10 września 2018

Wielka Ursynowska, czyli czego WYMAGAJĄ biegacze…


VII edycja biegania po trawie na torze wyścigów dla koni fot. D.Szymborska

Czy będzie koszulka w pakiecie?

A gdzie znajdę projekt medalu?

Tam się nie da dojechać, dlaczego nie podstawicie autobusu?

Dlaczego dzieci dostają drewniane medale, a nie metalowe?

Taka kolejka do łazienki, a nie mogli dostawić tojtoi?

W zeszłym roku wyniki były ustawione, ciekawe jak będzie w tym?

To wszystko usłyszałam i przeczytałam o biegu – Wielka Ursynowska. Wpisowe dla dorosłych to 10PLN, dla dzieci 0. Bieg po torze wyścigów konnych, łazienki w budynku trybuny VIP, pomiar czasu elektroniczny, start punktualny, trasa zmierzona.

Biegaczki i biegacze, proszę Was co z Wami się dzieje? Czy Wam się w głowach poprzewracało? 
·     

Przedbiegowe selfie, na mecie byłam 9 w swojej kategorii

Bieganie amatorskie ma być przyjemnością, zawody powodem do pościgania się przy zmierzonym dystansie i pomiarze czasu. A Wasze wymagania? Ile z Was dopłaciło coś do biegu – była opcja składki charytatywnej? Płacicie dychę i wymagacie, żądacie i domagacie się rzeczy, które kosztują. Wiem, rok wyborczy, dzielnica się stara, ale bieg ma już kilka lat historii, a Wasze wymagania są kosmiczne i niczym nie uzasadnione!

Domierzona trasa (we wczorajszym wypadku nie wymagała zamykania ulic, ale ktoś ją zmierzył, otaśmował i oznaczył kilometry), pomiar czasu z chipów zainstalowanych w numerach startowych, biuro zawodów umożliwiające odebranie numeru nawet dzień wcześniej, depozyt, medal, woda. Tyle dostajecie, za dychę!! A praca wolontariuszy? A opłacenie zaplecza medycznego? Ktoś tym jeszcze musi nadzorować, doglądać.

Rozumiem, że organizatorom zależy na frekwencji biegów, że starają się pozyskać sponsorów, by zadowolić biegaczy, ale Ci moim zdaniem w coraz większej grupie stają się wymagającymi marudami. Są rozpieszczeni! Wymagają coraz więcej, a wcale nie biegają szybciej. Serio, jeżeli popatrzymy historycznie na średnie czasy z jakimi uczestnicy kończą maratony, to jest coraz wolniej….

Chciałabym na kolejnym biegu, na starcie spotkać uśmiechnięte biegaczki i zadowolonych biegaczy, którzy nie będą narzekać, wybrzydzać i licytować się co na którym starcie dali, jaka była zupa i czy warto po taki pakiet się w ogóle zapisywać…

Sam bieg bardzo przyjemny, biegło się dużo ciężej niż po innych nawierzchniach bo miękka trawa jest dobra dla kopytnych a trudniejsza dla dwunożnych.

Na mecie czekał na mnie śliczny medal, powieszony na mojej szyi przez uśmiechniętą wolontariuszkę. Była też woda, której nie wzięłam bo jak się powiedziało a w kwestii ekologii to się nie bierze woreczka kranówki (plastikowego) z rurką (plastikową), tylko czeka się na picie w domu (zabrakło kubeczków przy beczkowozie).

Cieszę się z niedzielnego biegu, cieszę się, że mogłam pomóc hospicjum onkologicznemu.

Mam nadzieję, na zmianę mentalności wśród biegaczy, bo jeżeli dalej wymagania tak będą rosły a poziom biegowy nie będzie się podnosił to dojdziemy do super pakietów na „piątkę” i limitu czasowego 60 minut, bo inaczej posiadacze koszulek, kuponów na obiad, z designerskimi medalami dowiezieni autobusem na start „biegacze” nie będą w stanie ukończyć biegu w szybszym czasie….


Ps. W pakiecie na maraton berliński za 100E mam numer startowy. Na mecie medal i reklamówka z jedzeniem, mogę też skorzystać z darmowej jazdy komunikacją miejską w dniu biegu. Na starcie nie słyszałam nigdy narzekania, że w tym roku to kolejka po odbiór pakietu długa, a bluzeczka techniczna to ma dziwną rozmiarówkę…. Jeszcze jeden przykład – Barcelona, bieg sylwestrowy – wpisowe 10E, w pakiecie sos do mięsa, numer startowy, bluzeczka techniczna, na mecie picie, statuetki na zwycięzców….. poziom biegowy bardzo wysoki, prawdziwe ściganie…. Można mnożyć zawody, gdzie nie o pakiet a o bieganie chodzi….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz