24 maja 2017

Wciąż jedna z ulubionych – Brasserie Warszawska

Czasem jest specjalna okazja i deser też...fot. D.Szymborska


Zerknęłam w blogową historię, kilkanaście postów o tej samej restauracji. Dobrze, że menu się zmienia to nie jest nudno. Tym razem – żurek, młoda kura i deser.

W Warszawie są dwa miejsca do których „uderzamy” gdy jesteśmy głodni. Pierwsze wymaga wcześniejszej rezerwacji, jest zamknięte w niedzielę i w dresach tam człowiek nie pójdzie (Brasserie Warszawska), drugie jest czynne we wszystkie polskie święta, niedziele, ba kuchnia wydaje jedzenie do 22, ubiór dowolny od chusty po dresy (Maho). Ostatnio Maho zmieniło kartę, więc jak tylko przejrzę fotki to napiszę o nowych daniach – bo oczywiście w tak zwanym międzyczasie udało mi się tam sporo nowych zestawów przetestować.

A BW? Zachwyca coraz bardziej deserami. Tym razem elegancka kolacja w tygodniu. Świetne prosecco na początek, a potem drobne ale nie zawsze dobre zmiany. Nie ma już zestawu pieczywa, jest tylko wybór między jasnym i ciemnym i trzeba czekać aż pani kelnerka podejdzie z tacą chlebową. 

Wybraliśmy wino – białego viogniera z 2014. Pan kelner przyniósł do spróbowania – butelka z 2015 bo taką mieli „na kieliszki”, potem pojawił się z karafką, gdy poprosiłam, żeby nie zabierał kieliszka w którym miałam „próbkę”, bo chciałam porównać roczniki usłyszałam, że to jednak 2015 jest bo tamtej butelki nie można było znaleźć. Ups. Niby szczegół, ale po ulubionej restauracji oczekuję uczciwości…na szczęście rocznik 2015 smakowo „dał radę”.


Wyborny żurek - nalewany w obecności gości restauracji fot. D.Szymborska

Drugie danie, ze względu na sos mało fotogeniczne ale bardzo smaczne fot. D.Szymborska

Niektóre desery odbijaą światło - prezentacja słodkości. Dziękuję pani kelnerce za zgodę na zrobienie zdjęcia  fot. D.Szymborska


Na pierwsze – wiadomo zupa, bo ja nimi przepadam – żurek rewelacyjny – ziemniaczane ciasteczko, świetne dodatki. 

Na drugie młoda kura – też świetna, choć ten drób ma swoje ograniczenia – co się da wyczarować to wyczarowane zostało… potem – tutaj dobra zmiana – w ramach pomocy z wyborem deserów pojawiła się pani kelnerka z tacą i opowiedziała o każdym deserze. Wtedy się człowiek orientuje, że trzeba przychodzić w minimum 4 osoby, by spróbować wszystkich deserów bo każdy inny i zapowiadający się super smacznie.

Uwielbiam desery w BW, to co cieszy to, to, że cukiernik się rozwija bo z roku na rok są smaczniejsze i bardziej wymagające jeżeli chodzi o znajomość technik cukierniczych!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa