21 czerwca 2016

Rzeźnik – o biegu, nie mięsie

Ultra w ultra dawce fot. D.Szymborska


Rzeźnik – kultowy, ultra, bieszczadzki, inny niż wszystkie bo biegany w parach…. o Rzeźniku – biegu się mówi i pisze. Ba, ostatnio było bardzo głośno w biegowym świecie, bo organizatorzy (w dużym skrócie) nie dopełnili formalności wystarczająco wcześnie i musieli zmienić trasę biegu, a o tym wszystkim nie informowali uczestników, którzy wpisowe zapłacili ale pobiegli inną trasą... To już historia, czy organizatorzy wyciągną wnioski, będą traktować uczestników w sposób poważny i profesjonalny? Po lekturze książki „Rzeźnik, Historia kultowego biegu”, mam co do tego poważne wątpliwości.



Tak jak opowieści o początkach biegu są bardzo ciekawe, tak potem robi się coraz nudniej, bo to co można by opowiedzieć w jednym rozdziale zajmuje kilkadziesiąt stron. A część poświęcona śląskiemu trenerowi, który niszczył talenty i zdrowie młodych zawodników – bardzo mnie denerwowała. Jak można chwalić kogoś, kto nie myślał o przyszłości swoich podopiecznych – chciał rezultatów od razu, „zajeżdżał” zawodników, a bardziej to oni sami z braku doświadczenia sami robili sobie krzywdę tak ciężko trenując. Wspominanie o tym, że trener nie miał zawodników starszych, tylko samą młodzież, bo reszta albo odchodziła ze sportu zniechęcona albo z kontuzjami wynikającymi z przetrenowania, bez żadnej refleksji – ot jakby to było dobre, normalne i jeszcze czemuś służyło! To chyba były fragmenty książki, które najmniej mi się podobały, opowiadanie o talentach, które zostały zniszczone, jest zawsze smutne, a brak krytycznej oceny, ba nawet coś na kształt zachwytu charyzmatycznym trenerem, to już dla mnie rzecz nie do zaakceptowania!

Zawsze staram się znaleźć coś pozytywnego w książkach, które czytam – tutaj z pewnością będzie to poznanie niefrasobliwych ludzi, historii ich biegu. Podobały też mi się sylwetki niektórych biegaczy i biegaczek. Wreszcie zawsze jest we mnie dużo szacunku dla tych co biegają ultra, tych co stają na mecie.

Myślę, że książkę warto przeczytać wtedy, gdy ktoś zastanawia się nad startem, bo wtedy zrozumie, że nie będzie to dobrze zorganizowana impreza, że będzie bardzo dużo improwizacji. Jednym to się spodoba – bo takie bieszczadzkie, innym wręcz przeciwnie – bo to zupełny brak profesjonalizmu. Jak dotąd organizatorzy nie cierpieli na brak zainteresowania, prowadzili losowania, bo aż tylu potencjalnych rzeźników chciało dobiec do bieszczadzkiej mety. Jak będzie w tym roku? Trzeba poczekać, na razie po biegu, dyskusje przycichły…

„Rzeźnik, Historia kultowego biegu”, Anna Dąbrowska, Piotr Skrzypczak, Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2016

Ultra, Dalej niż maraton, numer 5/2016



2 komentarze:

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa