17 maja 2017

Monte Kazura czyli bieg górski w Warszawie



Żeby nie było, że wymyślam - chorągiewki - są - trasa rowerowa, która zmienia się w biegową również....fot. D.Szymborska



Człowiek z nizin wszędzie gór szuka. A to pojedzie do Falenicy pobiegać 3.3km pętelkę, podjazdy poćwiczy na Agrykoli. Jest kilka miejsc, które nie są płaskie i właśnie tam zaczyna się górska przygoda w Warszawie.

Jakoś nigdy nie było mi po drodze z cyklem zawodów na Monte Kazurce, że w tygodniu, że przed innymi ważnymi imprezami. Jednym słowem nigdy TAM nie biegałam. Górkę kojarzyłam z torem rowerowym i tyle.

Wczoraj sponiewierałam się na trzech pętelkach by wybiegać pięć kilometrów. Dla wszystkich którzy nie mają jeszcze planów na jeden z wtorków czerwcowych, sierpniowych lub wrześniowych garść praktycznych rad i informacji.

1.     Zapisy – już teraz, bo ludziom tak się spodobał tor rowerowy, grill i piwko lokalsów na szczycie górki, czy może kolorowe chorągiewki na trasie, że pakiety rozchodzą się bardzo szybko. Wczoraj ciężko było się zapisać w biurze zawodów, trzeba było czekać do ostatniej chwili – jak ci zapisani i opłaceni nie odbiorą numerów to można było się dopisać.

2.     Pakiet startowy – numer i agrafki, w przypadku zapisania się na cały cykl (przepadło już) koszulka,

3.     Pomiar czasu –ręczny, brak chipów,

4.     Depozyt – bardzo luźno interpretowany – to znaczy można zostawić rzeczy w namiocie, których ktoś może popilnuje, inna sprawa, że zostawiłam nikt nie pilnował i nic nie zginęło,

5.     Start – wspólny – jak komuś zależy na czasie to trzeba się dobrze ustawić bo przez pierwsze okrążenie jest tłoczno,

6.     Trasa – 3 pętelki, które są MORDERCZE! Serio! Jeżeli ktoś miał dobre czasy w czasie Zimowych Biegów Górskich w Falenicy to dlatego, że biegał prawie po płaskim w porównaniu do Monte Kazurki! Nudno nie jest! Niebezpiecznie tak – szkło, piach i błoto w jednym miejscu,

7.     Oznakowanie trasy – bardzo dobre, strzałki, chorągiewki – nie da się zgubić, nie tylko dlatego, że tyle ludzi biegnie przed nami,

8.     Medal za udział – brak,

9.     Klasyfikacja – zwycięzcy i zwyciężczynie poszczególnych biegów i nagrody w całym cyklu,

10. Parking – osiedlowy, ale duży plac przed Kościołem pozwala bez problemu znaleźć miejsce do zaparkowania auta,

11. Łazienki – 1 tojtoj,

12. Przebieralnie – nie zauważyłam żadnej,

13. Jedzenie na mecie – jabłka i marchewki

14. Picie – na mecie butelka wody mineralnej,

15. Buty – można wypożyczyć do testów na czas biegu,

16. Atmosfera – przed startem taka jak w schronisku górskim, serio! Na trasie świetna, szybcy pędzą, wolniejsi się cieszą widokami,

17. Buty – ważne żeby były do biegów górskich bo jest: trawa/piach/błoto/jakieś betonowe fragmenty,

18. Kibice – są! Zarówno rodzina i przyjaciele startujących, jak i wściekli rowerzyści (bieg jest po ich torze), lokalsi z grillem, piwkiem i kocykiem,

19. Limit czasu – 60min – uwaga na Górce Kazurce czas leci szybko…dużo szybciej niż na płaskim więc do swoich wyników na „normalną, płaską” piątkę trzeba doliczyć kilka minut, organizatorzy mówią, że jest się wolniejszym o minimum 30% niż po asfalcie,

20. Dla kogo? Dla tych wszystkich, którzy przygotowują się do biegów górskich lub tak jak ja chcieli poćwiczyć podbiegi. Wiadomo, że samemu na treningu się ich tak nie pobiegnie jak na zawodach no i normalnie tam jeżdżą na rowerach a we wtorkowe wieczory górka należy do biegaczy!

Jedyne co mnie zmartwiło to brak karetki ani ekipy medycznej. Bieg jest bardzo wymagający, o mniejszą lub większą kontuzję nie jest trudno!

Monte Kazura fot. D.Szymborska

Monte Kazura fot. D.Szymborska

Monte Kazura fot. D.Szymborska

Monte Kazura fot. D.Szymborska

Monte Kazura fot. D.Szymborska

Monte Kazura fot. D.Szymborska

Selfie po zawodach


A teraz krótka relacja: odebrałam numer – nie było sprawdzania dokumentu ze zdjęciem, poszłam na spacer obejść trasę – na tyle dobrze oznakowana, że się nie pogubiłam i zawsze wiedziałam jak iść. Kolejka do łazienki, oddanie worka do „depozytu”, rozgrzewka i start. Zapłaciłam frycowe – nowe miejsce, nowa trasa – pogoniłam pierwszą pętlę bardzo szybko, a potem druga „wyszła” dużó wolniejsza, na trzeciej udało mi się trochę przyśpieszyć. Na metę wbiegłam szczęśliwa, że bieg ma tylko trzy pętelki, bo wizja kolejnych mega podejść nie była zbyt miła!


Mam bardzo miłe wspomnienia, zauważyłam, że tak jak z podbiegiem/podejściem nie mam problemu tak zbiegi nie są moją mocną stroną. Zadaniem był zrobienie siły biegowej – wykonane!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa