19 lutego 2018

5 żali „siłaczki”


Chwilę po otwarciu siłowni...


Jest ciemno i jest smog, dlatego dość często bywam na siłowni. Cieszę się, że zima się kończy bo ćwiczenie pod dachem, na bieżni, maszynach nie należy do moich ulubionych zajęć.

W Internecie można zobaczyć wiele filmików z „siłek”, jest z czego się pośmiać – nieumiejętne używanie maszyn, błędy, czasem nawet wypadki.

Nie trzeba odpalać komputera, czy zerkać na komórkę wystarczy przyjść do jednej z sieciowych siłowni, by zobaczyć jak NIE ĆWICZYĆ albo jak się NIE ZACHOWYWĆ na siłowni

Po pierwsze – wydaje mi się najbardziej niebezpieczne – instruktorzy, którzy utrwalają błędy swoich podopiecznych. Nie wiem, czy wynika to z niewiedzy, nieprzywiązywania uwagi do tego jak ćwiczy klient czy jest jeszcze jakiś inny powód. Wygląda to tak – klient płaci, może się wygadać, a trener personalny zadaje ćwiczenia i…nie poprawia błędów. Potem taka osoba rezygnuje z usług trenera, bo uważa, że już zna ćwiczenia i może trochę zaoszczędzić. Owszem zna, tylko wykonuje je błędnie i tak będzie do czasu albo kontuzji albo nowego, lepszego trenera…

Po drugie – brak higieny, nie mówię tutaj o paniach, które po ćwiczeniach poprawiają makijaż i wychodzą omijając prysznic, mam na myśli tych co ćwiczą, wstają z maszyny, czy schodzą z bieżni i nie przecierają, dezynfekują sprzętu. Blee. To żadna przyjemność wycierać po kimś poręcze, ławeczki, drabinki....

Po trzecie – bałaganiarze. Sama mam problemy (duże) z utrzymaniem porządku w domu, ale na siłowni udaje mi się odstawić hantle, czy odwiesić taśmy. Rano jest lepiej, bo wieczorem siłownia jest sprzątana i sprzęty odkładane na swoje miejsce, ale gdy przyjdziemy popołudniu to panuje wielki bałagan. Nieszanowanie sprzętu to rzecz bardzo denerwująca.

Po czwarte – oglądacze. To panowie, którzy przychodzą na siłownie popatrzeć na wygimnastykowane ciała, praktycznie nie zajmują się ćwiczeniem, tylko okupują „punkty widokowe”.

Po piąte – zajmowacze sprzętów. Tu ustawi bidon, tam położy ręcznik – zajmie 4 maszyny, bo przecież będzie na nich ćwiczył. 

Sporo się tego nazbierało, ale na szczęście, wciąż są sympatyczne osoby na siłowniach. Takie uśmiechnięte, wesołe. Lubię doświadczonych pakerów – mają rozpiskę, zaplanowany trening, jak ćwiczą to miło popatrzeć na prawidłowo wykonywane ćwiczenia. Są też nowicjusze, którzy nie boją się pytać, są pełni entuzjazmu i wiary w siebie, to ci, którzy najpierw nakładają talerze, by potem je zdejmować bo jednak za ciężko… są też wesołe grupki przyjaciółek, które pół czasu ćwiczą, pół plotkują. 

Cieszę się ba za miesiąc o 6 rano będę mogła wyjść pobiegać…nie na bieżni tylko, normalnie na dworze, bardzo mi tego brakuje….

1 komentarz:

  1. poza uczelnianą siłownią jeszcze na żadnej nie byłam... :D :D jestem zakompleksionym maniakiem gromadzenia sprzętu w domu, bo wstydzę się ćwiczyć "publicznie" :D ale z tego co czytam, to faktycznia irytujące szczegóły

    OdpowiedzUsuń