25 listopada 2017

Brasserie Warszawska – złe zmiany

Kura i dodatki fot. D.Szymborska

Oj ile postów napisałam o tej restauracji, wszystkie w superlatywach, dwa razy właśnie tam obchodziłam urodziny…jednym słowem ulubiona restauracja w Warszawie. Niestety do czasu.

Do restauracji chodzę z dwóch powodów – jestem głodna i nie mam siły stać w swojej kuchni (wybieram miejsca blisko domu, sprawdzone od kuchni azjatyckiej przez turecką do hinduskiej) lub gdy mam ochotę zjeść coś co jest przepyszne. W pierwszym przypadku wydaję od 16 do 50 złotych, w drugim…no cóż zdecydowanie więcej. Kiedyś zachwycałam się menu degustacyjnym (wciąż miłe wspomnienia z gwiazdkowej restauracji SENSES) teraz wybieram przystawkę, danie główne, czasem zaszaleję i zamówię też deser.

Brasserie Warszawska do niedawna była dla mnie miejscem, jakkolwiek pretensjonalnie to nie brzmi, doznań kulinarnych. Wiedziałam, że cokolwiek zamówię (no może z wyjątkiem okonia w papilotach) to będę się zachwycać: sposobem podania, smakiem, teksturą, pomysłem. Jednym słowem będę jadła dania o których będę pamiętać. Dodatkowo uwielbiam profesjonalną obsługę, a na taką zawsze (i to się nie zmieniło) mogę liczyć w BW. I jest też ulubiony stolik….

BW przechodziła remont, środek tylko odświeżony natomiast sądząc po postach na Instagramie kuchnia wyremontowana. Wiadomo, walka o "gwiazdkę" w toku, a żeby ją zdobyć to trzeba nie tylko świetnie gotować, ale też spełniać wymogi formalne (godziny otwarcia, odległość kuchnia – stół, i wiele innych zaleceń znanych restauratorom, którym zależy na takim wyróżnieniu).

Zmiany…


Żurek fot. D.Szymborska


Chyba remont był kosztowny bo kolacja kosztowała prawie dwa razy więcej niż zwykle, a nie było szaleństw. Jakby tego było mało….nie było efektu WOW, dla którego tutaj przychodziłam. Serio. Zjadłam poprawny żurek – dobry, owszem, ale chyba bardziej mi smakował w schronisku na Wielkiej Raczy (TUTAJ). Wiadomo, zupą ciężko się wykazać... Drugie danie pularda z dodatkami. Nie powiem dobra kura, fajne dodatki. Smakowało. Kropka. Nic, ale to nic więcej. Gdybym zdjęć nie zrobiła to bym nie pamiętała co zjadłam.

Jedyne co nie zmieniło się na gorsze to obsługa – pełen profesjonalizm – jak dla mnie za to mają gwiazdkę bo nad jedzeniem to trzeba jeszcze mocno popracować. Nie spodziewałam się takiego obrotu rzeczy.


Efekt, nie wiem kiedy się tam znowu wybiorę bo wydawać kilkaset złotych na coś co nie ma wyrazu, to niestety wyrzucanie pieniędzy. Na pewno przestaję opowiadać znajomym, że tam świetnie karmią, bo podają obecnie jedzenie przeciętne za to bardzo drogie.

1 komentarz:

  1. Też zauważyłam że się zepsuli, chyba zmienili kucharza bo aż tak widocznej różnicy nie da się przeoczyć. Do tego to podejście GetFit. Zaczyna dominować w menu ;/

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa