29 sierpnia 2018

Nekazarien Elkartea – jeden z moich ulubionych societadów

Nowością jest tabliczka, kilkanaście lat temu jej nie było....fot. D.Szymborska

Nie będzie zdjęć ze środka, nie opublikuję też wielkiej tablicy ze zdjęciami wszystkich członków tego klubu gastronomicznego. A to dlatego, że szanuję prywatność i doceniam otwartość i zaproszenie.

Wiele lat temu przyjechałam do baskijskiej wsi, miasteczka wielkości Wisły, położonego w górach. Był rynek, kilka uliczek, akademik i najstarszy uniwersytet w regionie.

Nie mówiłam po hiszpańsku, nie znałam ani słowa w Euskera. Wystarczył angielski (taki był język wykładowy) na Uniwerku i zamiłowanie do organizowania imprez...

Efekt – kilkanaście lat przyjaźni. Zaufanie by zaprosić do domu i do societadu. To drugie to chyba oznacza więcej. Societad to klub gastronomiczny, wcześniej jego członkami mogli być tylko mężczyźni, teraz to się zmienia (ale nie we wszystkich) są też kobiety.


Wspólne gotowanie, przebywanie, przyjaźnie na całe życie. Co się działo w societadzie zostaje w societadzie.

Nekazarien Elkartea to jeden z dwóch societadów, które odwiedzałam najczęściej. W tym roku wpadając na kilka godzin do Onati, większość czasu spędziłam właśnie tutaj.

Była chacka, była świetna sałata z agulasem, do tego świeży chleb, szynka, pieczarki i dużo wina.

Societady w baskijskich wsiach i miasteczkach to miejsca integrujące, budujące przyjaźnie ale również ze względu na silne więzy dzielące społeczność – jesteś w jednym societadzie to nie przepadasz za tymi z drugiego, oni ciebie nie zapraszają, ty ich. Raz w roku są dni otwarte, wtedy odwiedzasz wszystkie miejsca, do których na co dzień nie masz wstępu.

X. płaci składki, skrzętnie zapisuje co zużyje w kuchni, składa po sobie, zaprasza gości. To właśnie jest przywilej – należeć do societadu i korzystać z możliwości jakie daje. Można też brać udział w konkursie na najlepsze danie, hodować największego kabaczka czy wygrać zawody w goleniu owiec albo w rzucaniu podkową.

Societad to taka świetlica z wielką kuchnią, tu się gotuje, tu się spędza czas, tu można wpaść na kawę, odpocząć od rodziny albo odwrotnie zaprosić wszystkich do wspólnego świętowania.

Może właśnie dlatego wracam na baskijską wieś, pielęgnuję przyjaźń i przywożę, a to żubrówkę, a to wedlowskie torciki? 

Proste jedzenie i cudowna atmosfera fot. D.Szymborska


Przepyszna sałatka - będzie przepis bo też ją będę przygotowywać! fot. D.Szymborska


Kiedyś przygotowałam z koleżanką (Kolumbijką, która kiedyś była w Polsce) polską kolację na 40 osób – menu klasyczne – barszcz z jajkiem, pierogi ruskie i z mięsem, polskie wędliny i dużo wódki. Teraz pewno bym wybrała coś innego, ale o tej kolacji mówiło się w miasteczku przez wiele lat, oczywiście gotowałyśmy w societadzie….bo jak inaczej…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz