9 lipca 2018

Szosa jest kobietą – Kolarskie Czwartki – relacja

 
Jak wiadomo, przed startem wygląda się dużo lepiej! Z A. jeszcze przed rozgrzewką fot. M.



Przed maratonem ładuję węgle, przed triathlonem uważam na lokalne jedzenie, przed zawodami planuję co znajdzie się na moim talerzu. 

Przed Kolarskimi Czwartkami zjadam batonik, kilka miśków i pędzę. Tak, tak strategii żywieniowej brak. Zawody rozgrywane w tygodniu rządzą się swoimi prawami. Rano basen, potem praca, wreszcie rowerowe popołudnie. A jeszcze żelik przed startem…


5 i 12 lipca w czasie Czwartków Kolarskich startujemy razem i jeździmy po 4,8,12 czy 16 pętelek.

Wszystko zależy od kategorii wiekowej i płci. Moje 12 kółek to wyścig dla amatorów dwojga płci.
Jechałam w grupie najpierw 4 osób a potem 3. Dawanie zmian, praca w zespole. Serio to możliwe na amatorskich zawodach. W połowie ostatniego okrążenia poczułam, że jeszcze mam trochę siły w nogach, pognałam do przodu, wcześniej informując o tym koleżankę – tak, tak pracowałyśmy razem na wspólną jazdę, więc uważałam, że tak trzeba. 

Finish mi wyszedł (prawie) bo kolega prześcignął mnie o koło, ale co się nacieszyłam szybką jazdą pod sam koniec to moje!


Już po wyścigu, plotki, plotki jeszcze raz plotki fot. Kolarskie Czwartki

Trzecie miejsce open kobiet w wyścigu B fot. Kolarskie Czwartki

Kolarskie Czwartki, to wciąż kameralna impreza, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie niezależnie od poziomu zaawansowania. Początkujący amatorzy, też. Piszę o tych zawodach już od kilku lat, z niesłabnącym entuzjazmem (mimo, że nie ma już pasztecików ze szpinakiem) bo jest: świetna atmosfera, możliwość ścigania, pomiar czasu, premie, znajomi…a teraz jeszcze doszły nagrody więc nic tylko się ścigać.

Kolejne zawody już w ten czwartek, wciąż można się zapisać (przez Internet) albo na miejscu, przed zawodami.

To co widzimy się, prawda?

Efekt zapakowania dyplomu do tylknej kieszonki w bluzeczce kolarskiej fot. D.Szymborska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz