26 lutego 2017

Hipsterskie śniadanie – The Cambridge Street Kitchen

Gdy jeszcze nie było kolejki czekających na hipsterskie śniadanie...fot. D.Szymborska


Zacznę od końca, wczoraj na Facebook'u przyczepiłam link do reklamy kawy w „restauracji innej niż wszystkie” (TUTAJ), śmiałam się z wideo, z cen kaw, hipsterów z brodami i stołu pingpongowego zamiast normalnego…..i dziś….zjadałam śniadanie w miejscu gdzie:

·      Kawa jest droga,

·      Wszyscy kelnerzy mają brody i chodzą w koszulach w kratkę „na drwala”,

·      A w jednej sali stoi stół do pinponga….


Pod jajkami tost z dobrego chleba...fot. D.Szymborska


Miałam dużo szczęścia bo byłam stosunkowo wcześnie rano i znalazło się dla mnie ostatnie, wolne miejsce przy barze…bo na niedzielne poranki to trzeba robić dużo wcześniej rezerwację. Jak wychodziłam to przed restauracją stała kolejka czekających na wolne miejsce…

The Cambridge Street Kitchen to miejsce, gdzie można zjeść dobre śniadanie, nie ma promocji, nie ma zestawów, panowie z brodami uwiają się, bo lokal w weekendy jest pełen. 

Siedziałam przy barze, którzy jest tak naprawdę ladą oddzielającą otwartą kuchnię od części restauracyjnej. Czekałam ponad 20 minut na swoje śniadanie, pewno przez to, że kucharze weseli i znajdujący czas na rozmowę z tym co siedzą przy barowej ladzie…. Oj działo się! Szef zmiany wyśmiewał się z każdego udziwnionego zamówienia, serio. Śmiech w kuchni – bezlgutenowa i bezmleczna owsianka – propozycja podania powietrza w misce przyjęta oklaskami. Generalnie kucharze nie przepadają za tymi co mają alergie, bo uważają, że teraz taka moda….Dalej dowiedziałam się, że nie lubią również za zamówień które odbiegają od tego co normalnie serwują…..ile się nasłuchałam, że nie uławiam lubiąc dobrze wysmażony bekon….

Nigdy nie zorzumiałam po co dwa krany......i zawsze parze sobie ręce.....fot. D.Szymborska

Może tutaj kręcili reklamę? fot. D.Szymborska


Wyczekane śniadanie było naprawdę smaczne, takie „domowe”.  Dobrze, że nie zamówiłam owsianki bo początkująca kucharka właśnie się jej uczyła, a szef zmian dwa razy odsyłał gotowe śniadanie do poprawki bo albo konsystencja była nie taka, albo coś innego mu się nie podobało…


No to miałam brytyjskie jedzenie w Londynie….

2 komentarze:

  1. Też nie rozumiem, po cholerę dwa krany? No po co? Ani to ładne, ani przydatne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tego nigdy nie zrozumiałam - najpierw mam poparzone ręce potem je wkładam pod lodowaty strumień....ot Wyspy.....

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa