2 października 2017

Biegnij Warszawo – 2017 – relacja

Piękna jesień i kolejny medal biegowy do kolekcji fot. D.Szymborska


Z reguły jak tylko wezmę prysznic i coś zjem, to zaczynam pisać relację z zawodów. Wszystko po to, żeby opisać atmosferę, emocje, wrażenia, zanim o nich zapomnę, albo wszystko opowiem znajomym i tak naprawdę nie będę miała o czym więcej wspominać.

Tutaj jest inaczej, wczoraj nie pisałam o Biegnij Warszawo, bo było w mnie dużo smutku, niezadowolenia i rozczarowania.

Zacznę od tego, wystartowałam dlatego, że mam wielki sentyment do tego biegu. Biegłam 11 raz pod rząd. Chciałam zachować ciągłość. Nie przejmowałam się tym, że będę sobie truchtać po Warszawie, dbając o to, żeby kontuzja po maratonie się nie odnowiła. Chciałam po prostu dobrze się bawić, jak co roku.

Tym razem organizatorzy mocno promowali współzawodnictwo (w ilości nie prędkości) między kobietami i mężczyznami, o przepraszam między „dziewczynami i panami”. Pomysł podobny do tych sprzed lat – gdzie np. Warszawa była dzielona na prawo i lewobrzeżną. Tyle, że tutaj się zabrakło wyczucia. Tak, uważam, że aktywizacja kobiet w sporcie jest bardzo ważna. Tak, ogromnie się cieszę, że coraz więcej jest nas na trasach. Wciąż jest tak, im krótsze biegi tym więcej kobiet, maraton to wciąż „męska” rzecz, ale i to powoli się zmienia. Jeszcze przed startem usłyszałam o tym, że „panowie mogą gonić dziewczyny w ślicznych spódniczkach”. To prawda, dużo dziewczyn bardzo szybko biega, ma piękne nogi, ciało, tylko czy to jest wyznacznik tego, kogo warto „gonić”?

Ruszyłam sobie spokojnie na trasę. Wiedziałam, że będzie tłum, że wiele osób przejdzie do marszu. Nie liczyłam na cud, bo BW jest biegiem masowym, kultowym i trudnym jeżeli zależy nam dobrym czasie. Mi nie zależało. Więc przybijałam piątki dzieciakom i biegłam. Niestety organizator „zapomniał” oznaczyć kilometry na trasie. Owszem były maty z pomiarem czasu ale znaczków informujących ile już kilometrów się przebiegło nie zauważyłam. Jak dla mnie to duże niedopatrzenie. Ci, którzy biegają dłużej wiedzą, że nawet najlepsze zegarki z GPSem i wodotryskiem potrafią się nie uruchomić, wtedy zostaje zwykły stoper i odcinki kilometrowe by wiedzieć w jakim tempie się biegnie.


Zdjęcie medalom nie udało mi się zrobić przed startem, bo mimo akredytacji media, ochrona była taka niegrzeczna, że nie pozwoliła na fotografowanie....fot. D.Szymborska


Był za to punkt z wodą na 6 kilometrze. Rozumiem jego umieszczenie, bo wielu początkujących lub debiutantów jest bardzo zmęczonych – to miłe, że myślą o biegaczach.

Tutaj to nie jest uwaga do organizatorów, tylko smutna opowieść – na Belwederskiej szedł lekko pijany pan z wózkiem dziecięcym. Nie zbierał złomu, żona go na spacer wysłała, a może po bułki? Szedł i krzyczał brzydkie wyrazy pod adresem biegaczy. Niestety ktoś z tłumu mu odkrzyknął. Pan zostawił wózek i pobiegł się bić, na szczęście do bijatyki nie doszło, tłum wołał żeby wrócił do dziecka i nim się zajął.

Dziękuję też kibicom za oklaski, niestety było ich jak na lekarstwo, jak zawsze okolice dobrych hoteli to miejsca, gdzie kibicują obcokrajowcy, reszta „kibiców” to w większości były osoby, które stały na przejściu i wyczekiwały momentu dostania się na drugą stronę ulicy. Zbyt mała ilość wolontariuszy powodowała, że rowerzyści statecznym krokiem przeprowadzali swoje jednoślady, a biegacze na nich wpadali…


Przed startem - w ręce worek do depozytu, jak się okazało to był DUŻY BŁĄD fot. J.

Tym razem na mecie było spokojnie, organizatorzy już wcześniej prosili o to, by się nie zatrzymywać na linii mety. Zadziałało. Medal woda i…..tutaj zaczyna się opowieść o depozycie. O tym, że przez ponad 45 minut czekałam w kolejce. Tak złej organizacji to jeszcze nie widziałam. Serio. Owszem staram się unikać oddawania rzeczy do depozytu i utwierdzam się, że do najlepsze rozwiązanie. Ja na szczęście miałam bluze do ubrania, ale reszta biegaczy przez około godzinę marzła czekając na swój worek. Jak można w jednym puncie zrobić depozyt dla 1000 osób? Inna sprawa, że wygląda na to, że biegacze z numerami od 8001 do 9000 to miłośnicy depozytu, bo tylko tutaj była taaaka kolejka.

To kolejka do JEDNEGO punktu depozytowego dla numerów od 8001 do 9000 fot. D.Szymborska



Jednak to co chcę pamiętać, to piękna jesienna pogoda, koleżanki i koledzy, których spotkałam i na biegu i w kolejce do depozytu. Mam nadzieję, że za rok będzie lepiej, bo co mam nie wystartować? Jak przez tyle lat biegałam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa