Amatorskie ściganie, czyli dlaczego uwielbiam zawody





Chciałam, żeby na zdjęciu był mój różowy medal. Pamiątka z zawodów Indoor Triathlon w Holmes Place. 

Pomyślałam, że te medale pokazują dni, miesiące, lata poświęcone na trenowanie. Z różnymi skutkami, czasem z dumą zawieszane, innym razem z wściekłością albo z sentymentem oglądane. Jest ich dużo. Kosztowały masę…. treningów ale też pieniędzy. Te wybiegane, wyjeżdżone w Warszawie, to przynajmniej tańsze, bo odpada koszt dojazdu, noclegu, spania itp. te Berlińskie (6 Maratonów i 1 Velothon) są bardzo drogim hobby….

Było też sporo zawodów, gdzie na mecie nie czekał medal, a wpisowe trzeba było zapłacić, na miejsce dojechać. Uważam, że warto było! 

Medale, puchary są cudownymi pamiątkami, ale i tak zawsze najważniejsze są wspomnienia i  radość na mecie.

Tak zwana "grupa poranna" z organizatorem i jego stoperem fot. przemiły instruktor Holmes Place w Hiltonie


Dziś wszystko mnie boli, bo wczoraj wystartowałam na dystansie w miarę sprinterskim: 0.5/15/5K. Poszło najlepiej w tym sezonie. W końcu mimo nie takiej dyspozycji startowej jakbym chciała, wszystko zagrało.

Często trafiam na forach, w grupach dyskusyjnych w których jestem na wpisy (głównie dziewczyn), które wstydzą się startować w zawodach. Piszę o tym, że będą na końcu, że nie mają wystarczająco modnych/dobrych/czyli też drogich ciuchów, butów itp. Nie chcą być oceniane przez innych…. powodów jest wiele, większość wynika z nieśmiałości, małego budżetu i braku doświadczenia.

Na szczęście zawody amatorskie to zabawa dla dorosłych, którzy lubią adrenalinę (nie ma opcji, żeby się choć troszkę nie przejąć startem), chcą się ścigać lub po prostu, co chyba najważniejsze – udowadniają sobie, że są w stanie albo dany dystans pokonać, albo pokonać go w założonym czasie.

Po wczorajszych zawodach, pomyślałam, że wszystkim niezdecydowanym napiszę, dlaczego warto startować, bo powodów jest naprawdę sporo.

Startuję w zawodach bo:

  • Treningi nabierają sensu wtedy jak przygotowujemy się do czegoś. Oczywiście frajdy z biegania, pływania czy np. spinningu nikt nam nie zabierze, ale wiem, że jeśli mam poczucie, że ten trening przybliża mnie do celu to…. Zrobię go jeszcze staranniej, nawet jak będzie bardzo trudno!
  • Uwielbiam atmosferę przed startem, te ciarki, to poczucie, że: „teraz będzie się działo”.
  • Oficjalny pomiar czasu oznacza, że staram się bardziej.
  • Gdy udaje mi się albo wydłużyć dystans, albo poprawić czas jestem z siebie ogromnie dumna.
  • Poznaję nowych i ciekawych ludzi, z którymi mamy masę wspólnych tematów, często okazuje się, że nie tylko sportowych, ale również życiowych.
  • W życiu bym nie pojechała do np. Głowna albo Suszu gdyby nie zawody, a poznawanie nowych miejsc jest super!
  • Trzeba być ze sobą szczerym, nauczyłam się, że brak przygotowania skutkuje złym wynikiem, nic tak nie weryfikuje treningowej pracy jak start w zawodach.
  • Czasem zawody są treningiem, mówię o tym od początku, a nie tylko wtedy jak źle mi pójdzie!
  • Szczęścia na mecie nie da się łatwo opisać. Bywa ckliwie – łzy na maratonie, albo wściekle jak coś nie wyjdzie, ale w większości przypadków jest po prostu super!
  • Uwielbiam kolekcjonować wspomnienia, medale są ich częścią ale nie są najważniejsze.


To co widzimy się na kolejnych zawodach? 

Amatorzy i amatorki są w tej dobrej sytuacji, że najbardziej to ścigają się ze sobą samym, czasem z innymi z tego samego rocznika. Oczywiście, są też tacy, dla których bez zdobycia „pudła” życie nie ma sensu. I świetnie! Różne cele nie oznaczają, że ktoś jest lepszy, a ktoś gorszy!

W kreskówce, potwór Mike Wazowski cieszy się, że jest na okładce magazynu.
 Ja podobie cieszę się, że jestem na plakacie reklamującym
moje ulubione cykliczne zawody fot. D.Szymborska


Są dwie rzeczy, których nie lubię: gdy w amatorskich zawodach startują zawodowcy (elita sportowa), którzy zabierają zwycięstwo tym, którzy mają inną pracę niż trenowanie. Rozumiem, że zawodowcy chcą zarobić, ale zwyczajnie uważam, że to nie jest sprawiedliwe (tak wciąż wierzę w sprawiedliwość). Gardzę też tymi, którzy używają dopingu, co niestety według np. badań triathlonistów przeprowadzonych w Ameryce, staje się coraz częstszą praktyką.

A zawody, z powodu, których powstał ten tekst były cudowne – niewyspana ekipa, która o 7 jest już w pełnej gotowości na przy brzegu basenu, potem rowerek stacjonarny i na koniec bieżnia. Taki poranek! 

To co w nim ważne, to ludzie i atmosfera! Każdy chce wypaść jak najlepiej, gdzie to najlepiej potrafi się różnić o kilka albo nawet kilkanaście minut. Nie napiszę, że wszyscy jesteśmy zwycięzcami bo zwycięzca jest jeden, ale wszyscy byliśmy na mecie! 

A tu zdjęcie z rozgrzewki na rowerze fot. K.



Różowy medal wisi na honorowym miejscu! Co ciekawe, chłopaki nam różowości zazdrościli! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © On Egin Eta Topa