19 września 2018

40 urodziny Maratonu Warszawskiego

Okolicznościowy breloczek, znajdzie się w pakietach startowych fot. D.Szymborska


Rzadko piszę o konferencji prasowej, tutaj na blogu, z reguły wrzucam zdjęcie na FB, czasem jeszcze kilka na Insta. Tyle. O czym opowiadać – szybszy i najszybsi będą biec, statystyki, oficjele i potem jeszcze (z reguły) szybki obiad dla dziennikarzy.

Dziś miałam wielką przyjemność (serio) uczestniczyć w innej niż zwykle konferencji prasowej przed dużą imprezą biegową.

Wyobraźcie sobie, że Marek Tronina podjął bardzo odważną decyzję – w czasie jubileuszowego biegu, 40 Maratonu Warszawskiego, nie podpisze kontraktu z żadnym zawodnikiem czy zawodniczką! 

Dlatego dziś nie przedstawiał elity biegowej, powiedział, że sporo osób się zapowiedziało, a kto pobiegnie to zobaczymy na linii startu.

Był czas na wspomnienia, rozmowy z tymi co dokumentowali maratony przez lata, z tymi co je wygrywali. Wszystko było takie spokojne, sympatyczne.

Jeżeli spojrzymy na czasy i na przykład buty w których biegali maratończycy, to zobaczymy jaka przepaść dzieli to w czym my pokonujemy królewski dystans a to w czym „się biegało”.

40 maratońskie urodziny to ma być święto biegaczy i sportu. Każdy będzie bohaterem, dodatkowo zaproszeni zostali zwycięzcy i zwyciężczynie poprzednich edycji – piękny gest pamięci.

Maraton Berliński jest zaledwie kilka lat starszy niż ten Warszawski, losy obydwu biegów potoczyły się zupełnie inaczej, na jednym padają rekordy i frekwencji i prędkości, drugi pozostał małym maratonem. 

Ciekawe są dla mnie obchody tych urodzin, nie chodzi o śliczny wisiorek do kluczy, ale to, że Tronina proponuje powrót do ścigania znanego sprzed lat. 

Już w następną niedzielę przekonamy się jakie czasy będą „wykręcone” w czasie tego maratonu. 

Może to właśnie jest sposób na to, by bieganie było znów piękne? By nie licytować się sprzętem tylko osiągnięciami?

Wspominkowo o bieganiu fot. D.Szymborska


To co chciałabym, żebyśmy tutaj w Warszawie kopiowali to….kibicowanie i radość z tego, że inni biegną. Pisałam o tym już 6 razy, nigdzie nie jest tak cudownie jeżeli chodzi o kibiców jak w Berlinie. Kibicom trudno się dopchać do barierek, stoją na całej długości trasy, rozkładają stoliczki, dodatkowe punkty kibicowania, robią koncerty albo po prostu siedzą i patrzą. Nikt nie narzeka, że miasto zablokowane, nikt nie psioczy na biegaczy. Obcy ludzie gratulują tym co potem chodzą z medalami na szyi. U nas bywa różnie, zdarzało mi się słyszeć wyzwiska pod moim adresem, odsyłano mnie do biegania po lesie albo zwyczajnie wymyślano od tych co mają nierówno pod sufitem. 

Może właśnie w niedzielę 30 września będzie, tak jak być powinno! A wszystkim maratończykom oczywiście życzę powodzenia!


Ze statystyk – zapisanych prawie 10 000, opłaconych ponad 8 000, ścieżki charytatywne przynoszą tysiące złotych i wciąż można się zapisać…jak coś to jest jeszcze bieg na 5 kilometrów, sztafeta i mini maraton dla dzieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz