Rehab - tydzień drugi



Dzień ósmy 


To bardzo boli, bardzo. Wiem, że spięty Achilles uniemożliwia rehabilitacje, ale jego rozmasowywanie to koszmar. Dziś mogłam już postawić stopę na ziemi i przesuwać nogą w czasie chodzenia o kulach. Kosmonauci na Księżycu to nic, oni nie mieli kontuzji, oni chodzili normalnie, a ja codziennie robię kolejny mały kroczek. Dziś też przerobiłam elektrostymulację mięśni – średnio przyjemne i dziwne, miejmy nadzieję, że działa. Na środę na rehabilitację mam przynieść dwa buty! Słownie DWA! W głowie mocna blokada w stawianiu (nawet bez obciążania) prawej nogi.

Dzień dziewiąty 


Po pięciu tygodniach ubrałam dwa buty! Tak, tak to jest dla mnie wydarzenie! Nie spodziewałam się, że będę się z czegoś takiego tak cieszyć! Dalej nie mogę obciążać nogi, ale ćwiczę wszelakie przesuwanie się….dziś zrobiłam pierwszy „spacer”, Księżyc zdobyty! Rehabilitacja pochłania coraz więcej czasu….dziś półtorej godziny w Klinice Ruchu, i jeszcze mam zadane ćwiczenia do domu…

Dzień dziesiąty


Już jestem zmęczona, noga boli… Z treningami jest tak, że sprawiają wielką radość, a z rehabilitacją jest tak, że owszem postępy ogromnie cieszą, ale „treningi” są bolesne i zdecydowanie nie fajne. Całe szczęście, że widzę efekty, bo inaczej morale by już spadło zupełnie. Zmęczona jestem tym, że najprostsze czynności zabierają mi tyle czasu, i męczą. Leżenie wysysa kondycję. Naprawdę, to niewiarygodne jak z osoby, która mogła spokojnie przejechać 100km na rowerze, zmieniłam się w taką, która „jedzie” 3x15 minut i jest tym wykończona… Smuteczek. Nic tak nie uczy pokory i cierpliwości jak rehabilitacja…. Ponarzekane – lepiej! Bo nie ma to tamto, ćwiczenia idą zgodnie z planem, po prostu są trudne…..

Dzień jedenasty 


Dziś jazda na rowerze szła mi lepiej, za to frustracje z tempa poruszania sięga zenitu. Śpiesz się powoli to mało powiedziane, ja się nie śpieszę w ogóle. Chyba najgorzej mi w czasie tej rehabilitacji że nie ma we mnie spontaniczności, to znaczy może i jest, ale nie może działać. Nie podbiegnę, nie podskoczę. Muszę mieć na wszystko strategię. I dużo czasu. To nie jest mój styl, oj nie. Do tego dochodzi rozpamiętywanie wypadku, po co szłam na ten spacer, dlaczego nie patrzyłam wystarczająco uważnie pod nogi, a może gdybym ubrała inne buty, albo…już sama nie wiem. Do tego dochodzi ten okropny dźwięk i to jak noga wyglądała…. Cóż to już było, na razie – nie mam gipsu, rana się goi, stawiam kroki, no takie pseudo kroki bo prawej nogi nie wolno mi obciążać…

2 komentarze:

Copyright © On Egin Eta Topa