17 czerwca 2016

Smacznie, ale bez rewelacji czyli 3 miejsca na: śniadanie, obiad i kolację w Poznaniu

Le Targ, Wyranda, Lars, Lars&Lars - Poznań na talerzu fot. D.Szymborska


Zacznę od tego, że chyba robię się coraz bardziej wymagająca, bo wielkich zachwytów nie będzie. Zgrzytów też brak. Troszkę ponad przeciętnie – to tak. Czas szybko leci a w zdjęcia: dobrego śniadania, fikuśnej sałaty i kolacji czekają na publikację....

Poszłam na łatwiznę, dołączyłam do dziewczyn, które spędziły dużo czasu wyszukując miejsca gdzie będą się stołowały w Poznaniu (bo to było Blog Conference – relacja TUTAJ). 

Cieszyłam się, że nie muszę przeglądać "Internetów", czytać opinii, wiedziałam, że Edyta i Monika są wymagające w stosunku do restauracji. Nie zdawałam sobie sprawy, że będziemy „atrakcją” każdej restauracji, bo trzy dziewczyny robiące fotki swoim talerzom to wciąż rzadki przypadek….


Śniadanie dla głodomora, albo kogoś kto trochę popływał na Malcie fot. D.Szymborska


Rano śniadanie zjadłam w Le Targ – co do jedzenia nie mam zbyt dużych uwag, no może mały zakalce w chlebie, który podobno jest tam wypiekany, reszta smaczna, podana sensownie. Tyle, że czas czekania na zwykłe śniadanie przekraczający 30 minut to zdecydowanie za dużo! To ani nie jest tanie miejsce, ani specjalnie oblegane, a obsługa kelnerka bardzo opryskliwa, czekanie na rachunek to kolejne minuty. Za lokalem przemawia ładny widok, duży stół i sympatyczni ludzie jedzący obok podobnie długo wyczekane śniadania! Dla mnie miejsce, gdzie mogę zjeść takie same jak w domu śniadanie bez konieczności zmywania po jego skończeniu! Nie ma tu żadnej finezji, czegoś niezwykłego, a ponieważ byłam po treningu basenowym to szukałam duże śniadania – tutaj je znalazłam. Taka poznańska Aioli bez żadnej promocji…..dlatego drogo….


To nie fotomontaż - to sałata w sałacie! fot. D.Szymborska


Obiad. Nie wierzyłam Monice jak ostrzegała, że sałatę podają w.... liściach sałaty. Eee to nie możliwe. Gustownie urządzone, klimatyczne, miejsce, miła obsługa kelnerska. Zamawiam sałatę. Andaluzyjską. Czekam i oczom nie wierzę. Na głębokim talerzu zrobiony talerz z liści sałaty lodowej, ba nawet taka wielka miska. Dobry kurczak, smaczne dodatki, świetny sos w butelce podany oddzielnie. Koleżanki się śmieją, że to styl poznański – oszczędnie, nie trzeba potem dużo zmywać bo klient zje miskę! Tak jak samą sałatkę mogę polecić jako przemyślaną, dobrą tak sposób podania….po co? Żurek w chlebie, a sałata w sałacie? A to wszystko w Werandzie!

Pyszna kanapka, pasta już odtworzona w domu! Będzie przepis! fot. D.Szymborska

Cezar Lars... wolę domowego Cezara...fot. D.Szymborska


Kolacja. Tutaj trzeba robić rezerwacje. Nie, no serio? Pytam jak o 18.25 wchodzimy do pustego lokalu. Przed 19 nie ma już wolnych miejsc! Tak, trzeba robić rezerwacje. Dobrą kolację zjadłam – fajna kanapka z pastą jajeczną – już powtórzyłam w domu i wszystkim bardzo smakowało – przepis będzie jak zrobię znów, bo nie zdążyłam sfotografować, pasta z 4 jajek i dużej ilości kukurmy zniknęła w sekund pięć! Obsługa bardzo miła, są wina na kieliszki. Może pan kelner mnie polubił, ale jak zamówiłam zamiast deseru kieliszek słodkiego wina (uwielbiam!!!) to dostałam prawie 200ml! Byłam zaskoczona takim podaniem mojego „deseru”. Sałatka Lars Cezara poprawna, ale wolę domową (przepis TUTAJ). Lars, Lars & Lars to miejsce, do którego chciałabym wrócić, nie mówię, że od razu zmówię śledzie, bo to one są tutaj hitem, ale podoba mi się ten, jak to się nazywa skandynawski koncept, tego bistro.


I co z tym Poznaniem? Myślę, że tajszczyzna w La Ruinie/Raju była najlepsza (relacja TUTAJ). Jestem przekonana, że Poznań ma wiele miejsc, które warto odwiedzić, jestem pewna, że warto tam spacerować jest pięknie, elegancko, wielkomiejsko, a jednocześnie zielono i spokojnie. Inna sprawa, że nie coś za coś – albo uczestnictwo w konferencji albo chodzenie po restauracjach, nam udało się to połączyć….już się cieszę na lipiec bo znów będę w Poznaniu, ale jedzenie przed zawodami rządzi się innymi prawami – albo zjem kluski albo burgera w sprawdzonej hotelowej restauracji….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa