8 października 2018

Zawody x2 – I Ursynowski Bieg Bez Windy i Biegnij Warszawo

Schodowe i asfaltowe zawody, drewniany i metalowy medal - miłe wspomnienia fot. D.Szymborska

Obecnie mam błogie roztrenowanie. Jedyne czym się zajmuję to dbanie o to, by przy braku mocnych treningów nie jeść dużo! Nie chcę zaczynać z nadwyżką kilogramową!

Niedziela była szalona. Na pierwsze zawody się zapisałam, dlatego, że były czymś zupełnie nowym, na drugie, bo jak do tej pory wystartowałam we wszystkich edycjach. 

Tak się złożyło, że obydwie imprezy biegowe odbywały się tego samego dnia. Tak, jak z godziną startu biegu masowego na kilka (a może kilkanaście) tysięcy ludzi, nie mogłam nic zrobić, tak w przypadku biegania po schodach, gdy zawodnicy startują w odstępach 15 sekundowych, mogłam poprosić o jak najwcześniejszy start.

W Pierwszym Ursynowskim Biegu Bez Windy przydzielono mi numer „2”, miałam wystartować zaraz po mistrzu świata – Piotrku Łobodzińskim. Odebrałam pakiet, zrobiłam solidną rozgrzewkę po parku i byłam gotowa do…wbiegnięcia na 15 piętro. Tak, tak UBBW odbywał się w zwykłym bloku mieszkalnym. Wbiegaliśmy na ostatnie piętro, potem zjeżdżaliśmy windą, która zatrzymywała się na „zwykłych” piętrach – pan z dalmatyńczykiem się nie zmieścił, ale pan ze śmieciami z niższego piętra i owszem. Miał taką minę jakby nas, co tu nie mówić spoconych biegaczy w ogóle w windzie nie było.

Do biegu podchodziłam jak do ciekawostki, ale cofnięcie mnie ze startu, czekanie na swoją kolej przez kilka minut, z powodu braku łączności, cóż to nie był poziom profesjonalizmu, do którego przyzwyczaiło mnie Entre. Wiem, problemy techniczne się zdarzają, ale nikt ze startujących ich nie lubi. Trudno, mam nadzieję, że będzie kolejna edycja bo zabawa była super, nawet z falstartem i czekaniem. 

Potem szybko do domu, prysznic i drugi set ubrań biegowych. Bieganie towarzyskie ma to do siebie, że odpada stres przedstartowy, nie me nerwów. Jest bardzo przyjemnie. Bieg z koleżankami oznacza dobrą zabawę, plotki i dużo śmiechu.

Wygląda na to, że BW  to jeden z bardziej niebezpiecznych biegów w Warszawie. Tłumy na starcie, pędzą do flagi z pierwszym kilometrem i nagle przechodzą do marszu, od piątego dużo osób maszeruje (ale nie mam na myśli tych z Maszeruje Kibicuje). Podają picie w połowie, ludzie „walczą” na trasie. To nie tak powinno być. Nie można lekceważyć biegu na 10 kilometrów. Slogan mówiący o tym, że zdrowie jest najważniejsze jest jak najbardziej prawdziwy. Do zawodów trzeba się przygotować, mdlejąca dziewczyna na 5 kilometrze, sygnały karetek na trasie –przerażająca nieodpowiedzialność ludzi.



Wydaje mi się, że nie ma tak „prestiżowego” czy też popularnego biegu na 5 kilometrów, bo ten organizowany przy Maratonie Warszawskim nie przyciąga tłumów, w lasku Młocińskim nie ma medali na mecie(są po przebiegnięciu całego cyklu biegów), jest jeszcze bieg kobiet, żadna z tych imprez nie jest tak wielka jak BW. Potem są półmaratonu – tutaj na szczęście panuje większy respekt dla dystansu, czyli na starcie stają ci, którzy trenowali, podobnie z maratonem. A z „dyszką” BW jest tak, że wiele osób uważa, że da radę, że przecież można iść na trasie….i niestety nie mają tutaj na myśli przemyślanej metody Gallowaya, tylko zryw biegowy i marsz i tak w kółko. 

Oczywiście nie można nikomu zabronić startować, organizatorzy robili treningi przypominali o zdrowiu…. 

To była szalona i bardzo wesoła niedziela. Sama sobie pokazałam, jak bardzo stęskniłam się za treningami….a właśnie o to chodzi przy roztrenowaniu, by dać odpocząć nie tylko organizmowi ale również głowie. 

15 piętrowy medal

Przed BW, w lewym dolnym rogu - butelka z wodą, którą dostałam na mecie biegu po schodach...


Za rok pewno też pobiegnę, tym razem na starcie BW nie stawałam obolała, bo przerwa między maratonem a tym biegiem była dłuższa niż tydzień. Cieszę się z tych dwóch startów i nie mogę się doczekać treningów i ścigania…. Bo plotki, koleżanki, to wszystko jest super, ale dobry wyścig jest (chyba) jeszcze większą frajdą niż plotobieg.

1 komentarz: