26 marca 2017

Połówka wiosenna – relacja z 12. PZU Półmaratonu Warszawskiego

Mimo, że udziwnione mocowanie szarfy, medal bardzo ładny, kolejny do kolekcji fot. D.Szymborska


Dalej się uśmiecham. Cieszę się, że mogłam pobiec w tak sympatycznej imprezie. Udana sobota, zdecydowanie.

Rano było naprawdę zimno, planowałam biec „na krótko” więc na bluzeczkę z krótkim rękawkiem ubrałam puchówkę. Na głowę czapkę, w nogi nie marznę i można wyjść z domu! 

W metrze zorientowałam się że: a) nie zdjęłam ciężkiej bransoletki z ręki, b) zapomniałam taśmy klejącej żeby skleić opaski czasowe, które miały mi pomóc biec równo i kontrolować tempo. Im dłuższy bieg tym moje kalkulacje gorsze, pomnożenie kilometrów, tempo…..generalnie matematyka mi nie idzie, to znaczy do 10 kilometra „ogarniam” a potem jakoś mniej. A jak ma się na opasce wszystko ładnie napisane to dużo ułatwia! Tylko trzeba mieć taśmę klejącą….inaczej śliczne opaski trzyma się w ręce przez cały półmaraton. A żeby bransoletka nie zrobiła mi siniaków to obwiązałam ją buffem i było ok. Większy problem miałam z żelami. Ponieważ na do metra, na parking podjechałam autem to w torebeczce na pasku miałam i kluczyk do auta i dokumenty, żele się nie zmieściły. Na szczęście, a może nie, pasek ma takie specjalne kieszonki na żele. Z których jak się zorientowałam one wypadają. Na szczęście udało mi się złapać kawałek banana i pobiec dalej.


Na starcie było wietrznie i zimno, pomimo foli termicznej lekko dygotałam, na szczęście był taki tłok, ja stałam w środku tłumu, było troszkę cieplej. Ruszyłam w tempie na 1.50 (patrz opaska czasowa), tak też ukończyłam bieg. Tak po 2 kilometrze cieszyłam się, że biegnę w krótkim rękawku, na 15 byłam przekonana, że to dobry strój. Wielu biegaczy zwalniało, nie tylko dlatego, że był podbieg ale głównie z powodu przegrzania – długie spodnie, bielizna termiczna, kurtki, czapki….

Selfie z tych zimowych


Trasa – w przeciwną stronę niż rok temu. Dużo zbiegania na początku i podbieg na końcu, chyba wolałam tą zeszłoroczną wersję, ale narzekać nie będę bo cały bieg minął mi z uśmiechem na buzi, przebijałam piątki, machałam do kibiców i naprawdę dobrze się bawiłam.

Jedyne o czym zapomniałam, to, to, że mój żołądek nie toleruje izotoniku 4move, przypomniałam sobie o tym jak wypiłam 1/3 kubeczka….na szczęście na każdym kolejnym „wodopoju” starałam się rozcieńczyć stężenie 4mova w żołądku, dużą ilością wody. Wolontariusze byli bardzo sprawni i mili, doceniam to, że banany były obrane!

I zupełnie letnie selfie z dwoma butelkami wody (jedna zamiast izo)


Na mecie piękny medal i szybko do depozytu, bo znów chłodno było. Przebranie się w suche ciuchy i znów w puchówce do domu. Pogoda  z tych bardzo wiosenno zdradwliwych – śliczne słońce i chłodno.

Spotkałam dużo koleżanek, przybiłam KODerską piątkę na trasie i było mi bardzo miło, gdy koleżanki wołały mi na trasie dobre słowa – a widziały moje plecy! Cóż chyba są one bardzo charakterystyczne.

To był mój 6 półmaraton warszawski. Lubię ten bieg, z reguły jest częścią przygotowań do wiosennego maratonu, zmuszeniem do dłuższych treningów przed startem. Jak już 6 na koncie, to chce się dziesięć….nie tylko dlatego, że złota odznaka będzie czekać w biurze zawodów…


Do zobaczenia za rok!

Nie ubiorę więcej tych opasek kompresyjnych, jedna (lewa) spadała mi cały czas, to taki szczegół, który bardzo psuje komfort biegu...fot. D.Szymborska

4 komentarze:

  1. Za duże- odkupię😉 będzie kasa na nowe!
    Dota dobrze było Cię zobaczyć😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będą Ci się z butami "gryzły" to po pierwsze, a po drugie chyba mam grubsze łydki :)

      Usuń
  2. zazdroszczę. liczę, że późną jesienią przyszłego roku wrócę do biegania... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z pewnością :) na życiówki zawsze się znajdzie czas, na spokojne treningi też :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa