20 maja 2017

Puchar Maratonu Warszawskiego, czyli solidne przygotowanie do królewskiego dystansu

Zagadałam się z przyjaciółką przed startem i mam selfie tylko z mety...


Przez tyle lat biegania maratonów nie udało mi się jeszcze nigdy przebiec całego cyklu, a to zapomniałam o pierwszym biegu, a to wyjechałam na wakacje, a to przypętała się kontuzja. W tym roku, ominęłam pierwszy, wystartowałam w drugim, w trzecim nie pobiegnę bo jest w przeddzień triathlonowego startu, mierzę jeszcze w dwa ostatnie.

Puchar Maratonu to świetne przygotowanie do wrześniowego startu, zamysł organizatorów jest prosty – zwiększanie dystansu, tak by jesienią w maratonie wypaść dobrze, ale świetnie zadebiutować.

Biegi odbywają się na dystansie: 5, 10, 15, 20 i 25 kilometrów. W poprzednich sezonach biegłam te najdłuższe – idealne na wybieganie. Cykl zawodów jest świetnym mobilizatorem do treningów a ostatnie dwa długie dystanse wielu osobom służą za wybieganie, taki mocniejszy trening.

To co mi się podoba w tych zawodach to, to, że niezależnie od podejścia do startu – ściganie, towarzyski bieg, wybieganie treningowe biegacze są zadowoleni i na linii startu i mety.


Coraz bardziej lubię takie kameralne bieganie, ono przyciąga tych, którym zależy na bieganiu a nie na bluzeczce, medalu. Tutaj nie ma wypasionych pakietów startowych, kibiców też nie ma bo kto ma stać w lesie oprócz rodziny i znajomych biegaczy. To jest czyste bieganie dla biegania. Jest za to pomiar czasu (chipy), są punkty nawadniania – dla mnie bardzo duże ułatwienie szczególnie na długich dystansach, gdzie albo jak biegam sama to robię pętelki i sięgam po butelkę, zostawioną w krzakach, albo biegam ze swoim piciem, tutaj o to się nie muszę martwić.

Dzisiaj pierwszy raz zostałam do końca, nie wiedziałam, że zawody są tak przygotowane, że już po biegu odbywa się losowanie (by zmobilizować biegaczy do oddania wielorazowego chipa, tylko te zwrócone biorą udział w loterii) tak obmyślane, że prawie każdy coś wygrywa! Ja do domu wróciłam ze śliczną bluzeczką.

Zapomniałabym napisać, że wielką zaletą tych zawodów jest to, że można się na nie dopisać na miejscu, oczywiście taniej jest gdy zapisujemy się przez Internet, ale dla tych co decydują się w ostatniej chwili jest też możliwość startu.

Za 20PLN (płatne przed biegiem, przez Internet) biegacz otrzymuje: numer startowy z agrafkami, picie na mecie (woda i izotonik) i batonik, picie w punkcie nawodnienia, depozyt, dostęp do łazienek (tojtojki ale z wodą do umycia rąk), są dwie karetki, a na koniec losowanie (bluzeczki, torby, książki, prenumeraty pisma biegowego.  Trasa jest oznakowana co kilometr, a pomiar czasu jest elektroniczny. Tyle z wymiernych rzeczy. Do tego dochodzi przyjacielska, miła atmosfera, możliwość zarówno ścigania się jak przezwyciężania swoich słabości.

Piękny las, łąki konwaliowe fot. D.Szymborska


Jedyną wadą jest pora startu – 10 rano – nie powiem to latem bywam dość męczące bo jest bardzo ciepło! Dziś było na tyle gorąco, że zdarzały się zasłabnięcia na trasie.


Jeżeli ktoś myśli o przygotowaniach do jesiennego maratonu to ten cykl biegów jest idealny, zostały jeszcze trzy starty – czyli wciąż można zostać sklasyfikowanym!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa