2 maja 2018

„Amsterdam’em” nad Bałtykiem

Takie cudeńko, co waży tony i ma 3 biegi...ale za to koszyczek, kanapa i "nóżka" fot. D.Szymborska


Wieczorem poszłam zrobić rezerwację. Grzecznie pytam się, co pan w recepcji może mi powiedzieć o rowerach, które można wypożyczyć. Pan uśmiecha się i mówi: już wszystko opowiadam, mamy: różowy, czarny, zielony i dwa granatowe. Każdy ma koszyk i nóżkę, więc proszę się o nic nie martwić. 

Co było robić po takim wyczerpującym i mocno technicznym opisie, decyzja była oczywista – RÓŻOWY!


Początek nie był łatwy, serio – człowiek siedzi jak na kanapie, nie widzi przedniego koła, ma koszyczek i całe trzy biegi! Do tego hamulec w pedałach i jeden przedni. 

Promień skrętu jak z Centrum do Ząbek, choć tutaj to chyba jak z Gdyni do Sopotu, powinno się powiedzieć. 

Za to dzwonek! Oh, to jest to! Nie wiedziałam, że tak uwielbiam dzwonić! Na wszystkich i wszystko, czasem nawet tak po prostu, żeby się nacieszyć!

Gdynia – Sopot – Gdańsk. Ścieżki rowerowe – super! Jedynie między Gdynią a Sopotem małe zaskoczenie, bo są dwie ścieżki – każda jednokierunkowa!

Jazda takim rowerem to zupełnie inna „bajka”. Nie spodziewałam się, że wlokąc się, podzwaniając można tak miło spędzić czas. 

Zachwyt na pakownością koszyka. Piknikowość, oglądanie mola za molem, ustawianie roweru z „nóżką”. A przede wszystkim widoki!

Trasa Sopot – Gdańsk to coś idealnego jeżeli chodzi o podziwianie widoków, aż ciężko nie robić przystanków co pięć metrów, bo tak pięknie. Są kutry rybackie (zaraz przy Sopocie), piękna plaża, molo w Gdańsku. Momentami, pewno z racji majówki jedzie się w kolejce, bo taki tłum na ścieżce rowerowej.

Szalik i kropki na terence, to udało mi się dopasować do malowania roweru....fot. J.


To jest idealna wycieczka – około 20-25km (bo tu się zatrzymaliśmy, tu podjechaliśmy, a tu na plażę) z Gdyni do Gdańska. 

Do tego ta pogoda! Idealnie, ciepło ale z lekkim wiaterkiem, bluzę można schować z koszyczku….

Teraz już wiem, że jazda takim wielkim, ciężkim rowerem też ma swój urok. Inna postawa pozwala się rozglądać, brak przełożeń wyklucza super szybką jazdę, więc człowiek się toczy i rozkoszuje widokami! Koszyk – hit nad hity! Żadnego pakowania po kieszeniach, klejenia taśmą pod siodłem itp. wszystko sobie można zapakować… i jeszcze ten dzwonek! Eh!

To jest wakacyjny rower! Co nie zmienia faktu, że już się nie mogę doczekać swojej szosy….taki miejski, „amsterdamski” przerywnik sprawił mi masę radości! A wycieczka była przepiękna!


Od teraz będę wszędzie sobie rower pożyczać, bo tyle można zobaczyć… jak się tak wygodnie siedzi na kanapowym siodełku!

1 komentarz:

  1. a ja pokochałam rowery miejskie :) "przerzuciłam się" głównie ze względu na krzywy i bolący kręgosłup, a na holenderce mogę siedzieć wyprostowana. Teraz się z nią nie rozstaję - ale fakt, że jeszczę wszędzie codziennie - czy po świeże warzywa do warzywniaka, czy popatrzeć na morze ;) A mój Luby chce kupić sobie szosówkę... ciekawe jak my się wtbierzemy na jakąś wspólna wycieczkę kilkudziesięciokilometrową... hehehe

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa