21 września 2017

Maraton – jak uniknąć pułapek żywieniowych

Pułapek jest wiele....a na maratonie są trzy największe, w które wpada wielu maratończyków fot. D.Szymborska


„Biegnę, biegnę, nogi mnie niosą, przebiegam linię mety. Nie zatrzymuje się, pędzę dalej biegnę do tojtoja.”

Budzę się zmęczona jakbym naprawdę przebiegła maraton i więcej… 

W niedzielę pobiegnę w swoim ósmym maratonie, piąty raz w Berlinie. Jak dotąd nie miałam nigdy problemów żołądkowych, „udało mi się” za to poważnie odwodnić.

Maraton to picie i jedzenie, oczywiście bieganie też, takie od jednego punktu odżywczego do drugiego….

To trzy największe pułapki żywieniowe:

1.     Tłok przy wodopoju

Biegnę dalej, nie będę się zatrzymywać, czas leci. NIE! Maraton bez picia, to się biegało w ubiegłym wieku. Inna sprawa, że z całkiem dobrymi czasami, ale wtedy amatorów nie było tyle na starcie, co teraz. Z roku na rok średnia prędkość maratończyków jest wolniejsza, ot maratony stają się biegami masowymi.

2.     Jeszcze jeden „żelik”

„Choinki” na starcie – biegacze obwieszeni żelami, patenty wszelakie: pasy biodrowe, przyklejone taśmą malarską do przedramion, schowane w rękawiczkach, torebeczki na pasku…6,7,8 żeli…. To nie ultra! Przeciążony żołądek nie pozwoli biec na zamierzony czas, ba może tak zastrajkować, że nawet mety nie zobaczymy…

3.     Bo dawali….


W wielu biegach punkty żywieniowe są „na bogato”, można zjeść banany, wybrać sobie smak żelu (serio, tak jest w Berlinie), cieszyć się smakiem czekolady czy ssać specjalną tabletkę energetyczną (Warszawa). Takie obżarstwo na trasie maratonu ma podobne skutki jak u biegaczy „choinek żelowych”, do tego dochodzi jeszcze problem z jedzeniem niepróbowanych wcześniej rzeczy. Z tej listy to banany, cukier i czekolada wydają się być najmniejszym problemem (wciąż nim mogą być, bo czym innym jest to, że lubimy i jemy banany na podwieczorek, a czym innym jak je jemy na 30 kilometrze!) nowe i nietestowane żele mogą być przyczyną wielkich problemów żołądkowych!

Moja strategia na niedzielę? Uśmiecham się od startu do mety, piję (po łyczku) z każdego punktu odżywiania. Jak jest zimno (a takie są teraz prognozy na weekend) to też piję! Dodatkowo, jak będzie bardzo zimno to piję ciepłą, owocową herbatę. Biorę ze sobą trzy żele, sprawdziłam jakie będą dostępne w punktach odżywiania i jakbym bardzo osłabła z sił to będę mogła je spokojnie zjeść.

Chciałabym żeby dzisiejszej nocy śniła mi się linia mety maratonu, którą przebiegam uśmiechnięta i dumna z siebie!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz