24 kwietnia 2018

Kadencja – to ma znaczenie!

Jazda o wschodzie słońca ma wiele uroków....ale ciepło nie jest...


Niektórzy zawodowi kolarze wrzucają do Internetu zdjęcia swoich liczników, na których widać z jakimi watami pokonali dany odcinek, inni zapisują dane z treningów na Stavie. Amatorzy zachwycają się i zazdroszczą jakie to waty wyciskają ich idole. Część z nich stara się powtórzyć, dorównać mistrzom w danych segmentach (zaznaczonych odcinkach w aplikacji) „cisną”, żeby osiągnąć podobny wynik.

W pogoni za watami zapominamy o kadencji! Kadencja w kolarstwie to ilość obrotów korbą na minutę.

Dlaczego kadencja jest taka ważna?

Zrobiłam bardzo prosty test – na tym samym odcinku jechałam ze stałą prędkością – 25km/h z różną kadencją – 60,70,80,90. To co porównywałam to średnia ilość watów do pokonania tego odcinka.
Jeżeli poruszam się z taką samą prędkością w bardzo podobnych warunkach (wiatr, teren) to, najważniejsze dla mnie jest to, żeby moc potrzebna do pokonania tego samego odcinak była jak najmniejsza.

I tak, odpowiednio przy kadencji 60 – 116W, 70 – 125W, 80 – 107W, 90 – 116W.
 
To nie był pomiar laboratoryjny, ale zadbałam o to, by trasa była ta sama, warunki atmosferyczne nie zmieniały się zbytnio, bo jeździłam kolejne próby jedna po drugiej.

Wniosek – w tym przypadku kadencja 80 jest najbardziej optymalna. Różnice są naprawdę duże, jak porównujemy poszczególne jazdy.

Kiedyś musiano radzić sobie bez pomiaru mocy, liczono na pulsometr i liczono obroty korbą. Teraz pomiar jest bardzo dokładny, niestety wciąż lekceważony przez amatorów, którzy szaleją z radości ile to watów „wycisnęli”. Oczywiście bez mocy nie będzie prędkości, ale bez kadencji nie będzie wyników!

Bardzo niska kadencja jest problemem dla początkujących kolarzy i triathlonistów. Ci piersi to po prostu będą dużo bardziej zmęczeni po wyścigu, niż koledzy i koleżanki, którzy kręcili szybciej. Natomiast ci drudzy będą mieli wielki problem z bieganiem – zmęczone, zakwaszone mięśnie nie będą współpracować.

Dlatego warto wykonywać ćwiczenia pomagające utrzymać wysoką kadencję, do skutku, aż wejdzie nam to w nawyk.

Obserwując swoich idoli i czy idolki patrzmy nie tylko na waty wyświetlane na ich licznikach, zwróćmy uwagę też na kadencję. Jestem pewna, że będzie bardzo wysoka!

Pogoda coraz ładniejsza to i wycieczki rowerowe coraz przyjemniejsze. W przeciwieństwie do pomiaru mocy, licznik kadencji nie należy do drogiego sprzętu. Jest łatwy w montażu, uważam, że jest niezbędny jeżeli chcemy dobrze jeździć na rowerze.

Oczywiście można liczyć ile razy na minutę podniesie się nasze kolano, ale mi przy takim zadaniu jest ciężko skoncentrować się na drodze! Takie zadanie to można realizować jak jedzie się na rowerku stacjonarnym i ma się pewność, że nie wjedziemy w piach, dziurę czy innego uczestnika ruchu.

Niech moc i kadencja będzie z Wami!

2 komentarze:

  1. bardzo praktyczny i wartościowy post. chociaż ograniczyłam bieganie itd. po ostatnim wielkanocnym urazie stawów skokowych i święgien i praktycznie prawie unieruchomieniu przez 3 tyg (nawet dojście do łazienki to był dla mnie wyczyn i ból do płaczu) teraz stawiam głównie na rower i cwiczenia siłowe. Ale wszystkie takie wskazówki czasami okazują się na wagę złota :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj to uważaj na siebie :) zdrowie najważniejsze i trzeba mądrze wracać do treningów :) powodzenia

      Usuń