4 marca 2018

DNS

Lubię gromadzić wszystkie potrzebne na zawody rzeczy w jednym miejscu, wtedy łatwo sprawdzić, czy niczego nie brakuje... fot. D.Szymborska


Did Not Start

Miało być tak: w sobotę zdjęcie przygotowanych ciuchów na półmaraton (ile się naszukałam różowej czapki…), w niedzielę, szybka fotka śniadania startowego, potem odebranie pakietu, drzemka w aucie i wio na trasę pomiędzy stodołami i elektrowniami wiatrowymi. Gorąca herbata w punktach nawodnienia i medal na mecie. 

Całkiem dobry plan na weekend.

Wszystko tak jak zawsze – wcześnie do łóżka, ciuchy przygotowane. Budzik nastawiony na 6.30.

Rano - nie jestem zdrowa. Nie jakoś specjalnie chora, tylko katar, boli głowa. 

Pierwsza myśl – ibuprofenik i dam radę. 

Druga myśl, pewno, że dam radę tylko ani wyniku nie będzie ani radości ze startu. 

Trzecia myśl, ja nie odpuszczam. 

Czwarta myśl, wystartuję i się „zaprawię” i miesiąc z treningów wypadnie. 

Piąta myśl, nie startuję.

Zostałam przy tej piątej. Jest mi źle. Zwyczajnie jestem wściekła na swój organizm, jak już musiał się rozchorować to dlaczego dzisiaj!?


Z drugiej strony, jak już przepłakałam to, że nie pobiegnę, SMS od organizatorów z przypomnieniem numeru startowego sprawił kolejną przykrość… 

Pomyślałam – myśl szósta, że jestem odpowiedzialna i mówi się trudno. Lepiej pochorować jeden dzień w domu niż zmieniać rozpiski startów bo wypadnie kilkanaście treningów.

DNS – wkurzające te literki, ale mówi się trudno….poszukam sobie zawodów na kolejny weekend! Treningi nie pójdą na marne a ja się nie rozchoruję! O!

Powiem tak, bycie rozsądną i odpowiedzialną jest nudne, to znaczy trudne…to znaczy, trzeba skończyć z rozpamiętywaniem i trzymać kciuki za tych co wystartują o 12.00!


Tak, zazdroszczę im, ale pocieszam się, że obecnie co weekend są jakieś zawody, jest w czym wybierać….

2 komentarze: