14 listopada 2018

Fenomen ramenu?

Dobre, ale słone... fot. D.Szymborska


Co ma w sobie ta zupa, że myślę o niej czulej niż o esencjonalnym rosole? Dlaczego są ramen bary a nie ma rosół barów? Wreszcie kilkadziesiąt złotych za miskę z zupą, czy to ma sens?

Myślę, że ramen w Arigator Ramen Shop ma dużo soli i (może) sody, bo bardzo chce się po nim pić. Myślę o nim bo wygląda egzotycznie i pięknie, smakuje ciekawie. Ramen bary są modne, ale jakby był rosołowy to też bym do niego chodziła, bo taki np. rosół na palonych kościach z domowymi kluseczkami….to przecież taki, nasz wschodni odpowiednik ramenu… a z wydatkami, cóż za dobre jedzenie się płaci i na dobrym jedzeniu robi się biznes, co nie zmienia faktu, że 32PLN to sporo jak na zupę w barze.

Dla fenomen polega na tym, że okazuje się iż więcej ludzi lubi zupy, że istnie restauracji czy baru gdzie królują parujące miski ma sens biznesowy. Cieszę się z tego! Sceptycy przypominają, że nasze, warszawskie rameny to jakaś dziwna odmiana tych w Japonii, możliwe, dobrze, że w większości jest to smaczna odmiana.  Największa różnica chyba polega na tym, że (według literatury) rameny na Wyspie Kwitnącej Wiśni podawane są na szybko, w barach, które my nazywalibyśmy mlecznymi. Oh, to byłby dla nie raj, gdyby nasze mleczne serowały ramenowe miski! Jaki kraj taki mleczny….


Na mojej liście miejsc do odwiedzenia jest jeszcze bar ramenowy, który serwuje tylko wersje wegetariańskie. Brzmi przewrotnie, prawda? Jeżeli moi mięsożerni znajomi to polecają to czemu nie.

A ja sobie będę dalej czytać rankingi ramenów, analizy sprężystości makaronów, esencjonalności wywarów i doskonałości półpłynnego żółtka….

Wszystko przez to, że dziś właśnie potrzebowałam gorącej zupy z wieloma dodatkami. Wybrałam kurczakową wersję z kukurydzą, ciekawe połączenie, szaszłyki ogniowe, kukurydza słodka, wywar bardzo słony. Nie narzekałam w barze to i teraz nie będę, ale myślę, że bardziej niż sól to coś innego powoduje taaakie pragnienie.

Jeszcze na koniec, ciekawe dla mnie jest to, że za ramen jesteśmy (to znaczy Warszawiacy) są skłonni zapłacić dużo więcej niż za zupę PHO, której przygotowanie też do najłatwiejszych nie należy…ale to inna azjatycka para kaloszy…

Do następnego ramenu albo rosołu. Ten pierwszy to zjem na mieście, ten drugi będę gotować w domu….


Jeżeli komuś mało rozkminek ramenowych to tutaj jest więcej KLIK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz