18 maja 2018

NABO Cafe czyli sąsiedzkie jedzenie na Sadybie

Krokieciki rybne z frytkami i pysznym sosem na bazie majonezu fot. D.Szymborska


Nie mieszkam w okolicy, autem przyjechałam autem. Bardzo dawno temu tutaj byłam na szybkim obiedzie z przyjaciółką. Znów się zmówiłyśmy w tym skandynawskim lokalu. Restauracji? Nie jestem pewna, kawiarnia to za mało, jak dla mnie nazwa bistro pasowałaby najlepiej.

Zanim o jedzeniu to ostrzeżenie: jeżeli nie lubisz małych i często wyjących dzieci, to to nie jest miejsce dla Ciebie.

NABO ma wydzieloną ale nie oddzieloną salkę zabaw dla maluchów. Coś za coś – mamy mogą napić się kawy i zjeść coś smacznego mając na oku swoją pociechę, ale wszyscy słyszą gdy dziecko np. upadnie albo zwyczajnie zaczyna płakać.

Zamówiłam trzy, dobre, smaczne rzeczy. Sąsiedzkie czyli domowe w moim rozumieniu. Takie, które też umiałabym ugotować w swojej kuchni. Aż chce się powiedzieć zwyczajne – tak, takie były. 

Dobre i codzienne.

Lemoniada, zupa pomidorowa, na drugie klopsiki rybne z frytkami i potem jeszcze kawa. Jedynie z kawą bym sobie nie poradziła bo nie mam dripa w domu. Ta ostatnia nie jest podawana w specjalnym naczyniu, tylko zwyczajnie w filiżance – szkoda, bo lubię patrzeć jak się parzy.

Zupa dnia - pomidorowa z ryżem, ziemniakami i seleremnaciowym fot. D.Szymborska


NABO to miejsce rodzinne, co ma swoje plusy i minusy. W czasie naszej wizyty było bardzo przyjemnie. 

Czy się tam jeszcze wybiorę, pewnie na jakieś plotki czy szybki lunch to tak. Nie będę mieć złudzeń, że zjem coś niesamowitego, będę wiedziała, że będzie to smaczne, poprawne może skandynawskie.

Wychodzi na to, że lepiej czuje się jedząc pałeczkami wśród brodatych hipsterów niż mam karmiących piersią i używających liczby mnogiej mówiąc o wszystkim….

Ps. U tego „sąsiada” obiad z kawą to ponad 50PLN

6 komentarzy:

  1. Zjadła bym teraz zawartość tego talerza mniamm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że można spokojnie sobie takie kotleciki zrobić w domu:) zamierzam spróbować! Dam znać jak wyszło!

      Usuń
  2. A mi się tam nie podoba bo za dużo dzieci brykajacych gdzie się da. Krzyki, płacze, zamęt Jedzenie bardzo średnie, a byłam tam kilka razy...jadłam stek i makaron i klopsiki...stek był najgorszy...Bistro to najlepsze określenie dla tego miejsca. I koniecznie z dopiskiem - dla rodzin z dziećmi. To nie dla mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetna charakterystyka miejsca! Bywają momenty, że jest naprawdę głośno. Uważam, że wiele zależy od rodziców, bo są tacy, którzy pilnują dzieci i tacy którzy są bardzo niefrasobliwi delikatnie to nazywając. Za tą druga grupą zdecydowanie nie przepadam!

      Usuń
  3. no to to nie jest miejsce dla mnie.. nie cierpię dzieci hehe :D
    ale takie rybne kotleciki chętnie bym zjadła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to w takim razie to był post - ostrzeżenie :)

      Usuń