15 lutego 2017

Gard – kuchnia nordycka w Gdyni

Pyszne, malutkie i aromatyczne pulpeciki w restauracji Gard fot. D.Szymborska


Brzmi groźnie prawda? Nordycka! Czyli jaka? Klopsiki z meblowego, szwedzkiego sklepu? Tak i nie…

Wikingowie w Gdyni (i nie tylko) jedzą zupy, skrei’a (norweskiego dorsza zimowego), bo teraz sezon, borówki….  A wszystko w restauracji której logo to „a z kropką na górze” – czytaj głośno, gardłowo i poważnie: aaa.

Kuchnia nordycka to bardzo pojemne pojęcie, łączy trzy narody: szwedzki, norweski i duński. To co łączy Wikingów przy stole to ryby (konserwowane, suszone, wędzone), dziczyzna, borówki, jeżyny.

Zupa i drugie danie. Zupa z dorszem (do marca skrei w garnku się gotuje), z musem z pomarańczy – fantazja kucharza, bo pomarańcze i przyprawy to nie nordycka „bajka”. 

Na drugie pulpeciki. Tak, tak wybrałam szwedzki przysmak, tutaj podawany z ziemniakami i borówkami. Pulpeciki wyborne, drobniutkie z mięsa wołowego, sos mięsny na bazie mięsa cielęcego. Kiedyś Skandynawowie szaleli na punkcie cukru, dodawali go nawet do dań mięsnych, ślad cukrowego nałogu wyczuwalny w sosie zrównoważony borówkami, które były bardziej niż wytrawne.


Gdy zanurzymy łyżkę zorientujemy się, że w zupie "pływa" wielki kawałek dorsza....fot. D.Szymborska


Restauracje hotelowe, a taką jest Gard z reguły mają bardzo poprawną kuchnię, europejską, fusion, taką by każdy kto zatrzymał się w hotelu znalazł dla siebie coś co zna, wie czego się po daniu spodziewać. Szef kuchni Gard ciekawie z tego wybrnął – proponuje tak zwane dania klasyczne – czyli sałatkę Cezara, czy kanapkę klubową, ale oprócz tego szaleje z nordyckimi smakami. Tym sposobem zachowawczy klient będzie mógł zamówić „sprawdzone” dania, a gość zza drugiego brzegu Bałtyku poczuć się jak w domu i jeść ryby czy borówki. 

Menu stosunkowo krótkie, ale na tak przemyślane, że nikt raczej głodny nie będzie, jedyne co jest męczące to pomysł z menu na tabletach, do każdego dania zdjęcie – jak w tureckim kebapie, do tego podana gramatura – przyzwyczajenie z smażalni i oznaczenia co uczulającego może znajdować się w danym daniu – ostatnio coraz bardziej popularne rozwiązanie, obok zdania by zapytać się kelnera o alergeny…. Na szczęście tablety mają to do siebie, że się psują wtedy przemiła obsługa podaje normalne menu, bez obrazków, bez gramów, za to z opisem dań.


Lubię restauracje, gdzie pani kelnerka zapytana o to, jak wygląda danie opisuje je, zna składniki, wielkość porcji – niby rzeczy oczywiste, ale często reakcją kelnerów jest nerwowa odpowiedź: „zapytam w kuchni”. Tutaj nie, każdy wie, co serwuje kuchnia, dotyczy to również sezonowej karty, pod pretensjonalną nazwą: Festiwal ryb. Rybą festiwalową jest zimowy dorsz atlantycki, którego trzeba koniecznie spróbować! Podawany z topinamburem jest świetnym drugim daniem. Jedyne co razi to miłość szefa kuchni do buraczanych kiełków, które zdaniem kucharza pasują do wszystkiego.

2 komentarze:

  1. Zjadłabym taką zupę, albo jeszcze lepiej tą rybę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to trzeba się śpieszyć bo zimowy dorsz atlantycki jest dostępny tylko do końca kwietnia.... :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa