ZOZO podsumowanie



Nie o medale i puchary chodzi, biega, jeździ i pływa. Co nie zmienia faktu, że cieszą one ogromnie, są cudowną pamiątką.

W ZOZO roku udało mi się sporo z czego się bardzo cieszę. Zdecydowanie największym odkryciem jest to, że w jeziorze można pływać cały rok. Od wiosny nie było soboty, żeby Poławiaczki Pereł nie weszły do wody w Jeziorku Czerniakowskim. Jedyny wyjątek to tydzień w Hiszpanii (pływałam w zalewie o głębokości 200 metrów przy zalanej wierzy kościoła i start w triathlonie w Malborku) – reszta sobót o poranku w wodzie. Jutro też poławiamy!

Zachowując chronologię to w styczniu przeszłam Bieg WOŚP, okazało się, że szybki spacer o dystansie 5 kilometrów zajmuje mi 41 minut. Wtedy noga jeszcze nie nadawała się do biegania. Potem był start w Indoor Triathlonie – trudny bo po długiej przerwie. Potem…cóż wszyscy wiedzą co się działo.
Udało mi się wystartować we wszystkich edycjach Kolarskich Czwartków, zdobyć 2 miejsce w cyklu w swojej kategorii wiekowej i raz stanąć na podium na 3 miejscu i dostać przeuroczy mały pucharek.
Pobiegłam w 3 wirtualnych biegach: redbulowym, 10 maratońskiej (a dokładniej imprezie towarzyszącej warszawskiemu maratonowi), ursusowym bieganiu na piątkę. We wrześniu wycieczka do Malborka – cudowny, prawdziwy triathlon. W październiku wzięłam udział w Biegnij Warszawo w wersji prawdziwej ulicznej.

Zabrakło wiele – triathlonów, Maratonu Berlińskiego, Półmaratonu Warszawskiego….. mówi się trudno.



Wiele się udało, masę treningów sprawiło mi super dużo radości. To czego nauczył mnie ZOZO to cieszenie się z „tu i teraz” bo, a to zamkną baseny, a to je otworzą, a to siłownia przestaje być legalnie otwarta, a to las zamknięty….dużo z mojej perspektywy bezsensownych zakazów.
Z dobrych rzeczy – trenażer amortyzowany prawie codziennie, domowa siłownia na kilku metrach kwadratowych – działa, ale pozostaje smutną koniecznością (i tak, mamy nawet muzykę siłowniową….), powoli wracam do biegania z przyjemnością a nie z konieczności treningowych. Pływanie w jeziorze jest najjaśniejszym punktem roku minionego.

Nie wiem na ile można planować ten rok, ale zamierzam dużo trenować, uśmiechać się i cieszyć z każdego wyjścia z domu!

A zapomniałabym z dobrych rzeczy to udało mi się zrobić trzy wycieczki rowerowe w Pirenejach między innymi wjechać pod zamek, który kilka lat temu był dla mnie wyzwaniem biegowym! 

Obyśmy zdrowi i zdrowe były, cała reszta wydaje się do ogarnięcia!


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © On Egin Eta Topa