18 czerwca 2016

Restauracja Senses – czyli gwiazdkowa kolacja ponad 7 daniowa FOTO

Długo zastanawiałam się, które zdjęcie powinno otwierać relację - wybrałam pieróg ruski bo taki pyszny był! fot. D.Szymborska


Ogień przy wejściu, skarby pod podłogą, butelki do sufitu, wyciszone miękką wykładziną schody na pierwsze piętro, sala dla gości, a potem ta mniejsza z prywatną łazienką – to nasze miejsce kolacji urodzinowej.

Pominę mój brak pamięci, że taka data, że zaproszenie z wyprzedzeniem…cóż jakoś udało mi się tego nie skojarzyć faktów. Moja wpadka, nadrobię za rok….zapiszę, alarm w telefonie ustawię, przypominajkę na fejsie – wszystko byle skutecznie!

Najpierw trudny wybór 7 czy 11, potem czy z winem czy bez. Kelner słowem się nie zająknął, że 7 dań z menu degustacyjnego, to nie tylko to co na liście. Dobrze, że „padło” na szczęśliwą 7!

Najpierw gorące chleby, zamiast dżemu esencja jabłkowa. Potem tapas, tyle że takie z polskimi akcentami, były i klasyczne krokiety hiszpańskie, i mini hamburgerki z szynką Joselito, krokiety z łososiem, chipsy, panierowany oscypek – dla mnie to już była przystawka…


Troć z majonezami fot. D.Szymboska


Pierwsze danie z menu to troć podana z kawiorem, chrzanem i cytronem (większa cytryna z Himalajów) – bardzo aromatyczna a majonezy smakowe przepyszne.

Dalej było jeszcze ciekawiej bo pomimo liczby mnogiej w menu to był jeden pierożek ruski z czarnym kawiorem, słoniną i consome wieprzowym.

Tak się robi kanapki....fot. D.Szymborska


Potem coś na co czekaliśmy z dużym zainteresowaniem bo pozycja – kanapka z pasztetem – w gwiazdkowej restauracji to ciekawostka nie lada. A tu goście sami sobie kanapkę przygotowują. Serio. Jest pasztet z boku, rosołek pośrodku, bułeczka gorąca z farszem w koszyczku. Cóż takie kanapki to ja bym mogła jeść częściej! Cały czas do dań podawane jest dobrane wino, a do kanapki specjalne piwo!

To jest...krewetka fot. D.Szymborska


Pierwsze główne (albo po prostu środkowe przed deserem) – czerwona krewetka z policzkiem wieprzowym i brokułem – też podana w consome. Zachwyt duży, bo mięso z policzka rozpływało się w ustach, a krewetka była jedną z bardziej „krewetkowych” jakie jadałam.

Pomidor z jagnięciną fot. D.Szymborska
Pomidor-jagnięcina-bakłażan-papryka-cukinia - o to danie jakoś przemknęło, zauważyłam zdjęcie i zorientowałam się, że go brakuje, a kwiat cukinii wyborny...

Wołowina z sosami fot. D.Szymborska



Wołowina z czarną truflą podana z „trumience” z siankiem. Na talerzu musy z czerwonej pomarańczy i kormy. Każdy kawałek wołowiny z innym maźniętym sosem – różne aromaty świetnego mięsa, które jak łatwo się domyślić było sezonowane.

Niesłodkość fot. D.Szymborska


Deser – niesłodki, ba nawet bardziej wytrawny niż krewetka! Ciasto jałowcowe, biała czekolada, cierpki grapefruit, pianki o różnych aromatach.

Chwila przerwy z kieliszkiem ulubionego przez Bonda wermutu. Tort i śpiewanie sto lat! i….. i słodyczowe tapas – oj tu było już słodko, bardzo słodko i jeszcze słodziej, praliny alkoholowe, lody na ciepło, biszkopciki z czekoladą.

Komu cygaro? fot. D.Szymborska


Mało? To może cygaro z pudełka? Mała konsternacja przy stole, eee wszędzie zakazy palenia….zapach tytoniu – popiół w cieście filo….

To była cudowna kolacja. Jeżeli miałabym porównywać z innymi restauracjami w których jadłam menu degustacyjne: Le Regina, Nolita, Tamka to Senses wypada zdecydowanie najlepiej, zarówno oceniając jedzenie, obsługę jak i atmosferę.

W Tamce sztywność kelnerów, butność szefa kuchni – na informację zwrotną, że tuńczyk był zimny a danie miało być ciepłe – odpowiedź – że tak ma być! Nie była miłą informacją.

W Nolicie, tak jak dania z karty są świetne tak menu degustacyjne nie powala, do Le Reginy mam słabość bo lubię szefa kuchni, ale daniom daleko do tego co podają w Senses.

Jednym słowem rozumiem dlaczego na drzwiach wejściowych jest gwiazdka! A to, że Szef Kuchni wpadł do nas na chwilę było bardzo miłą niespodzianką, a rozmowa z Sous Chef’em była wielką przyjemnością, słuchanie o zamysłach, połączeniach, smakach ale też ciężkiej pracy w kuchni zawsze zapada w pamięć.


Jedynym minusem kolacji w Senses jest to, że już się zna to misterium, wie się jak które dania smakują, nie pozostaje nic innego jak czekać na nową odsłonę menu degustacyjnego, by znów siedzieć podekscytowanym i czekać na kolejne danie…. I nie wiem jak ktoś jest w stanie zjeść 11 dań….

2 komentarze:

  1. a jak oceniasz niesłodki deser?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niesłodki deser było OK, natomiast te słodkie były przepyszne. Niestety ja wciąż zaliczam się do tych, którzy uważają, że deser ma być słodki!

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa