17 stycznia 2018

Hiszpańskie mini klopsiki

Hiszpańskie mini klopsiki, jedno z tapas wieczoru fot. D.Szymborska



Jamiego Oliviera lubię za pomysły i bardzo szanuję to w jaki sposób przygotowane są jego książki. Wiem, że w przepisach nie ma błędów, pominiętych składników.

Nauczyłam się, że przynajmniej na początku nie należy nic usprawniać, zmieniać. Olivier podpowiada wiele praktycznych rzeczy, nawet zwykłe przepisy z jego dodatkowymi pomysłami smakują o niebo lepiej niż te, do których przywykliśmy.

Żeby przygotować takie klopsiki trzeba mieć maszynkę do mielenia mięsa, lub kupować mięso w sklepie, gdzie od razu je nam zmielą. Zwyczajnie nie jestem przekonana do mięs zmielonych i paczkowanych – co tam zostało zapakowane pozostaje tajemnicą…

Przepis na 24 malutkie klopsiki, pracochłonny i czasochłonny bo jeszcze trzeba znaleźć czas by mięso już w formie kuleczek poleżało w lodówce minimum 30 minut. Warto jednak lepić kuleczki bo ich smak zachwyca! Ważna też jest wielkość – malutkie klopsiki pasują do innych tapas w których towarzystwie powinny trafić na nasz stół.

Składniki (24 sztuki):

16 stycznia 2018

Sztuka wyboru czyli relacja z Indoor Triathlon w Holmes Place

Tym razem ciemno złota wstążeczka do pamiątkowego medalu fot. D.Szymborska


Na blogu przeważają przepisy, pewno bardziej by pasowała „sztuka mięsa” niż tekst o tym, że trzeba się wciąż uczyć wybierać. A jest między czym. Na przykład w weekend zamiast długiego wyjeżdżenia na rowerze wybrałam długie zwiedzanie wystawy Jeanne Mammen, a potem zamiast równie długiego wybiegania szukałam (długo) dobrego kabapu w tureckiej dzielnicy.

Potem napisałam sobie „na brudno” tekst o tym, że trzeba podejmować decyzje, że doba ma tylko 24 godziny, że albo treningi albo życie rodzinne i spotkania z przyjaciółmi. 

Zrozumiałam, że każdy dorosły decyduje o sobie, że nie ma sensu pisać o tym, że zobaczenie pierwszego kroku dziecka może być ważniejsze niż trening w tlenie, a  urodziny babci niż wyznaczenie nowego FTP. Bo może być inaczej: wystarczy filmik zna którym maluszek robi pierwszy, nieporadny kroczek i telefon gdy jedziemy schłodzenie i możemy złożyć życzenia babci…..

Dlatego napiszę, że dziś było super przyjemnie, że owszem czas nie powalił (gorszy niż ostatnio, a lepszy niż przedostatnio), ale za to jaka zabawa była! I z pewnością nie żałuję swoich wyborów, ale pomyślę następnym razem czy wyjazdowy weekend jest dobrym rozwiązaniem gdy mam w tygodniu (a dokładniej we wtorek) start w zawodach...

Indoor triathlon to dla mnie świetny trening zimowy. Gdy pomyślę o smogu to tym bardziej się cieszę, że dziś triathlonowałam w budynku.

Kolejny start za miesiąc i już nie mogę się doczekać.

14 stycznia 2018

Gdzie zjeść kebap w Berlinie?

Można albo stać w kolejce albo podjechać dwa przystanki dalej...


U Mustafy oczywiście. Tego można się dowiedzieć w Internecie. Sądząc po kolejce w której trzeba stać minimum godzinę, wszyscy czytają te same rankingi. Tak, tak ludzie stoją na mrozie, do budki z kebabami, międzynarodowe towarzystwo, z telefonami, kamerkami, Azjaci też są. Jak smakuje kabap Mustafy to nie wiem, bo nie cierpię kolejek tak samo jak zimna.

Wiem, za to gdzie jest zagłębie kebapów, tych co są na drugim, trzecim miejscu w rankingach. Kolejek specjalnych nie ma. Jest za to naprawdę turecko. Sporo grubych nastolatków z ciemnymi włosami, drogimi telefonami i specyficzny poczuciem humoru związanym z popychaniem i krzyczeniem do siebie. Całe rodziny – czyli grupki po 10 osób jedzące obiad.

Naprzeciw kebapowych lokalików sklep – delikatesy istambulskie (oj poszaleliśmy z zakupami, a sklep czynny też w niedzielę i można podjadać owoce – bo przecież nikt nie kupi bez spróbowania, sery też…).

Kebap Tamir – tutaj zjadłam durum kebap – naprawdę smaczny.

I wygląda na to, że nie jestem aż taką fanką tureckiego jedzenia, wystarczył mi ciepły, dobry, ze smacznymi warzywami wrap.

12 stycznia 2018

Prawdziwie szwedzkie klopsiki

Ciekawy smak - trochę anyżkowy mimo, że nie ma w nich anyżku, sos słodki i wytrawny zarazem....warto zjeść, prawdziwe, szwedzkie klopsiki fot. D.Szymborska


Wydawało mi się, że szwedzkie klopsiki sprzedawane są w restauracji w dużych sklepach meblowo wnętrzarskich…..jednak te prawdziwie szwedzkie smakują zupełnie inaczej! 

Nie, nie pojechałam do Szwecji tylko, jak to się ładnie nazywa – udałam się w podróż kulinarną z Jamiem Olivierem. Warto było.

Klopsiki są dziwne, nieoczywiste, jak dla mnie połączenie smaków jest zaskakujące. Z jednej strony słodka żurawina, wytrawny mięsny sos i klopsiki o smaku ziół i anyżku (mimo, że go nie ma). Jednak cała porcja 30 sztuk na 3 osoby zniknęła w czasie jednego obiadu...czyli smakowały wszystkim!

Uwaga to danie dla cierpliwych bo zrobienie kilkudziesięciu kuleczek jest zajęciem pracochłonnym. Warto postać w kuchni bo efektem są świetne klopsiki w ciekawym śmietanowo, cytrynowo żurawinowym sosie.

Składniki (30 sztuk):

11 stycznia 2018

Marokański kebab z polskim dodatkami

Marynowany, potem grillowany kurczak po marokańsku fot. D.Szymborska


Kto wzgardzi kebsem? Takim z genialnie pysznym mięsem, chrupiącą pitą, zaskakującymi dodatkami? Ja z pewnością nie.

Kebaby, które zdarza mi się jeść są często całkiem smaczne, niestety mój żołądek nie podziela mojego entuzjazmu. Dlatego coraz rzadziej jem „kebsy na mieście”.

Do czasu przepisu Jamiego Oliviera nie wpadłam na to, żeby przygotować w domu. I teraz (po dwóch razach gotowania według przepisu) mogę przyznać, że najlepszy kebab z kurczakiem to jem….u siebie w domu!

Kebab nie może być tani, wyliczyłam, że jedna porcja – w budce byłby to kebab de lux z łagodnym sosem, na cienkim cieście – kosztuje około 10PLN. Oczywiście składniki kupowane nie w hurcie, tylko w detalu, dodatkowo nie umiem (jeszcze) piec takich dobrych pit, więc i one były kupne.

Jak zawsze Olivier ma świetne pomysły – marynata do mięsa – coś genialnego, dodanie kuminu do awokado – również objaw geniuszu kulinarnego. A dodatki? No cóż to już nasza, domowa inwencja….a efekt taki, że nie wiem kiedy znowu będą trzymała w ręku wibrujący talerzyk by podejść do okienka po odbiór mojego kebabu….

Składniki (6 porcji):

9 stycznia 2018

Respro Cinqro – czyli maska przeciw smogowa dla biegaczy

Respro Cinqro - moja maska przeciw smogowa fot. D.Szymborska


Wolałabym o tym nie pisać. Żeby nie było tematu. Serio. To nie jest gadżet, którym się chwalę, to nie jest promocja super sprzętu, to jest tekst o tym, jak oddychać na dworze, gdy smog jest coraz większym problemem. 

W radio mówią: kobiety w ciąży, małe dzieci, osoby starsze i astmatycy, powinni zostać w domu i unikać aktywności na świeżym powietrzu. Sam zwrot – świeże powietrze – jest śmieszny. Chyba lepiej powiedzieć, zostać w domu, bo świeże powietrze, o czym boleśnie się przekonuję to luksus… 

Zaliczam się do tej czwartek grupy – osób wrażliwszych na złe powietrze – astmatyków. Chcę trenować, bo oczywiście dużo można zrobić na siłowni, ale zawody (z wyjątkiem mojego ulubionego indoor triathlonu) odbywają się na dworze. Bez przyzwyczajenia do temperatury, zimna, wiatru start w zawodach po bieganiu tylko na bieżni skończy się chorobą. Chcąc tego uniknąć biegam w masce. 

Historia zakupu jest dość skomplikowana. Najpierw zaczytywanie się w testach, że różne modele, filtry, że te na rower te do biegania. W końcu wybrałam. Siła mediów społecznościowych – pytałam na forach i dzięki temu maskę kupiłam dużo taniej. Dziękuję mojemu Czytelnikowi - Mateuszowi za zniżkę w sklepie! Bo maski trzeba koniecznie mierzyć, to nie towar do kupienia przez Internet. 

Wybrałam Respro Cinqro – niestety nie było wersji różowej, trudno. 

Jak wybierać maskę? 

8 stycznia 2018

Ćma by Mateusz Gessler czyli 24/7 śniadaniownia/imprezownia

Bardzo smaczny naleśnik, zapiekany w piecu, niestety żółtko z jajka sadzonego nie było płynne....fot. D.Szymborska


Z przyjaciółką umawiam się na śniadania od dobrych kilku lat. Nie powiem, że jeździmy po całej Warszawie, ale po Centrum, Mokotowie, Sadybie, Kabatach to i owszem, żeby się spotkać i coś zjeść rano. No właśnie przez rano rozumiem godzinę wcześniejszą niż 10. I wbrew pozorom to jest całkiem trudne – znalezienie dobrego śniadania tak dajmy na to 8 rano… wyłączamy hotelowe restauracje, od 9 już lepiej a najlepiej to w ogóle śniadanie jeść o 11, wtedy to wszystko otwarte….

W Koszykach (za którymi jakoś specjalnie nie szaleję) jest Ćma, lokal w którym można się rano napić wódeczki, zjeść kolację zamiast śniadania albo śniadanie zamiast kolacji. Menu, krótkie jeżeli chodzi o dania, dłuższe jeżeli chodzi o alkohole.

7 stycznia 2018

Patatas bravas – hiszpańskie tapas – przepis Jamiego Oliviera

Przepyszne, chrupiące ziemniaki - tapas - patatas bravas jak się patrzy! fot. D.Szymborska


Było wiele prób, nieudanych niestety. A to ziemniaki się rozpadały, przypalały albo zwyczajnie nie były wystarczająco chrupiące….Do czasu gdy zrobiliśmy je według przepisu z książki „Jamie Oliver’s Food Escapes”, i znów Jamie pokazuje klasę jego przepisów. Starannie przygotowane, jasno opisane, z większości szybkie (chyba) niezawodne. Niestety wiele razu już nie miałam szczęścia, przepis w książce brzmiał rewelacyjnie, zdjęcia były zachwycające, ale jak przychodziło do gotowania to okazywało się, że a to składniki wymienione w liście nie pasują do tego co trzeba użyć przy przygotowaniu dania, albo czasy piecznie, gotowania były wzięte z kosmosu….Jamie nie zawodzi! Serio! Jeżeli miałabym komuś polecać niezawodne książki to byłyby to publikacje Oliviera. Nie jest to gotowanie dla zawansowanych, więc łatwe do odtworzenia w domowej kuchni, wszystko jasno wyjaśnione…a takie patatas bravas są przepyszne.

Na zdjęciu wersja bez sosu – u nas podawane były z dwoma sosami kanaryjskimi – zielonym i czerwonym.

Jeszcze tylko dodam, że uwielbiam patatas bravas, zamawiam je zawsze w tapas barach, porównuję sosy, smaki, czasem trafiam nie najlepiej bo zamiast sosu dostaję majonez, bywa. Co ciekawe, ziemniaki w Hiszpanii są drogie, a patas bravas często są droższe niż np. ośmiornica….albo tortillia – bo ona jest z dwóch drogich produktów – jajek i ziemniaków!

Czas przygotowania – 90 minut, bo ziemniaki muszą być ostudzone.

Składniki (do przygotowania na patelni o średnicy 42cm, 3-4 duże porcje, albo 5-6 tapas):


5 stycznia 2018

Hit karnawału-sałatka z brokułów i żurawiny w maślankowo majonezowym sosie

Pyszne połączenie: brokuły, żurawina, migdały i ten świetny sos z maślanki i majonezu fot. D.Szymborska


Zacznę od tego, że nie cierpię maślanki. Wzdrygam się na jej smak. Wcześniej używałam jej t do pieczenia pancakes – smak niewyczuwalny i przygotowania jurajskiej zalewajki – też nikt nie powie, że w potrawie jest maślanka. Teraz mam trzecią potrawę, gdzie maślanka jest ważnym dla smaku składnikiem, a jednocześnie nie smakuje jak maślanka...

Przepis zaczerpnięty z Smitten Kitchen, lekko zmodyfikowany, bo zwyczajnie wolę blanszowane brokuły od tych surowych. 

I znów zachwyt! Smak wyśmienity i rozumiem komentarz autorki, że sałatkę można przechowywać przez 2-3 dni w lodówce, ale jej się to nie zdarza…u nas chyba będzie podobnie! Jakbym organizowała imprezę karnawałową, to z pewnością bym przygotowała właśnie tę sałatkę! 

Mimo że zawiera cebulę, to podobnie jak z maślanką nie ma jej aromatu. Cebulę marynuje się w sosie, dzięki temu jest dużo delikatniejsza. 

Czas przygotowania do pół godziny, warto poczekać aż brokuły wystygną, lub jak ktoś woli użyć surowych. 


Składniki (duża miska sałatkowa – 6 porcji): 

3 stycznia 2018

Placuszki z porów i cebuli

Przepyszne, delikatne, uroczo porowe placuszki fot. D.Szymborska


Jeżeli tak smakuje Nowy Jork to warto tam pojechać! Przepis z książki „Smitten Kitchen  czyli Nowy Jork na talerzu”, prosty, stosunkowo szybki do przygotowania. Zgadam się w 100% z autorką – jak ktoś lubi placuszki, racuszki, latkes to pokocha to danie!

Jak dla mnie pomysł, z blanszowaniem porów super smaczny! Dodatkowo rada, by dopiec placuszki w piekarniku – bezbłędna (mamy pewność, że nie będą surowe, bo różnie to bywa ze smażeniem na patelni i brązowym wierzchem i niedobrym środkiem…).

Czas przygotowania 30 minut. Nie trzeba nic ścierać! Przydadzą się ręczniki papierowe.

Składniki (5 sporych placuszków):

2 stycznia 2018

Islote de Lobos – praktyczne informacje o małej, kanaryjskiej wysepce

Prawdziwe wyginęły, zostały zjedzone, przerobione na olej lub przepędzone (bo zjadały rybakom ryby), na Wyspie Wilków jest tylko ich pomnik fot. D.Szymborska


Lobos – to wysepka o powierzchni 4.5km2. Czyli taka, która można przejść z jednego krańca na drugi. Piechotą. Należy do archipelagu Wysp Kanaryjskich, jej najwyższe wzniesienie to Montana de la Calderama. Uwaga, tutaj smutna informacja, dla tych, którzy chcieli się chwalić znajomym, jaki to wielki szczyt na bezludnej wyspie zdobyli….bo ma on tylko 127m, ale podejście w pełnym słońcu robi swoje…

To wyspa wilków morskich (mniszki śródziemnomorskiej – lobo marino), tutaj miały spokój, wychowywały młode….do XIX wieku, kiedy rybacy je albo przepędzili albo zrobili z nich olej….

Tyle teorii teraz przydatne informacje praktyczne:

31 grudnia 2017

Bieg Sylwestrowy Fuertaventura 2017 – relacja

Medal i chwila po wschodzie słońca nad oceanem...fot. D.Szymborska


-       Największe obawy?
-       Małe zainteresowanie ze strony biegaczy.

-       Najtrudniejsze organizacyjnie?
-       Zapewnienie numerów startowych, medali i zaplanowanie trasy.

Dokładnie tak, odpowiedziałam na pytania dotyczące organizacji biegu. Nigdy wcześniej nie pzygotowywałam zawodów.  Dziś był ten pierwszy raz! 

Wszystkie pakiety biegowe rozdane, wszyscy, którzy je odebrali stawili się na starcie i dobiegli do mety. Jednym słowem - sukces!

5 lat temu biegłam w Berlinie – jeden z mocniejszych biegów przełajowych, w którym startowali olimpijczycy. Nie było medali, tylko dyplomy i pączki. Potem dwa razy Kraków, z przyzwoitymi wynikami, dalej również dwa razy Barcelona. To dziś też trzeba było pobiegać. Sprawdziłam kalendarze biegowe – NIC. Tutaj nie ma tradycji biegów sylwestrowych. Kurort, turyści, żadnego biegania….

Dlatego wydrukowałam numery startowe, przedziurkowałam i przypięłam agrafki. Zamówiłam i zaprojektowałam medale. Potem zostało jeszcze wytyczenie trasy, przygotowanie napojów i poinformowanie zawodników o godzinie startu.

28 grudnia 2017

El Horno – restauracja przy kanaryjskiej drodze….

Talerz przystawek dla dwojga fot. D.Szymborska


Kilka lat temu zjadłam jedną z lepszych kanapek, podana na ciepło z genialnie smaczną wołowiną, w świetnej bułce z sosem, którego nie zapomnę. Kupiłam ją w barze przy stacji benzynowej, było to pod Madrytem….takich wspomnień nie mam z żadnej polskiej, przydrożnej restauracji….

Dziś było podobnie. Droga FV101 i restauracja El Horno. Szyld z reklamą Pepsi nie przyciąga, palący papierosy przed lokalem ludzie bez butów (stroje surferskie) – robi się ciekawie. W środku tłum. Proszę o stolik dla trzech osób. Chwila czekania i kelner prowadzi. Okazuje się, że to jest olbrzymi lokal. Przypomina societady z Kraju Basków (oj, jak za nimi tęsknię), te same kraciaste obrusy, zajęte wszystkie stoliki, głośno i….jak się okazuje mega smacznie.

Zamówiłam przystawki (dla dwojga), zupę kanaryjską i kalmary. Jejku jakie wszystko było smaczne! Lokal słynie z koźliny, ja za nią nie przepadam, widziałam – nie próbowałam – pięknie podana i podobno sos z ziemniaków i warzyw genialny. Do tego podroby – również nie tknęłam – rozpływające się w ustach nereczki.

Rozumiem ten tłum – w El Horno – jest super smacznie i warto się tam zatrzymać przy drodze, zjeść, porozmawiać i nie pić alkoholu jak większość klientów lokalu….

27 grudnia 2017

Trip Advisor – czy warto wierzyć rekomendacjom?



Sardynki - tapas na początek w FADO ROCK fot. D.Szymborska


Fado Rock ma ponad tysiąc pięćset rekomendacji na TA. Człowiek czyta, ogląda zdjęcia. Myśli….tam to musi być super smacznie. Naiwnie, jak się okazuje …

To komu wierzyć w kwestii rekomendacji? Mam kilkoro znajomych, którzy jak coś polecają to wiem, że będzie pysznie, czasem pytam w grupach osób szalonych na punkcie jedzenia – tutaj nie ma pewności, że lubimy podobne smaki. Wciąż zerkam na Trip Advisor…. Zapominając czasem, że premie za rekomendacje lub to, że kelner mówi po angielsku potrafią bardzo zaburzyć prawdziwą ocenę.

Fado Rock na Fuerteventurze jest idealnym przykładem ultra turystycznej restauracji w której porcje są bardzo duże a jedzenie poniżej przeciętnego. Ceny natomiast całkiem, całkiem….wysokie.

Kryterium, które najmniej do mnie przemawia to jest opcja – duże porcje, można się najeść do syta. Ba, jak gdzieś czytam taką notkę to miejsce omijam szerokim łukiem bo zakładam, że obiad za kilkanaście złotych nie może być z dobrych składników jeżeli porcja jest wielkości takiej, że głodny krokodyl byłby usatysfakcjonowany!

26 grudnia 2017

Jak odpoczywać na wakacjach? Czyli coś czego nie trzeba się uczyć!

Oj, moój organizm łatwo się nie przyzwyczaja do wysokich temperatur i biegało mi się naprawdę ciężko,
tym większy uśmiech po treningu! o!


Niby wiadomo, wyspać się, zjeść coś zdrowego, pić dużo wody….ale w rzeczywistości nie jest to takie proste.

Wakacje? Tego też trzeba się nauczyć! Bo inaczej o 7.30 będziemy już na śniadaniu (bo o 7.30 otwierają), potem spacer (wiadomo szybkim krokiem), dalej przebieżka (bo przecież jeszcze rozruchu nie było), potem basen (bo jest to można popływać, wyschnąć i znowu popływać). W ramach odpoczynku spacer na późny obiad (szybkim krokiem oczywiście). O jest stół do ping-ponga – czemu by nie pograć. O już ciemno, to może jeszcze na basen…..o dzień zleciał…..

Niektórzy to umieją – leżaczek, ręczniczek, książeczka i co pewien czas się popluskać….ja nie koniecznie….

Ponieważ wakacje w toku to zamierzam się trzymać następujących PIĘCIU zasad, żeby i samej odpocząć i dać innym trochę wytchnienia….

25 grudnia 2017

Croquetas degustation i świetna dorada czyli znów Wyspy Kanaryjskie

Z rybą, szpinakiem, kurczakiem, beszamelem - krokiety, które uwielbiam fot. D.Szymborska


O tym, jak bardzo uwielbiam krokiety pisałam już wiele razy. Dziś przekonałam się, że można jeszcze coś innego usmażyć. Krokiety z rybą – jadłam, dojrzewającą szynką – wiadomo, że też, z rozpływającym się beszamelem również, ale ze szpinakiem to jeszcze nie! W restauracji o dość mylącej nazwie: Kobe Steak House zjadłam wyśmienite krokiety, jeszcze smaczniejsze kalmary (calamares fritos) i świetną doradę z genialną sałatką.

Coraz bardziej doceniam najprostsze jedzenie ze świetnych składników. Nie szukam udziwnień, cieszę się ze smaku…

Kobe to sympatyczne miejsce (z salą dla palących) dość ogarniętą obsługą (mimo, że nie wiedzieć dlaczego włoskojęzyczną) i prostym jedzeniem.

24 grudnia 2017

Życzenia Świąteczne

Takie życzenia wysłałam na konkurs do Gazety Wyborczej, jest w nich, moim zdaniem wszystko co najważniejsze....czego Wam też życzę


Wszystkim, dla których jest to ważny czas chciałam życzyć, żeby Święta były cudowne, ciepłe, pełne dobrej energii, miłości i bliskości.

Pozdrawiam serdecznie

Dota Szymborska

21 grudnia 2017

Knack czyli szwedzkie karmelki o smaku toffi

Słodka przekąska ze Szwecji do zrobienia w domu


To przepis dla tych, którym pieczenie nie idzie najlepiej (coś dla mnie), jak i dla tych, którzy mają ochotę zjeść coś bardzo, bardzo słodkiego!

Najważniejsze w tym gotowaniu słodkich cukiereczków jest zaopatrzenie się w malutkie foremeczki papierowe (papilotki), bo szwedzki przepis oznacza super słodkie karmelki! To już ostatni przepis, który przygotował na warsztaty w Ambasadzie Szef Kuchni – Michał Godyń.

Uwaga to też przepis dla cierpliwych, bo karmelowa masa potrzebuje czasu na stężenie w lodówce. Knack są tak słodkie, że ciężko powstrzymać się od podjadania!

Składniki (ilość cukierków zależy od wielkości foremek, warto wybierać te jak najmniejsze, bo knack’i są bardzo słodkie):

19 grudnia 2017

Indoor Triathlon – czyli intensywny wtorkowy poranek

Ostatnio było zdjęcie czepka i medalu a dziś klapki - bo bardzo na czasie od kilku dni fot. D.Szymborska


Ile czasu wypada nosić medal? Taki po maratonie to nawet drugiego dnia, taki po triathlonie zrobionym przed pracą to do wieczora. Zawsze jest temat do rozmowy, tylko trzeba uważać, żeby nie stukać w klawiaturę.

Śmiesznie? Pewno troszeczkę tak, ale uwielbiam widok setek ledwo chodzących osób z dyndającymi medalami na szyi, tak jest w poniedziałek po maratonie w Berlinie. Kiwamy sobie głowami i zastanawiamy się jak ominąć schody….

Kolejny triathlonowy wtorek. Czyli długi dzień….

Po co wstawać o 5.30? Żeby pływać w małym basenie, jechać na niewygodnym siodełku i biegać po bieżni? Ano po to, żeby świetnie się bawić. Serio! Po drugie to też przyda się monitorowanie efektów treningowych. Bo co jak, co ale tutaj nic nie można zwalić na warunki atmosferyczne, dużą falę czy wiatr boczny na rowerze, nie wspominając o podbiegach….nic z tych rzeczy. Warunki laboratoryjne (prawie) – czyli można porównywać wyniki.

Tak jak miesiąc temu pisałam o tym, że brakowało magnezu bo miałam takie skurcze, tak teraz mogę dopisać, że jedzenie pierogów na kolacje zamiast klasycznego makaronu nie jest najlepszym rozwiązaniem. Pomimo zwykłego i przetestowanego śniadania wizyta w łazience (dwa razy) w czasie zawodów to nie jest to o czym marzy każdy zawodnik.

Strategia jedzeniowa jest bardzo ważna. Nie można wzruszać ramionami, trzeba planować i lepiej przetestować na sympatycznych i małych zawodach…..bo to naprawdę ma znaczenie co jemy.

Warto testować, sprawdzać po to by w dniu ważnych zawodów zastosować się do tego co działa na nas najlepiej.

Oto lista moich sprawdzonych sposobów (pierogi ruskie zdecydowanie nie działają jako węglowodanowa kolacja):

18 grudnia 2017

Szczupak LubLIN czyli restauracja w Lublinie

Jak są krokiety to musi być smacznie! I było w Lublinie fot. D.Szymborska


Czasem mam szczęście, wchodzę do restauracji, takiej pierwszej po drodze i okazuje się, że jest pysznie! To się rzadko zdarza, ale jednak istnieją przypadki – obce miasto, trzy minuty spaceru i… bardzo smaczny obiad!

Lublin – ostatnio jadłam tam pizzę, to było w 2014, było przyjemnie….

Szczupak LubLIN to malutka, głównie rybna restauracja. Na początek mały zgrzyt – 5 dziewczyn w tym jedna wegetarianka –na pytanie co jest bez mięsa – słyszy –dużo dań rybnych. Wymiana zdań – że ryby mają mięso….jest zupa bez mięsa mięsnego i rybnego, kucharz też może przygotować sałatkę, czyli nieporozumienie zażegnane.

Zamawiam szczupaka. Na początek pani kelnerka przynosi amuse-buche – wypiekany w restauracji chlebek piwny z tapenadą rybną i marynowaną cebulą.

17 grudnia 2017

Tylko jeden kieliszeczek…

Zmiany, zmiany.....pojemności...fot. D.Szymborska


Zapamiętałam z londyńskich czasów, że jak się nie powie, że chce się zwykłego drinka to dostaje się podwójny. Dwa lata temu zamówiłam kieliszek białego wina w restauracji Jamie’go Oliwiera. Wystarczył do całej kolacji. Serio.

Niedawno pojawiły się wyniki badań z Uniwersytetu Cambridge dotyczące pojemności kieliszków do wina. Gdyby to nie był artykuł w The Guardian to pomyślałabym, że to jakiś żart, podpucha przed Świętami. Okazuje się, że w 1700 roku kieliszek oznaczał około 66 mililitrów teraz to – uwaga, uwaga – 449 mililitrów! Prawie pół litra jako jedna porcja!

Kiedyś, zanim je potłukłam, mieliśmy dwa kieliszki do wina czerwonego, piękne i olbrzymie, wydawały się nie mieć dna. Sprawdziliśmy, do butelki po winie nalaliśmy wody, przelaliśmy do kieliszka….wszystko się zmieściło. Bałam się, że nóżka się złamie, bo przecież tyle płynu w cieniutkim szkle…. Śmieliśmy się, że tak to można pić „tylko jeden kieliszek dziennie”! Dla zdrowia oczywiście!

Wygląda na to, że trendy (w Wielkiej Brytanii, bo tam były przeprowadzane badania naukowe) są takie, że ilość pitego alkoholu wzrasta. Pijący (chyba) chcą wierzyć, że wcale nie piją zbyt dużo, tylko kieliszek, kieliszkowi nierówny.

15 grudnia 2017

Tymiankowy kurczak w szynce i parmezanie

Chicken parmesan - łatwy sposób by zaimponować rodzinie i znajomym fot. D.Szymborska


Lubię przepisy Jamie’go Olivier’a, są proste i bardzo efektowne. Jego sposób nauki gotowania jest świetny. Myślę, że to pomysły na gotowanie, które w 99% się udają, wiadomo, że zawsze jest ktoś co pokręci wszystko….

Co ważne, kurczak smakuje równie wyśmienicie na zimno, bo od razu radzę przygotować więcej porcji. 

Na gorąco z ziemniakami – świetne, na zimno do kanapek albo sałatki – równie wyśmienicie.

Tym, którzy uwielbiają podmianki składników od razu mówię – tymianek MUSI być świeży! A i potrzebna jest folia spożywcza i tłuczek do mięsa.

edit. osoba, która przygotowała już "milion" takich kurczaków twierdzi, że suszony tymianek też pasuje, tylko trzeba go rozetrzeć w moździerzu

Składniki (6 porcji kurczaka):

14 grudnia 2017

Boys Meat Girls – do trzech razy sztuka

Nachos - jednotalerzowe danie za 23PLN fot. D.Szymborska


Ursynów, Kabaty to taka pustynia kulinarna. Pojawiają się restauracje, znikają, ale częściej ich nie ma niż są… a jak są to niczym nie zachwycają…

Dwa lata temu, latem wybraliśmy się na obiad tex-mex (TUTAJ). Było super przyjemnie, potem niecałe dwa tygodnie później znów chcieliśmy amerykańsko-meksykańskiego jedzenia. Było delikatnie mówiąc średnio. (TUTAJ). A wczoraj to było mniej niż średnio….

Z jedzeniem w Boys Meat Girls jest tak, że nie jest tak niesmaczne, żeby je zwrócić do kuchni, ale jest tak przeciętne, że zwyczajnie żal, że wydaje się tyle pieniędzy na coś co można sobie było w domu przygotować. Jedyne co im (dalej) dobrze wychodzi to chili con carne….

Dlatego tym bardziej nie rozumiem fenomenu – środa, wieczór, nie jakieś tam wigilie firmowe czy spotkania biznesowe, a w lokalu ostatni wolny stolik należał do nas. Tłum. Gwar. Coś co uwielbiam w restauracjach. Tak, jak uważam jedzenie serwowane w tym lokalu za nijakie i zupełnie nie warte swojej ceny, tak atmosfera świetna, panie kelnerki miłe.

13 grudnia 2017

Biobazar w Warszawie – nowa lokalizacja

Jak ktoś się zgubi to na parkingu są takie napisy...fot. D.Szymborska


Tak, tak jestem wymagająca. Zależy mi na dobrej jakości produktach. Jednak jest kilka warunków, żeby zakupy doszły do skutku.

Po pierwsze  -  bliskość bazarku/targu lub w tym przypadku Biobazaru. Jaki sens ma jechanie godziny autem żeby kupić eko marchewkę? I potem znów wsiąść do auta i wracać przez kolejną do domu…. Czyli miejsce z produktami eko musi być niedaleko od mojego domu. Ktoś powie – rowerem. Nie moją szosą, tam nie ma miejsca na sakwy no i nie zostawiłabym jej przypiętej do płotu. To może komunikacja miejska – generalnie pomysł dobry, tyle, że to nic fajnego jechać w olbrzymimi torbami – bo jak już jestem na bazarku to robię zakupy, z tych większych….

Po drugie -  estetyka – wiem, że może panu rolnikowi to wszystko jedno, gdzie ten worek bio ziemniaków ułoży, ale ja lubię ładne miejsca, albo przynajmniej czyste! Tym bardziej, że warzywa to można sobie umyć, ale mięso, sery tutaj czystość jest jeszcze ważniejsza.

Po trzecie – duży wybór – dla mnie miejsca z żywnością eko, bio mają wtedy sens jak jest w czym wybierać, gdy stoisk jest wiele, bo inaczej to mam dział eko w supermarkecie do którego jeżdżę…chcę móc kupować rzeczy nietypowe, trudne albo niemożliwe do dostania w innych miejscach.

Po czwarte – godziny otwarcia – dla mnie nie ma problemu z wstaniem rano, dlatego im wcześniej mogę zrobić zakupy tym lepiej, więc o ósmej z minutami mam już auto zaparkowane, torby wyciągnięte i zaczynam robić zakupy….w sobotę…

12 grudnia 2017

Pesto z kalafiora i migdałów z makaronem

Genialne w smaku, inne niż wszystkie - pesto z kalafiora i migdałów fot. D.Szymborska


Czasem przyjmuję zamówienia na posty, że ktoś chciałby zjeść coś bez mięsa, albo może jakiś przepis na rybę. Obiecałam przepis bez mięsa.

Nowa książka kucharska (przyniósł Mikołaj) i zupełnie niespotykany pomysł na pesto z kalafiora i migdałów! Samo pesto jest tak smaczne, że można je jeść jako tapenadę. Przygotowanie nie zajmuje wieków, ale trochę wymaga blendera, bo jeżeli mielibyśmy wszystko kroić to spędzilibyśmy wieki w kuchni.

Smitten Kitchen czyli Nowy Jork na Talerzu – to TA książka, mam już kilka karteczek przyczepionych bo przepisy się super smacznie zapowiadają.

Składniki (4 porcje):