16 stycznia 2018

Sztuka wyboru czyli relacja z Indoor Triathlon w Holmes Place

Tym razem ciemno złota wstążeczka do pamiątkowego medalu fot. D.Szymborska


Na blogu przeważają przepisy, pewno bardziej by pasowała „sztuka mięsa” niż tekst o tym, że trzeba się wciąż uczyć wybierać. A jest między czym. Na przykład w weekend zamiast długiego wyjeżdżenia na rowerze wybrałam długie zwiedzanie wystawy Jeanne Mammen, a potem zamiast równie długiego wybiegania szukałam (długo) dobrego kabapu w tureckiej dzielnicy.

Potem napisałam sobie „na brudno” tekst o tym, że trzeba podejmować decyzje, że doba ma tylko 24 godziny, że albo treningi albo życie rodzinne i spotkania z przyjaciółmi. 

Zrozumiałam, że każdy dorosły decyduje o sobie, że nie ma sensu pisać o tym, że zobaczenie pierwszego kroku dziecka może być ważniejsze niż trening w tlenie, a  urodziny babci niż wyznaczenie nowego FTP. Bo może być inaczej: wystarczy filmik zna którym maluszek robi pierwszy, nieporadny kroczek i telefon gdy jedziemy schłodzenie i możemy złożyć życzenia babci…..

Dlatego napiszę, że dziś było super przyjemnie, że owszem czas nie powalił (gorszy niż ostatnio, a lepszy niż przedostatnio), ale za to jaka zabawa była! I z pewnością nie żałuję swoich wyborów, ale pomyślę następnym razem czy wyjazdowy weekend jest dobrym rozwiązaniem gdy mam w tygodniu (a dokładniej we wtorek) start w zawodach...

Indoor triathlon to dla mnie świetny trening zimowy. Gdy pomyślę o smogu to tym bardziej się cieszę, że dziś triathlonowałam w budynku.

Kolejny start za miesiąc i już nie mogę się doczekać.


Oj wypieki tak łatwo nie schodzą, dlatego lepiej mieć medal na szyi żeby móc wytłumaczyć stąd takie rumieńce...


Na czym polega fenomen tych zawodów, po co tam startuję? Przede wszystkim po to żeby  zrobić triathlon na dystansie sprinterskim (500m/20km/5km) – nie mam możliwości na zrobienie takich zakładek jak na tej siłowni, nie wspominając o stresie związanym z zawodami. Kolejny powód to świetna atmosfera – w większości zawodnicy to osoby bardzo sympatyczne, uśmiechnięte i szczęśliwe z możliwości wzięcia udziału w takiej rywalizacji.

Co ważne taki indoortirahtlon to nie jest bardzo skomplikowane zadanie logistyczne – do torby trzeba zapakować: trisuit albo coś w czym będziemy startować, klapki, okularki, czepek, buty biegowe (ewentualnie buty na rower). Tylko tyle. Pianka – odpada bo pływamy w basenie, rower – stoi i czeka w specjalnej sali a bieżnia jest trzy kroki od rowerku spinningowego. Nie trzeba nawet ręcznika i wody brać ze sobą – wszystko czeka na miejscu.

Jedyny minus jaki widzę w tym, że już trzeci miesiąc  z rzędu startuję w tych zawodach jest taki, że triathlonując w tygodniu przed pracą….jest człowiek konkretnie zmęczony. Mówi się trudno i czeka się na kolejne zawody!


W tym roku nie ma żadnych nagród dla zwycięzców poszczególnych edycji, jest medal ale przede wszystkim jest świetna zabawa i chyba to wciąga najbardziej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz