20 sierpnia 2016

4 Dzień obozu – Tatry 2016 – dzień odpoczynku i Casa Mia

Bo czasem dobrze zjeść coś nieregionalnego.....fot. D.Szymborska

Weekend w Zakopanym rządzi się swoimi prawami – to co wydawało się zatłoczonymi górami i Krupówkami zyskuje nową jeszcze bardziej zatłoczoną wartość! Tak, to możliwe. Fani Pokemonów szczęśliwi, tyle nowych stworków….Gubałówka też spokemonowana!

Miało być spokojniej to było. Ponad 17 tysięcy kroków zrobione, ale wszystko na spokojnie i rozrywkowo – była kolejka na Gubałówkę (znów warto było kupić bilety wcześniej, kupiłam też na Butorowy, tyle, że nie w dół tylko do góry – to trzeba było zejść z Gubałówki, żeby wjechać i przejść z powrotem…), były saneczki….

Wszędzie królują oscypki, wersja na zimno 1.5PLN, na ciepło 2.0PLN, na ciepło z żurawiną 2.5PLN. Dym gryzie w oczy. Ziemniaki nawijane na patyk, do tego placki ziemniaczane na zmianę z węgierskimi zwijanymi ciastkami. Przejście Krupówek zajmuje wieki, bo trzeba iść z tłumem w tempie „od oscypka do oscypka”…

Zakopane, Gubałówka,  Kościelisko, Butorowy, Gubałówka + saneczki - zrzut z zegarka




Na szczęście są też mniej „tradycyjne” miejsca. Casa mia to restauracja z nowoczesną kuchnią. Tak jest na Krupówkach. Ma kilka stolików w środku i zdecydowanie trzeba robić rezerwację! Warto zaplanować tam wieczór. Sam lokal śliczny, klimatyczny, jednym zgrzytem jest łazienka, kto nie musi ten nie myje rąk. Nie byłabym sobą gdybym nie zamówiła zupy. Przemiły kelner doradził rosół orientalny. Nie wiem jakie są inne zupy, ale z tej byłam bardzo zadowolona, ogromnie podobał mi się sposób podania. W głębokim talerzu omleto-naleśnik zwinięty w ślimaczki, rosół w takim naczyniu jak do parzenia herbaty lub kawy, dzięki wyciśnięciu warzyw do mojego talerza trafiła esencja rosołowa o smaku imbiru i chili. Pysznie. Na drugie gnocchi z owocami morza w śmietanie i wódce. Niby proste danie, ale jakoś takiego jeszcze w domu nie zrobiłam, a zamierzam. Tym bardziej, że za owocami morza przepadam. Tutaj królowały mule, były też krewetki i kalmary. Wszystko dobre, nic gumowatości.

Czekadełko - kaczka fot. D.Szymborska


Pyszne gnocchi fot. D.Szymborska


Da się zjeść coś innego niż oscypek, którym inna sprawa zajadam się codziennie, bo czemu nie? Jak tutaj są najświeższe?


Trzymam kciuki za Case Mia – żeby trwała, bo zamierzam jeszcze do Zakopanego przyjechać, bo pomimo tłumu turystów, kolejek po wszystko w górach i w mieście, Tatry są cudowne. Wysokość nad poziom morza daje „popalić” więc nic tylko tutaj trenować. Choć na razie trzeba leczyć palec. Dobrze, że teraz są kompresy w żelu….duże ułatwienie i opuchlizna schodzi….

Jeden miś stracił głowę, a drugi ma przerwę na fajkę fot. D.Szymborska

Dzień 4

14.50km - w tym 2x900m zjazdu saneczkami, 863 spalone kalorie, uzupełnione szybko i smacznie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa