trening fot. T.


Tak, tak teraz to już jest kultowa. Jeszcze kilka lat temu nie było znaków, nie było problemu z parkowaniem, kto wiedział to biegał, kto nie to cierpiał na podbiegach maratońskich. Dopóki nie było znaków „zwiedzałam” wydmę różnymi ścieżkami, cóż niby „prosta” trasa ale ja to potrafię się zgubić.

Wczoraj odebrałam numer startowy to….dziś trzeba było sprawdzić czy nic się nie zmieniło. Przybył bar, serio, w środku nie byłam bo trenowałam ale jest drogowskaz jest nowe miejsce!

Oj, zerknęłam na dwa początkowe akapity, hermetyczny język, opis miejsca, które ci co trenują lata znają świetnie, a ci co zaczęli? No właśnie każdy kiedyś zaczyna dlatego teraz będzie ściągawka: jak dojechać? Jaka trasa? Jaki stopień trudności? Pytań dużo. To po kolei.

Jak dojechać?

Tak wygląda trasa każdej pętelki - zrzut z zegarka

18 listopada 2016

Meksykańskie tacos z indykiem, papryką ramiro i kolendrą

Sama łódeczka ma 70kcal, do tego ser i farsz....czyli obiad w jednej kalorycznej porcji fot. D.Szymborska


Wrapy – były, chrupiące (ale też z reguły rozpadające się) tacos też, tortille w wersji pszennej i kukurydzianej – jak najbardziej zjedzone, to czemu nie spróbować czegoś innego?

Łódeczki z tortilli? Świetny pomysł na podanie jedzenia, do tego nic nie wypada, łatwo je zjeść, z racji wielkości łódeczek nie jest to jedzenie bankietowe – za duża porcja, ale łatwe do zjedzenia np. w czasie imprezy.

Przygotowanie – cóż, tutaj trzeba liczyć się z 30minutami aktywnego gotowania i 3 godzinami sporadycznego mieszania sosu. Coś za coś, jak się nie chce używać gotowców to zwyczajnie trzeba to ugotować.

Składniki (na 8 łódeczek – wielkości dużej męskiej dłoni):

17 listopada 2016

Lepiej jeść pyszne kanapki czyli o placku ziemniaczanym w Paul’u

Jak wcześniej wszystko smakuje to startuje się z wysokimi oczekiwaniami....fot. D.Szymborska


O Paulu pisałam już kilka razy, przy okazji wspomnień gorących bagietek w Londynie, kanapek na trasie we Francji czy w końcu otwarcia pierwszego Paul’aw Warszawie.

Przy Emilii Plater zjadłam świetne śniadanie – może tak bardzo mi smakowało bo było po ukończonym i wygranym (w open kobiet) indoor triathlonie? Pisałam też o dobrych sałatkach na wynos. Ale z lunchm to już Paul’owi tak dobrze nie poszło.

A wszystko przez to, że spóźniłam się o trzy minuty. Pan kelner przyniósł kartę do stolika o 11.03 - oferta śniadaniowa „działa” tylko do 11. Trudno. Najbliżej późnego śniadania był placek ziemniaczany z łososiem i sałatą. Zamówiłam.

No i cóż rozczarowanie, tak jak placek – wersja francuska więc z ugotowanych i rozbitych ziemniaków, był całkiem smaczny tak sałatą były suche liście. W żaden sposób niedoprawione. Na szczęście można było poprosić o oliwę i przyprawy.


Ot bywają nieudane dania, dlatego pozostanę przy bagietkach (jak mam czas jedzenia glutenu) i sałatkach na wynos (jak jadę pociągiem z Centralnego).