23 sierpnia 2017

GT – Góralska Tradycja – Restauracja w Zakopanem

Tuńczyk a w tle zwłoki raka fot. D.Szymborska


Gdzie na obiad? To jedno z tych pytań, które bywa mocno stresujące, szczególnie wtedy, gdy jest się w Zakopcu. Oscypek goni oscypek, pizza atakuje, kebab pachnie zza rogu, a wszystko wędzi się w grillowym dymie o aromacie piwa.

Krupówki – centrum kiczu zakopiańskiego. Tam spotkasz białe niedźwiedzie! Zdjęć brak bo sobie sporo za fotkę liczą…a z ukrycia pstrykać nie będę…

Pod numerem 29 pasaż z dobrymi sklepami, na końcu GT. Na parterze cukiernia na piętrze restauracja.

Wystrój bardzo starannie dobrany, detale ultra góralskie, tak jakby odwiedzić skansen, potem wszystko wyprać, wykrochmalić i rozłożyć w wielkiej sali. Obsługa na szczęście ubrana normalnie, a nie w strojach regionalnych.

Karta fusion – od jagnięciny, przez fikuśnie serwowane oscypki po ryby, które bynajmniej do tatrzańskich się nie zaliczają.

22 sierpnia 2017

Kasprowy Wierch – Czerwone Wierchy – Kopa Kondracka – Dolina Małej Łąki [FOTO]

Deszczowo mglista pogoda "straszy" w górach fot. D.Szymborska



Uprzejmie informuję, że to wciąż działa. Jak się na szlaku wystarczająco wcześnie to nawet w Tatrach, nawet w sezonie nie ma tłumów.

Dziś rano przez półtorej godziny na szlaku spotkaliśmy 3 osoby! Owszem chwilę po siódmej rano na Kasprowym był 1 stopień i zerowa widoczność z powodu mgły, ale tłumów na pewno nie było!

Śmialiśmy się, że Czerwone Wierchy do godziny 8.30 nadają się dla osób z lękiem wysokości i przestrzeni – nic nie widać!

Długość wspominanej trasy to 11.5km, trzeba wspiąć niecałe 400m, ale trasa wymagająca, pewnie bardziej dzisiaj bo było bardzo mokro!

Wycieczka naprawdę świetna. Start przy górnej stacji kolejki na Kasprowy (można kupić bilety w Internecie i nie stać w kolejce), potem Czerwone Wierchy – bardzo widokowa trasa (chyba, że mgła jak dziś), szybkie podejście pod Kopę Kondracką i potem cały czas w dół. Dolina Małej Łąki bardzo malownicza (tutaj już pojawili się turyści, głównie zmierzający na Giewont). Uwaga na strumyk, który jest częścią szlaku. Na koniec najnudniejszy szuter, którym jest wyspana dolinka.

Ilość spotkanych na trasie biegaczy – dwóch, z tego chłopaki widocznie się gonili, bo jak krzyknęłam drugiemu, że ma minutę straty do kolegi to bardzo przyśpieszył.

Zalety trasy – rano bez ludzi, niezbyt wymagająca, brak łańcuchów, klamer. Bardzo widokowa – jak nie ma mgły oczywiście, przy spokojnym tempie spalone 1222 kcal!

Wady – brak schroniska/bacówki – wodę można nabrać w dolince ze strumyka jedzenie trzeba nosić. Kawałek szlaku wiedzie źlebem w którym płynie strumyk – niezbyt wartki więc spokojnie można iść, ale trzeba uważać bo ślisko.

21 sierpnia 2017

Hello Tatry, czyli będzie górsko!

Buff na głowę, buff na szuję, bluza x2, kurtka x2, buty, mapa, czekolada, telefon i power bank..
i jutro jestem na szlaku! fot. D.Szymborska


Oh jak strasznie jest na Krupówkach, pachnie (żeby nie powiedzieć inaczej) przypaloną pizzą zmieszaną z kebabem. Tłum snuje się w plastikowych pelerynach przypominając znudzone papugi (w tym sezonie peleryny są pastelowa i kilkukolorowe), kupując pamiątki i narzekając na wszystko.

Tak jest w centrum Zakopanego. Każdy wybiera jakie chce wakacje. Ja właśnie skończyłam przygotowywać wszystko na jutrzejszą wycieczkę. Jest mapa w woreczku – ma lać, telefon i power bank (moja komórka ma tendencję do wyłączania albo rozładowywania), jest koc termiczny (tak na wszelki wypadek), jutro dopakuję kanapki na razie jest czekolada (na czarną, głodną godzinę). Dużo ciepłych ubrań bo prognozy pokazują, że rano będzie naprawdę zimno….

Nie lubię narzekać na tłumy na szlakach a nie przepadam za wieczornymi spacerami po górach, bo zwyczajnie bardzo mnie męczą bo muszę wysilać oczy żeby wypatrywać drogi….dlatego wychodzę na szlak zanim „tłumy” się na nim pojawią! To działa!

Efektem wycieczkowania od świtu jest to, że do 16 jestem już „po”! Ale warto, bo tłoku nie ma, góry są piękne…choć myślę, że tłumów i tak nie będzie bo ma lać od rana….


20 sierpnia 2017

7 Półmaraton im. Janusza Kusocińskiego – relacja

Tak padało, lało wręcz, że żal było wyciągnąć telefon z woreczka...dlatego selfie z medalem nie z mety tylko z hali 
gdzie odbywały się dekoracje i można było zjeść makaron


W Nowym Jorku biegacze jadą autobusami na start, w Borzęcinie autokarami wracają z mety.

Wszyscy, którzy przygotowują się do maratonu wiedzą, że długie wybiegania są potrzebne, zdają sobie sprawę, że ciężko jest siebie samego zmobilizować do długich wybiegań. Jeszcze po lesie to jakoś się udaje, ale po asfalcie? Mi, rzadko. Największe utrudnienia to światła – człowiek biegnie równym tempem a tu przymusowy przystanek. Grr. Po wsiach boję się biegać bo kierowcy nie zauważają mnie na rowerze a co dopiero gdy będę sobie biegła poboczem…. Dlatego warto się zapisać na półmaraton. Ja tak zrobiłam i jestem bardzo zadowolona jestem bardzo. Owszem zajmuje to pół dnia, ale za to przyzwoite wybieganie – zrobione, nie trzeba nosić picia ze sobą, jest świetna atmosfera. Wreszcie miło popatrzeć na innych biegaczy i spotkać znajomych.

O tym półmaratonie słyszałam od znajomych, że lokalny, że jest z kim się ścigać, wreszcie, że trasa śliczna jak na wsi Powiatu Warszawskiego Zachodniego….. i teraz ja to mogę polecać innym.

Chyba najlepiej napisać to w punktach:

19 sierpnia 2017

Kokosowo imbirowy kurczak z limonkami i pakczoj– przepis kolarski vol. IV

Niektórzy nie potrzebują obrazków w książkach kucharskich, ja bardzo
 je lubią bo zwyczajnie wiem do jakiego efektu na talerzu zmierza moje gotowanie,
albo przynajmniej powinno zmierzać...fot. D.Szymborska


Ciekawe co jedzą nasi zawodowi kolarze? Ci dla których gotuje Hannah Grantsą szczęściarzami. Po raz trzeci się o tym przekonałam. Ot strona 82 – przepis i 83 obrazek jak danie może wyglądać. Grant poprzeczkę stawia wysoko, sesje zdjęciowe do swojej książki robiła w Nomie….

Moja propozycja podania różni się od pomysłu Grant – zamiast ciemnego ryżu zdecydowałam się na makaron ryżowy. I jeszcze dwa usprawnienia, które moim zdaniem warto sprowadzić – rozgnieść nasiona kolendry w moździerzu i zetrzeć imbir na tarce. Cała reszta zgodnie z przepisem.

Składniki (6 porcji):

18 sierpnia 2017

Dwa spotkania i jedno bieganie – jak znaleźć czas na treningi?

Spotkanie - bieganie - spotkanie. Na tym drugim, jak już byłam wybiegana to byłam bardziej zrelaksowana....
czyli jeszcze jedna ukryta zaleta trenowania "kiedy tylko się da"


Pamiętam, jak zaczynałam biegać. Każdy trening był wielkim wydarzeniem. Najpierw trzeba było wszystkie ubrania przygotować, najlepiej ułożyć na krześle. Tak czekały do rana (wtedy biegała tylko o świcie), po treningu właściwa suplementacja. Jednym słowem – 3 godziny z dnia wyjęte… Efekt – trenowanie głównie w weekendy. 

Teraz? Owszem zostało mi przygotowywanie ubrań dzień wcześniej – ot to działa i pozwala zaoszczędzić wiele czasu na szukanie np. czystej bluzeczki biegowej czy technicznych skarpetek. Ale treningi przestały być wydarzeniami, wpisuje je gdzie mogę do dziennego harmonogramu.

Wiadomo, że najwięcej „zachodu” jest z treningami pływania w wodach otwartych. Ot do zalewu daleko, żeby godzinę popływać (z asystą żeby było bezpieczniej) muszę zarezerwować sobie 2.5 godziny czasu.

Treningi rowerowe są coraz bardziej czasochłonne, bo zwiększa się ich objętość. Na szczęście dojazd pod Warszawę, gdzie jest mały ruch a drogi dobrej jakości traktuję jako albo rozgrzewkę albo schłodzenie. Wreszcie udało mi się znaleźć kilka krótkich treningów, które są efektywne. Zawsze jak pozostaje opcja trenażera, którą zdarza mi się wybierać z lenistwa – pada i nie chcę potem myć roweru….

Oto lista sprawdzonych sposobów pozwalających lepiej się zorganizować, czyli znaleźć więcej czasu na treningi:

17 sierpnia 2017

Obiad w sadzie czyli Pawilon Kulturalny

Makaron, dobry kurczak, pomidory, czosnek i sos śmietanowo winny do tego roszponka fot. D.Szymborska


GPS wariuje, jak wpisze się sam adres, Sady Żoliborskie 4, ale jak już podamy nazwę miejsca – Pawilon Kulturalny, to trafimy bez problemu. A warto! 

Pierwszy raz byłam w tym pięknym miejscu na urodzinach przyjaciółki – jak się okazuje i super „imprezowania” i świetne miejsce na obiad latem. Z podkreśleniem latem, bo uwielbiam siedzieć w zadbanych ogródkach, a jeszcze bardziej podoba mi się obiadowanie w sadzie! Tak, tak to jest wykonalne w Warszawie!

Pawilon Kulturalny serwuje domową kuchnię, w tym wypadku znaczy się – smaczne dania, takie, które spokojnie możemy przygotować u siebie w domu. Tylko kto z nas ma sad zamiast ogrodu albo balkonu?

16 sierpnia 2017

Jak nasmarować łańcuch w rowerze – instrukcja krok po kroku

Przyznaję się, specjalnie poszukałam niebieskiej bluzeczki, która nadawała się na szmatki....
 bo właściwie czemu nie ma być ładniej w domowym warsztacie rowerowym....fot. D.Szymborska


Marzeniem kolarki i kolarza jest wsiąść na rower, ruszyć i cieszyć się, że wszystko pięknie i cichutko w naszym sprzęcie działa, nic tylko jechać…..

Trzeba pomagać marzeniom. Jak mój ulubiony pan mechanik zmienił pracę z tej w serwisie na biurową to….. trzeba sobie samemu radzić.

Nie do pomyślenia dla mnie jest to, że jak oddaję rower do przeglądu, za który sporo płacę to odbieram sprzęt, który nie został umyty! Cóż takie realia, nie znalazłam serwisu, który by dobrze dbał o nasze rowery, to powoli zmieniamy się w mały, ale bardzo dokładny punkt serwisowania i mycia rowerów. Owszem wszystkiego trzeba się nauczyć, do tego wiąże się to ze sporymi kosztami. Pocieszające jest to, że dobrej jakość sprzęt (czyli drogi) to nabytek na lata (czyli amortyzacja).

Na rynku jest wiele smarów, mają różne zastosowania. Jednak zanim nasmarujemy cokolwiek w naszym rowerze, pamiętajmy, że smar do roweru, to tak jak olej do auta – nie można mieszać różnych! Niby oczywista rzecz, ale zanim nasmarujemy nowym, specjalnie dobranym smarem nasz sprzęt to czeka nas trochę „zabawy”.

Należy zdjąć kasetę, wymyć zębatki i założyć z powrotem (tutaj potrzebny jest specjalny klucz do kasety i bacik), do mycia łańcucha są specjalnie zaprojektowane pudełeczka do których wlewamy płyn czyszczący. Wreszcie nieodzowne szmatki – to nimi osuszymy łańcuch zanim będziemy go ponowni smarować.

Brzmi prosto prawda? I to prawda, nie jest to zbyt skomplikowane, oczywiście łatwiej będzie nam wszystkie czynności wykonać gdy mamy stojak do roweru.

15 sierpnia 2017

Indyjskie Smaki. Festiwal kuchni i kultury – DZIŚ - TERAZ

Hinduskie jedzenie - pyszne, kolorowe i wciągające, chce się próbować kolejnych dań....fot. D.Szymborska


Na szybko – pyszno i tłoczno.

Na dłużej – w PKiN trwa teraz i będzie tak prawie do północy festiwal kuchni i kultury. Wydarzenie bardzo sympatyczne, zdecydowanie nie kameralne bo tłum robił się coraz większy jak wychodziłam a byłam prawie od początku. Zamysłem festiwalu jest pokazanie i reklama Indii. Moim zdaniem zadanie zrealizowane – wjazd bez biletu, dużo stoisk z jedzeniem, lody, scena, na które będą odbywały się pokazy. Dodatkowo stoisko z malowaniem rąk (henna jakaś taka jasna, ale zainteresowanie duże), można sobie pograć, przymierzyć sari, czy porozmawiać o zwiedzaniu Indii.

Żeby nie było, że sama to zjadałam – nie, to lunch dla trzech osób: hinduski biały ser w dwóch wersjach – smażony i w sosie, somosy, aloo wada czyli kulki ziemniaczane z przyprawami i sosami, papad chaat – wafelki pełne ziemniaczano groszkowej masy (chrupiące) z sosami, aloo puri czyli smażony chlebek z ziemniaczanym sosem. Do tego mango lassi.

Sala Ratuszowa, PKiN, Warszawa – 15.08.2017


14 sierpnia 2017

Hinduska kolacja z 8 dań dla 6 osób w 90 minut – instrukcja krok po kroku

Od lewej: Sos jogurtowy z kolendrą i ogórkiem, grillowana cukinia, ostry sos z kurczakiem i bakłażanem,
 marynowany i pieczony kalafior, pikle z mango, prażone orzeszki,
 łagodny sos z kurczakiem i ciecierzycą, brakuje na zdjęciu chlebków naan..fot. D.Szymborska


Trzeba sobie ułatwiać, dlatego chlebki naan już upieczone i tylko do pogrzania i pikle mango ze słoika w lodówce. Blogerka modowa gdy wyciąga ciuch, który jest dopełnieniem kompozycji pisze – „z szafy” to podobnie jest z tymi piklami – „z lodówki”. Dodatkowo dwa słoiki z sosami, tak gotowce ale takie bez sztucznych dodatków, to już reklamą nie będzie bo sieć się „zwinęła” z Polski, ale zdążyłam zrobić zapasy w ulubionym Marks&Spencer i teraz z tego korzystam.

To wykonalne w 90 minut, pod warunkiem, że będziemy naprawdę skoncentrowani i będziemy punkt po punkcie realizować zadania, bo tutaj wszystko jest tak przemyślane, żeby a) dania były gorące b) spędzić w kuchni jak najmniej czasu…jednym słowem optymalizacja wszystkiego!

To zaczynamy, można sobie stoper w telefonie albo zegarku włączyć.

1.     Urwać liście z główki kalafiora, umyć i osuszyć.
2.     Wyciąć różyczki, włożyć do dużej miski.
3.     Wymieszać: jogurt grecki z curry, papryką, solą i sokiem z cytryny,
4.     Wymieszać starannie kalafiorowe różyczki z sosem i włożyć do lodówki.
5.     Włączyć piekarnik do nagrzewania na 200 stopni.
6.     Umyć i pokroić cukinię w plastry.
7.     Rozgrzać grillową patelnię i na oliwie (mało) grillować cukinię.
8.     W czasie grillowania – pokroić cebulę- piórka, bakłażana – w dużą kostkę i uprażyć orzeszki ziemne.
9.     Cukinię odłożyć na papierowy ręcznik i ułożyć na talerzu. Orzeszki schłodzić.

13 sierpnia 2017

Ossobuco – sprawdzony przepis

Ossobuco, drugiego dnia - mięso odchodzi od kości a szpik wciąż można wysysać z kości fot. D.Szymborska


Idą wolne dni, to czemu ich nie spędzić w kuchni? A dokładnie jednego, bo jak zostanie to drugiego, wystarczy tylko podgrzać już wcześniej ugotowane danie. 

Ossobuco to danie przygotowane z giczy cielęcej, jest bardzo aromatyczne, wręcz słodkie czasami, a szpik z kości można wyssać. Smak dania jest wprost proporcjonalny do czasu spędzonego w kuchni.

Nie polecam wieczornego gotowania, bo wtedy ossobuco zjemy na chwilę przed północą….(z doświadczenia własnego).

Najtrudniejsze w całym tym przepisie jest zgromadzenie i przygotowanie kilku składników – czarnego rosołu na kościach cielęcych (przepis TUTAJ) i kupienie giczy cielęcej, która powinna być pokrojona w grube plastry. Dwie spore nogi cielęce na 4 porcje, choć mogłoby być więcej mięsa bo cielęcina ma to do siebie, że jej ubywa jak się ją gotuje….

Ilość składników zaproponowana przez Hannah Grant jest imponująco długa, potem w „intrnetach” czytałam dużo prostsze przepisy na ossobuco, nie wiem jakie są te inne, wiem, że ten jest czasochłonny, skomplikowany ale wart ugotowania.

Dla tych co z Warszawy dobra informacja jest taka, że gicze cielęce można kupić np. w Hali Mirowskiej, warto zamówić kilka dni wcześniej ale nie jest to, tak jak koźlina produkt deficytowy… ważne jest też, by umówić się z rzeźnikiem by gicz była pokrojona na grube plastry, kawałki, kość powinna być piłowana a nie rąbana, tak by uniknąć jej odłamków.

Składniki (4 porcje):

11 sierpnia 2017

Klasyka – czarny rosół na pieczonych kościach cielęcych

Brakuje główki czosnku! to ważne dla tych co gotują patrząc na zdjęcia! fot. D.Szymborska



Zacznę od złych wiadomości, a jest ich kilka: kości cielęce wcale łatwe do kupienia nie są, gotowanie tego rosołu zajmuje około 6 godzin.

Dobre wiadomości są takie – rosół jest przepyszny, przepis jest na 3 litry, czyli spokojnie połowę można wykorzystać do gotowania a drugą zamrozić.

Gdy zaczytywałam się przepisami z The Grand Tour Cookbook, cieszyłam się (naiwnie), że wszystko będzie do ugotowania na szybko, bo przecież szef kuchni nie ma zbyt wiele czasu a tabun głodnych kolarzy do wykarmienia. Cóż wygląda na to, że Hannah Grant jest mistrzynią planowania czasu w kuchni i takie rosoły, jak ten czarny na kościach cielęcych gotuje w tak zwanym międzyczasie….

Powiem tylko, że część rosołu zamroziłam, a część posłużyła do gotowania ossobuco, ale o tym to będzie oddzielnie bo to danie i skomplikowane i przepyszne zarazem.

Składniki (3 litry rosołu):

10 sierpnia 2017

Domowy ketchup – pewność braku konserwantów!


Gruntowe, niepryskane, najświeższe na świecie - pomidory do domowego ketchupu fot. D.Szymborska


Nie żebym wyznawała jakieś teorie spiskowe, analizowała kody kreskowe, daty produkcji….. ale jeżeli chcę mieć pewność, że do końca wiem co jest w słoiku to….sama muszę zapakować jego zawartość.

Dokładnie tak jest z domowym ketchupem. Nie robię go zbyt często, bo a) sezon na pomidory nie trwa wiecznie, b) jest to dość czasochłonna „produkcja”. Coś za coś! Właśnie teraz pomidory z gruntu, niepryskane, smaczne są do kupienia w sensownych cenach. Jednym słowem to TERAZ trzeba zrobić ketchup!

20min – obieranie pomidorów ze skórki (3kg) + 5min – siekanie cebuli i czosnku + 15 minut smażenie na oliwie pomidorów, cebuli i czosnku z dodatkiem pieprzu i soli + 10 min – blendowanie na raty sosu + 30min – gotowanie zblendowanych pomidorów z cukrem i octem winnym + 20 min – wekowanie słoików…..

3 kg pomidorów i wszystkich dodatków uzyskałam około 0.8l ketchupu….dlatego warto się zatrzymać na lekturze etykiety ketchupu, bo często producenci reklamują, że 100ml ketchupy wyprodukowano z 150g pomidorów…w domowej produkcji nie ma takiego „przełożenia”.

Przed radosną produkcją domowego ketchupu warto się zaopatrzyć w małe słoiczki. Jak to się mówi coś za coś – jeżeli nie ma konserwantów to prawidłowo zawekowany ketchup może spokojnie czekać w spiżarni czy w kuchennej szafce na otwarcie, natomiast już otwarty słoiczek może stać w lodówce tylko kilka dni!

Składniki:

9 sierpnia 2017

25 dodatków do omletu, czyli jak usmażyć omlet doskonały

Białkowy omlet z małej patelni z dodatkiem świeżego szpinaku fot. D.Szymborska


Uwielbiam jajka, w każdej postaci. Cieszę się, że ostatnio przestano straszyć złym cholesterolem, ważna była i jest akcja uświadamiania jakie mają życie kury, co te jajka znoszą. Od bardzo dawna nie kupuję jajek z cyferką jeden, szukam „zerówek”, ze wsi przywożę zapasy…. A ulubioną formą zjadania jajek są…OMLETY.

Niby banalnie proste – ot wymieszać jajka i usmażyć, ale….diabeł tkwi nie tylko w jajku, ale w dodatkach i  zamieszkuje też na patelni.

To po kolei – jajka od wybieganej kury – to oczywiste, dalej dodatki – tutaj trzeba zachować umiar, bo owszem – omletem „ze wszystkim” to się najem,y ale to nie daje gwarancji, że będzie najsmaczniejszy. Dalej można przygotować omlet z samych białek, ja nigdy nie robię wersji z odżywkami białkowymi ani nie dodaję mąki...

To co jest super w przygotowywaniu omletów to, to, że jest tyle sposobów i dodatków, że można by jeść omlet codziennie przez cały rok i to bez powtórek!!!

A jeszcze w kwestii przygotowywania – albo przewracamy (np. na patelni teflonowej) albo na żelaznej zapiekamy górę omletu w piekarniku – co kto woli!

Oto lista dodatków z uzasadnieniem dlaczego warto je dorzucić na patelnię, część z nich z tych bardziej oczywistych część mniej, kolejność alfabetyczna, żeby było „sprawiedliwie”:

1.     Awokado – wystarczy obrać ze skórki, wyciągnąć pestkę i pokroić w plasterki, lepiej smakuje z omletem białkowym,

2.     Boczek – zarówno taki krojony w kostkę jak i w plastrach – w obydwu przypadkach najpierw wytopić tłuszcz, przed dodaniem do masy jajecznej wylanej na patelnię,

3.     Botwinka – kilka listków zwykły omlet ożywi i sprawi, że będzie bardziej wiosenny,

4.     Brokuły – świeże czy mrożone zblanszowane i pokrojone w plasterki są świetnym dodatkiem,

5.     Cebula – posiekana, zeszklona na maśle,

6.     Chorizo – świetna, hiszpańska kiełbasa, która z pewnością doda pikantnego smaku, najlepiej wcześniej lekko ją podsmażyć na po pozyskanym tłuszczu usmażyć omlet,

7.     Cukinia – do omletu prowansalskiego pasuje idealnie, ale to bardziej danie niż jajka na szybko,

8.     Figi – są idealnym dodatkiem do omletu białkowego, ja obieram je ze skórki i kroję w cieniutkie plasterki, uwaga omlet pozostaje dalej wytrawny, normalnie solimy białka,

8 sierpnia 2017

Marynowane szalotki i wędzona kaczka – sałatka kolarska vol. II

Czerwona porzeczka świetnie komponuje się z wędzoną kaczką, a szalotki przestają smakować cebulowo po marynowaniu fot. D.Szymborska


W tytule się nie zmieściła jeszcze czerwona porzeczka. Nie wiem jak karmią polskich kolarzy, ale wiem, że ci dla których gotuje Hannah Grant są prawdziwymi szczęściarzami! Druga sałatka z mojej kolarskiej książki kucharskiej (TUTAJ) i smakowa petarda (jak to się zwykło mówić w kulinarnym światku). Albo może nawet bardziej – sztos! Tak, petarda to za mało!

Specyfika pracy Grant jest taka, że na przygotowanie jedzenia dla drużyny kolarskiej ma zaledwie kilka godzin, dlatego jej przepisy są szybkie, nie wymagają długich przygotowań. Całą sałatkę przygotujemy w 40 minut. Chyba, że mamy gotową marynatę do szalotek wtedy wystarczy 30 minut!

Tyle piszę o tym marynowaniu szalotek, bo to jest dla mnie jedyny sposób by jeść cebulę na surowo. Innej opcji nie ma, bo mój żołądek od jakiegoś czasu zdecydował się nie trawić tego warzywa w wersji bez obróbki. Nie trzeba podsmażać ani piec wystarczy zamarynować! Myślę, że to ważna informacja dla tych wszystkich, którzy często rezygnują z jedzenia cebuli, nie trzeba, wystarczy marynować!

Składniki (dwie duże porcje):

7 sierpnia 2017

Elegancka kolacja w Krakowie - Bottiglieria 1881

Pod schodami jasno nie było, ale za to jak nastrojowo - kurkowa z lubczykiem fot. D.Szymborska


Lata temu to była Ancora, do której gnaliśmy z Warszawy, wiedząc, że można liczyć na świetne jedzenie i miłą rozmowę z Szefem Kuchni. W 2015 Ancora została zamknięta, nie wdając się w plotki co i dlaczego, efekt był taki, że ulubiona, krakowska restauracja przestała istnieć. Pozostały wspomnienia niezapomnianych kolacji sylwestrowych (dwa lata pod rząd) i nostalgia za nieszablonowym jedzeniem….

Bottiglieria nazwa z cyferką jak perfumy Cerruti to winiarnia w której można zjeść elegancki obiad lub kolację. Uwaga to miejsce nieprzyjazne dzieciom! Tak, tylko dla dorosłych i nie jest to z powodu gołych pań czy panów tylko specyfiki miejsca – celebracji jedzenia i dobrego wina. Brak kredek, szwedzkich mebelków dla milusińskich i przewijaka w łazience. Jesteśmy dorośli doceniamy ciszę i spokój, szukamy połączeń smaków jedzenia i wina!

Warto zrobić rezerwację, stolików mało i niestety stoją bardzo blisko siebie. Wszystko zależy od sąsiadów i ich głośności i „męczoności”, stolik pod schodami (literalnie) daje najwięcej prywatności, tylko jak to bywa - coś za coś – mniej czuje się tutaj "towarzyskość" miejsca ale za to można cieszyć się smakami bez wysłuchiwania konwersacji ze stolika obok…

Obsługa nienaganna. Nie chodzi o to, że białe rękawiczki są ultra białe (bo są), ale znajomość karty pana kelnera była świetna. Wina na kieliszki – tutaj uwaga, warto pytać o dodatkowe otwarte butelki bo można trafić na perełki!