4 czerwca 2016

Cafe La Ruina i Raj (kino też) czyli dziwne miejsce w Poznaniu

Z mojego miejsca przy stole mogłam obserwować kuchnię, przez okno oczywiści.... fot. D.Szymborska


Nie trzeba targów, wystawy czy koncertu wystarczy Blog Conference Poznań i nagle w mieście wymalowane blogerki modowe, pchające wózki parentingowe, blogerzy technologiczni z komputerami, blogerzy kulinarni w knajpach oczywiście. A wszystko w przerwach bo  wykład goni wykład. Blogerów sportowych nie widziałam, może jutro ich spotkam na basenie…

Razem z Edytą z blogu Madame Edith i Moniką z Little Hungry Lady zjadłyśmy obiad, a może modniej by było powiedzieć lunch w Cafe La Ruina i Raj, a dokładniej tajszczyznę w Raju a kawę w La Ruinie.

Dla tych co z Warszawy pamiętają Le Madame – miejsce podobne w stylu choć bez piwnicy za to z kinem. Dla tych to w Le Madame nie byli – miejsce gdzie każdy mebel jest z innej parafii, wentylacja działa albo nie, zamówienie składa się przy barze, czeka się bardzo długo. W tak zwanym międzyczasie można pooglądać kreskówki w kinie na kilkadziesiąt miejsc. W kuchni, którą można oglądać przez okno pracuje kilka osób, co wcale nie przyśpiesza wydawania posiłków. Jednak warto uzbroić się w cierpliwość. Jadłyśmy 3 różne dania, każda z nas była zadowolona. Dziewczyny z pewnością napiszą co im się podobało, ja mogę zapewnić, że moja zupa była pyszna. Pho w wersji rajskiej było bardzo dobre.




Nasze trzy tajskie, poznańskie dania fot. D.Szymborska

Pho po poznańsku - pysznie fot. D.Szymborska

Śródka widziana od środka fot. D.Szymborska

Wiadomo, że ostatni rząd najlepszy....fot. D.Szymborska

Inny ten Poznań przy ulicy Śródka, klimatyczny, turystyczny, gwarny. Dla kogoś (jak ja), kto zna lepiej wodę w Malcie niż knajpki z pewnością obiad w Raju był miłą odmianą.


Z Rajem sąsiaduje kawiarnia, serwowane są domowe serniki, dobra kawa. Taksówkarz opowiadał, że jeszcze kilka lat temu tam były slamsy i zakazana dzielnica, a teraz, jak mówił, taka Praga co w Warszawie. Pragi warszawskiej zbyt dobrze nie znam, ale to połączenie tajskiej restauracji z dobrą kawiarnią bardzo mi się podobało. Można z karteczką, tak jak my zamawiać tu i tu i mieć otwarty rachunek…można oglądać kreskówki do woli….

5 komentarzy:

  1. Wow! Aż zapragnęłam natychmiast pojechać do Poznania :) Wielkie dzięki za ten wpis. Pho z kiełkami - kto by to widział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, wiem ale bardzo się starali....a kiełki umyte i sparzone więc....

      Usuń
  2. to absolutnie najlepsze miejsce w Poznaniu! cieszę się, ze udało Ci się tam dotrzeć ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też się cieszę :) a byłam potem jeszcze w 3 miejscach, ale nigdzie mi się tak nie podobało...mimo, że duszno było bardzo :) następnym razem (lipiec) podpytam się gdzie jeszcze warto pójść :) czekam na rady :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa