Yemsetu – ramen we Wrocławiu



Nie jadłam jeszcze w Japonii, ale w: Barceloniex2 (tu i tu), Berlinie, Brukseli, Londynie,  Madrycie, Krakowiex2 (tu i tu), Rydze, Jurmali, Łodzi a teraz we Wrocławiu wysiorbałam dobry ramen.


Yemsetu polecali znawcy, ale też fani ramenu. Zacznę od miejsca – dziwny plac, trochę oddalony od centrum, kilka stolików – i można robić rezerwacje stolika! We Wrocławiu jest inaczej, nie tylko jeżeli chodzi o zaklepanie miejsca i zjedzenie ramenu, ale w lokalnej rozgłośni podawane są informacje w jakich autobusach i tramwajach są kontrole biletów. Nie żartuję – linia taka i tak, na trasie takiej i takiej – kasujcie bilety! Pan taksówkarz nie był tym zupełnie zdziwiony, powiedział, że też ostrzegają, gdzie Straż Miejska daje mandaty!



Zamówiłam kimchi – bo zawsze sprawdzam, jak smakuje w nowym miejscu. Do tego ramen wege z jajkiem marynowanym. Co ciekawe makaron jest zamawiany w Arigatorze, więc wiadomo co się je, ten w warszawskim lokalu, jest (może) trochę bardziej sprężysty, ale to do końca nie jestem pewna. Wywar warzywny z kimchi, dodatki raczej ubogi – plasterki batatowe – pyszne, ale w wersji degustacyjnej, kiełki (chyba pokutuje stereotyp, że jak bezmięsnie to kiełkowo!), do tego świetnie zamarynowane jajko z płynnym żółtkiem – całe (uwielbiam).


Brakowało mi otwartej kuchni, no i jedzenie obrzydzało super głośne dziecko przy stoliku obok, którego rodzice byli dumni ze swojej „aktywnej” pociechy. Mówi się trudno, oni mają tak na co dzień ja miałam tylko w czasie jedzenia zupy.



Podobno we Wrocławiu jest jeszcze kilka ramenowni do odwiedzenia, nie da się wszystkiego zrobić na raz, a lot samolotem trwa 35 minut więc…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © On Egin Eta Topa