25 kwietnia 2018

III Miejsce w Finale Kobiet Indoor Triathlon w Hilton Holmes Place

To już było późno wieczorem, dlatego (chyba) taka dziwna mina...nie jestem pewna czy miałam siłę się cieszyć..


Jejku jakie to były przyjemne starty. To znaczy, teraz tak to oceniam, bo jak nie miałam mocy w nogach, dawały znać braki magnezu czy zwyczajnie nie mogłam złapać oddechu, to myślałam zupełnie inaczej. Pięć porannych startów i szósty wieczorny. Ten ostatni najtrudniejszy dla mnie. Styczniowy najlepszy jeżeli chodzi o wynik.

Ogromnie miło być częścią szalonej triathlonowej rodziny! Bo jak nazwać grupę dorosłych ludzi, którzy zmęczeni po 8 godzinach pracy, przychodzą do klubu fitness by się sponiewierać. U niektórych wysoki poziom adrenaliny! Rywalizacja amatorów wcale nie oznacza, że nie ma poważnego ścigania! W przeciwieństwie do zawodów dla PRO tutaj jest miejsce na dobrą zabawę i radość z samego faktu uczestnictwa w zawodach.

Do Finału zostały zaproszone zawodniczki, które startowały i zajmowały czołowe miejsca w poprzednich edycjach.

Pływałyśmy w 25m basenie (tym razem woda była przyjemnie chłodna a nie ciepła jak zupa!), potem biegusiem po schodach by wpiąć się w rower spinningowy. Tym razem rowery zamiast w salce do spinningu stały na środku siłowni – z pewnością byłyśmy sporą atrakcją dla ćwiczących. Pani sprzątająca uwijała się z mopem, żeby wycierać najpierw wodę a potem pot z podłogi. Jazda w miejscu oznacza nabranie sporych rumieńców! Nie ma chłodzącego wiatru!

Potem bieżnia. Z bieżni oglądałyśmy finały chłopaków. Nie zabrakło smutnych momentów – kolka wykluczająca z dalszego uczestnictwa. 

Było co oglądać – panie na zwykłych rowerkach, panowie na wiosłach mogli się przyglądać triathlonowemu spektaklowi. Padanie za linią mety – czyli schodzenie wężykiem z bieżni i kładzenie się na podłodze, sapanie, stękanie podczas biegania… Zdecydowanie byliśmy najbardziej spoconymi ludźmi na siłowni! Wydaje mi się, że tez byliśmy najbardziej zadowolonymi i spełnionymi. Oczywiście, nie zawsze czasy były takie jak chcielibyśmy ale zabawa i rywalizacja dodaje skrzydeł!

Dostałam worek na buty, czepek i batonik i….i o to właśnie chodzi w sporcie amatorskim o zabawę, o walkę do końca i radość z możliwości rywalizacji z innymi.

Gratuluję Darii i Karolinie! Szczerze już nie mogę się doczekać jesieni, bo wtedy rozpocznie się kolejny cykl.

Dziękuję też Kubie za organizację, a medal z napisem na szarfie jest super pamiątką! 

To naprawdę są dobre zawody! Każdemu pozwalają na a) monitorowanie efektów (lub ich braku) treningów, b) rywalizację sportową (niezależnie od poziomu wytrenowania), c) stratowanie w bezpiecznych warunkach, d) ręczny ale staranny pomiar czasu. Nie piszę o pakietach startowych bo praktycznie ich nie ma (no chyba, że akurat są batoniki), są medale na „mecie”. To super pamiątka, choć jestem przekonana, że i bez nich startowalibyśmy! No ale jak jest medal to jest i wspomnienie na wieszaku, w szufladzie albo specjalnej gablotce...



Zestaw startowy fot. D.Szymborska

Drugie śniadanie i lunch i torba na zawody fot. D.Szymborska

2 komentarze: