23 października 2017

Bieg Kobiet – okiem weteranki

Czekając na taneczną rozgrzewkę fot. D.Szymborska


Zacznę ot tego, co napisałam na samym końcu, gdy przygotowywałam tę relację. Niedzielne zawody dały mi wiele do myślenia. Uważam, że to, że jestem dziewczyną nie oznacza, że nie zrozumiem prostej instrukcji jak zainstalować, a nie „zaplątać”, nie „białe kółeczko”, ale chip do buta. Przekonałam się, że taneczna rozgrzewka świetnie działa, wreszcie wiem, że chcę napisać tekst o tym w co zapakować telefon, chusteczki i klucze gdy się idzie na trening czy startuje na zawodach.

Myślę też, że dziewczyńskie bieganie jest różne – różowe i nie tylko, bardzo szybki i wolniejsze, w grupie lub w pojedynkę, najważniejsze, że jest!

Hiszpanie mają taką kategorię – weterani, nie seniorzy tylko właśnie ci bardziej doświadczeni….w niedzielę czułam, że właśnie w takiej kategorii biegnę. Zabrałam ze sobą kamerkę, filmik nakręciłam (TUTAJ) i wróciłam do domu z bardzo mieszanymi uczuciami.

Pakiety nie odbierałam osobiście, napisałam upoważnienie, MMSem dostałam zdjęcie tablicy w biurze zawodów – uśmiechnij się jak masz różowe majtki. Nie miałam, to się nie uśmiechnęłam.


W pakiecie kosmetyki, ulotki i instrukcja – jak zaplątać białe kółeczko do buta. Nie żartuję, taki język! Ciekawe czy do debiutujących biegaczy jakikolwiek organizator tak by zredagował ulotkę?

Rozgrzewka przed biegiem zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie zaliczam się do tych tańczących, a tu nagle znalazłam się na świetnie prowadzonej dyskotece, na której żadna dziewczyna nie stała z boku – tańczyły wszystkie. Rewelacja! Super pomysł i świetna realizacja!

Punktualny start różowego biegu, po kilometrze dużo biegaczek przechodzi do marszu. Serio po 1000 metrach (biegu w tempie 6-7min/km).

Spacerujące panie to jedno oblicze biegu, te które kończyły z czasem powyżej 45 minut (dystans 5 kilometrów!), wykończone, czerwone i moim zdaniem nie zawsze przygotowane do takiego wysiłku. Drugie  - to dziewczyny, które pobiegły poniżej 20 minut, na tej trudnej i krętej trasie.

Mam nadzieję, że żadna z uczestniczek nie odniosła poważnej kontuzji, bo z pewnością wielu z uczestniczek brakowało kondycji i odpowiedniego przygotowania. Nie chodzi mi o to by krytykować, te dziewczyny, które przeszły do marszu bo nie miały siły dalej biec. Mi też zdarzało się iść w czasie maratonu lub pokonywać trasę metodą Galloway’a.

Bieg jest już historią, najważniejsze dla mnie jest zmiana podejścia. Marzy mi się, że te które „spuchły” pomyślą – nie byłam przygotowana na ten bieg, będę trenować, wystartuję w kolejnym!

Jeżeli tak się stanie, to znaczy, że organizatorka i pomysłodawczyni biegu odniosła sukces. Bardzo bym też się ucieszyła, gdyby kibicujące na trasie dziewczyny zaczęły biegać. Mam też nadzieję, że te, którym ukończenie zawodów zajęło ponad 45 minut nie popadną w zachwyt nad swoją kondycją, tylko będą dalej trenować. Nie trzeba startować w zawodach, można trenować dla samej siebie, pracować nad postępami, stopniem wytrenowania.


Do zobaczenia na kobiecym lub koedukacyjnym biegu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz