3 maja 2018

Taka „Sztuczka”, że na pizzę poszłam

Modniej się nie da - piany, mchy, marynowane ryby - powitanie od Szefa Kuchni w gdyńskiej Sztuczce fot. D.Szymborska


Kibicowałam Wałęsie oglądając na żywo finały Top Chef kilka lat temu. Przeczytałam wiele dobrych recenzji, zrobiłam rezerwację i bardzo cieszyłam się na kolację w gdyńskiej Sztuczce.

Zacznę od dobrych rzeczy – miła, kompetentna obsługa kelnerska. Pani znała menu, potrafiła o nim opowiedzieć. Smaczne jedzenie, aromatyczne dania, dobrze choć zachowawczo dobrane smaki.

Teraz te gorsze – wchodzisz i czujesz rybę, dużo ryby w dusznym lokalu. Może klima nie działała? Nie wiem, w każdym razie było duszno i rybno. Brak obrusów, czarne podkładki pod talerze, które nosiły znamiona użycia, do czystych zwyczajnie nie należały. Brak wina na kieliszki z wyjątkiem deserowego. Wreszcie co dla mnie jest po prostu zachowaniem nie ładnym, nie poważnym i przekreślającym moją kolejną wizytę – porcje ze standardowego menu w wymiarze degustacyjnym. Ceny bynajmniej nie.


Degustacyjna porcja zupy fot. D.Szymborska

Degustacyjna porcja drugiego dania fot. D.Szymborska


Zjadłam cebulowy bulion. Dobra aromatyczna zupa, z polskim serem Emilgrana. Porcja na kilka łyżek, pięknie podana, zupa o temperaturze akurat do jedzenia, dodatki ciekawe, różne.

Na drugie zjadłam filet z dorsza była tapioka, było puree z selera i bazyli, chips z papryki. Ryba dobra. Pory fajne, ale bez podane zachowawczo bez przepysznych i aromatycznych korzonków – szkoda.

Po smacznych starterach poszłam sobie na pizzę z pieca, bo zwyczajnie po całym dniu jeżdżenia na rowerze byłam głodna!

Sztuczko nabrałaś mnie! Tak jak rozumiem ideę menu degustacyjnego i wręcz uważam, że potrzebne są małe porcje, które układają historię kolacji tak zamawiając przystawkę czy zupę i danie główne chcę zjeść kolację albo obiad.


A pizza była dobra, z pieca opalanego drewnem, na dobrym cieście i ze świetną rukolą.  Do hotelu wróciłam z kilkoma kawałkami w pudełku, bo przecież przystawki już zjadłam w Sztuczce, więc aż tak głodna nie byłam…

1 komentarz:

  1. o ile ryby kocham, tak zapach ryby w lokalu mnie po prostu odrzuca.. dania wyglądające apetycznie i zachęcające do spróbowania. Ale podejrzewam, że nawet takiniejadke jak wyszedłby glodny ;)

    OdpowiedzUsuń