21 marca 2018

Chorowanie i startowanie w zawodach, relacja z Indoor Triathlon w Hiltonie

Medal - 5 do kolekcji fot. D.Szymborska

Nie chodzi o wymówki, szukanie usprawiedliwień, tylko o to żeby sobie uświadomić, że organizm potrzebuje wypoczynku i rekonwalescencji.

Wtorek 7 rano – stała ekipa pasjonatów, lekko zaspani jesteśmy, ten ma kontuzję, ta po chorobie, ten w najlepszej formie od miesięcy. Jak to bywa na zawodach – każdy ma swój powód, swoją walkę i swoje zwycięstwo lub jego brak.

Zadanie polega na: przepłynięciu 500m w krótkim basenie (czyli 20 nudnych długości). Dalej jest T1 – z racji tego, że pływamy w basenie to nie ma żadnych pianek do zdejmowania, więc idzie szybciej. Potem przebieżka po schodach przeciwpożarowych (na szczęście wewnątrz budynku) i po siłowni – stanowimy niewątpliwie dużą atrakcję dla gości hotelowych, który przyszli rano na siłownię…jak tacy ociekający wodą z obłędem w oku biegniemy przez siłownię. By dalej marznąć na rowerku treningowym. Sala do spinningu ma zawsze ustawioną bardzo niską temperaturę – idealne do treningów, ale stanowiące wyzwanie jak się jest mokrym po pływaniu. 20 kilometrów jednym mija dłużej innym krócej. Potem zostaje już tylko przebiec 5 kilometrów na bieżni.

Zawody odbywają się przez prawie cały dzień. Są trzy sesje: ranna, południowa i wieczorna. Niektórzy wybierają sponiewieranie się przed pracą inni potrafią specjalnie przyjechać z Łodzi by zmierzyć się z triathlonem pod wieczór. Dla każdego coś dobrego! Ci z pierwszej grupy (jak ja) za zadanie na resztę dnia mają nie usnąć, ci z wieczoru obmyślają strategie żywieniowe, które można zrealizować w pracowniczej stołówce.
 
Wszyscy dostajemy na mecie medal! Ja dodatkowo dostałam czepek, bo jako jedna z nieliczny ukończyłam 5 indoor triathlonów z 5 zaplanowanych na ten sezon.

A o tej chorobie i zdrowieniu to piszę dlatego, że trzeba tego samemu doświadczyć, żeby być bardziej wyrozumiałym dla innych. Jak czytałam, słyszałam, że start się nie udał bo wcześniej był wirus/choroba itp. to myślałam, że to zwyczajne wymówki. Ot nie trenowało się starannie to się ma… taki beznadziejny wynik.

Cóż, wiem już teraz, że nawet jak się jest już zdrowym, to i tak organizm, niestety nie wraca jak bumerang do świetnej formy, tylko potrzebuje trochę czasu. Mi tego czasu zabrakło. Czas najgorszy z wszystkich serii, jakby tego było mało to sama siebie potrafię zadziwić. Wyobraźcie sobie, że ktoś kto biega od miliona sezonów, triathlonuje od kilku…na zawody weźmie nieprzetestowane buty. Dobrze, że dystans był krótki! Ponieważ, wyrzuciłam swoje ulubione triathlonowe buty – pomimo usilnych starań, nawet prania w pralce (tak, tak wiem niszczy wszystko co techniczne w bucie) buty tak śmierdziały, że nie dało się w nich biegać (efekt ubierania na mokre stopy, wielu biegów w deszczu itp.). Dlatego wybrałam swoje stare buty dedykowane startom triathlonowym (specjalny model Asicsa) do tego specjalne triathlonowe sznurówki. Przymierzyłam na moment w domu i wrzuciłam do torby. Cóż to był głupi pomysł, oj głupi. Bo tak jak na rowerze, jakoś dało się jechać, tak na bieganiu – krążenia w stopach brak. Nic tylko spacerować do mety. 

To ja sobie sama przypomnę zasady, których powinno się trzymać startując w jakichkolwiek zawodach:

1.       Sprawdzony posiłek przed startem – czyli to co jemy przed ciężkim treningiem – może to być owsianka, tosty, banany – to co daje moc ale nie obciąża żołądka,

2.       Przygotowany dzień wcześniej sprzęt na start – wszystko sprawdzone i NIC NOWEGO!!! NIC!

3.       Zaplanowany dojazd, obczajone miejsce do zaparkowania auta itp.

4.       Umówieni kibice i zaplanowany odpoczynek po starcie.

Niby tylko 4 punkty, ale drugi w moim wypadku zupełnie nie spełniony.

Startowałam w pierwszej serii, byłam jeszcze po południu kibicować. Bardzo tri dzień! Dużo emocji, tych dobrych! To lubię!

Kolejny cykl ruszy w listopadzie i wiem, że do tego czasu będzie mi brakowało szalonych wtorków….za lada moment zaczyna się sezon startów….niech no tylko lód zejdzie z rzek i jezior….

Selfie z medalem

M. ma profesjonalny kijek do selfie!

Ta 7 rano i ta z 17 - medale te same!


4 komentarze:

  1. Jak tylko nauczę się pływać - wystartuję! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i to jest dobre podejście!
      Kiedy zaczynasz naukę?!?! :)

      Usuń
  2. pewnie, że odpoczynek i reknwalescencja potrzebna! Ja ostatnio wracając do "większej ilości ćwiczeń" ćwiczłam z Lubym codziennie przez 1,5 tyg i od 3 dni umieram na ból krzyża... teraz 2 dni przerwy w tyg musowo... ale pewnie przeznaczę je na aeroby

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WOW imponujący obóz treningowy sobie zafundowałaś!

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa