30 maja 2017

Szlak Tapas w Warszawie – dzień numer 2

Od lewej od góry: dorsz, ośmiornica, krewetka, 2x krokiety, pampuch, poliki, papryczki (bo śliczne) i morski pomidor fot. D.Szymborska


Tak, zjadałam 8 tapas, to znaczy nie tak do końca, bo czasem mi średnio smakowało, co nie zmienia faktu odwiedzenia 7 różnych restauracji i barów. To nie błąd, bo z powodu zmian Mojo Picon zamiast serwować tapas na Poznańskiej i na Prostej, w tej drugiej lokalizacji podaje dwie różne tapy.

Przypominamy trochę inspektorów przewodników kulinarnych, my to znaczy pięć blogerek z notesikami. Każda ocenia trochę inaczej, jednak lubi rzeczy słone, druga prawie nie używa soli w kuchni, trzecia lubuje się w daniach pikantnych, czwarta zwraca uwagę na dobór alkoholu do tapy, piąta cieszy się wystrojem i atmosferą restauracji. Czyli razem oceniamy wszystko!


Znów będę się trzymać kolejności jedzenia, bo tak najwygodniej niczego nie pominąć. Jeszcze tylko dla przypomnienia, wszystkie zjedzone przeze mnie tapas można zamówić w opisanych restauracjach od 1 do 15 czerwca. Ceny tapas są takie same – 15PLN. Dobra wiadomość jest taka, że „w zestawie” jest piwo lub cava, czasem możliwa jest lemoniada. Więcej informacji TUTAJ


Odolany – Roladka z dorsza i szynki


Dorsz z ciekawymi dodatkami fot. D.Szymborska


W zeszłym roku to było odkrycie – małe bistro na parterze nowego bloku, serwujące takie pyszne tapas. Teraz inny szef ale jedzenie wciąż przygotowywane z pasją.  Tapa dobra ale niestety nie taka zjawiskowa jak rok temu. Dla tych co myślą, że coś przegapili świetna informacja – zeszłoroczne, nagrodzone tapas jest jedną z pozycji w karcie, owszem już nie w takiej promocji ale wciąż można je zjeść! A dorsz dobry, salsa ciekawa, a popcorn z kaszy miło strzelający. Co ważne, szybka, sprawna i miła obsługa, dla której nie jest wyzwaniem podanie 6 tapas na raz dla wszystkich przy stoliku.

Mojo Picon – Bakłażan del mar i ośmiornica „on the rocks”

Krewetka z bakłażanem fot. D.Szymborska

Ośmiornica, ziemniak i sos fot. D.Szymborska


Lubicie pachnieć panierką? Ja nie przepadam. Mojo Picon jest ruchliwym miejscem, dużo klientów, wiele zamówień, sporo smażenia. No właśnie coś okapy w kuchni dziś nie dawały rady. Niby szczegół ale dla mnie dość ważny. Bar w którym czuje się prawie jak w Hiszpanii. Atmosfera świetna. Niestety czas oczekiwania na tapas bardzo, bardzo długi. To duży minus, bo tapas z zasady ma być przekąską do drinka….i idziemy na kolejną. Porcje w Mojo Picon duże, pod nazwą bakłażan del mar skrywa się dobra krewetka (starannie wyczyszczona z jelita), smaczny bakłażan i bardzo ciężka panierka. Jest jeszcze sos i dodatki. Duże, smaczne tapas. A ośmiornica – cóż moja była bardzo nieudaną gąbczastą macką. Ziemniaczek po kanaryjsku bardzo smaczny. Pomysł z zabarwieniem go na czarno – efektowny. Uwielbiam gotowane w słonej (morskiej) wodzie ziemniaki i ten był wyśmienity. Sosy wyraziste. Jeżeli tylko kucharzowi uda się dopracować sposób serwowania ośmiornicy to taki szaszłyk kanaryjski będzie świetnym tapas! Jak nie, to trzeba zamawiać krewetkę! Pewne jest to, że pomimo zapachu smażeniny w Mojo Picon miło spędza się czas!

Tapas Gastrobar – pomidor morski

"Sztuczny" pomidor! fot. D.Szymborska


Zapamiętałam sprzed roku homeopatyczną porcję, byłam przygotowana, że z racji lokalizacji i klienteli (goście pobliskiego hotelu Hilton) mogę liczyć na tapasiątko i świetną atmosferę. Nie pomyliłam się. Pomidor morski, a bardziej pomidorek koktajlowy to ciekawa kulinarnie konstrukcja – pasta krewetkowo, kalmarowo, mulowa zamknięta żelową powłoczką o smaku pomidora. Śliczne to, takie na jedno ugryzienie. Dla mnie ciekawy smak i dobra zabawa, bo krewetkowego pomidora wcześniej nie jadłam. Do tego prawdziwie hiszpański ogródek i nic tylko zamawiać, zamawiać i zamawiać bo jednym pomidorkiem to szybko się nacieszymy! W karcie cava i piwo w zestawie z morskim pomidorkiem.

Sobremesa Tapas Bar – krokiety z byczego ogona

Mięsne krokiety fot. D.Szymborska


Ah Koszyki, Koszyki. Byłam zaraz po otwarciu, przychodziłam jeszcze kilka razy, za każdym razem nie znajdowałam nic dla siebie. Chyba bardziej lubiłam sklep spożywczy i kiermasz taniej książki, który był przed remontem. Sobremesa przy barze ma, no właśnie – kanapeczki a’la pintxos. Nie skusiła bym się. Za to obsługa – świetna, przygotowana, nawiązująca kontakt z gośćmi. Lubię gdy kelner wie co podaje i umie o daniu opowiedzieć, a jak słyszy słowa małej krytyki to przyprowadza z szefową kuchni by porozmawiać o daniu. (edit: jak napisała do mnie event manager, to szefem kuchni jest pan Krzysztof Bachleda, a pani Alicja jest jego zastępcą). Znów moje ulubione krokiety. Tym razem z mięsem. Miał być jeszcze dodatek sera, ale był niewyczuwalny. No dobra, krokiety były troszkę suche, ale zjadłam trzy bo a) smak był wyśmienity, b) panierka chrupiąca, c) dobry sos. Przekazałyśmy uwagi dotyczące wolno gotowanego ogona wołowego, odrobina sosu i sera i będzie super. Byłam zaskoczona, w tych nowych Koszykach, w których tak dziwnie się czułam spędziłam bardzo miło czas. Nie wiem czy wrócę, ale wiem, że pintxos w barowej gablocie na szczęście nie pokazują prawdziwej kuchni w Sobremesa – jest dużo smaczniej. Do tego młoda Szefowa Kuchni jest bardzo komunikatywna i otwarta na sugestie. Lubię rozmawiać z kucharzami, cieszę się, gdy słuchają opinii gości a nie wszystko wiedzą lepiej.

Bar Szawa – Tapa Szawa

Prawdziwe hiszpańskie jedzenie, trochę szkoda, że w piwnicy....fot. D.Szymborska


Kilka kroków, jeden zakręt i z Koszyków – światowych, metalowo ceglastych schodzimy do podziemi. Bar Szawa to…. bar, taki do picia i imprezowania. Mają piwo ze swoją etykietą i uwaga, uwaga mają prawdziwe hiszpańskie krokiety! Serio. Nagle przeniosłam się o kilka tysięcy kilometrów. Z pewnością pomogło w tym to, że wszyscy za barem mówili po hiszpańsku. Oj nie zdawałam sobie sprawy jak łatwo można zapomnieć, że jest się w Warszawie…wystarczy rozmawiać o tapas i jeść tapas…. To zdecydowanie była tapa – sposób podania – piękne to nie było, ale takie jak spotykałam w barach np. w Barcelonie. Gorący, rozpływający się w ustach krokiet z papryczkami na wierzchu do tego super sos z odrobiną wasabi. To było super smaczne. Już planuję rewizytę, bo zapamiętałam świetny smak i zamierzam się z nim spotkać znowu! Oby lokal trzymał poziom, bo w karcie były jeszcze kanapki….

Słony – maczanka iberyjska

To jest pomysł, to jest wariacja! Pampuch z mięsem i kiełbasą! fot. D.Szymborska


Uwaga będą ochy i achy, bo takie podejście, konsekwencja to mi się podoba! Rok temu do patatas bravas kucharz dodał wątróbkę a teraz poszalał z szarpaną wieprzowiną z hiszpańską kiełbasą, podane w pampuchu! To było coś! Pomysł, wykonanie! Samo miejsce sprzyjające imprezowaniu lub szybkiej wizycie w czasie lunchu. Profesjonalna obsługa, och jak ja lubię jak pan kelner umie opowiedzieć o daniu, jest przygotowany, uśmiechnięty i wie co kuchnia serwuje! Wreszcie pomysł by nie silić się na coś co by nie pasowało do lokalu tylko podejść do idei hiszpańskiego tapas z inwencją, nie bać się eksperymentu! Do tego klimatyzacja i nic tylko zamawiać pampuchy jeden za drugim i popijać cavą lub piwem!

Tapas Bar Złoto Hiszpanii – bycze policzki

Bycze policzki, śmietana, sos, bób i lemoniada w tle....fot. D.Szymborska


Teraz na Saskiej Kępie to ciężko iść chodnikiem bo gdy kończy się jeden ogródek restauracji, zaczyna się kolejny. Tapas Bar nie ma dużego zaplecza kuchennego, tu bardziej napijemy się piwa, zrobimy szybkie zakupy, przyniesiemy do domu drogie produkty z Półwyspu Iberyjskiego. W zeszłym roku było bez zachwytów, tym razem może nie jest to moja ulubiona tapa, ale doceniam dobre zmiany! Mięso było smaczne, kwaśna śmietana świetnie pasowała do wołowych policzków, a bób bardzo ładnie nie tylko wyglądał ale też dodawał tapie smaku. Cóż, pewno ze względów na malutką kuchnie w tym lokalu, tortilla bardzo przypominała taką z supermarketu. Na szczęście pszenny placek był tylko dodatkiem a nie podstawą tej tapy.

No to by było na tyle. Jeszcze są dwa miejsca serwujące tapasowe zestawy, do których niestety nie udało się nam dotrzeć.

Teraz pozostaje czekać do 15 czerwca by dowiedzieć się co warszawiakom i pewno też hiszpańskim ekspatom smakowało najbardziej. Jeżeli miałabym polecać to z pewnością Bycze jądra, pampucha z karkówką, pomidora z krewetkami. Tym, którzy szukają hiszpańskich smaków bez polskich naleciałości zaleciłabym odwiedzenie piwnicy na Lwowskiej, bo krokiety tam mają wyśmienite!

Czas leci, druga edycja Szlaku Tapas zacznie się za moment. Cieszę się, że mogłam znów zmęczyć swój żołądek, odwiedzić dziwne i nowe dla mnie miejsca i cieszyć się z hiszpańskich smaków!


Jestem przekonana, że szybciej niż za rok znów będę o tapas pisać, bo uwielbiam idę odwiedzania różnych miejsc, jedzenia i picia…..a latem takie imprezowanie sprawia jeszcze więcej frajdy! Jakoś ciężko sobie wyobrazić, że w zimie chodzę od baru do baru, samo zdejmowanie kurtki, odwiązywanie szalika, przecieranie zaparowanych okularów. Nie! Tapas wymagają ciepła, lata i dobrego humoru!

1 komentarz:

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa