12 czerwca 2017

ENEA5150Warsaw– jaka piękna katastrofa

Uśmiech od startu do mety (no może w wodzie zbytnio zębów nie szczerzyłam!) fot. T.


Tenisistki zaraz po turnieju uczestniczą w konferencji prasowej. Ta, która wygrała opowiada o swoim sukcesie, przegrana dokonuje samokrytyki. Tak jak ta pierwsza jest w komfortowej przyjemnej sytuacji, tak ta druga cierpi po raz drugi. Nie dość, że przegrała w turnieju to jeszcze musi opowiadać o tym co i dlaczego zrobiła źle. Korzystając z porównania z tenisistkami, to ja niestety po 5150 jestem tą drugą – to znaczy prawie nic nie poszło tak jak miało. Czas fatalny, jedyne co warte zapamiętania -  uśmiech na mecie.

A teraz o samych zawodach ENEA 5150 Warsaw. Dużo z nimi zamieszania, taka specyfika triathlonów, gdzie strefa T1 jest w innym miejscu niż T2. Bardzo drogie wpisowe (100E) wynika z tego, że zawody są na licencji IM, są też zorganizowane z dużym rozmachem. W pakiecie startowym w tym roku był plecaczek na ramię (z tych no name brand) a na mecie bluzeczka finishera. To typowe dla imprez organizowanych przez firmę Sport Evolution – podoba mi się taki pomysł, trzeba naprawdę być na mecie, żeby dostać upragniony t-shirt, nie wystarczy pakiet startowy.


T1 – nad Zegrzem – oznacza to wycieczkę samochodową z rowerem, trzeba brać poprawkę na wielkie korki, które popołudniami są na ulicach wyjazdowych z Warszawy, plus jeszcze remonty dróg – jednym słowem godzina albo więcej w trasie. Trzeba też pamiętać żeby spakować wszystkie rowerowe rzeczy do niebieskiego (tak zwanego mokrego) worka, bo w dniu zawodów można dolać izotonik do bidonu, dopompować koła (triathloniści to uwielbiają) ale do worka nic więcej już dołożyć nie można. T2 na Placu Teatralnym – znów system workowy.

W dniu zawodów organizator zapewnia autobus na start – godzina szósta minut trzydzieści. W tym roku start 5150 nie był opóźniony, wszystko szło bardzo sprawnie – zmieniono też system startowania – zawodnicy deklarowali czas i po 8 osób co kilka sekund wbiegali do wody.

Trasa pływacka na początku bardzo biegowa bo zalew w tym miejscu bardzo płytki. Zastanawiają mnie rozstawione wszędzie na plażach zakazy wstępu do wody, nic to czysta to o na nie była, ale co innego kolor a co innego skład. Dużo bojek ułatwiających nawigację. Spory dobieg do T1. Należy pamiętać o zawiązaniu worka i zapakowaniu do niego pianki (jeżeli się w niej płynęło).

Trasa rowerowa z jedną nawrotką i kilkoma podjazdami. Nie wiem po co w regulaminie znajduje się zapis o karach za śmiecenie na trasie, bo nie widziałam żeby ktokolwiek ją dostał, a puste żele leżały na cały rowerowym dystansie. Był nawet jeden bufet. Wolontariusze wręczali bidony, a chłopaki z okolicznej wsi chodzili z wielkimi torbami i zbierali puste bidony, które rzucili triathloniści. Podobnie było z jechaniem na kole – zabronione, ale znów nie widziałam sędziów, którzy by dawali kary.

T2 w pięknym miejscu z bardzo pomocnymi wolontariuszami. Trasa biegowa to dwie pętelki po samym centrum Warszawy. Naprawdę sporo kibiców, bardzo zaskoczonym zgrają (około tysiąca osób) dorosłych osób w dziwnych stroikach goniących się po brukowanym podbiegu/zbiegu przy ulicy Karowej. Byli bębniarze, wielu kibiców, naprawdę świetna atmosfera!

Meta jak to bywa przy 5150 piękna i wzruszająca. Za metą, jedzenie, picie, masaż i koszulka.

Wracając do przykładu tenisistki, powinnam zacząć od tego, że to nie był mój dzień, a brak dyspozycji też nie pomógł. Oczywiście mogę zwalać na fale, wiatr czy podbiegi – odpowiednio w wodzie, na rowerze czy na biegu. Tylko po co? Nie poszło. Trzeba iść na kolejny trening po to by następny start zaliczyć do udanych.

Na koniec jeszcze uwaga związana z ceną wpisowego na te zawody, owszem jest bardzo wysokie (jak na dystans olimpijski) ale odpadają koszty szukania noclegu, jedzenia i transportu. Dlatego dla warszawiaków to idealny start na początek sezonu! Dystans zdecydowanie sprzyjający dobrym pływakom.


Myślę, że za rok znów tutaj wystartuję, bo przecież trzeba poprawić czas i mieć dobre, wesołe wspomnienia, a nie rozpamiętywać nieudany start.

Tysiąc triathlonistów i triathlonistek czekających na start fot. T.

a
Tak, specjalnie nie ubrałam góry t-suitu bo nie chciałam sobie spalić ramion fot. T.

Spodenki ORCA okazały się bardzo dobryrm wyborem fot. T.

Ukończyłam to mam medal...fot. D.Szymborska


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa