11 lutego 2017

Doceniasz swoich kibiców? Relacja z XIV Zimowych Biegów Górskich w Falenicy

Wbiegając na drugą pętelkę fot. kibic oczywiście


Każdy zawodnik ma swoich kibiców. Nie trzeba być olimpijczykiem by liczyć na doping. Dziś po tym jak mój osobisty kibic biegał po wydmie, żeby zrobić mi ładne zdjęcia z różnych ujęć pomyślałam o tym, że my biegacze, triathloniści czy kolarze zakładamy, często bardzo egoistycznie, że kibicowanie się nam należy. Ba wymagamy:

·      Dowożenia na miejsce zawodów,

·      Podporządkowania wakacji/weekendów/dni wolnych naszemu kalendarzowi zawodów,

· Kibicowania i robienia ŁADYCH zdjęć, takich na których wyglądamy chudo/zgrabnie/młodo/profesjonalnie, ewentualnie jak regulamin zawodów pozwala – podawania napojów, odbierania kurtek, rękawiczek itp

·      Pocieszania lub chwalenia na mecie – to zależy od naszych wyników danego dnia,

·      Transportu do domu,

·      Zrozumienia naszego zmęczenia/rozdrażnienia rzadziej euforii po zawodach.

I oni, ci nasi kibice to znoszą, jedni lepiej, inni gorzej.


Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że moim kibicom mogę się choć trochę zrewanżować – kibicować im w zawodach, zadbać o jedzenie, opracować trasy, pomóc w treningach. Jednym słowem, choć czasem działać na zasadach wzajemności.

Dziś w Falenicy, na wydmie, tej kultowej obyła się czwarta edycja Zimowych Biegów Górskich, nie wiem jak będzie to się przedstawiało w oficjalnych wynikach, ale wydawało mi się, że było dużo mniej startujących. 

Większość uczestników przyjeżdża z rodzinami i przyjaciółmi. I tak żony/partnerki biegaczy pchają wózki, ciągną sanki czy indywidualnie marzną przy mecie. Partnerzy/mężowie podobnie. Dzieci chyba są najbardziej zadowolone, bo dzięki pasji sportowej swoich rodziców mogły dziś pozjeżdżać na sankach czy zrobić bałwana (choć śnieg średni się lepił). To nie zmienia faktu, że wszyscy, mniej lub bardziej zaangażowani, kibice musieli wstać rano w sobotę, ubrać się i przyjechać lub przyjść na miejsce zawodów. Z pewnością są inne sposoby na spędzenie weekendowego przedpołudnia…. A potem biegacze wystartowali, pobiegali i wrócili do swoich kibiców, ilu z nich podziękowała? Doceniła?

Bo z drugiej, kibicowskiej strony też nie jest łatwo. Jako kibicka muszę: znosić humory zawodnika, starać się schodzić z drogi i nie robić niczego co może zawodnika niepotrzebnie zdenerwować, muszę zaplanować dojazd/nocleg/jedzenie przed zawodami. Potem po starcie muszę mieć opracowane punkty kibicowania, to wcale nie jest tak, że jak zawodnik startuje w triathlonie to jego kibic ma wolne, oj nie….najpierw czekam przy wyjściu z wody, potem biegnę zobaczyć co się dzieje w strefie zmian, potem robię zdjęcia na trasie, potem znów czatuję przy strefie zmian, wreszcie czeka na mecie. W przypadku maratonu mam trochę więcej czasu, no chyba, że metrem podjeżdżam by zrobić fotki w umówionych miejscach, albo stoję i czekan żeby odebrać bluzę/rękawiczki. Wreszcie staję się psychologiem sportowym na mecie. Do moich zadań należy empatyczne analizowanie trasy/czasu/miejsca w rankingu. Potem już tylko chwalenie albo pocieszanie i można wracać do domu….choć jako profesjonalny kibic wiem, że temat zawodów będzie wracał….

Jeżeli każdy kto dziś biegł w Falenicy podziękuje swoim kibicom, doceni ich czas i zaangażowanie to….kilkaset osób będzie bardziej uśmiechniętych! Niezły wynik, prawda?  

To do zobaczenia na kolejnych zawodach niezależnie od tego czy będę startować czy kibicować, to wiem, że będę zmęczona albo fizycznie albo psychicznie (cudzymi startami stresuję się ogromnie) bo na tym ten cały, amatorski sport polega….

Wizja met na horyzoncie! fot. KIBIC OCZYWIŚCIE!

1 komentarz:

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa