28 grudnia 2017

El Horno – restauracja przy kanaryjskiej drodze….

Talerz przystawek dla dwojga fot. D.Szymborska


Kilka lat temu zjadłam jedną z lepszych kanapek, podana na ciepło z genialnie smaczną wołowiną, w świetnej bułce z sosem, którego nie zapomnę. Kupiłam ją w barze przy stacji benzynowej, było to pod Madrytem….takich wspomnień nie mam z żadnej polskiej, przydrożnej restauracji….

Dziś było podobnie. Droga FV101 i restauracja El Horno. Szyld z reklamą Pepsi nie przyciąga, palący papierosy przed lokalem ludzie bez butów (stroje surferskie) – robi się ciekawie. W środku tłum. Proszę o stolik dla trzech osób. Chwila czekania i kelner prowadzi. Okazuje się, że to jest olbrzymi lokal. Przypomina societady z Kraju Basków (oj, jak za nimi tęsknię), te same kraciaste obrusy, zajęte wszystkie stoliki, głośno i….jak się okazuje mega smacznie.

Zamówiłam przystawki (dla dwojga), zupę kanaryjską i kalmary. Jejku jakie wszystko było smaczne! Lokal słynie z koźliny, ja za nią nie przepadam, widziałam – nie próbowałam – pięknie podana i podobno sos z ziemniaków i warzyw genialny. Do tego podroby – również nie tknęłam – rozpływające się w ustach nereczki.

Rozumiem ten tłum – w El Horno – jest super smacznie i warto się tam zatrzymać przy drodze, zjeść, porozmawiać i nie pić alkoholu jak większość klientów lokalu….


Jak wychodziliśmy to już nie było tłumu, były wolne miejsca parkingowe....fot. D.Szymborska

Klimat societadu baskijskiego....fot. D.Szymborska

Takie zdjęcie wisiało sobie w ramce.....fot. D.Szymborska

Wyśmienite kalmary fot. D.Szymborska


Zazdroszczę lokalsom takiego miejsca. Super jedzenie, świetna atmosfera w restauracji….nie będę pisać o obsłudze, bo bardzo hiszpańska, czyli trzeba się uzbroić w cierpliwość, ale to popłaca bo wszystko co zamówiliśmy było przepyszne…. Już się zastanawiam jak tam znów pojechać, bo menu długie…. A jak wszystko tak smaczne jak dziś to warto jeździć małymi dróżkami na Fuerteventurze…..oj warto!

1 komentarz: