Biegnij Warszawo 2020 – trochę smutno trochę straszno



W 2006 pobiegłam moje pierwsze, a drugie w historii Warsaw Run, potem co roku startowałam. Wyjątkiem był 2019 – 3 dni po operacji kostki nie nadawałam się do startu. W tym roku trochę na wariackich papierach, bo do końca nie było wiadomo, czy w ogóle bieg się odbędzie. Wizja pomarańczowej strefy, możliwość odwołania biegu na dzień przed. Nic to, bieg się odbył, jest co wspominać.

Pakiet startowy – jak zawsze dużo chrupek, bluzeczka, numer z chipem i worek do depozytu. W końcu w pakiecie startowym nie było medalu!!! Czekał w rękach wolontariuszy na mecie. Odbiór w sklepie Nike na Wilanowie. Wszyscy zdyscyplinowani w maseczkach.



A teraz o samym biegu, pobiegło nas 498 osób, w dwóch, przepisowych flach. Najpierw przy wejściu do biegowego miasteczka wolontariusz wręczał maseczkę (z logo biegu, z jonami srebra, podobno nawet w niej można biegać), potem był pomiar temperatury. Jedynie pan po rozgrzewce musiał czekać, bo wyszło, że ma gorączkę, u mnie zielony „tik” na ekranie się pojawił i można było wejść. „Miasteczko” to scena, szatnie, łazienki i depozyt. 

Mieliśmy przejść na start, oczywiście znaleźli się tacy co byli od razu na miejscu startu, odpuścili pomiar temperatury. Choć możliwość dostania maseczki z logo biegu była świetnym motywatorem by poddać się pomiarowi temperatury.

Przed samym startem, przepisowe odległości, większość z nas w maseczkach, dobrym pandemicznym pomysłem, jest mieć ze sobą woreczek na maseczkę bo włożenie na mecie takiej przepoconej co to „biegła” z nami w kieszeni przez 10K jest dość obrzydliwe.

Trasa to wyjątkowo dwie pętelki, część po Łazienkach, reszta po zamkniętych i zabezpieczonych ulicach. Trochę kibiców – to znaczy rodziny z dziećmi na trasie, klaszczące nam biegaczom. Dwa zorganizowane miejsca dopingu – bębny i śpiewający pan paker. I tutaj się zaczyna robić smutno – Biegnij Warszawo to zawsze były tysiące biegaczy i biegaczek. Miasto było opanowane przez ludzi w jednakowych bluzeczkach. W metrze, na ulicach – wszędzie byli biegacze. A teraz – na trasie też można było zachować dystans. Aż tak trochę głupio, że dla takiej garstki ludzi zamykają ulice (choć tym razem nie było niezadowolonych mieszkańców). Smutno jakoś.

Na samej mecie medale i woda. Wolontariusze w maseczkach, ale wieszali medale na szyi – taka mała normalność w nienormalnym ostatnio świecie

Szybko ubrałam maseczkę i poszłam do metra. Na Placu Zbawiciela widziałam kilkadziesiąt osób (bynajmniej bez odstępów) czekających w kolejce do jednej z kawiarni…. na biegu to było chyba bezpieczniej niż „na mieście”…

Cieszę się, że pobiegłam. Wiem, już na pewno, że potrzebuję startów w zawodach, że tego mi bardzo brakowało. Byłam 13 w kategorii, nabiegałam 57 minut, wobec życiówki na 46 brzmi to średnio, ale wobec śrubek i rocznej rehabilitacji cieszy mnie to bardzo!

Za rok też pobiegnę, bardzo chciałabym narzekać, że taka zmęczona byłam na starcie – znaczyłoby to, że tydzień wcześniej pobiegłam maraton w Berlinie….oby….

2 komentarze:

  1. Ja biegłam ostatnio w Biegu Firmowym 2020 :) pierwsze oficjalne 5km w moim życiu i od razu życiówka. Jestem z siebie zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Cieszę się, że udało się wystartować w prawdziwych zawodach! Gratuluję życiówki! To teraz jakiś bieg na 10....by spokojnie wystartować w maratonie..... powodzenia :)

      Usuń

Copyright © On Egin Eta Topa