25 marca 2018

13 Półmaraton Warszawski – przebijanie piątek z uśmiechem

Selfie z pięknym medalem! 


Niezależnie od tego czy to start „treningowy” czy pogoń za „życiówką” to udział w dużej imprezie biegowej oznacza nerwy. Ot to jest coś stresującego biec w takim tłumie. Gęsia skórka na starcie, czasem łzy na mecie.

Przed startem wycieczki do łazienki, rozgrzewka. Ważna decyzja – biegnę „na krótko” czyli wiąże sobie w pasie bieliznę termiczną, którą miałam pod koszulką – wydawało mi się, że jest na dworze bardzo zimno. To był dobry wybór, bo naprawdę dziś zrobiło się ciepło!

Bardzo dowcipne, choć seksistowskie pokazy stewardes, które zagrzewały nas do biegu. To wszystko dlatego, że LOT jest jednym ze sponsorów biegów Fundacji Maratonu Warszawskiego.

Punktualny, falowy start. I trasa, która była po prostu brzydka. Wiem, że remonty, wiem, że na wszystko trzeba mieć zgody, ale w tym roku było wyjątkowo nieciekawie. To co mi się podobało to przebieganie przez dwa mosty – piękne widoki! Nie pamiętam, kiedy ostatnio szłam piechotą przez któryś z warszawskich mostów.

Przemili wolontariusze w punkach odżywiania, specyficzni kibice na Pradze, kilka zespołów w punktach kibicowania, wreszcie spontaniczni kibice z garnkami lub generatorami prądu i muzyką! Super!

Nie było nikogo wchodzącego pod nogi, owszem było kilka niezadowolonych osób, które machając palmami sygnalizowały, że nie są fanami tego biegu.


Medal naprawdę śliczny! fot. D.Szymborska


Śmieszne też było obserwowanie tych, co stali pod kościołami i zamiast słuchać mszy, zwróceni byli w naszą biegową stronę….

Na mecie medal, picie i folijka. I już po.

Biegło mi się dobrze, do życiówki bardzo daleko ale za to blisko do zadowolenia z dobrego wybiegania.

Cieszę się, że wystartowałam, miło też było spotkać tyle znajomych osób. Jednak świat biegowy nie jest taki duży, jak w 14 tysiącznym tłumie tak często się sobie mówi cześć!


Spalone kalorie radośnie uzupełniłam sałatką z marynowanych buraków z kozim serem i gołąbkami w żurkowym sosie.

2 komentarze:

  1. jaki ładny ten medal :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak wyjątkowo ładny i ciężko się nie uśmiechać patrząc na niego :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa