Sportowa sobota – uwielbiam!!!




Po pierwsze uwielbiam po. To znaczy, po fakcie, bo jak nie mogę pospać dłużej w weekend, to myślę: „po co? Mi ten trening?”, jak zamiast zjeść kolację wsiadam do metra żeby pojechać na półmaraton, to jestem przekonana, że to nie był dobry pomysł. 

Za to po pływaniu jestem szczęśliwa, bo przebiegnięciu 21 kilometrów zadowolona z wybiegania….

Taka to to była sobota….

Jeziorko



Jest nas grupka entuzjastów pływania w wodach otwartych, co w warunkach warszawskich oznacza Jeziorko Czerniakowskie.

W tym sezonie nie mieliśmy szczęścia, przeważały sinicowe weekendy. W ten na szczęście woda przeszła testy, biała flaga na kąpielisku oznaczała, że pływamy!

GPS w zegarku pokazuje, część treningu, szkoda, że nie do końca dokładnie, bo przecież dopłynęliśmy do mostu…

Półmaraton Praski



Biegłam pierwszą edycję, delikatnie mówiąc nie wspominałam tego dobrze, to było w 2014 a brak wody zapamiętałam świetnie, nudną trasę też… Nie chodzi o zapominanie, ale o to, że w tym roku nie ma Pucharu Maratonu Warszawskiego, który był idealnym systemem długich wybiegń. Nie było mnie też w czasie półmaratonu pod Warszawą, więc nie zostało nic innego jak te zawody.

Z motywacją do treningów u mnie ostatnio różnie, a tak jak się zapisałam na zawody to nie mam opcji, żeby wybiegania nie zrobić, żeby nie znaleźć jakiś dziwnych usprawiedliwień, żeby krócej biegać.

Meta jest po 21 kilometrach i tyle.


Same zawody, zorganizowane naprawdę dobrze, odbiór pakietów na Pradze, ale za to możliwy przez kilka dni i to do późnego wieczora, bezpłatny parking albo całkiem dobry dojazd komunikacją miejską. Pakiety drogie, bez opcji najtańszej – bez bluzeczki.

Start w strefach czasowych, zające z balonikami z podświetleniem, bo start biegu było o 20.30 – świetny patent, bo baloniki było widać z daleka. Dużo tojtojek przy starcie, co jest ważne i pozwala nie stać w długich kolejkach.

Punkty żywieniowe wg rozpiski na mapie, niestety w ten upał (wieczorem było bardzo duszno i około 30 stopni na plusie) to było za mało, wielu biegaczy nie czuło się najlepiej. Karetki przyjeżdżały często.

Trasa nudna ale płaska, można było zobaczyć jak wygląda życie nocne Wału Miedzyszyńskiego– dymy i dyskoteki!

Na mecie medal, woda, piwo bezalkoholowe i banan.

To była długa, sportowa sobota. Dwa treningi zrobione. Teraz już jestem pewna w 100%, że wieczorno/nocne bieganie to nie dla mnie. Jeszcze 5 kilometrów, w ramach (niestety nie kontynuowanego) cyklu biegów po Łazienkach było zabawne, tak półmaraton wieczorem oznacza praktycznie zarwaną noc. Emocji pobiegowych, żeby nie używać słowa - endorfin, jest tyle, że ciężko zasnąć, do tego nie chcąc jeść w nocy, a spaliwszy 1321kcal (według zegarka) człowiek się budzi rano w niedzielę niewyspany i głodny….

Następna sobota będzie spokojniejsza…albo nie….zobaczymy, bo wiadomo, że weekend moża zrobić dużo treningów…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © On Egin Eta Topa