2 października 2018

Przyjaciół się nie zjada…

Żółw w szanghajskim akwarium fot. D.Szymborska


Jedne pływały sobie w dużych akwariach. Odwiedzający szanghajskie akwarium radośnie walili rękami w szyby, po to by zwierzęta się ruszyły, podpłynęły, odpłynęły, żeby zdjęcie było lepsze. 

Drugi pływał sobie w supermarkecie i czekał na wyłowienie, zabicie i zjedzenie.

Tak, żółwie je się na co dzień i od święta w Chinach.

Przez wiele lat mieszkała z nami żółwica, była nam na tyle bliska, że jak przeprowadzaliśmy się do Londynu to ona z nami (było dużo zamieszania żeby jej dokumenty podróży wyrobić), dlatego takie duże wrażenie zrobił na mnie żółw w dziale ryby i owoce morza szanghajskiego supermarketu.

Nigdy nie zamówiłam homara, który pływa w akwarium w restauracji, nigdy nie było ryby w wannie na święta, nie ugotowałabym też na żywca raków. Wreszcie po tym jak na warsztatach dowiedziałam się jak zabija się ślimaki, to ich też nie jem. A jeszcze na liście jest królik, bo kiedyś przez tydzień opiekowałam się jednym. Nie tknę też koniny ani psiny.

Ktoś powie nowe smaki, inna kultura –pewnie, ale zawsze mój wybór. 

Żółw w szanghajskim supermarkecie fot. D.Szymborska



Szanuję tych, którzy nie jedzą mięsa, coraz częściej sięgam po ryby, jednak wciąż w tygodniu jem mięso. Jedząc je wiem, skąd pochodzi, że nie jest to hodowla komórkowa (TUTAJ o mięsie z probówki pisałam).

To co jest na naszym talerzu jest naszą decyzją. Nikt nas nie zmusza, to my sami zjadamy nasze wybory.


Piszę o tym też dlatego, że powoli zaczynam bardziej dbać o środowisko. Nie chcę być tylko z tych co narzekają na smog i brudną wodę w jeziorze. Ze słomek to szybko i bezboleśnie zrezygnowałam, od wielu lat nie biorę jednorazowych woreczków w sklepach, noszę swoje torby – to była chyba największa a jednocześnie stosunkowo prosta zmiana na eko w naszym domu. Z segregacją śmieci wciąż różnie bywa, z niemarnowaniem jedzenie jest całkiem dobrze. Myślę, że przede mną daleka droga do tego by powiedzieć, że żyję ekologicznie, na pewno bardziej eko niż kiedyś…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz