20 stycznia 2018

Marriott Everest Run – 2018 – relacja

Zdjęcie po 5 przejściach - jak widać humory nam dopisują! fot. SZERP


Jedno wejście z poziomu -1 na 41 piętro to 136,5metra w pionie. Każde piętro to 18 stopni, zakręt zawsze w prawo….

Prawie 200 ludzi, chodziło, chodzi i jeszcze będzie chodzić do rana po małej, dusznej klatce schodowej w Hotelu Marriott w Warszawie.

Ci wolniejsi przepuszczają, szybszych po wewnętrznej, część ma rękawiczki bo przy wchodzeniu trzyma się poręczy. Każdy ma na szyi chip który „odbija” po kolejnym wejściu. Na 21 piętrze stoi ekipa medyczna, tak długo jak sensownie odpowiadamy na ich powitanie i wyglądamy OK to możemy chodzić. Na 41 piętrze jest czytnik, potem zaczyna się kolejka do windy. Można w niej stać nawet 20 minut, podobno w nocy i nad ranem jest luźniej. Na górze, przed windą jest też picie – dwa smaki izotoniku i woda. Po zjechaniu windą na poziom -1 czynność wchodzenia należy powtórzyć. Gdy chce się wejść na Everest trzeba to zrobić 65 razy.

24 godzinne zawody. Z zamkniętymi oczami można przebywać w dwóch miejscach, z otwartymi jest łatwiej….

Ja obiecałam sobie dziś 10 wejść, myślałam, że zajmie mi to mniej czasu, niestety kolejki do windy były olbrzymie. Wejście zajmowało mi 10 do 11 minut, czekanie w kolejce „zjadało” sporo czasu. Po 5 wejściach  - w towarzystwie Jacka – przebrałam się w świeże ciuchy i weszłam kolejne 5 razy.

Po co? Dla zabawy, dla treningu, dla atmosfery….pewno też trochę dla obiadu i piwa….


Konwencja zawodów jest dość specyficzna – chodzimy po schodach, zjeżdżamy windą, możemy robić dowolnie długie przerwy, iść na obiad (w pakiecie), iść na basen, siłownię, wreszcie do strefy relaksu, gdzie można zwyczajnie spać….

Tury startów były podzielone, ci, którzy walczyli o Everest albo rekord trasy startowali o 9, potem były kolejne godziny startów aż do 13. Do popołudnia wykonalne były 3 do 4 wejść na godzinę.

Dlaczego wystartowałam? Bo mam podobne poczucie humoru jak organizatorzy i nie mogłam się przestać śmiać jak zobaczyłam post ze zdjęciem klatki schodowej i informacją, że cała trasa jest poręczowana. Podobnie było z Szerpami  czyli wolontariuszami, nie wspominając o plakatach na klatce schodowej. I tak zgadzam się, można poczuć czym jest bieg ultra….jak z 8 osobami z trasy wsiada się do windy….

10 za mną! fot. SZERP

W tym roku były medale, w pierwszej edycji nie....a i tak ludzie chodzili...fot. D.Szymborska

Obiad po tyyylu schodach smakuje świetnie fot. D.Szymbroska

W pakiecie startowym zestaw do udzielania pierwszej pomocy i kupon na obiad....fot. D.Szymborska


Za rok przejdę się 20 razy, czemu nie… po prostu zarezerwuję sobie więcej czasu. Dziś weszłam z poziomu zero na 1365 metrów, schodów było ponad 30 tysięcy….


Za tych co na klatce schodowej trzymam kciuki! Do zobaczenia na schodach….lub normalnych trasach biegowych…

ps. spaliłam ponad 1000kcal....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz