24 kwietnia 2018

Kadencja – to ma znaczenie!

Jazda o wschodzie słońca ma wiele uroków....ale ciepło nie jest...


Niektórzy zawodowi kolarze wrzucają do Internetu zdjęcia swoich liczników, na których widać z jakimi watami pokonali dany odcinek, inni zapisują dane z treningów na Stavie. Amatorzy zachwycają się i zazdroszczą jakie to waty wyciskają ich idole. Część z nich stara się powtórzyć, dorównać mistrzom w danych segmentach (zaznaczonych odcinkach w aplikacji) „cisną”, żeby osiągnąć podobny wynik.

W pogoni za watami zapominamy o kadencji! Kadencja w kolarstwie to ilość obrotów korbą na minutę.

Dlaczego kadencja jest taka ważna?

Zrobiłam bardzo prosty test – na tym samym odcinku jechałam ze stałą prędkością – 25km/h z różną kadencją – 60,70,80,90. To co porównywałam to średnia ilość watów do pokonania tego odcinka.
Jeżeli poruszam się z taką samą prędkością w bardzo podobnych warunkach (wiatr, teren) to, najważniejsze dla mnie jest to, żeby moc potrzebna do pokonania tego samego odcinak była jak najmniejsza.

I tak, odpowiednio przy kadencji 60 – 116W, 70 – 125W, 80 – 107W, 90 – 116W.

20 kwietnia 2018

Wegańska jazda z Grzegorzem Łapanowskim

Jeszcze nigdy Food Lab Studio Grześka Łapanowskiego nie było takie zielone! Nie ma to jak kurs wegańskiego gotowania! fot. D.Szymborska


Prawko zrobiłam jak miałam 17 lat. Mam na myśli, to kategorii B, samochodowe. Jeżeli miałabym powiedzieć kiedy zrobiłam kulinarne prawo jazdy, to miałabym problem z jasną odpowiedzią. Czy takie prawo jazdy przysługuje osobie, która zrobi makaron z sosem ze słoika, czy takiej, która sama zrobi i makaron i sos?

Grzegorz Łapanowski wymyślił projekt – Kulinarne Prawo Jazdy – uczy podstaw gotowania. Według takiej definicji to by byłby dobry, włoski makaron z domowym sosem i mamy zdane prawko!

W maju rusza nowa wege edycja kulinarnego kursu. To będzie cykl warsztatów kuchni roślinnej – czyli takiej bez nabiału i mięsa. Grzegorz jasno stawia cel – projekt ma edukować z zakresu zdrowej i zbilansowanej diety roślinnej, ma być promocją dobrego jedzenie.

Do projektu zostali zaproszeni eksperci, szefowie kuchni i dietetycy. Zamysł jest prosty – obalenie mitów dotyczących diety roślinnej i nauka przygotowywania zbilansowanych posiłków.

Jeżeli ktoś myśli, że łatwo jest po prostu odstawić produkty pochodzące od zwierząt i być zdrowym i najedzonym….to jest w błędzie. To nie jest takie proste! Wiem coś o tym! 

Kilka lat temu pojechałam na kobiecy, wegański, dwutygodniowy obóz. Prowadziłam tam poranne treningi biegowe. Pierwsze kilka dni – przebieżki były radością dla wszystkich, jednak każdy kolejny trening był coraz trudniejszy. Było tam kilka dziewczyn, które tak jak ja na co dzień jedzą mięso, chleb smarują masłem…. Radykalne odstawienie wszystkiego co zwierzęce, brak specjalnej diety pod uprawianie sportu. Słabłyśmy z dnia na dzień. Po siedmiu dniach złamałam zasadę bezmięsności, pojechałam do miasteczka i zjadłam….kurczaka z rożna, bo akurat taka budka stała przed jedynym supermarketem…energia wróciła....

17 kwietnia 2018

Pieczony kurczak z winogronami i oliwkami


Kurczak pieczony z winogronami i oliwkami fot. D.Szymborska



Pieczone, słodkie winogrona z greckimi oliwkami…do tego aromatyczny rozmaryn i kawałki kurczaka w chrupiącej skórce. Brzmi pysznie i tak też smakuje!

Przepis z Smitten Kitchen, jak zwykle tak opowiedziany, że po samej lekturze jesteśmy już bardzo głodni. 

Ciekawy sposób przygotowania sosu, jedyne na co trzeba uważać to słoność oliwek w połączeniu z mocno doprawionym mięsem. Łatwo przesolić!

Są dania z pieczonego kurczaka, które robią się same i takie, które wymagają uwagi, to zalicza się do tych drugich.

Składniki (4 porcje):

16 kwietnia 2018

Koreanka czyli azjatyckie bistro w bramie



Dandan ramen fot. D.Szymborska




Uwielbiam zupy, piszę o tym dość często, bo niezależnie od tego czy to domowy rosół, Fusion ze szparagami czy coś azjatyckiego, to parująca mieseczka na stole zawsze mnie cieszy.

Rameny lubię, ekspertką nie jestem, ba mam wrażenie, że tak jak wcześniej wszystko nazywało się pho tak teraz nazywa się ramen.
 
Koreanka to malutkie bistro, ukryte w bramie. Trzeba dzwonić domofonem! Serio. Brama przy koszykowej, tak w której mieści się kancelaria, krawcowa itp. 

Kilka stolików, brak szyldu, śmietniki i kapliczka na podwórku studni otoczonym przez kamienice, warszawski klimat… w Koreance.

Każdy hipster powinien być zadowolony! Najpierw domofon, potem menu napisane na czarnej tablicy, malutkie stoliczki, które można przestawiać – łączyć lub rozdzielać.

Kilka dań z karty, a bardziej ściany jest serwowanych tylko w weekendy. W niedzielę po południu nie było już deseru.

15 kwietnia 2018

Grillowany kurczak z super sałatką i niteczkami ryżowymi


Sałatka, kurczak z prażonym sezamem i przeźroczysty makaron fot. D.Szymborska



Wiem, wiem ostatnio gotuję zgodnie z przepisami Smitten Kitchen i Jamiego Oliviera – nudno? Oj nie! A to co w tym lubię to gwarancja tego, że jeżeli będę przestrzegać przepisu to będzie smacznie. To naprawdę dużo! W kuchni spędzam sporo czasu, do tego zakupy… wychodzi coś między 2-3 godziny, bo jeszcze doliczam zmywanie (nie zawsze), dlatego tak ważne jest dla mnie gotowanie według receptur, które zostały sprawdzone. 

Ot nie ufam, przepisom w stylu – zmień to na to, tego w ogóle nie musisz używać, a temperaturę pieczenia dostosuj do…. Grrr. Takie przepisy to można sobie na pikniku opowiedzieć. Pozostają dwie drogi: przepis przetestowany przez kogoś solidnego wiele razy, albo wiele prób w naszej kuchni. Nie widzę i nie wierzę w trzecią drogę w stylu -jakoś to będzie. Wtedy mamy byle jakie jedzenie, a na to mi zwyczajnie szkoda czasu.

A kurczak z niteczkami ryżowymi z sałatką z dymki, kapusty pekińskiej i chili jest jednym z pomysłów Jamiego Oliwiera. Jak się domyślacie bardzo smacznym! Trochę się obawiałam tego przepisu, bo tak podać sam makaron ryzowy bez sosu? To działa, bo je się go z sałatką i kurczakiem, trochę jak ziemniaki do kotleta…

Przygotowanie zajmuje około 30 minut. Składniki do kupienia w zwykłych sklepach, jedynie ten ryżowy makaron niteczki może być troszkę trudniejszy do dostania!

Składniki (4 porcje):

13 kwietnia 2018

Oponki zimowe, czyli jak się nie dać zwariować modzie na fit!


Pozostałości po zimie...



Zaczęło się! Jest cieplej i bliżej do lata. Nagłówki krzyczą: 100 dni do lata, płaski brzuch, bikini marzenie, najszybsze spalanie, 1000kcal w godzinę….

A my? 

Patrzymy w lustro i zastanawiamy się jak przechodzić gorącą wiosnę w wielkiej kurtce, albo co zrobić, żeby nie ubierać krótkich spodenek latem. Czasem posuwamy się dalej i oglądamy filmiki instruktażowe jak wiązać tuniki, które „wszystko zatuszują”.

Panika!

Kupujemy płyty gdzie super zgrabne panie dziarsko skaczą przez kilkadziesiąt minut, mówiąc do nas „dasz radę”, zaopatrujemy się w maty, skakanki, ciężarki, konsultujemy układ naszej stopy by kupić najlepsze buty do biegania….

Wydajemy całkiem sporo pieniędzy, licząc na natychmiastowe efekty. Czasem uważamy, że sam abonament do siłowni wystarczy żeby schudnąć.

Mija miesiąc, drugi. Czytamy teksty – jak schudnąć w dwa tygodnie przed wymarzonymi wakacjami, szukamy specyfików na spalanie tłuszczu. Gazety się rozpisują o tych co sobie tasiemca w tabletce kupili albo założyli opaskę na żołądek. W głębi duszy zazdrościmy tym „śmiałkom”, myślimy: idioci, ale za to chudzi są teraz…

To co zrobić z oponką zimową, żeby nie zwariować a się jej pozbyć? Trzy spokojne, sprawdzone rady:

12 kwietnia 2018

Grand Prix Żoliborza – przełaj na 5K – dwie perspektywy

Puzzlowy medal..brakuje jeszcze dwóch do całości fot. D.Szymborska


Myśli spacerowicza:

Piękne popołudnie. Słońce świeci, nareszcie można chłonąc wiosnę. Idealna pogoda do spacerowania, ani za gorąco ani za zimno. Kępa Potocka – stawik, kwitnące jaśminy, krzewy, łabędzie, zielona trawa.

Można z rzucać psu patyki, można usiąść na ławce i poczytać. Jak się pomyślało i zabrało kocyk to nawet rozłożyć go na trawie i się „wyciągnąć” by popatrzyć w błękitne niebo.
Ups. Taśma. Ups. Kolejna taśma. Powiewają na wietrze. Wypadek? Raczej nie bo to nie żadne policyjne oznaczenia, tylko taśmy coś odgradzające. A może rowerzyści tutaj ćwiczą na tych wielkich rowerach co to mają wszędzie amortyzatory? Albo jacyś harcerze mieli za zadanie zmierzyć odległości między drzewami.

Jakoś coraz więcej ludzi ubranych w sportowe ciuchy idzie w stronę pawilonu, gdzie znajdują się toalety. 

Robi się coraz tłoczniej, gwarniej. 

Kilka pytań i już rozumiem – dorośli ludzie płacą za to, by biegać po trawie na trasie wydzielonej przez taśmy. Jakby nie mieli co robić w środę po południu. Psy szczekają bo tyle ludzi w jednym miejscu. Pojawia się głośniczek z muzyką, zapowiedzi. 

Spacer zdecydowanie utrudniony. Na szczęście ci maniacy biegania w kółko będą zbiegać i podbiegać pod jedyną górkę w tym parku. Można przejść kawałek dalej i wciąż cieszyć się spacerem.
Dobrze, że miasta nie blokują….

Myśli biegacza:

12.00 obiad w pracy, żeby nie jeść przed samym biegiem.
13.00 za wcześnie był ten obiad, to co zjeść przed startem?

9 kwietnia 2018

Zapiekane pulpety pomidorowe z palonym masłem

Pyszny, pieczony pulpet z warzywami i wołowiną. Podany na ziemniakach z palonym masłem fot. D.Szymborska


Coraz bardziej lubię przepisy Smitten Kitchen, podoba mi się taki sposób łączenia smaków. Do tego receptura jest dobrze opisana, dania zwyczajnie „wychodzą” jak trzymamy się przepisu, gdy gotujemy te amerykańskie przysmaki.

Pulpety są lekkie, sos jest świetny a ziemniaki z palonym masłem podbijają serce każdego!

Składniki z których powstaje to danie, należą do tych „normalnych”, nie trzeba ich szukać w żadnych specjalistycznych sklepach. To wszystko są ważne uwagi, bo czasem porywający przepis staje się koszmarny, gdy zaczynamy od samych zakupów i okazuje się, że wycieczki po dziesięciu sklepach są koniecznością.

Trzeba sobie zarezerwować ponad 2 godziny w kuchni, powstanie dwanaście pysznych pulpetów więc jak nie mamy sześciu osób przy stole to będziemy mieli pyszny obiad do podgrzania na następny dzień.

Składniki (12 pulpetów):

7 kwietnia 2018

Orzechowa owsianka z truskawkami

Ślicznie i pysznie! fot. D.Szymborska



Kiedyś jadłam codziennie, potem zakochałam się w jajkach w każdej postaci – smażone, na miękko, jajecznica z dodatkowym żółtkiem. Teraz znów, na wiosnę mam ochotę – owsianka.

Przygotowanie zajmuje chwilkę, energia zostaje na długo!

Moja wersja jest z mlekiem i masłem orzechowym. Nie nazwę jej dietetyczną, ale pyszną na pewno.

Otworzyłam ostatnie opakowanie płatków owsianych, tych moich najulubieńszych, błyskawicznych, brytyjskich, z M&S (to o tyle ważne, że sklepu nie ma już w Polsce, a nie wysyłają z UK…).

Przepis przez lata nie zmienił się zbytnio – mleko (to od krowy, bo z sojowym i ryżowym mi średnio smakuje), miód albo masło orzechowe i dodatki. Czasem na słono z awokado i boczkiem, ale zdecydowanie częściej z dżemem, owocami….

Acha z racji błyskawiczności, o niczym nie trzeba pamiętać wieczorem, żadnego namaczania płatków przez noc!


Składniki (jedna miseczka):

5 kwietnia 2018

Przesilenie wiosenne, pyłki i jak zacząć teraz trenować?

Dla mnie wiosna jest w kolorze celeste...


Wcześniej było, że ciemno i zimno, teraz jest jasno i ciepło. I co z tego, jak jakieś pyłki czy coś utrudniają treningi. Do tego dochodzi zmęczenie zmianą pogody. Jednym słowem mamy przesilenie wiosenne.

Jak sobie z nim poradzić? To trzy sprawdzone sposoby:

Pierwszy, mój ulubiony – przeczekać i przestać narzekać.

Drugi, też działający – zacząć łykać witaminy i pić np. specyfiki dla seniorów, które podnoszą witalność. Brzmi dość emerycko, ale działa całkiem dobrze. Nie wszystko można rozegrać dobrym jedzeniem, choć to niewątpliwie pomaga i to bardzo!

Trzeci, za którym nie przepadam – pójść do lekarza po leki. Tutaj pełna dowolność, czy to będzie coś na wzmocnienie, czy też leki leczące objawy alergii to musimy się liczyć z mniejszym lub większym „zamuleniem”.

3 kwietnia 2018

Pańska 85 – raz wystarczy

Urodzinowy obiad w wersji chińskiej fot. D.Szymborska


Oglądałam zdjęcia od jakiegoś czasu, zachwycałam się nowoczesnym spojrzeniem na kuchnię chińska. Podobały mi się kompozycje na talerzach, urzekło mnie to, że w restauracji są mini wystawy obrazów.

Dlatego wybrałam Pańską 85 na urodzinowy obiad. Niestety to nie był najlepszy wybór….

Miejsce ładne, ciekawie urządzone, dużo obrazów Dwurnika – zawsze miło jeść zupę z widokiem na sztukę.

Wybraliśmy okrągły stół ze specjalną obrotową tacą na środku. Długie menu, jak dla mnie trudne w obsłudze, bo nie lubię jak muszę wybierać na tablecie, do tego nie działa zamawianie z poziomu tabletu – wszystko trzeba przekazać kelnerowi, który na swoim tablecie zapisze nasze wybory. 

1 kwietnia 2018

Ziemniaczana sałatka z marynowanym selerem naciowym i boczkiem

Piękne, pyszne i bez majonezu! Sałatka ziemniaczana z marynowanym selerem naciowym fot. D.Szymborska


Należy wstać od stołu, albo z kanapy i sprawdzić czy w lodówce mamy: jajka (może nawet ugotowane na twardo), ziemniaki (najlepiej małe), boczek (krojony w kostkę to będzie szybciej), seler naciowy (3 łodygi).

Reszta składników sałatki to: ocet winny, oliwa, musztarda z ziarenkami, musztarda Dijon, sól i cukier.

I jak?

Macie to wszystko w swojej kuchni? Jak tak, to teraz mogę spokojnie napisać, że to jest super smaczna sałatka. Znów przepis Smitten Kitchen jest genialną kompozycją smaków.

Sałatka znika w oka mgnieniu. To nie jest danie, w stylu dziś zjem troszkę, jutro dojem resztę. Oj nie! To jest tak pyszne, a marynowany seler naciowy to coś co podbije Wasze serca, albo żołądki – jak kto woli!

Przygotowanie zajmuje chwilę, bo trzeba ostudzić ziemniaki, ale w tą uroczą inaczej pogodę, można je wystawić na balkon, a to bardzo przyśpieszy studzenie!

Składniki (4 porcje):

30 marca 2018

Tajskie, zielone curry z kurczakiem, grzybami i groszkiem cukrowym


Takie zielone curry to mega pyszna opcja obiadowa albo kolacyjna! fot. D.Szymborska


Jak czytałam przepis to wiedziałam, że będzie smacznie, ale nie spodziewałam się, że aż tak! To było chyba najlepsze curry, które jadłam. 

Aromatyczne, orientalne w smaku. Do tego przygotowane od A do Z w naszej kuchni. Do gotowania wykorzystane zostały tylko dwa półprodukty, cała reszta jak np. zielona pasta curry zrobiona od początku do końca z podstawowych składników!

Owszem jest trochę „zabawy”, łatwiej by było nałożyć łyżkę gotowej pasty, ale nie o to chodzi w gotowaniu! Uwielbiam obserwować jak z kilku składników powstaje coś zupełnie nowego i najlepiej jak to jest super smaczne! Tak było w tym przypadku.

Według przepisu powinnam ze wszystkim uporać się w godzinę, ale jeszcze doszło gotowanie ryżu w mleku kokosowym. Zarezerwujcie sobie półtorej godziny w kuchni.

Przepis pochodzi ze strony www Jamie'go Olivier'a. Tak, tak wiem coraz częściej tam zaglądam….tak jak nie przypadło mi to w jaki sposób Jamie prowadzi swoją restaurację w Londynie (TUTAJ) tak mam wielkie zaufanie do jego przepisów. Jak na razie raz zaliczyłam nieudane gotowanie z jego przepisem, na…. kilkadziesiąt przygotowanych…. z perspektywy czasu zastanawiam się, czy to nie ja coś pokręciłam, bo jego przepisy są tak starannie napisane!
Składniki (3 porcje, dla bardzo głodnych osób):

29 marca 2018

Ryżowe kluski z groszkiem cukrowym i kurczakiem po azjatycku

Chrupiący groszek cukrowy, aromatyczny kurczak i prażone orzeszki! PYCHA! fot. D.Szymborska


Uruchamiasz stoper. Wiesz, że masz 30 minut. To jest ten przepis! Po półgodzinie na talerzach będzie parujący, pyszny i aromatyczny makaron ryżowy z chrupiącym groszkiem.

Czas start! Wszystko zadziała przy świetnej organizacji pracy w kuchni, jak masz ochotę robić to spokojnie to zaplanuj sobie więcej czasu.. 

Składniki (5 porcji):

25 marca 2018

13 Półmaraton Warszawski – przebijanie piątek z uśmiechem

Selfie z pięknym medalem! 


Niezależnie od tego czy to start „treningowy” czy pogoń za „życiówką” to udział w dużej imprezie biegowej oznacza nerwy. Ot to jest coś stresującego biec w takim tłumie. Gęsia skórka na starcie, czasem łzy na mecie.

Przed startem wycieczki do łazienki, rozgrzewka. Ważna decyzja – biegnę „na krótko” czyli wiąże sobie w pasie bieliznę termiczną, którą miałam pod koszulką – wydawało mi się, że jest na dworze bardzo zimno. To był dobry wybór, bo naprawdę dziś zrobiło się ciepło!

Bardzo dowcipne, choć seksistowskie pokazy stewardes, które zagrzewały nas do biegu. To wszystko dlatego, że LOT jest jednym ze sponsorów biegów Fundacji Maratonu Warszawskiego.

Punktualny, falowy start. I trasa, która była po prostu brzydka. Wiem, że remonty, wiem, że na wszystko trzeba mieć zgody, ale w tym roku było wyjątkowo nieciekawie. To co mi się podobało to przebieganie przez dwa mosty – piękne widoki! Nie pamiętam, kiedy ostatnio szłam piechotą przez któryś z warszawskich mostów.

Przemili wolontariusze w punkach odżywiania, specyficzni kibice na Pradze, kilka zespołów w punktach kibicowania, wreszcie spontaniczni kibice z garnkami lub generatorami prądu i muzyką! Super!

Nie było nikogo wchodzącego pod nogi, owszem było kilka niezadowolonych osób, które machając palmami sygnalizowały, że nie są fanami tego biegu.

24 marca 2018

Twój pierwszy półmaraton – zazdroszczę Ci!!!

Jak debiutujesz to pewno masz pakiet delux, ja tnę koszty i mam pakiet minimum bo bluzeczek w domu dużo fot. D.Szymborska


Tak, wiem pisali, że EXPO a była mała wystawa butów. Trudno. Przecież masz swoją parę przygotowaną na jutro.

Nie, nikt nie będzie patrzył jaki masz numerek w kolorowym kółeczku. Jedynka wstydu nie przynosi.

W pytaniu wolontariuszy, którędy na start też nie ma nic dziwnego….

Pierwszy półmaraton jest wydarzeniem. Z reguły wiosenny oznacza, że przygotowujesz się do maratonu jesienią.

I właśnie TY, debiutant masz przewagę nad wieloma biegaczami. Serio.

Owszem, może nie wypróbowałeś piętnaście razy jakie śniadanie działa a po jakim biega się szybko…tyle, że do łazienki. Wreszcie pewno się zastanawiasz o co chodzi z tym depozytem, tym bardziej, że w tym roku mają być jakieś ciężarówki – pocieszę Cię – też nie wiem jak będzie z tymi autami, bo wcześniej w Warszawie było „zwyczajnie”.

Wiesz w czym masz przewagę?

Nie lekceważysz dystansu. Trenowałaś starannie, miałaś plan.

Z weteranami to różnie bywa. Wiemy, co możemy wyciągnąć z naszego organizmu, wiemy jaka była treningowa zima (bo to kolejna, nasta….). Umiemy przeciwdziałać kryzysom, nie spalamy się na pierwszych trzech kilometrach. Niestety też często, nie trenujemy tak, jak kiedyś. Ot wiemy, że jeszcze „nadrobimy”, że biegniemy „treningowo”, że to nie jest start „A”. Nawet nie chodzi o szukanie wymówki, po latach biegania zdajemy sobie sprawę, kiedy jesteśmy dobrze przygotowani a kiedy nie. Wiemy, że na „oparach” ale i tak doczołgamy się do mety.

Ty tego wszystkiego nie wiesz. Nie znasz swojego organizmu. 

Zazdroszczę Ci bo zrobisz życiówkę! Tak, tak bo to będzie Twój pierwszy półmaraton.

Jego się nie zapomina. 7 lat temu pobiegłam swój pierwszy w Warszawie. I tak już zostało. Są lata, gdzie nie mogę się doczekać startu bo wiem, że świetnie się przygotowałam, są takie, gdzie jak mówię, że to będzie tylko długie wybieganie, to nie kłamię. Wreszcie zdarza się, że ten start jest z sentymentu, mimo, że w planie treningowym do niczego nie jest potrzebny.

Znam swój organizm na tyle, że wiem, że będzie bolało, ale nie tak bardzo. Wiem, kiedy zjeść żel….Ty pewno też, bo czytałeś blogi, oglądałeś vlogi. Teraz nic nie zmieniaj. Postępuj zgodnie z planem. W niedzielę po południu będziesz wiedział, czy to był dobry plan. Inaczej tego się nie da sprawdzić.

Jutro razem będziemy szukać ciężarówek, Ty zrobisz życiówkę, ja nie, ale ja wiem, gdzie będą stali fotografowie i będę miała śliczne zdjęcia….tak, tak to też wynika z doświadczenia.

To na koniec kilka rad od kogoś kto w Warszawie biegnie 7 raz (na 13 razy organizowane zawody to całkiem weterański wyniki).

Dziś wieczorem:

23 marca 2018

Ćma – Koszyki – zaczynam lubić

Przepyszna sałatka ziemniaczana z oscypkiem i słodką żurawiną fot. D.Szymborska


Na otwarcie się nie wyrobiłam, byłam chwilę po – delikatnie mówiąc zachwytu nie było. 

Kolejna próba – nic. 

Pozersko, że nic smacznego nie ma, dziwne sklepy…wybrzydzanie na całego. 

W ramach Tapas Week odwiedziłyśmy jedną z kawiarni – znów jakoś tak nijako. 

Wreszcie śniadanie z przyjaciółką w Ćmie – odkrycie. 

Rodzinna kolacja o 21. Tak, tak w Warszawskim Śnie kuchnia jest czynna do późna. Nie jest łatwo znaleźć miejsce, gdzie kolacje zaczniemy jeść po 21 a obsługa nie będzie zaczynać odkurzać i sprzątać chwilę po 22. Jeżeli skreślimy hotelowe restauracje, to zostaje Sen albo coś na Pradze…

Wracając do Ćmy – trzecia wizyta, na pewno nie ostatnia. Było śniadanie (TUTAJ), szybka zupa (żurek) i późna kolacja.

Ta ostatnia zachwyciła najbardziej. Normalny dzień w tygodniu, wszystkie stoliki zajęte. Zostały miejsca przy barze. Świetnie, bo to uwielbiam!

21 marca 2018

Chorowanie i startowanie w zawodach, relacja z Indoor Triathlon w Hiltonie

Medal - 5 do kolekcji fot. D.Szymborska

Nie chodzi o wymówki, szukanie usprawiedliwień, tylko o to żeby sobie uświadomić, że organizm potrzebuje wypoczynku i rekonwalescencji.

Wtorek 7 rano – stała ekipa pasjonatów, lekko zaspani jesteśmy, ten ma kontuzję, ta po chorobie, ten w najlepszej formie od miesięcy. Jak to bywa na zawodach – każdy ma swój powód, swoją walkę i swoje zwycięstwo lub jego brak.

Zadanie polega na: przepłynięciu 500m w krótkim basenie (czyli 20 nudnych długości). Dalej jest T1 – z racji tego, że pływamy w basenie to nie ma żadnych pianek do zdejmowania, więc idzie szybciej. Potem przebieżka po schodach przeciwpożarowych (na szczęście wewnątrz budynku) i po siłowni – stanowimy niewątpliwie dużą atrakcję dla gości hotelowych, który przyszli rano na siłownię…jak tacy ociekający wodą z obłędem w oku biegniemy przez siłownię. By dalej marznąć na rowerku treningowym. Sala do spinningu ma zawsze ustawioną bardzo niską temperaturę – idealne do treningów, ale stanowiące wyzwanie jak się jest mokrym po pływaniu. 20 kilometrów jednym mija dłużej innym krócej. Potem zostaje już tylko przebiec 5 kilometrów na bieżni.

Zawody odbywają się przez prawie cały dzień. Są trzy sesje: ranna, południowa i wieczorna. Niektórzy wybierają sponiewieranie się przed pracą inni potrafią specjalnie przyjechać z Łodzi by zmierzyć się z triathlonem pod wieczór. Dla każdego coś dobrego! Ci z pierwszej grupy (jak ja) za zadanie na resztę dnia mają nie usnąć, ci z wieczoru obmyślają strategie żywieniowe, które można zrealizować w pracowniczej stołówce.

17 marca 2018

Souvlaki czyli golonka po grecku

Marynowane kawałki wieprzowej golonki, grillowane na sposób grecki fot. D.Szymborska


Są przepisy, które przywożę z wyjazdów, takie, które przywołują wspomnienia, kojarzą się z miejscem, przyjaciółmi…a są też takie, które gotuje się pierwszy raz i po tym się wie, że TAM TRZEBA POJECHAĆ!

Tak właśnie jest ostatnio z greckimi daniami…. W Grecji byłam wieki temu i chyba czas najwyższy to zmienić!

Souvlaki z tzatikami i greckie kebaby – super smaczne połączenie.

Wiem, wiem ten przepis powinien się pojawić wcześniej, ale….no właśnie czasu mało…tak, tak w niedzielę sklepy zamknięte a lista składników dość długa, na szczęście to jest blog a nie społecznościowa aplikacja, więc nic nie zniknie. Przepis sobie poczeka na otwarcie sklepów, dla mnie też będzie bazą do kolejnych greckich eksperymentów!

A przepis (jak to ostatnio bywa) - Jamiego Oliwiera, czyli pewniak! Wiadomo, że będzie smacznie, ciekawe tylko jak bardzo!

Składniki:

15 marca 2018

Szparagowy eliksir – przepis Hopkinson’a

Najlepsza zupa szparagowa jaką jadłam...i sama ją ugotowałam! fot. D.Szymborska



Simon Hopkinson to ikona brytyjskiego gotowania – zawsze sprawdzone przepisy, zamiłowanie do szczegółów. Do tego ta zupa została wyróżniona przez The Guardian jako jedna z 20 najlepszych zup. Nic tylko ugotować i…. przetrzeć przez sitko…. tak, tak to zupa przecierana, wymagająca dużo cierpliwości za to zjawiskowo smaczna.

Nigdy nie jadłam lepszej szparagowej. Zamierzam teraz próbować w różnych restauracjach, ale myślę, że ciężko będzie „przebić” ten smak i konsystencję. To nie jest zupa krem – koszmar dzieciństwa! To jest pyszna, elegancka, wiosenna zupa. 

Hopkinson nazywa zupę eliksirem ze szparagów  - jakkolwiek pretensjonalnie to brzmi, to jest to prawda!

Jak nie lubisz stać z sitkiem w kuchni i przecierać zupy….to nie czytaj dalej, to nie jest przepis dla Ciebie!

Wreszcie, jak zależy Ci na niskokalorycznej zupie…to eliksir szparagowy ją zdecydowanie nie jest!

Składniki (4 duże, głębokie talerze):

14 marca 2018

Najlepsza sałatka grecka – super prosty przepis


Sałatka grecka według tego przepisu jest tak pyszna, że bez używania przenośni ZNIKA w 5 sekund! fot. D.Szymborska


Wiem, że w weekend ma padać śnieg. Teraz jest wiosna i tej wersji się trzymajmy! 

Chce się jeść lżejsze dania, nie trzeba rozgrzewających sosów, w końcu przyszedł czas na sałaty i sałatki. 

Znów Jamie nie zawodzi, jego pomysł a bardziej wariacja na temat greckiej sałatki jest super smaczna! I była okazja by użyć oregano – prezent przywieziony z Krety. Czyli trudno o bardziej greckie smaki.

Przygotowanie sałaty jest dość szybkie, to co jest bardzo wygodne, to można wszystko sobie pokroić i poczekać z wymieszaniem i dodanie oliwy i octu winnego, do czasu kiedy chcemy podać danie na stół.

Jak to bywa w przypadku dań najprostszych, ogromnie ważna jest jakość składników – jednym słowem, jak nie macie w kuchni pysznych pomidorów i smacznego ogórka to nie ma sensu się zabierać za krojenie! 

Przepis znaleziony w książce Jamiego, niech będzie początkiem greckich dań, które zamierzam zjeść w najbliższym czasie…oczywiście jak dalej będzie ciepło…

Jamie, tego nie robi, ale z racji takiej, że mój żołądek nie znosi cebuli, to ta tutaj jest zamarynowana – wystarczy pokroić w piórka i na kilka godzin pozostawić w occie winnym (jasnym), potem tylko odcisnąć i będzie super smaczne i nie cebulowo!


Składniki (4 porcje):

13 marca 2018

Schabowy, czylli semi bar mleczny dla hipsterów

Kotlet dobry, kapusta smaczna, frytki domowe, generalnie wszystko "domowe" tylko ceny restauracyjne fot. D.Szymborska


Jak z filmików, w których reżyser naśmiewa się z hipsterów, którzy zabłądzili w poszukiwaniu  prawdziwych smaków dzieciństwa....

Przy każdym stoliku ktoś dziwnie ubrany, wszystko najmodniej, najbardziej offowe stylizacje… Śmiesznie tak.

Na stołach zamiast ceraty karteczki w czerwona kratkę. Menu krótkie – drogie, droższe i najdroższe kotlety schabowe, do tego weekendowe ekstrasy – smaki Warmii, a w kolejny weekend festiwal pierogów. Tak, tak w Schabowym jest tak pretensjonalnie, bardziej się chyba nie da.

W weekend jak jedliśmy obiad to wszystkie stoliki były zajęte, rezerwacje na niedzielny obiad „jak u mamy”, plotki z koleżankami nad kawałkiem mięsa, randki z kołdunami, obiady z bachorkami. Do wyboru do koloru.

12 marca 2018

II Botaniczna Piątka w Warszawie – relacja


Piękny puchar do kolekcji i radość w wejścia, wbiegnięcia w nową kategorie wiekową...fot. R.


O pierwszej edycji nie słyszałam, a szkoda, bo startując w drugiej, wiem, że w kolejnej tez pobiegnę. Dystans z tych trudnych bo 5km, trasa też do najłatwiejszych nie należała – bardzo kręta i nawierzchnia, jak to się mówi – zróżnicowana.

Czasem jest tak, że zanim się w zawodach wystartuje, to można mieć przeczucie, że organizują je osoby optymistycznie nastawione do świata i bardzo zaangażowane emocjonalnie. Wystarczy przeczytać regulamin – w przypadku Botanicznej Piątki. Do tego docenieni zostaną również kijkujący. Przed startem dwóch fal biegu na trasę wyruszyli NW. 

Bieg obywał się w Powsinie, w Ogrodzie Botanicznym PAN, niestety przyroda powoli budzi się do życia, więc nie biegaliśmy wśród kwitnących krzewów, ale za to wśród spacerujących rodzin z dziećmi, które w 99% zachowywały się idealnie, czyli nie wchodziły pod nogi tym co biegli, a czasem nawet nas dopingowali.

Bieg podzielony na dwie tury, gdyby nie to w tak wąskich alejkach i byśmy się  "pozabijali". Ja z racji tego, że późno się na bieg zapisywałam biegłam w tej drugiej serii. Dzięki temu mogłam dopingować tych co startowali godzinę wcześniej.

Kupiłam pakiet minimum więc dostałam numerek z agrafkami i jakiś napój na spalanie tłuszczu (jeszcze niewypity, bo nie mam zbyt wielkiego zaufania do takich specyfików!). 

10 marca 2018

V Zlot Blogosfery Winiarskiej, czyli kiedy szampana zaczną pić Chińczycy…

Jak miło! FP Oneginetatopa 4 w Polsce wśród blogów opowiadających o winie....tym czerwonym i białym, oczywiście fot. D.Szymborska



Jejku jak ten czas leci. W 2014 byłam na IZlocie Blogosfery Winiarskiej, ot zbieranina entuzjastów, którzy wydają pieniądze na wino….

Cztery lata później, w tej samej sali spotkaliśmy się w zdecydowanie liczniejszym gronie. Artykuły o winie w Polsce pojawiają się aż na 69 platformach (blogi, FB, Instagram, YT). 

Uważam, że to całkiem spora grupa winnych pasjonatów i pasjonatek. Co ciekawe przeważają panowie, panie z reguły piszą o winie i jedzeniu, panowie zahaczają o mocniejsze alkohole albo powoli przechodzą w stronę coraz modniejszego piwa….

Dzisiejsze spotkanie pokazało, że jesteśmy coraz lepiej wyedukowaną grupą, owszem wciąż zdarza się nam za „skrzynkę wina” popełnić tekst jawnie promujący darczyńcę, ale widać, że zależy nam na tym by się uczyć i rozwijać.

Wojtek Bońkowski prowadził nasz zlot, nie zabrakło ciekawych gości. Dla mnie najciekawszy był wykład MW Richarda Bampfielda. Master of Wine mówił o trendach w winiarstwie. Nie wiedziałam, że ponad 60% wina sprzedawanego w Wielkiej Brytanii, jest też tam rozlewane, czyli przypływa w kadziach. Richard bardzo ciekawie opowiadał o tym, że kiedyś wino tylko w okolicach winnicy (ciężko było o dobry transport, wino też nie było łatwe do przechowywania).

Bampfield wspomniał, że to kwestia czasu aż Chińczycy zakochają się w szampanie. Wiele francuskich winnic już negocjuje kontrakty. Jak dla mnie straszna wiadomość. Oznacza to, że winnice będą eksportować butelki do Chin, gdzie z racji wielkości i zaludnienia z pewnością znajdą się miliony miłośników bąbelków. Efekt będzie taki, że szampany, tu w Europie staną się towarem mega luksusowym, ich ceny poszybują w górę, a dostępność butelek będzie prawie żadna. Nic tylko, od dziś (na wszelki wypadek) trzeba pić szampana….

8 marca 2018

Morning Glory – Love & Food Paring – czyli kobiece gotowanie

Genialna sałatka fot. D.Szymborska

Od wielu lat 8 marca jest dla mnie ważnym dniem, bywał nawet ważniejszym gdy będąc w PK8M organizowałam warszawskie Manify. 

Pamiętam Dzień Kobiet w Mediolanie, Londynie…. za każdym razem spędzałam go w doborowym babskim towarzystwie. Niezależnie od tego jak bardzo jestem lub nie zaangażowana w kobiece ruchy to wciąż wierzę, że w dziewczynach siła.

Dlatego bardzo się ucieszyłam z zaproszenia, na tylko kobiece spotkanie poświęcone gotowaniu. Same dziewczyny, sexy gotowanie, serio. Tytuł warsztatów to Love&Food Paring.

Spotkałyśmy się w bardzo ciepłym miejscu, prowadzonym przez same kobiety – bistro na Mokotowie – Lawendowy Dom Grażyny Winkowskiej. Ciekawe, jak wyczuwalna jest dobra energia, zrozumienie, otwartość. Jak się okazało również eksperymentowanie w kuchni. 

Zanim zaczęłyśmy gotować, do czego jesteśmy przyzwyczajone i wprawione (bo na warsztatach były blogerki, nie wszystkie kulinarne, niektóre parentingowe bo partnerem spotkania była tez Fundacja Jestem w Drodze) wysłuchałyśmy mini wykładu Patrycji Wonatowskiej (reprezentującej Instytut Pozytywnej Seksualności). Było wesoło i sexy – cóż taki temat spotkania. Jak już dowiedziałyśmy się, że dania smaczne mogą być afrodyzjakami to….był czas na gotowanie.

Naszym zadaniem było przygotowanie specjalnej sałatki, której jedzenie ma być początkiem specjalnego wieczoru…

Tutaj wklejam przepis: