27 sierpnia 2018

Zajazd przy autostradzie – Hacienda, autovia A6, salida 303

Świetne gazpacho fot. D.Szymborska


Otwarte od zmierzchu do świtu…. Nawet bardziej bo od świtu to świtu – kuchnia działa 24 godziny na dobę.

Zastawiony autami parking, są kampery, osobówki i ciężkarówki. Tłum ludzi.

Wampirów nie zauważyłam.

Zwykle jedziemy od punktu A do punktu B, czasem ponad 1000kilometrów. Zatrzymujemy się na tankowanie i kawę. Śpieszymy się. To poruszanie a nie podróżowanie.

Chyba to zmienimy. Bo wizyty w takich miejscach jak Hacienda przy autostradzie z Madrytu do A Coruna, pokazują, że można podróżować inaczej. Spokojniej, ciesząc się z życia i jedzenia. Z wina też. Tego nie planujemy zmieniać – jak się pije to się nie jedzie, albo nie daje zmian…..

Hacienda to bar, restauracja i sala weselna w jednym. Jest i mały hotel obok. Można zjeść w barze albo w restauracji, można też kupić broń pneumatyczną i wielkie maczety (na wesele? W dalszą, milszą podróż?).

Wybraliśmy restauracje – jest menu del dia – czyli menu dnia – trzeba wybrać pierwsze, drugie i deser. W cenie 12E jest wino lub woda. Kawa płatna ekstra.

Menu całkiem długie po 7-8 rzeczy do wyboru z każdego „działu”. Obrus papierowy, obsługa przemiła i ekspresowa. Uwaga, chleb rewelacyjny! Ciężko się oderwać, bo pajdy wielkie, ciepły i pachnący (w cenie, nic dopłacać nie trzeba).


1/2 chleba, gorącego pachnącego, świetnie smakującego z oliwą..fot. D.Szymborska

Wyglądem to nie porywa, ale mięso świetne, frytki robione na miejscu, a papryka doskonała fot. D.Szymborska

Najprościej - najlepiej - ryż z mlekiem i cynamonem fot. D.Szymborska


Wybrałam gazpacho – można wpadać w kompleksy, że człowiek się swoim zachwyca, robi studzi, wydziwia a potem przy autostradzie dostaje wielką szklankę (taką w której podają lepsze wino w baskijskich barach) pysznej zupy!

Na drugie chciałam ryby, ale jak się okazało się skończyły to zmieniłam na indyka. Mięso marynowane, usmażona na wielkiej blasze – świetne. Frytki domowe, i do tego marynowana papryka. Na deser doskonały ryż z mlekiem i cynamonem.

A było i wino białe – wcale nie siara, głębi to nie miało, ale było zimne i orzeźwiające.

I co? I ja chcę do takich zajazdów jeździć częściej. Chcę się cieszyć podróżą!

W wielkiej stołówce siedziały eleganckie starsze panie z synami, kierowcy ciężarówek, turyści kamperowi, biznesmeni i my. Każdy cieszył się dobrym jedzeniem i podróżą!

Zerknęłam w historię blogową, nie ma postów o zajazdach…bo się w nich nie zatrzymywaliśmy. Nie wiem czy dużo traciliśmy, wiem, że jakbym kiedykolwiek jeszcze jechała z Madrytu do Galicji to, nawet jak trzeba będzie nadłożyć drogi, pojedziemy „a szóstką” żeby zjechać w zjazd  303….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz