28 sierpnia 2016

25km w upale, czyli o wyborach i przygotowaniach maratońskich

Jeszcze przed startem - pusty las, brak numeru startowego, już gorąco....fot. T.


Zapisane opłacone. Można płakać, narzekać albo szukać innych rozwiązań. Pewno, że wolałabym wystartować w przedostatnim tri w tym sezonie. Niestety nie tym razem. Taki „drobiazg” jak bardzo obity palec uprzykrza treningi. A niektóre uniemożliwia. Nie mam jak pływać, na rowerze to lepiej nie zmieniać manetek prawą ręką, a w czasie bieganie trochę puchnie i bardzo boli. Jednym słowem dyspozycji do startu w tri brak. Pewno, że można zacisnąć zęby i wystartować. Tylko po co? Co zyskam? Na pewno nie będzie przyjemnie, na pewno nie będzie z sukcesem. Zresztą decyzja zapadła. Będą kolejne sezony i będą starty z uśmiechem i radością z możliwości wzięcia udziału w zawodach – a to dla mnie najważniejsze.

Do tego zawodami zamykającymi sezon jest Maraton w Berlinie. Zostało mniej niż 30 dni. Z maratonem to jest tak, że to jest taki bieg, który pokazuje pracę z wielu miesięcy, szanuje systematyczność i karze złym wynikiem butę i brak długich wybiegań. Tak widziałam plany treningowe, które omijają takie dystanse powyżej 20 kilometrów, jednak znam swój organizm, to będzie 6 maraton, czwarty w Berlinie i bardzo mi zależy żeby był dobrze pobiegnięty!

Jak już wiedziałam, że z Mrągowa nici to zaczęłam szukać biegu, wiem, że lepiej mi się trenuje jak mam możliwość wystartowania w zorganizowanym, długim biegu. Najlepiej jak po lesie bo wtedy oszczędzam kolana. Tadam – weekend pełen wrażeń – w sobotę Puchar Maratonu Warszawskiego – bieg na 25 kilometrów po lesie, lub BMW Praski Półmaraton – 21 kilometrów po asfalcie. Pierwszy bieg kosztuje 20pln, drugi 120 bo to ostatni termin rejestracji. PMW – używam startego numeru startowego, dostaję zwrotny chip do przypięcia do buta, mam 4 punkty z wodą i izotonikiem – to mi zupełnie wystarczy! Nie potrzebuję medalu (a lubię, choć wolę puchary), kolejne bluzeczki technicznej (wolę z maratonów i triathlonów niż z zawodów na krótszych dystansach), wreszcie 25km w lesie w kameralnej imprezie oznacza, że zmarnuję mniej czasu na dojazd i czekanie. Wybór z tych oczywistych, dla kogoś kto chce ćwiczyć a nie ścigać się w ten weekend.


Wcześniej wizyta u lekarza, wolałam się dowiedzieć co jeszcze ortopeda poradzi mi na mój palec – zaopatrzona w maść i saszetki z lekiem zmniejszającym opuchliznę pojechałam na start.

Jaka miła niespodzianka koleżanki syn był wolontariuszem, a ona przyjechała mu pomagać – spersonalizowany doping na punktach z nawadniających miałam zapewniony.

Pamiętam jak tragicznie biegło mi się miesiąc temu, to było jedno z bardziej koszmarnych wybiegań. Teraz było inaczej. Pierwsze 10km, czyli 2 pętelki bez narzekania, w założonym tempie, potem uaktywnił się palec. Grrr. Już tak przyjemnie nie było, do tego, upał około 30 stopni nawet w lesie daje się we znaki. Choć i tak nie narzekam, bo ci co dziś startują to będą się „smażyć” na odsłoniętym asfalcie a ja tylko „skwierczałam” na leśnych polankach. Jedyny minus to pył, było bardzo sucho, piasek, ziemia – takie drobinki, które uprzykrzają bieg. Z drugiej strony czego się spodziewać w lesie? Coś za coś.

Takie bieganie po lesie, w upale ale też w przemiłym towarzystwie i w czasie dobrze zorganizowanej imprezy biegowej.... - zrzut z zegarka


Sama sobie zadałam czas spokojnego wybiegania na 2.30 – ot tyle, by się zmęczyć ale przede wszystkim poćwiczyć długie wybieganie w ustalonym tempie. Pobiegłam 2.24 czyli troszkę szybciej, nie na tyle, żeby zburzyć założenia treningowe a zawsze przyjemne kilka minut urwanych. Było bardzo gorąco, palec bolał – efekt bardzo, ale to bardzo wysoki średni puls – 188. Trudno, taki to był dzień i tyle. Na mecie karetka i w niej przemiły ratownik medyczny z lodem w sprayu – och co za ulga!

Punkt z piciem fot. Asia z Biegacz na Diecie


Po biegu rozciąganie i radość z wykonanego treningu! A potem domycie się z pyłu, piachu i ziemi i….na rower jak się człowiek wcześniej umówił to dotrzymuje słowa. Nie narzekałam (za bardzo) bo to było dobre, spokojne rozjeżdżenie zbitych bieganiem nóg. Efekt teraz rano nie mam zakwasów!

Selfie rowerowe - stroik tri żeby się bardziej opalić


A dziś? Nie ma mnie na starcie półmaratonu (brak żalu, nie mój bieg, raz i bez wody wystarczyło – relacja sprzed lat TUTAJ), nie ma mnie też na starcie triathlonu w Mrągowie (wielki smutek). Pamiętacie, że po tym jak kibicowałam w Mrągowie to zjadłam pyszną rybę? Przez rok byłam w kontakcie z właścicielem smażalni, pytał się czy przyjdę w niedzielę, bo zapraszał na obiad – odmówiłam i przeniosłam spotkanie na za rok! Co się odwlecze to nie uciesze. A tym co startują w Mrągowie jeszcze bardziej zazdroszczę bo oprócz pięknego i czystego jeziora, mają ciekawe trasy rowerowe i biegowe i mogą sobie pójść na taki pyszny obiad, a po zawodach wiadomo, że wszystko smakuje cudownie (recenzja smażalni TUTAJ).

Dziś to postaram się nasmarować palec i pójść pojeździć na rowerze,  bo tak jak maraton jest okrutny w podsumowaniu treningów tak samo jest z zawodami kolarskimi….na wyniki trzeba zapracować….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa