18 czerwca 2018

Sushi Bar Don – czyli japoński slow food przy Lotników

Wystarczająco dobre sushi... fot. D.Szymborska


Do tej pory sushi kojarzyło mi się a to z szybkim lunchem, a to z dostawą do pracy. Ot ryba, ryż, czasem ładniej podane, czasem gorzej. Często zamawiała rybę pieczoną, na wszelki wypadek, jakby ta suro nie była najświeższa. To trochę jakby jeść tatara z podsmażonej wołowiny….

Trzeba mieć gotówkę i sporo czasu. Tak zaczyna się opowieść o tym dziwny miejscu, pachnącym jaśminem. Jaśmin pochodzi, ze spray odświeżającego powietrze, który jest postawiony w centralnym miejscu malutkiego pomieszczenia. Klimatyzacja działa tak mocno, że jest wręcz chłodno. Na stołach ceraty, krzesła takie jak z filmu z lat ’80 opowiadającego o restauracji dla oficjeli, takie niedostępnej dla zwykłych ludzi. Na każdym stole oprócz chusteczek jednorazowych leży ptaszek zrobiony ze szmatek. Gotuje jedna osoba. Sushi master ma zawiązaną opaskę na głowie, ręce, które sprawnie kroją rybę i cierpliwość do ryżu, który z wielkim szacunkiem bierze w ręce.

Maki, nigiri, sashimi to wszystko powstaje powoli, metodycznie.

Zamawiam zestaw D – to 16 maków (z tuńczykiem, łososiem, ogórkiem i kalifornia), proszę też o zupę – miso.

Czekamy na złożone zamówienie – dwa zestawy i zupa. 

Przychodzi klient – słyszy, że za półgodziny - bo zupa się gotuje, i że tak sushi master pamięta, co żona lubi.

Po chwili znów otwierają się drzwi – od razu komunikat – trzeba czekać 45 minut, bo i zupa i zamówione zestawy na wynos. Para decyduje się usiąść, odetchną i poczekać...

Tak u barze u Don’a się czeka, obserwuje i spędza czas. Obok góry Fiji telewizor pokazujący mecz, w pobliżu odświeżacza do powietrza sztuczne kwiatki.

Powiedzieć specyficzny klimat to mało. Jest dziwnie, a jednocześnie uspokajająco. Wobec pędzącego świata miło się zatrzymać i wiedzieć, że zanim się zupa nie ugotuje to nie będzie niczego innego.

Zupa bardzo smaczna. Zwyczajna, dobra, ugotowana bez pośpiechu. 

Na zestawy czekamy jeszcze chwilę. 

Nie są piękne, ba nawet nie są ładne, jednak każdy kawałek był dobrze traktowany rękami sushi mastera. 

Kompozycja jest prosta, nie ma udziwnień.

Smak – dobry. Na tyle dobry, że zamierzam tam wracać. Myślę, że po części po to by chłonąć atmosferę spokoju, po części żeby zjeść dobre jedzenie.

Dobrze się zatrzymać w pędzie, usiąść przy stole nakrytym ceratą, bawić się szmacianą zabawkę, która pewno przeszła przez setki rąk i zjeść zwyczajne jedzenie.

Wszystkim, którzy chcą odpocząć, bo tak wizyta w Sushi Bar Don jest właśnie takim czasem, polecam to miejsce.  Nie będzie promocji rzucających na kolana, nie będzie dodatkowej rolki, będzie za to spokój i radość z jedzenia.

To jest wystarczająco dobre sushi przygotowywane przez japońskiego kucharza.

Zamiast czekadełka zabawka...fot. D.Szymborska

Miso, również wystarczająco dobra fot. D.Szymborska

1 komentarz:

  1. Ja mam swoją ulubioną susharnię i nie zamienie jej na inną.

    OdpowiedzUsuń