10 stycznia 2019

MOD – czyli kolejne ramenowe rozczarowanie [EDIT]

Chłodne wnętrze nabiera innego znaczenia, gdy jest tam zimno....fot. D.Szymborska


Jest takich kilka miejsc w Warszawie do których wracam, nie żebym się na nie gniewała czy coś, po prostu szukam innych, potencjalnie lepszych i potem wracam tam gdzie było smacznie i przyjemnie. Eksperymentuje, znając bezpieczną bazę do powrotu. W przypadku warszawskich remenów to testuję, testuję ale zawsze wiem, że jest Arigator Ramen Shop, ze swoimi dziwnymi godzinami otwarcia i Uki Uki, ze swoją nie najlepiej działającą wentylacją. W tych dwóch miejscach dostane genialne zupy, a niedogodności nie są aż takie wielkie! No może z wyjątkiem weekendowej kolejki do Arigatora – na mrozie stać to mi się nie chciało….ugotowaliśmy coś w domu….

MOD – miejsce wychwalane przez wielu, po części za słodycze po części za niebanalną, oryginalną, ciekawą i jeszcze kilkanaście innych przymiotników kuchnie. To działa tak od 10 do 12 są tylko pączki, od 12 rameny a od 17 działa kuchnia restauracji.


Byłam po 12 w porze lunchowego ramenu. Wentylacja – super, aż tak super, że nie wiedziałam czy zdejmować kurtkę bo chłodno było. 

Obsługa, szybka i uśmiechnięta. Ramen wydany szybciej niż ruskie w mlecznym. 

Zamówiłam VEGAN z jajkiem. To może zacznę od plusów – świetny wywar i dobry makaron. Jednak surowe wielkie kawałki pakczoja, marchewka jak z takiej maszynki co to pan stoi i wycina kwiatki (wycięta w makaron) w żaden sposób nie doprawiona i wrzucony kawałek tykwy. Ups. 

Tak jak wywar świetny tak cała reszta – coś jakby założyć, że jak się tym co nie je mięsa zrobi dobry wywar to dodatki się nawrzuca i wszyscy będą zadowoleni. Nie wszyscy. A może nie zrozumiałam konceptu, nie wiem? Ja nikomu bym czegoś takiego nie podała.

Niestety dobry wywar to nie wszystko, dodatki też są ważne fot. D.Szymborska


A MOD ma dwie żółte czapki od dwóch lat. Z pewnością nie za taki ramen!
Raz wystarczy, a w okolicy jest budka z frytkami, która zimą serwuje churros…..

Ps. Dobrze wiedzieć, że są miejsca, które zachwycają i takie, do których nie planuję wracać. 

Ps.2. niestety podobnie było z Vegan Ramen Shop w nowej, mokotowskiej lokalizacji, choć tam to było znacznie gorzej, na tyle niesmacznie, że szkoda czasu by się o tym rozpisywać….


Ps.3. wciąż nie rozumiem innego i mojego zafascynowania tymi zupami, chyba, że to kwestia umami, bez którego jak się go raz spróbuje żyć się nie da….

EDIT

tutaj wklejam sobie zdjęcie ramenu wegańskiego do którego domówiłam jajko, tak żeby pamiętać, że może być super smacznie! o!

Gdzie? w Arigagatorze, oczywiście!

Wszystko mi smakowało! fot. D.Szymborska


2 komentarze:

  1. wstyd się przyznać, ale nigdy ramenu nie próbowałam... muszę w końcu to zrobić, bo często widzę u Ciebie tego typu dania i aż przysłowiowa ślinka cieknie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam dobry ramen. Od siebie mogę polecić ramen w AkitaRamen, natomiast JapanSun ma genialne gyoza, sushi oraz wino i koszmarny ramen :(

    OdpowiedzUsuń