Wirtualne zawody – prawdziwe zmęczenie


Śmiejesz się z tych co przyczepiają wirtualne odznaki, medale?

Ja też się z takich osób nabijałam. Że wyrzucają kasę, że znajdują sobie durne rywalizacje – jakby nie można było wyjść i pobiegać...

Do czasu startu w „Wingsach” (relacja TUTAJ) – spodobało mi się to. To – czyli wirtualne zawody. Okazało się, że działa to na mnie bardzo motywująco, że można się bawić biegając z aplikacją, przypomniały mi się pierwsze biegi z aplikacją NIKE – jaka to była radość te wszystkie pucharki! To działa – motywuje, cieszy i człowiek biega więcej!

Wczoraj skończyłam wirtualny Półmaraton w Białymstoku.

Noga jeszcze nie taka sprawna jakbym chciała, dlatego półmaraton pobiegłam etapowo – to znaczy na dwa razy. Zgodnie z regulaminem mogłam podzielić dystans 21.1 (zaokrąglony, żeby było łatwiej zmierzyć w aplikacji) aż na trzy biegi, wybrałam opcje 11.1 i 10 i bardzo się z tego cieszę.

W zwyczajnym tygodniu biegałam 2x5km rano. Teraz pobiegłam dwa razy więcej – dało się – dało! Pewnie jakbym się na te wirtualne zawody nie zapisała to nie zwiększałabym dystansu, truchtała dalej a nie ćwiczyła mocniej.


Jeżeli czytasz ten post w piątek to jeszcze zdążysz wystartować w weekend! 

Wirtualne zawody – co warto wiedzieć, na co zwrócić uwagę:


Regulamin

Przeczytaj jakie są zasady, co trzeba wysłać i w jakiej formie, by mieć „zaliczony” start. W większości przypadków wystarczy aplikacja mierząca kilometry w telefonie. W zależności od naszych upodobań często możemy wybrać – niższe wpisowe i tylko elektroniczny dyplom czy wyższe i prawdziwy medal, który dojdzie do nas pocztą.

Trasa

Wiadomo, że w lesie biega się wolniej niż po asfalcie, ale tam nie trzeba mieć maseczki na twarzy. Tak jak z buffem czy innym napystnikiem można potruchtać wokół domu, tak nie nadaje się to nijak na szybsze i dłuższe bieganie. Dlatego ja wybieram las i oddycham normalnie! To moim zdaniem dużo zdrowsze i na pewno przyjemniejsze rozwiązanie. Warto też się zastanowić jak będziemy biec, bo krążenie wokół auta czy przystanku autobusowego by „dokręcić” ostatnie 300m nie jest najprzyjemniejszym rozwiązaniem!

Nawodnienie

Stare sposoby wracają do łask – butelka ukryta w krzakach (uważać, gdzie psy sikają), bidony albo kamizelki/plecaki z bukłakami. Wiem, że chlupocze, że nie zawsze wygodnie, ale jest coraz cieplej, dystanse coraz dłuższe… Jest jeszcze opcja pętelek takich by podbiegać do samochodu zaparkowanego pod lasem i tam mieć stację odżywczą, albo towarzystwo na rowerze, które będzie wozić nasze suple! W każdym razie picie na dystansie półmaratonu jest konieczne!

Dobra zabawa

Na mnie atmosfera zawodów, nawet tych wirtualnych działa świetnie – chce mi się więcej, poziom motywacji wzrasta o dobre kilka punktów! Mimo, że ścigam się sama ze sobą to uśmiech większy i radość z biegania też!


Minusy biegów wirtualnych

Nie spotkasz znajomych, którzy ci będą opowiadać, że startują tylko treningowo.

Nie będzie tojtojów ani na starcie, ani na trasie (biodegradowalne chusteczki higieniczne to teraz wyposażenie konieczne!).

Nikt ci nie włoży medalu na mecie bo: a) nie ma medalu b) meta jest wirtualna.

Nie ma kibiców. To chyba najsmutniejsze w tym wszystkim, bo ja bardzo lubię przebijanie piątek, machanie i słuchanie dopingu.



To co biegniecie coś wirtualnego w weekend?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © On Egin Eta Topa